Gwen Stefani

Traktuje swój wizerunek jako formę ekspresji. Jej znak rozpoznawczy: platynowe włosy i zabójczo czerwone usta. Poznajcie styl królowej metamorfoz.
/ 16.03.2006 16:57
 
Gdy w jednym z teledysków pojawiła się na chwilę bez makijażu, nikt jej nie poznał. Gwen Stefani nigdy nie pokazuje się publicznie z „nagą” twarzą. I nie ma chyba żadnej innej ikony popkultury, która tak mocno identyfikowałaby się ze swoim makijażem jak ona.

To dla niej nietrudne, bo umie się malować (kiedyś pracowała jako makijażystka w domu handlowym), a na dodatek uwielbia to robić. Usta zawsze perfekcyjnie czerwone, oczy zaznaczone eye-linerem, czasami trochę jasnego cienia lub glittera na powiekach, bardzo jasna supergładka skóra i idealnie wyregulowane brwi – to cała ona. Piosenkarka traktuje make-up jako formę wyrażania własnej osobowości. Współpracująca kiedyś z nią stylistka Jessica Paster dodaje: „Gwen robi z wizerunku część swojej pracy”. Co jeszcze się na niego składa?

Blond z wyboru
Jest naturalną brunetką, ale tego chyba już nikt nie pamięta. Włosy farbuje „od zawsze”. Miała na głowie włosy niebieskie i różowe, wystylizowane chyba na wszystkie możliwe fryzury świata. Po zagraniu Jean Harlow w „Aviatorze” twardo trzyma się platynowego blond w stylu ikon urody z lat 40. Nosiła je dosyć krótko obcięte, często unosząc nad czoło. Teraz zapuściła je do ramion i chętnie zakręca w stylu lat 40. Eksperymentuje. Nie boi się włosów zaczesanych wysoko nad czoło, warkoczyków ani wytwornych upięć. Wszystko zależy od jej nastroju i okazji. Corey Powell, stylista fryzur z Hollywood, mówi, że Gwen odbiega od sztampowego wzorca Los Angeles. „W Hollywood kobiety starają się czesać tak, aby zyskać aprobatę innych. Gwen Stefani ma w sobie pod tym względem coś z Europejki – chce czuć się dobrze we fryzurze”.

Krawieckie zdolności
„Wzory tkanin zmieniają się tak szybko, że przynajmniej raz w tygodniu muszę wpaść do sklepu z materiałami, aby niczego nie przegapić. Namawiam Was do tego samego” – radzi Gwen, która dwa lata temu wprowadziła na rynek własną kolekcję ciuchów i dodatków L.A.M.B. Oczywiście, sama ich nie szyje, ale dopracowuje każdy szczegół (jej współpracownicy zdradzają, że na pewno nie dopuści do sprzedaży niczego, w czym sama nie jest totalnie zakochana). Ale nie znaczy to, że Gwen nie ma pojęcia o krawiectwie. Szyje, ale tylko dla siebie. Wiele scenicznych kreacji z początków kariery to jej własne dzieła. Szycia nauczyła ją mama. Na bal maturalny Gwen razem stworzyły czarną welwetową sukienkę z białym szyfonem, wzorowaną na kreacji Grace Kelly z filmu „Okno na podwórze”, a na jedno z jej szkolnych wystąpień – tweedową sukienkę z wąską talią podobną do tej, jaką miała na sobie Julie Andrews w filmie „Dźwięki muzyki”.

Szafa z charakterem
Oprócz ciuchów wg swojego projektu ma w niej całą masę rzeczy od Vivienne Westwood, swojej modowej idolki. To przede wszystkim zabawne punk-rockowe żakiety i krótkie wielowarstwowe sukienki w charakterystyczną dla projektantki kratę, z podniesionym „kuperkiem”. Lubi też Johna Galliano, który zaprojektował dla niej m.in. suknię ślubną (Gwen w 2002 r. wyszła za mąż za wokalistę zespołu Bush, Gavina Rossdale’a). W ostatnich wywiadach przyznaje, że duży wpływ na jej obecny styl ubierania ma właśnie jej mąż: „On ma naprawdę świetny gust. Nie znosi ostrych kolorów, które ja wręcz uwielbiam. Myślę, że dzięki niemu ubieram się teraz trochę bardziej konserwatywnie. Muszę się ciągle rozwijać. Nie mogę w kółko wyglądać tak samo”. Gwen Stefani jak nikt inny umie bawić się modą – za to właśnie brytyjski magazyn modowy „Harpers & Queens”, uznawany za biblię stylu, przyznał jej w 2005 roku tytuł ikony stylu (zdetronizowała nawet Kate Moss i Siennę Miller).

Zabawa w podglądanie
Rzeczywiście, jeśli popatrzysz na zdjęcia Gwen w różnych strojach i fryzurach, odkryjesz dużo inspiracji stylistycznych. Gwen nie kryje się ze swoją cudowną zdolnością adaptowania i modyfikowania pomysłów innych: „Jestem bardzo zachłanna. Nie miałabym prawa się obrazić, gdyby ktoś ze znajomych nazwał mnie prawdziwym »modowym złodziejaszkiem«. Powód? Uwielbiam wyszukiwać fajne rzeczy u innych i przypisywać je sobie. Swoim przyjaciołom mówię otwarcie: »Nie wkładajcie nic, co mogłoby mi się spodobać. Pożyczę to i natychmiast wyślę do Chin... I nie zobaczycie tego aż do dnia, w którym ukaże się moja następna kolekcja!«”. Jednak nie można jej chyba mieć tego za złe. Nasza rada: zabaw się w Gwen i czerp do woli pomysły z... jej własnych wizerunków.

Luz na co dzień
Jeśli myślisz, że Gwen robi zakupy w obcisłej sukience, jesteś w błędzie. Kobieta-kameleon na co dzień woli sportowe ciuchy (np. spodenki i T-shirty surfingowej marki Roxy) czy retro-rockowe bluzy z kapturem i dżinsy (Miss Sixty, Fake London, Juicy Couture, Mudd Jeans). Zamiast wyjściowych szpilek – wygodne adidasy (podobno ma kilkanaście sztuk wysokich butów Adidas do boksowania – wkłada je do krótkich sukienek) i buty skateboardowe marki Van. Ten styl mocno ją odmładza (w tym roku Gwen skończy 37 lat). Chętnie nosi też kolorowe i przykuwające uwagę akcesoria, np. zegarki Red Monkey i paski w stylu vintage. Ale do tego: czerwone usta – obowiązkowo!

Kobieca figura
To jej kolejny atut. I obsesja. Gwen opowiada o niej w wywiadach nawet niepytana. Być może to efekt przeżyć z dzieciństwa. Była wtedy dosyć pulchna i, kiedy miała 12 lat, matka poddała ją restrykcyjnej diecie pod opieką lekarza. Aby schudnąć, zaczęła też trenować w szkole pływanie. Ubierała się tak, aby ukryć mankamenty sylwetki – najchętniej w luźne „piżamowe” spodnie. I choć ten okres jest już za nią, ciągle musi wkładać dużo pracy w swoją figurę. Stale kontroluje dietę (a uwielbia jeść, zwłaszcza sushi), stara się codziennie ćwiczyć (jogging, siłownia pod okiem własnego trenera), zwłaszcza gdy ma przed sobą jakiś ważny występ. W „przerwach” – jak sama zdradza – staje się typem kanapowca z pizzą na kolanach i telewizją do późna w nocy.

Seksapil z adrenaliną
Mężczyźni wolą blondynki, ale w tym wypadku powodzenie Gwen Stefani to chyba nie do końca zasługa jasnych włosów. Na pewno nie tylko. Facetom podoba się przede wszystkim jej temperament. Na jednym z forów internetowych wielbiciele napisali: „Jest wspaniała – to żywe, zapierające dech ucieleśnienie słowa: adrenalina. Jeśli ktoś nie zna prawdy, może podejrzewać, że pije codziennie po 20 kaw”. Co na to Gwen? Wydaje się szczerze zażenowana swoją atrakcyjnością. „Ciągle patrzę na siebie jak na dziwną nastolatkę z nadwagą, która nie miała zbyt dużo koleżanek i nie wzbudzała żadnego zainteresowania chłopaków” – opowiada, ale wcale nie ze smutkiem. „Byłam typem buntowniczki. Słuchałam mało popularnej muzyki ska. Nikt nie wiedział, co to jest, a ja myślałam: »Jestem cool, a wy nie«”. Wiele osób podejrzewa, że i dziś ma wygórowane ego. Tymczasem Gwen Stefani ma podobno ogromny...

...dystans do siebie
Nigdy nie opowiada przesłodzonych hollywoodzkich historyjek w stylu: „Już jako dziecko marzyłam, żeby zostać gwiazdą” (i chwała jej za to!). Wręcz przeciwnie: „Żadne z nas (mowa o kolegach z No Doubt) nie spodziewało się tego wszystkiego”. Jej ulubiona anegdotka: gdy miała 20 lat, szef agencji fonograficznej powiedział, że za sześć lat zrobi wielką karierę. Ona mu odpowiedziała: „Chyba prędzej do tego czasu urodzę szóstkę dzieci i zdążę zapomnieć o No Doubt”. Dokładnie sześć lat później „Don’t speak” było przebojem nr 1 w Stanach i Europie. Do dziś historia ta wprawia Gwen w dobry humor. Uchodzi za szczerą i sympatyczną dziewczynę. Moby, który zaprosił ją do wspólnego nagrania, tak wspomina spotkanie: „Spodziewałem się zobaczyć zadzierającą nosa i zapatrzoną w siebie gwiazdę rocka. Ale Gwen jest wyjątkowo miła, twardo stąpa po ziemi i ma w sobie dużo normalności”.

Szczerość uczuć
Nie musisz oglądać jej na żywo, aby przekonać się, że całą sobą wyraża swoją osobowość. Makijażem, fryzurą, stylem. Tym, co i w jaki sposób komunikuje. Widać to już w tekstach piosenek (sukces przyniosły jej te, w których śpiewała o bolesnym rozstaniu z Tonym Kanalem, kolegą z zespołu, z którym była związana przez siedem lat, m.in. przebój „Don’t speak”). Chętnie i bez oporów opowiada o swoim mężu Gavinie Rossdale’u, np. „Jest świetnym kucharzem. To taki romantyczny facet. Ma najpiękniejszą męską sylwetkę, jaką kiedykolwiek widziałam”. Wielkim spektaklem było też upublicznienie przez nią informacji o ciąży. Podczas styczniowego koncertu na Florydzie piosenkarka poprosiła publiczność o zaśpiewanie jej hitu „Crush” tak głośno i donośnie, aby usłyszało go jej nienarodzone dziecko (ma przyjść na świat już w czerwcu). Podekscytowana piosenkarka krzyczała do mikrofonu: „To jest koniec pewnego rozdziału w moim życiu”. Co dalej? Gwiazda już projektuje ciuchy dla niemowlaków i mówi, że zamierza codziennie przebierać się za inną postać z bajki, tak aby jej dziecko się nie nudziło. I trudno nie wierzyć, że tak właśnie będzie.

Anna Kondratowicz/ Uroda
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/01.05.2006 14:43
Uwielbiam jej styl, klasę i muzykę! Wszystko co robi jest cool ! ;***