Hillary Clinton - nieznana prawdziwa historia

Sensacyjna książka może zmienić losy kampanii prezydenckiej w USA. Tuż przed wyborami legendarny dziennikarz Carl Bernstein obala mit byłej Pierwszej Damy.
Hillary Rodham Clinton zawsze wzbudzała skrajne emocje. Według jednych była superkobietą o błyskotliwym umyśle, która dla dobra rodziny poświęciła własną karierę. Ona sama przez lata podtrzymywała skutecznie ten wizerunek. "Przez długi czas żyłam w cieniu męża. Doradzałam mu, organizowałam jego kampanie, wiece i wystąpienia, przemawiałam w jego imieniu z mównicy ozdobionej prezydencką pieczęcią", twierdziła, dając do zrozumienia, że to ona była filarem w małżeństwie Clintonów i właściwie bez niej Bill nie osiągnąłby wiele.

Ci zaś, którzy nie darzyli Hillary sympatią, uważali ją za zimną, wyrachowaną kobietę, która na drodze do sukcesu nie cofnie się przed niczym. Obie te skrajne opinie miały jednak jedną wspólną cechę: pokazywały Hillary jako kobietę twardą i nieustępliwą, która dokładnie wie, czego chce w życiu i potrafi te cele realizować. A jeśli nawet miewa chwile zwątpienia i słabości, potrafi nad nimi szybko zapanować. Książka Carla Bernsteina zadaje kłam temu misternie zbudowanemu wizerunkowi. Z ogromnego materiału, w tym dwóch setek wywiadów z najbliższymi przyjaciółmi i współpracownikami Hillary, które zebrał dziennikarz w ciągu ośmiu lat pracy nad książką, wyłania się szokujący obraz byłej Pierwszej Damy. Bernstein nie kwestionuje wspaniałego wykształcenia i pracowitości kandydatki na fotel prezydencki w wyborach w 2008 roku. Także według niego Hillary była znakomitą studentką na wydziale prawa jednego z najlepszych uniwersytetów w Yale, gdzie poznała Billa. Jednak od początku brakowało jej wielu cech potrzebnych do osiągnięcia sukcesu i małżeństwo z Clintonem było najlepszą życiową inwestycją, jaką mogła zrobić. Bez niego i jego przyjaciół nigdy nie trafiłaby do Białego Domu jako Pierwsza Dama i nigdy nie miałaby szans sięgnąć po prezydenturę.

Na plecach Fostera
W kancelarii prawniczej w Little Rock, gdzie trafiła z polecenia Billa w wieku 29 lat, wzbudziła mieszane uczucia. Wyglądała fatalnie. Przyjaciółka Clintona z tamtego okresu mówi, że "Hillary robiła wrażenie niedomytej dziewczyny, która nie depilowała nóg i dziwnie pachniała". Ale, co gorsza, także jej umiejętności zawodowe nie wzbudziły zachwytu. Uważano, że liczne braki nadrabia tupetem. Tylko przyjaciel Billa z dzieciństwa, starszy od Hillary o dwa lata Vince Foster, był nią zachwycony. To on de facto wprowadzał ją do zawodu i opiekował jak młodszą siostrą. Dzięki niemu Hillary dość szybko wyrosła na gwiazdę nie tylko miejscowej palestry i trafiła do grona setki najbardziej wziętych prawników w kraju. Pasowali zresztą do siebie jak ulał. Oboje mieli niezbyt udane związki, oboje byli wyjątkowo poważni jak na swoje lata. Jak kiedyś powiedział Bill Clinton: "Ja zawsze czuję się, jakbym miał 16 lat. Hillary w chwili urodzenia już miała czterdziestkę". Z Vince’em mieli nawet podobne poczucie humoru. Tylko przy nim pani Clinton potrafiła śmiać się jak mała dziewczynka.
Hillary i Foster spędzali ze sobą czas nie tylko w biurze, ale i poza nim. Często chodzili na lunch do pobliskiego hotelu La Fayette i oglądali pokazy bielizny damskiej. Razem też grali w golfa albo w tenisa, wspólnie wypuszczali się na bardzo długie spacery. Nie ulega więc wątpliwości, że relacja, jaka łączyła Hillary i Vince’a, była szczególna. Ich silny emocjonalny związek wprowadzał w osłupienie nawet żonę Vince’a, Lisę. Czy Hillary i Vince byli kochankami? Tylko jeden z przyjaciół Fostera podejrzewa, że mogła ich łączyć relacja intymna. Według prawnika z kancelarii w Little Rock, Webba Hubbella, pewne jest natomiast to, że "Vince kochał Hillary i miał nadzieję, że będą mieli romans. Ona nie była nim aż tak zainteresowana. Bywa jednak, że przyjaciela kocha się bardziej niż kochanka. Przez ostatnich 20 lat chyba nikt nie był bliższy Hillary niż Foster".

Kim by tu zostać?
Mimo skromnych doświadczeń ambicje Hillary od początku sięgały daleko poza kancelarię w Little Rock. Bardzo chciała odegrać znaczącą rolę w polityce. Tyle że nie bardzo wiedziała, jaką. Kiedy więc trafiła wraz z Billem do Białego Domu w październiku 1992 roku, nie mogła zdecydować się, czy zostać szefem jego gabinetu, prokuratorem generalnym, czy może ministrem edukacji. W końcu poszła za radą doradcy politycznego Clintonów z Arkansas, Dicka Morrisa, i zdecydowała się na prowadzenie komisji, której zadaniem było stworzenie systemu powszechnej opieki zdrowotnej. Czegoś, co było nieosiągalnym celem demokratów od dziesięcioleci i, jak wkrótce miało się okazać, przerastało także Hillary. Morris uważał, że przewodniczenie komisji będzie dla państwa Clintonów dużo bezpieczniejszym rozwiązaniem niż powołanie Hillary na stanowisko ministerialne, z którego w razie porażki musiałby ją zwolnić własny małżonek.
Donna Shalala, którą Clinton powołał na stanowisko ministra zdrowia i opieki społecznej, twierdzi jednak: "Pomysły Hillary były szalone. Na dodatek odrzucała rady krytyków jej koncepcji, które przede wszystkim godziły w jej wysoką samoocenę. Uważała, że mając władzę i kompetencje, jest w stanie samą siłą woli, intelektu i ciężką pracą rozwiązać każdy problem". Zdaniem Shalali wokół Hillary narosło wiele mitów, które niezupełnie odpowiadały jej możliwościom. Pierwszej Damie brakowało wszystkiego: talentu, doświadczenia i myślenia długofalowego. W Little Rock oboje z Billem byli jak wielkie ryby w małym stawie. Tam łatwo było zabłysnąć studentom Yale. W Waszyngtonie musieli zmierzyć się z ludźmi swojego formatu – równie inteligentnymi i wykształconymi. Także sam Clinton uważał pomysł reformowania służby zdrowia za absurdalny i odwlekał nominację Hillary tak długo, jak się dało. Ale jak zdradził Bernsteinowi jeden z jego wieloletnich współpracowników: "Bill był prezydentem także dzięki temu, że mimo ujawnienia jego romansu z Jennifer Flowers w 1992 roku, Hillary stanęła za mężem murem. I musiał jej za to zapłacić stanowiskiem, którego tak pragnęła".

Sztab nieudaczników
Hillary była pewna, że ze sztabem ekspertów odniesie sukces. Ale znalezienie takich ludzi również przerosło Pierwszą Damę. Jednym z pierwszych, których ściągnęła do Waszyngtonu, był Foster. Wydawało się, że Vince ze swoją wiedzą, doświadczeniem, drobiazgowością, a przede wszystkim dyskrecją będzie idealnym doradcą prezydenta i prawnikiem Pierwszej Damy. Sam Foster bardzo cieszył się z nominacji i wiązał z pracą w Białym Domu wielkie nadzieje. Nawet żona Lisa była zdania, że robi dobrze: "Jeśli nie spróbujesz, będziesz tego żałował".
Ale szybko stało się jasne, że Waszyngton to nie liga Fostera. Popełniał błąd za błędem. Najpierw poniósł fiasko w sprawie afery Travelgate, związanej z turystycznym biurem obsługi kancelarii prezydenta, w którym Clinton usadowił niemal połowę swojej rodziny. "Myślę jednak, że początkiem końca Vince’a była przegrana w sądzie z organizacjami, które chciały brać udział w pracach komisji zdrowia prowadzonej przez Hillary", uważał Hubbell. Ich udział w pracach komisji oznaczał jedno – zastopowanie prac, na które Hillary dostała od Billa zaledwie 100 dni. Zbyt wczesne ujawnienie pomysłów komisji mogło zniweczyć wszelkie plany. Sprawa trafiła do sądu. Organizacje skarżyły administrację. Wówczas Hillary wezwała na pomoc Fostera. "Idź i wygraj tę sprawę!", poleciła tonem nie znoszącym sprzeciwu. Dotąd opanowany i metodyczny Foster tym razem całkowicie spanikował i przegrał. Hillary była wściekła i bezradna. Jak zwykle nawet nie zamierzała ukryć rozczarowania. "Różnica między temperamentem Billa i Hillary polega na tym, że Bill wścieka się, a potem zapomina. Za to Hillary wścieka się, a potem pamięta do końca życia", mówił przyjaciel pary.
Po czterech miesiącach Foster zrozumiał więc, że jest skończony. Ale nie to go martwiło najbardziej. Zawsze mógł wrócić do Little Rock. Dokuczało mu to, że zawiódł swoją damę. "Z powodu niewiedzy, braku doświadczenia i przepracowania popełniłem błędy nie do naprawienia. Nie nadaję się do tej pracy. Ani do życia publicznego w Waszyngtonie. Rujnowanie ludzi jest tutaj uważane za sport. Przeze mnie Hillary będzie teraz oskarżana i obrzucana błotem", powiedział swojej znajomej, Susan Thomases. We wtorek 20 lipca 1993 roku wyszedł z biura około pierwszej. Pięć godzin później został znaleziony nieżywy w swoim samochodzie w Fort Marcy Park na przedmieściach miasta. Z raportu policji wynikało, że popełnił samobójstwo. Strzelił sobie w usta. Osierocił troje dzieci.

Na granicy wytrzymałości
Hillary długo nie mogła się po tym otrząsnąć. Kiedy kłopoty osobiste i prawne gromadziły się nad jej głową, przestawała panować nad sobą. W przeciwieństwie do Clintona z trudem znosiła napięcie towarzyszące życiu w Białym Domu. Już po kilku miesiącach pod obstrzałem była bardziej wyczerpana fizycznie i nerwowo od Billa. Chudła w oczach. Jak zauważył jeden z pracowników Białego Domu: "Czasami budziła się tak wkurzona, że lepiej było nie wchodzić jej w drogę". Mówiła, że czuje się jak w szklanym akwarium, gdzie może być obserwowana z każdej strony. Na przełomie 1993 i 1994 roku, kiedy zmarł jej ojciec, a komisje senackie zaczęły badać niejasne interesy Clintonów w Whitewater, Hillary przeszła, jak odkrył Bernstein, załamanie nerwowe. Cierpiała na depresję. Czy korzystała z pomocy psychiatrów? Tego nie udało się ustalić. Prawdopodobnie nie, ale powrót do równowagi psychicznej zajął jej wiele miesięcy. Jeden z jej znajomych, który chce zachować anonimowość, twierdzi nawet: "Chyba nigdy nie była zadowolona z życia. Na zewnątrz wciąż jest zdolna do zabawy i do uśmiechu, grania ciepłej i przyjaznej, ale w środku jest lodowata i zgorzkniała".
Na jej zgorzknienie z pewnością wpłynęły liczne romanse Clintona. Musiała przełykać łzy goryczy, kiedy wychodziły na jaw kolejne jego zdrady. Zachowanie Hillary podczas afery rozporkowej z Monicą Lewinsky w 1998 roku przyniosło jej wielką sympatię opinii publicznej. Mówiono, że to ona uratowała Clintona przed utratą stanowiska. Że gdyby odeszła od niego wtedy, byłby skończony. Hillary jednak zacisnęła zęby i została przy Billu, twierdząc w dodatku, że cała afera to w rzeczywistości spisek bliżej nieokreślonych kół, które chcą zniszczyć jej męża.

Bezcenny kapitał
W rzeczywistości jednak nazwisko i dorobek Clintona były kapitałem, z którego nie chciała zrezygnować. Bez tego jej szanse na mandat senatora z okręgu Nowego Jorku w 2000 roku byłyby znikome. Na początku wyborów przegrywała z uwielbianym Rudolphem Giulianim na całej linii. Dopiero gdy Giuliani wycofał się z powodu raka prostaty, a na jego miejsce wskoczył mało znany 42-letni Rick Lazio, Hillary zaczęła górować w sondażach. Wyborcy znali tylko ją i w praktyce mogli głosować tylko za lub przeciw byłej Pierwszej Damie. Wybrali więc to, co znali.
Czy jednak Hillary ma szanse w walce o fotel prezydencki? Książka Bernsteina z pewnością jej tego nie ułatwi. Bernstein to w Ameryce człowiek instytucja. Laureat nagrody Pulitzera, którego wiarygodności nie sposób kwestionować. Sztab wyborczy Hillary przez wiele miesięcy walczył, by nie dopuścić do publikacji. Ale i tym razem pani Clinton poniosła porażkę. A Ameryka kocha tylko zwycięzców.

Magda Łuków
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/12 lat temu
No to zaczyna się! Kobieta chce być prezydentem, to pokazuje się jej miejsce w szeregu. Dlaczego o facetach nie pisze się takich bzdur i plotek? Zauważyliście?