POLECAMY

Edyta Bartosiewicz: głośny powrót po (wielu) latach ciszy

Diwa polskiej muzyki rockowo-popowej lat 90. kilka tygodni temu ustami swojej menadżerki zapowiedziała powrót na scenę muzyczną po blisko 10 latach nieobecności.

Diwa polskiej muzyki rockowo-popowej lat 90. kilka tygodni temu ustami swojej menadżerki zapowiedziała powrót na scenę muzyczną po blisko 10 latach nieobecności.

starlounge.com

Utalentowana, wrażliwa, kreatywna – takie przymioty zarówno charakteru, jak i artystki to u dzisiejszych gwiazd rzadkość. Może więc właśnie dlatego takie perełki jak Bartosiewicz nie mają szans utrzymać się na powierzchni popowej kakofonii, jaka wylewa się ostatnimi czasy z radiowych głośników. Pół biedy jednak z „utrzymaniem kursu”, ale co z samym wypłynięciem? Czy Edyta się odnajdzie w dzisiejszej rzeczywistości muzycznej i świecie? W świecie diametralnie innym niż ten, w którym przyszło jej tworzyć jeszcze 10 lat temu?

Róże Europy, Jedwab

Róże Europy, Jedwab

Zaczynała na początku lat 90. jako piosenkarka amatorskiego warszawskiego zespołu Holloee Poloy, z którym wydała w 1990 roku pierwszą płytę „The Big Beat”. O ile krążek nie wywołał większego poruszenia wśród zwykłych słuchaczy muzyki, tak krytycy i muzycy żywo zainteresowali się głosem Bartosiewicz. Nie musiała długo czekać na propozycje: w latach 1990-1994 pojawiła się gościnnie na płytach m.in. Róż Europy (fenomenalny wokal w piosence „Jedwab”), Heya („Moja i twoja nadzieja”), Varius Manxa („Memphis”) czy Kobranocki. Świetny, mocny, odrobinę drapieżny głos Edyty bardzo dobrze sprawdzał się także w mocniejszych, rockowych aranżacjach, dlatego można ją było usłyszeć w duecie z zespołem Acid Drinkers czy Human. Miała wtedy ponad 20 lat – była tylko odrobinę starsza od pozostałych polskich wokalistek podbijających wówczas popowo-rockową polską publiczność (Kasia Kowalska, Anita Lipnicka), ale na pewno diametralnie bardziej dojrzała pod względem osobowości. I może bardziej, z racji muzycznego „osamotnienia” (był to przecież czas kultowych zespołów, marzących i realizujących karierę solową można było szukać ze świecą), zdeterminowana do budowania swojego sukcesu.

piosenkarki.rclick.eu

W 1992 roku wydaje pierwszą solową płytę „Love”. Co prawda z pomocą doświadczonych wyjadaczy rynku i zgraną ekipą muzyką, ale wszystkie kompozycje zatwierdzała sama. Sygnowany nazwiskiem Bartosiewicz krążek, na którym pojawiły się tylko anglojęzyczne utwory, odniósł spory sukces, bo od razu się „ozłocił” - 67 sprzedanych egzemplarzy zapewniło tytuł Złotej Płyty, a samej debiutantce pierwszą na polskim rynku propozycję współpracy i rozkręcania kariery za granicą. Niestety, nie udało się – ale Bartosiewicz zaliczyła przeprawę z zagraniczną wytwórnią i zmotywowała się, by od tego momentu pisać piosenki po polsku, szczególnie że jej kariera, mimo nieudanego kontraktu z Chrysalis, zaczęła się bardzo szybko nad Wisłą rozpędzać: w 1992 roku dostała Bursztynowego Słowika na Sopot Festival '92. Polska publiczność była jednak sceptyczna w stosunku do jej festiwalowego koncertu – angielskie teksty były dla młodzieży dopiero raczkującej w zachodniej kulturze za trudne i po prostu mało interesujące. Impuls do pracy nad polskim tworzywem słownym był dzięki temu tym większy. (Kiedyś traktowałam nagranie płyty na Zachodzie jako cel. Teraz po tym, co się zdarzyło tutaj, w kraju, moja kariera w Polsce jest dla mnie najważniejsza, „Machina”, 11.1998).

last.fm

Od 1994 roku rozpoczął się triumfalny marsz Bartosiewicz po drodze zwanej sukcesem. W tym roku wydaje głównie polskojęzyczną, rewelacyjną od początku do końca płytę „Sen”, na której pojawiają się takie przeboje jak tytułowy „Sen”, „Urodziny” czy „Tatuaż”. Rockowe, ciężkie, gitarowe brzmienie łączy się tutaj z będącymi w mniejszości klawiszowymi, popowymi aranżacjami i mocnym, nadającym utworom jednocześnie melodyjne brzmienie głosem Edyty. Sama wokalistka komentuje ten krążek tak:

[Na tej płycie] wszystko się buja i kołysze. Są to utwory bardzo czadowe, a także spokojnie, akustyczne. Daje to słuchaczom możliwość oddechu. Myślę, że można na niej znaleźć dużo inspiracji muzycznych. Przyznaję, że jestem bardzo pod wpływem tego, co się dzieje obecnie za oceanem, ale najbardziej kręcą mnie stare nagrania. To jest dobry stary rock. (Wikipedia)

Edyta Bartosiewicz, Zegar

Edyta Bartosiewicz, Zegar

W tym, co robi Edyta, słuchaczy ujmuje jednak nie tylko świetny podkład muzyczny, ale i teksty – osobiste i niebanalne. Ona sama jednak nie uważa się za tak świetną słowną wirtuozerkę jak Kasia Nosowska, którą ceni za wyjątkowy i niedościgniony tekściarski talent:

Ona jest poetką, ja nie. Kaśka czasem jeszcze przed muzyką pisze teksty, a ja na odwrót. Ona kreuje w tekstach coś nowego, ja tego nie robię. Nie jestem odkrywcza w porównaniach, ona niewątpliwie jest. Kaśka jest intelektualistką. Kojarzy mi się z George Sand, albo z kobietami żyjącymi w latach 20. Dla mnie, laika, który nie czyta tomików wierszy to, co ona robi, jest bardzo ciekawe. Lubię również teksty Maleńczuka. On jest bliższy mojej wrażliwości, jest bardzo kobiecy. (Machina, 11.1998)

Często układam muzykę i, mimo że nie ma jeszcze tekstu, płyną mi czasem łzy. Wywołują je jakieś niesamowite emocje. W ten sposób się oczyszczam. Jest to forma autoterapii. Myślę, że łatwość pisania piosenek jest czymś danym mi przez Boga. Nie mam żadnego problemu z układaniem numerów. To jest jak moja mowa, mój słuch. To jest mój zmysł. (Machina, 11.1998)

Mimo to teksty jej piosenek nuci cała Polska, a listy przebojów przeżywają oblężenie kolejnymi hitami z jej płyty. Podczas gdy ona objeżdża Polskę z pierwszą trasą koncertową z prawdziwego zdarzenia, czytelnicy „Tylko Rock” ogłaszają ją wokalistką roku, zaś pod koniec 1994 utwór „Sen” zostaje uznany w całorocznym muzycznym podsumowaniu za hit roku, zaś w marcu 1995 odbiera dwa Fryderyki – za najlepszy album i wokalistkę roku. Rozgrzana taką popularnością i uwielbieniem tłumów, które pokochały ją za jej specyficznie wydepilowane brwi, rude włosy, mocny makijaż i jednoczesną skromność i brak nachalnego „lansu” w mediach, weszła ponownie do studia, by nagrywać kolejną płytę – oczywiście kolejny hit, jak się szybko okazuje. Promujący nowy krążek singiel „Szał” budzi prawdziwą histerię na punkcie nowego LP artystki – a ten ukazuje się w lipcu i zatytułowany jest dość  nietypowo „Szok'n'show”. Jak się szybko okazuje, Bartosiewicz eksperymentuje – płyta jest podzielona na pół pod względem materiału, jedną część stanowią mocniejsze kawałki, drugą spokojne, romantyczne ballady. Ukłon w stronę coraz popularniejszego popu czy kosmetyczna zmiana wizerunku?

Edyta Bartosiewicz, Ostatni

Edyta Bartosiewicz, Ostatni

Zawsze chciałam zrobić coś szalonego, zaskakującego. Słuchając „Szok'n'show”, potencjalny słuchacz będzie się zastanawiał – co tam się będzie działo?! Czy przesłuchując tę płytę, odleci w kosmos? Ogólnie chciałam przedstawić siebie trochę z innej strony. Do tej pory byłam odbierana jako osoba smutna, pisząca głębokie teksty. Pokazałam, że Bartosiewicz potrafi być także radosna, wesoła i nie zawsze załamana. Myślę, że muszę się trochę „wyluzować”, by mieć potem siłę do dalszej pracy. (Wikipedia)

Niesamowity sukces „Zegara”, „Czasu przypływu” i niezapomnianego hitu „Ostatni” ponownie wywindował Bartosiewicz na szczyty popularności i list przebojów. „Szok'n'show” okrywa się Platyną, a artystka zostaje obwołana niemal odkryciem ostatniej dekady – zostaje obsypana nominacjami i nagrodami, m.in. Fryderykiem i tytułami „naj” w różnych muzycznych dziedzinach, m.in. za najlepszy teledysk roku do piosenki „Szał” czy tytułem najlepszej wokalistki czytelników magazynu „Tylko Rock”. Zaprawiona w muzycznym boju Bartosiewicz idzie jednak kolejną ścieżką kariery, wchodząc w buty producenta i współtworząc album Firebirds (niezapomniany przebój z tej płyty – i chyba jedyny – zespołu: „Harry”).

Ponownie zaproszona zostaje do Sopotu – jako support dla występu Bryana Adamsa i zdobywczyni Platynowej Płyty. Tym razem jej występ w sopockiej muszli okazuje się rewelacją festiwalu: jej recital planowo miał trwać 40 minut, ale publiczność była tak podniecona obecnością Edyty, że bisy przedłużono do godziny.

Sopot Festival '92: Edyta Bartosiewicz

Sopot Festival '92: Edyta Bartosiewicz

Takiego zakończenia trasy koncertowej pragnąłby każdy artysta, nie tylko polski, i jednocześnie zachęty do nagrywania kolejnej płyty, która ukazała się już w 1997 roku. Dziewczyna z gitarą i seksownie głębokim głosem wyraźnie dostaje skrzydeł, dziwnie wydepilowane brwi jej odrastają, ona sama zaś wydaje się szczęśliwsza, mimo niedawnego rozwodu z mężem:

Śmieję się, że dno osiągnęłam na początku kariery. Wyglądałam fatalnie, byłam gruba, brzydka i mało kobieca. Teraz może być tylko lepiej. Staram się pokochać siebie, bo dzięki temu lubi się też innych. Łatwiej mi się rozmawia, choć nauczyłam się nie oddawać swojej energii byle komu. Kiedyś łatwo wchodziłam w konflikty z ludźmi, teraz to się dzieje rzadziej. Zaczynam wiedzieć, na czym stoję. Czuję się odpowiedzialna za siebie i syna. (Machina, 11.1998)

Kolejne teksty, kolejna płyta. W czerwcu 1997 roku na rynku ukazuje się „Dziecko” z hitem „Jenny” i „Skłamałam”. Ponownie płyta okrywa się muzycznymi kruszcami, nagrody sypią się jak deszcz z nieba, wokalistka znów jest – czy też ciągle – na fali popularności. Intymny kontakt ze słuchaczami, jaki nawiązała na tej naprawdę osobistej płycie, zacieśnia rok później, wydając „Wodospady” (które tez oczywiście obwołane zostały dziełem kultowym także ze względu na współpracę z Rafem McKenną, współtwórca sukcesów takich zespołów jak Radiohead czy Blur):

Gdyby zapytano mnie o dokonanie porównań najnowszego albumu z moimi dotychczasowymi wydawnictwami, to powiedziałabym, że płyta Wodospady jest zdecydowanie najbliższa „Dziecku” – to kontynuacja kierunku osobistego w mojej twórczości. Jest to płyta, która mówi jeszcze więcej i szerzej o mnie samej. Choć nigdy nie byłam zwolennikiem opowiadania o sobie wszystkiego i bazowania na swojej, w pewnym stopniu chorej szczerości. Tylko ja wiem o czym piszę, ja i osoba o której opowiada dany utwór lub do której się zwracam. Na pewno nie jest wszystkim dane zrozumienie pewnych sytuacji. Chciałabym, aby moje teksty były na tyle uniwersalne, aby inni mogli się z nimi identyfikować. Zawsze mi na tym zależało. Słowa w piosence są bardzo ważne, zwłaszcza w pewnych gatunkach muzycznych. Pisanie tekstów jest dla mnie dużym wyzwaniem. Nie chcę rozczarować ludzi, którzy oczekują ode mnie czegoś dla nich znaczącego, nie chciałabym też zawieść samej siebie. (wypowiedź dla PolyGram)

MWmedia

W 1999 roku wydaje zaś płytę „Dziś są moje urodziny – The Best Of” z największymi hitami, która podsumowała jej 10-letni pobyt na scenie muzycznej i okazała się zakończeniem kontraktu z PolyGram. Od tej pory Edyta mogła pracować na własną rękę, ale nagle coś się jednak skończyło – o ile wciąż „rozrywana” była przez kolegów po fachu (współpracowała m.in. z Justyną Steczkowską nad jej LP „Dzień i noc”, Kazikiem – owocem wspólnego grania był hit „Cztery pokoje”, Anitą Lipnicką, Edytą Górniak, Krzysztofem Krawczykiem czy Agressivą 69), to sama wydawała pojedyncze single, tym samym co rusz wzniecając zainteresowanie kolejną płytą w jej dorobku.

Kazik i Bartosiewicz, Cztery pokoje

Kazik i Bartosiewicz, Cztery pokoje

A one jak na złość stawały się hitami: „Niewinność” czy „Opowieść” były murowanym wybornym przedsmakiem jakiegoś LP – ale do jego (czy też raczej ich, bo obietnic premier nowych albumów pojawiło się już kilka) nagrania nie doszło do tej pory. Wyciszyła się, schowała we własnym domu, jakby chcąc zniknąć i poświęciła się opiece nad synem (Więcej o przystopowanej karierze Edyty Bartosiewicz w artykule Wielkie powroty zapomnianych gwiazd).

MWmedia

Czy ostatnia zapowiedź powrotu nie okaże się takim samym niewypałem jak poprzednie? Czy może jednak jest to tym razem prawdziwa cisza przed muzyczną burzą, która trafi swoim piorunem niejednego nowego czy dawnego fana twórczości Edyty? Zobaczymy.

Magdalena Mania

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/8 lat temu
Świetny artykuł, bardzo miło się czytało. Jestem przekonana, że tym razem powrót Edyty nastąpi na dobre. Myślę, że występ na Orange Warsaw Festival - nawiasem mówiąc genialny i w wielkim stylu - miał wszystkim to udowodnić.
/8 lat temu
Edyta wróci i jej nowy LP wszystkich zwali z nóg, bardzo w to wierzę i trzymam kciuki!
/8 lat temu
można rzecz - WRESZCIE
POKAŻ KOMENTARZE (1)