George Clooney i Lisa Snowdon

Lisa Snowdon, megagwiazda brytyjskiej telewizji, sprawiła, że niedostępny symbol seksu stanie wkrótce przed ołtarzem.
/ 16.03.2006 16:57
Ledwie w grudniu paparazzi spostrzegli na lotnisku Heathrow u powracającej od George’a z Kalifornii Lisy pierścionek z diamentami, a już pojawiła się wiadomość, że para się zaręczyła. W zeszłym miesiącu widziano Lisę w sklepach z sukniami ślubnymi w Londynie. I choć na razie żadna z tych plotek nie potwierdziła się, kto wie... Bo George i Lisa są ze sobą już ponad rok, a ich miłość kwitnie. Mimo, a może właśnie dlatego, że ona ma swój dom w Essex, a on – w słonecznej Kalifornii.

Strefa bezpieczeństwa
Zanim George poznał Lisę, był pewien, że nie spotka kobiety, która zrozumie jego priorytety życiowe. Nigdy nie ukrywał, że jest pracoholikiem. Że największą miłością jego życia jest praca i żadna kobieta nie może z nią konkurować. „Mam do kobiet ogromny szacunek, ale to nie oznacza, że czułbym się dobrze w wieloletnim związku z jedną z nich. Samolubnie skupiam się na pracy i chcę być zadowolony z życia. Być może więc właśnie takie życie jest mi pisane”, tłumaczył George. „Praca mnie nakręca, a związki nie”.
Denerwowało go też natręctwo partnerek. „W kwestiach damsko-męskich jestem staroświecki: nie lubię kobiet, które bezczelnie polują na facetów. Wolę tradycyjny model: to ja jestem myśliwym”, mówił. Miał też wrażenie, że kobiety, z którymi się wiąże, kochają nie jego, lecz Clooneya – wielką hollywoodzką gwiazdę i traktują jak trampolinę do własnej kariery.
Każda z kobiet, z którymi się wiązał, miała nadzieję, że jej właśnie uda się zmienić George’a. Wyleczyć go z pracoholizmu i przywiązać do siebie na stałe. Gdy więc romans nabierał rumieńców, zaczynały dawać mu do zrozumienia, że nadszedł czas na deklaracje. A on, spanikowany, kończył związek. Miłosne związki George’a były więc na ogół krótkie i burzliwe. „Moja granica to trzy lata”, twierdził.

„Chrońcie swoje serce”
Jak na razie jedyną, której udało się oficjalnie usidlić George’a, była aktorka Talia Balsam. Ich małżeństwo trwało właśnie owe trzy lata, od roku 1989 do 1992. Talia czuła się opuszczona, George z kolei miał poczucie osaczenia. Tak długo trwał jeszcze tylko związek aktora z francuską studentką prawa, Celine Balitran. Kiedy jednak i ona zaczęła żądać deklaracji całkowitego oddania, George zdecydował, że powinni się rozstać. Celine nie miała jednak do niego żalu: „Kiedy kochasz się z George’em, masz naprawdę wrażenie, że ziemia drży. Nigdy nie doświadczyłam większej czułości i przyjemności”. Być może na ten osąd wydany przez porzuconą Celine miało wpływ około trzech milionów dolarów zadośćuczynienia, które wypłacił jej aktor.

Inne przyjaciółki, jak Kimberly Russell, Jennifer Siebel, Krista Allen, którą w 2003 George zaangażował do swojego reżyserskiego debiutu „Niebezpieczny umysł”, czy Renée Zellweger były zbyt zazdrosne i zaborcze.
W końcu George doszedł do wniosku, że szczęście w miłości nie jest mu pisane. Najbliższą i pełną zrozumienia towarzyszką życia George’a stała się świnka o imieniu Max. Aktor założył się nawet z Michelle Pfeiffer i Nicole Kidman, po 10 tysięcy dolarów z każdą, że na pewno nie ożeni się do czterdziestki. Zakład wygrał. „Nicole wysłała mi czek. Odesłałem go z dopiskiem: »Podwajam stawkę, wszystko albo nic! I czekamy do pięćdziesiątki«”, powiedział po swoich 40. urodzinach.

George w spódnicy
Dopiero Lisa okazała się bratnią duszą George’a, prawdziwym Clooneyem w spódnicy. Od momentu, gdy spotkali się na planie filmu reklamowego Martini w Hiszpanii w 2000 roku, wszystko układało się idealnie. Gdy George po zakończeniu zdjęć i kilkunastodniowej zaledwie znajomości zaprosił Lisę do spędzenia tygodnia u niego w Kalifornii, ta spakowała walizki natychmiast. Potem była rewizyta w Wielkiej Brytanii. Para jednak rzadko pokazywała się publicznie, tak była sobą zajęta. Kelnerzy, którzy obsługiwali Lisę i George’a w The Ivy – modnej knajpce dla celebrities w Londynie – twierdzili, że kochankowie wpadli jak po ogień. Posiłek nie trwał godziny, gdy nagle zerwali się i wybiegli. Nie czekali nawet na podstawienie limuzyny, tylko złapali taksówkę i pomknęli do hotelu. Następnego ranka do oczekujących pod hotelem paparazzi wyszedł menedżer Lisy, Will Bose, który oświadczył: „Noc była cudowna. Zostałem zobowiązany do zakomunikowania tego państwu”. Lisa nigdy nie taiła, że zamiast diet stosuje seks i w ciągu dnia często nachodzi ją chętka na odchudzanie. George oczarowany był wszystkim, nawet śmiesznym dla Amerykanów akcentem Lisy. „On kocha mój akcent, uważa, że jest bardzo seksowny, więc mówię przy nim bez przerwy”, żartowała aktorka.

Świnia nie kłamie
To był ideał, na który George czekał. Przez te kilka miesięcy znajomości między zakochanymi nie było żadnych zatargów. Lisa nie miała nic przeciwko męskim rozrywkom George’a. Gdy wpadali jego kumple (Brad Pitt czy Matt Damon) i szli na piwo, Lisa oglądała telewizję lub ucinała sobie dłuższe pogawędki z koleżankami przez telefon. Nie była nawet zazdrosna o inne kobiety. Kiedy prasa przyłapała George’a na pocałunku z inną, Lisa nie gniewała się. „Przecież to tylko facet, nie może więc nic poradzić na to, że szaleje za kobietami”, tłumaczyła. Dzięki podobnemu poczuciu humoru łykała nawet jego anegdoty o związkach z innymi kobietami, jak ten o romansach z producentkami, dzięki którym rzekomo zrobił karierę. „Najczęściej robiłem to ze starymi i brzydkimi, co oczywiście miało swoje zalety, bo te kochane staruszeczki chodzą wcześnie spać, więc zostawało mi sporo wolnego czasu”, żartował George.
Ostatecznym sprawdzianem, że Lisa to ta właściwa osoba, było uczucie, jakim obdarował Lisę Max. „Ufam instynktowi Maxa, gdy do mojego życia wkracza nowa kobieta. A Max nigdy jeszcze nikomu nie okazał tyle miłości, co Lisie. Kocha ją tak bardzo, jak ja”, twierdził George. Na początku Lisa była nieco zaskoczona zażyłością Maxa i George’a i tym, że Maxowi wolno urzędować nawet w sypialni swojego pana. Szybko jednak sama bardzo polubiła świnkę. Od tej pory, ilekroć rozmawiała z George’em przez telefon, on podsuwał także słuchawkę śwince, która chrumkała do mikrofonu.

Stara miłość
Nie wszystko jednak wtedy ułożyło się po ich myśli. Wprawdzie plotki głosiły, że George oświadczył się Lisie, ale ona szybko to zdementowała. „Jeśli nawet się komuś oświadczył, to na pewno nie mnie”, żartowała. Związek Lisy i George’a rozpadł się w ciągu niecałego roku, bo Lisa nie chciała przeprowadzić się do USA. W Anglii była już wówczas gwiazdą. Brała udział w wielkich kampaniach reklamowych, na przykład Dove czy Mercedesa, trafiała na okładki „Vogue’a”, „Marie Claire”, „Cosmopolitana”, „GQ” czy „Esquire’a”, prowadziła popularne programy, między innymi „MTV UK’s Select”. A miłość na odległość wydawała im się niemożliwa.
Ochłodzenie stosunków trwało trzy lata. Kiedy jednak para spotkała się ponownie w maju 2004 w Amsterdamie, gdzie George kręcił „Ocean’s Twelve”, oboje nie mieli wątpliwości, że źle zrobili i już drugi raz tego błędu nie popełnią. Świadkowie ich spotkania w restauracji D’Antica twierdzili, że od razu znaleźli wspólny język, a w drodze do hotelu, w taksówce całowali się. „Mam nadzieję, że tym razem wszystko potoczy się znacznie lepiej, bo od czasu, gdy byliśmy ze sobą poprzednio, czegoś może się nauczyliśmy”, zwierzył się George.
I faktycznie, wszystko układa się idealnie. Kiedy tylko stęsknią się za sobą, spotykają się u niej lub u niego. „Dla mnie George to tylko George, a nie hollywoodzka gwiazda”, twierdzi Lisa i dodaje, że wystarczy im pójść do kina, by byli zadowoleni z życia.
Lisa stara się tylko pracować nad egocentryzmem ukochanego mężczyzny. „Wciąż muszę dawać mu do zrozumienia, że świat nie kręci się tylko wokół niego i nie został stworzony dla jego przyjemności”, zwierza się.

Lepiej być nie może
Jedyny problem to odległość, jaka dzieli parę. Przychodzą chwile, gdy bardzo za sobą tęsknią. Lisa jednak wciąż nie ma zamiaru opuszczać Anglii. „Tęskniłabym za Wielką Brytanią. Kocham mój dom. Jestem jego właścicielką od kilku lat, a na jego urządzenie wydałam fortunę. Kocham też swoje obecne życie i nie chcę go zmieniać”, deklaruje. George zaś nie napiera zbytnio, bo ma świadomość, w czym tkwi sekret tego związku. „Lisa akceptuje moją skłonność do pracoholizmu, ponieważ ma własne życie, własną karierę i jest bardzo niezależna”, powiedział niedawno. „Ale teraz już nie boję się, że umrę samotnie”.

Magda Łuków/ Viva!
Fot Still/BE&W
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)