Gwyneth Paltrow i Chris Martin

On z sukcesem rozwija karierę muzyczną, ona zajęła się wychowaniem córki. I bardzo im to obojgu odpowiada.
Ściąłem włosy, bo Gwyneth mi kazała - oświadczył niedawno 28-letni Chris Martin, wokalista grupy Coldplay. Rozbrajająco się przy tym uśmiechnął i przyznał, że jest pantoflarzem. "Nie mam nic przeciwko rządom mojej żony. Uważam, że dobrze wychodzę na tym, że zawsze stosuję się do jej uwag", dodał.

Gwyneth też deklaruje, że pozostaje pod silnym wpływem Martina, ale problem, kto dominuje w tym związku, się nie pojawia, bo dla obojga nie ma ważniejszej rzeczy niż rodzina. "Oboje nie lubimy wychodzić do pubów, marnować czasu na hucznych imprezach. Najważniejsze dla nas są chwile spędzone z córeczką", opowiada Gwyneth, która wie, że jej mąż w sekundę rzuciłby wszystko, gdyby go potrzebowała. Ona już zdobyła się dla Martina na poświęcenie i opuściła rodzinne USA, by zamieszkać w deszczowym Londynie.

Młodszy i mniej sławny
Kiedy Gwyneth poznała Chrisa, była kobietą po przejściach. Jej wcześniejsze związki kończyły się przykrymi rozczarowaniami. Aktorka najbardziej przeżyła rozstanie z Bradem Pittem, z którym przez trzy lata tworzyli najpiękniejszą parę show-biznesu. On mówił o niej, że jest jego aniołem, a ona, że zmienił jej życie. Kiedy się rozstali, Brad szybko poznał Jennifer Aniston i się ożenił. Gwyneth długo leczyła złamane serce. Mówiła, że już nie wierzy w miłość.

Po dwóch latach otrząsnęła się z rozpaczy. Poznała Bena Afflecka. Zaręczyli się, planowali ślub i... po trzech latach się rozstali. Gwyneth zaczęła podejrzewać, że przyczyną jej miłosnych niepowodzeń była skrywana zawodowa rywalizacja. Żyła w przeświadczeniu, że "szczęśliwe związki nie są jej pisane". Kręciła film za filmem, a kiedy miała wolne weekendy, wyjeżdżała do Anglii na spotkania ze swoją najlepszą przyjaciółką Madonną.

To właśnie Madonna potwierdziła podejrzenia aktorki, że zakochiwała się do tej pory w najgorszym typie mężczyzn: walczących o sławę aktorach. Zdaniem Madonny idealny partner powinien być młodszy, umiarkowanie popularny i w żadnym wypadku nie powinien być aktorem, bo z takimi najtrudniej się żyje.

Traf chciał, że wkrótce Gwyneth wybrała się na koncert zespołu Coldplay. Zachwycona poszła na występ grupy jeszcze trzy razy. Kiedy Martin zauważył, jak sławną ma fankę, ułożył dla niej piosenkę "In my place". "Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale kto nie pokochałby Gwyneth", opowiada Martin. Nowym związkiem Paltrow zachwycona była także Madonna. Martin spełniał wszystkie jej kryteria: był muzykiem, był mniej sławny niż Gwyneth, no i pięć lat od niej młodszy.

Nowa Yoko Ono
"Chris pomógł mi w najtrudniejszym momencie mego życia. Gdyby nie on, nie wiem, czy kiedykolwiek bym się pozbierała", opowiada Gwyneth, która zaraz po zaręczynach z Martinem w 2002 roku straciła ojca. "Byłam zawsze córeczką tatusia. Kiedy zabrakło go w moim życiu, myślałam, że już nic nigdy nie będzie takie samo", zwierzała się dziennikarzom.

Martin jak nikt umiał się nią wtedy zaopiekować. Organizował wypady do jej ulubionych zacisznych brytyjskich wiosek, dbał o to, żeby ciągle miała zajęcie. "To on mnie wtedy wydobył z rozpaczy", opowiada Paltrow. Oboje zdecydowali, że wezmą cichy ślub. Do końca nikt nie wiedział o ich planach. Zaraz po uroczystości młoda para wprowadziła się do domu w Londynie. To Martin zadecydował, że w Anglii będzie im się lepiej żyło.

A Gwyneth uznała, że chce odpocząć od planu filmowego i każdą chwilę spędzać z mężem. Nauczona wcześniejszymi doświadczeniami, obiecała sobie, że tym razem nie pozwoli zepsuć tej miłości. Postanowiła, że to ona będzie wsparciem dla męża. Uważała na to, żeby Martin nie czuł się nigdy schowany w jej cieniu. Częściej niż o sobie mówiła o mężu, chwaląc go za talent i zdolności wokalne. A on stawał się coraz sławniejszy, i to nie tylko ze względu na związek z piękną Paltrow.

"Czuję się ciągle jak dzieciak, który zamiast w łóżku, znalazł się na bajecznym przyjęciu", tak Martin opisuje swoją karierę muzyczną. Kiedy w połowie lat 90. razem z kolegami ze studiów wpadł na pomysł, aby założyć zespół, ani przez chwilę nie myślał, że wyjdzie z tego coś poważnego. "Wszyscy interesowaliśmy się muzyką i chodziło o to, żeby sobie wspólnie pograć", wspomina Martin. W 1998 roku grupa wydała kilka singli i nagle okazało się, że ich muzyka podoba się nie tylko im samym. Pierwszy album "Parachutes" z 2000 roku trafił od razu na szczyt brytyjskiej listy przebojów, a potem już było tylko lepiej. W 2002 roku grupa wydała płytę "A Rush of blood to the head" i sukces krążka zadziwił nawet ich samych. Płyta sprzedała się na pniu nie tylko w Anglii, ale także w USA, a formację okrzyknięto nowym U2. Martin więcej czasu spędzał na scenie niż w domu, a Gwyneth nie chciała być sama i jeździła razem z nim.

Nie wszyscy jednak byli tym zachwyceni. Muzycy z Coldplay mieli już dosyć wszechobecnej Paltrow. Prawdziwa burza wybuchła, gdy Martin zadecydował, że na kolejnej płycie Paltrow zaśpiewa razem z nim dwie piosenki. "To już koniec", załamywali ręce muzycy i po cichu zaczęli nazywać ją "nową Yoko Ono". Z przerażeniem czekali na to, aż ich zespół rozpadnie się za sprawą kobiety, tak jak kiedyś zdarzyło się z Beatlesami. Paltrow szybko jednak dostrzegła, co się dzieje i postanowiła usunąć się w cień. Zapewniała, że nigdy nie chciałaby stanąć na drodze kariery męża. Poza tym okazało się, że jest w ciąży. Muzycy Coldplay odetchnęli z ulgą, a Chris i Gwyneth byli w siódmym niebie.

Jabłko miłości
"Zastanawiam się, czy nie zrobić sobie tatuażu na cześć mojej córeczki Apple", mówił Chris Martin zaraz po jej narodzinach. "Nikt nie wywoła w tobie tak wielkiej miłości, jak dziecko. Nawet ukochany mężczyzna. To tak, jakbyś zakochała się do nieprzytomności. To doświadczenie sprawia, że stajesz na nogach, zaczynasz patrzeć na świat z dystansem i doceniasz najprostsze sprawy", mówiła tymczasem Gwyneth, która zaraz po porodzie oświadczyła, że przez jakiś czas nie zagra w żadnym filmie.

"Żyjemy w świecie, w którym liczą się przede wszystkim pieniądze i kariera. To smutne i zarazem przerażające. Sama uległam magii Hollywood, ale nie zamierzam poświęcić rodziny nawet dla oscarowych ról", ogłosiła aktorka. Razem z Martinem po równo dzielili się obowiązkami przy Apple, która oryginalne imię zawdzięcza fantazji taty. "To mój mąż zaproponował, żeby jej imię kojarzyło się z kwiatami i owocami jabłoni. Jest naszą piękną odmianą Goldena", śmieje się Gwyneth.

"Nasza córeczka jest wspaniała. Niebawem zabiorę się do pracy nad kolejnym dzieckiem. Nie ma na co czekać", śmiał się Martin. Oboje bowiem są zgodni, że chcą mieć większą rodzinę. Mają także wspólną wizję wychowania dzieci. "Chcemy, żeby Apple i jej rodzeństwo wiedzieli, że są dla nas partnerami. Tak było w moim domu. Rodzice zawsze podkreślali, że powinnam mieć swoje zdanie, a oni zawsze będą je szanować. Obiecaliśmy sobie z Martinem, że tak będzie także w naszej rodzinie. Na razie świetnie nam się to udaje", zapewnia Paltrow.

Rodzina, ach, rodzina
Najnowsza płyta zespołu - "X&Y" okazała się kolejnym sukcesem, więc Martin z Coldplay koncertują po całym świecie. Paltrow zapewnia, że nie ma problemu z tym, że teraz jej mąż znalazł się w świetle jupiterów. Ona zawsze marzyła o tym, żeby mieć szczęśliwą rodzinę. Czas spędzany z Apple jest dla niej najcenniejszy. Kiedy nie ma Martina, obie najczęściej spędzają popołudnia w towarzystwie Madonny i jej dzieci. Aktorka i piosenkarka są zgodne co do tego, że nie kariera, ale macierzyństwo sprawiło, że są naprawdę szczęśliwe.
Kiedy Martin ma wolne dni, we trójkę z żoną i córką chodzą na spacery nad jezioro do Hyde Parku. Tradycją są także ich niedzielne poranki. Wstają wtedy między 9 a 10. Gwyneth zaparza w dzbanku kawę i czyta gazety. Martin bawi się z córeczką. Potem wybierają się na spacer po Londynie. Na śniadanie zaglądają do ulubionej knajpki przy domu. "Życie jest za krótkie, żeby je marnować jedynie na budowanie kariery zawodowej", zapewnia Martin. Słuchając go trudno uwierzyć, że te słowa wypowiada słynny rockman.

Ale Chris nigdy nie prowadził ekstrawaganckiego trybu życia. Na koncie nie ma ani wielkich romansów, ani problemów z narkotykami. Panicznie boi się chorób. "No i co z tego, że wyłysieje", śmieje się Gwyneth, która ciągle jest bez pamięci zakochana w Martinie. "Jest ode mnie młodszy pięć lat, ale tej różnicy prawie nie widać. Chociaż go uprzedzam, że mężczyźni strasznie szybko się starzeją i z dnia na dzień robią się łysi. 40-letnia kobieta jest ciągle kobietą, ale 40-letni mężczyzna to początek katastrofy", żartuje w najlepsze Paltrow. Ale wiadomo, że z Martina może sobie żartować do woli, bo on uważa się za najszczęśliwszego pantoflarza pod słońcem.

Iza Bartosz
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)