Domenico Dolce, Stefano Gabbana fot. ONS

Dolce i Gabbana - Chłopcy z Portofino

Domenico Dolce i Stefano Gabbana kochają przepych i ryzykowne połączenia barw. Nie tylko w modzie. Ich rezydencja to kwintesencja stylu D&G.
/ 16.01.2009 09:32
Domenico Dolce, Stefano Gabbana fot. ONS
Przyćmione światło, surowe białe ściany. O jedną z nich oparte jest ogromne barokowe lustro. Naprzeciwko, na krześle w stylu Ludwika XIV siedzi nagi Domenico Dolce (50). Inne wnętrze – wyłożona po sufit złotą mozaiką ascetyczna sypialnia. Stefano Gabbana (46) leży w połyskującej pościeli. Ma na sobie tylko slipki i… damskie szpilki. Obaj projektanci prowadzą omdlewającą modelkę wzdłuż skalnego urwiska połączeni sznurkami jej mocno ściśniętego gorsetu. Takie zdjęcia duetowi Dolce & Gabbbana zrobił w zeszłym roku amerykański fotograf Steven Klein. Nikogo specjalnie nie zaszokowały, bo wszyscy przywykli do śmiałych sesji firmowanych nazwiskiem pary dyktatorów mody. Wyzywające i oryginalne stylizacje pojawiają się w prawie każdej kampanii reklamowej marki D&G. W sesji zrobionej przez Kleina intrygujące były za to wnętrza i malownicze krajobrazy, które widać na zdjęciach. Na własne oczy mogą je zobaczyć tylko nieliczni. Na przykład Jennifer Lopez, Naomi Campbell czy Victoria Beckham – gwiazdy, które goszczą od czasu do czasu w prywatnej posiadłości Dolcego i Gabbany we włoskim Portofino. To tam powstała sesja i to tam projektanci regularnie przyjeżdżają, by odpocząć.

Rezydencja do kompletu
„Chłopcy” (tak nazywa się Dolcego i Gabbanę w świecie mody) wcale nie mieli zamiaru kupować posiadłości w Portofino. Kiedy zaprzyjaźniony deweloper doniósł im, że znalazł miejsce, na którego punkcie oszaleją, popukali się w głowę. Przecież mieli już dwie nadmorskie rezydencje – na wysepce Stromboli niedaleko Sycylii i w miejscowości Roquebrune na Lazurowym Wybrzeżu. W tej drugiej właśnie kończył się remont. Po co im kolejny dom? Właściwie cztery domy, bo w posiadłości w Portofino na sześciu hektarach ziemi stoją cztery stylowe wille. Projektantom nie podobała się również lokalizacja. W maleńkim, ale jednocześnie bardzo snobistycznym miasteczku nad Morzem Śródziemnym na każdym kroku można spotkać nie tylko śmietankę towarzyską, ale też natrętnych paparazzich. A jednak Stefano i Domenico zmienili w końcu zdanie.

Podobno przyczyniła się do tego właścicielka rezydencji. Mieszkająca na stałe w Genui stateczna dama z wyższych sfer po obejrzeniu któregoś z pokazów mody D&G uparła się, że sprzeda swój dom wyłącznie parze słynnych projektantów. Nie chciała słyszeć o innych kupcach, odrzuciła nawet propozycję premiera Silvia Berlusconiego, który wynajmował jej posiadłość na wakacje przez ponad 15 lat. Widocznie miała swoje sposoby, aby zjednać sobie „chłopców”.

Razem, czyli osobno

Potrzebowali czasu, żeby oswoić się z nowym miejscem. Dlatego przez kilkanaście miesięcy nie przyjeżdżali do Portofino, a o pomoc w urządzaniu willi poprosili brytyjskiego architekta Davida Chipperfielda, który do tej pory odpowiedzialny był za wykończenie luksusowych butików D&G. W rezultacie powstały wnętrza, które są kwintesencją stylu słynnego tandemu. Trudno o bardziej zaskakujące zestawy kolorystyczne, o dziwaczniejsze połączenia mebli i dodatków. Z pozoru nic tu do siebie nie pasuje. Ultranowoczesne sprzęty
z antykami. Neony i psychodeliczne kolorowe dywany jakby żywcem wzięte z ery disco obok tradycyjnych kryształowych żyrandoli, ciężkich aksamitnych zasłon i ozdobnych świeczników. Prosta czerń i biel w zestawie z finezyjnymi złoceniami. Na krzesłach, fotelach i łóżkach charakterystyczne dla D&G lamparcie cętki, prążki tygrysa i paski zebry. 

Każdy z „chłopców” ma tu swoje ulubione miejsca. Podzielili się po równo, czyli po dwa budynki. Gabbanie przypadły Villa Olivetta i Villa La Vigna, Dolcemu – Villa Bianca i Villa Cisterna. Odpoczywają tak, jak pracują. Niby razem, a jednak ze sporą dozą wolności. To, jak twierdzą niektórzy, tajemnica ich sukcesu. 


Jakie kosmetyki D&G lubisz najbardziej?



Krawiec z sycylii, grafik z mediolanu
Stefano Gabbana to ten wyższy, z ciemną czupryną. Rocznik 1962, urodzony w Mediolanie. Z wykształcenia grafik, z modą zetknął się przypadkiem. Starszy o cztery lata Domenico Dolce urodził się i wychował na Sycylii. Jego rodzice prowadzili zakład krawiecki w pobliżu Palermo. Do włoskiej stolicy mody Domenico przyjechał studiować. Świeżo upieczony absolwent prestiżowej mediolańskiej szkoły projektowania Istituto Marangoni bezskutecznie starał się o pracę u Armaniego. Zatrudnił się więc w jednej z wielu kameralnych mediolańskich pracowni. Załatwił tę pracę także Stefanowi, którego poznał w jednym z mediolańskich klubów i w którym natychmiast się zakochał.

Moda była ich prawdziwą pasją. Pracując razem, świetnie się bawili, jednak obaj mieli większe ambicje. Marzyła im się własna firma, ale wciąż brakowało im na nią środków. Nie założyliby swojego studia, gdyby nie pomoc rodziców i rodzeństwa Dolcego. Pierwszy pokaz zorganizowali w roku 1986. Dolce i Gabbana mieli co prawda wspólną pracownię, ale każdy tworzył na własną rękę. „Na początku, nawet gdy pracowaliśmy dla jednego klienta, wypisywaliśmy dwie faktury – wspomina Domenico. – W końcu księgowy spytał, czy nie moglibyśmy ograniczyć się do jednej i wystawiać ją na przykład na Dolce & Gabbana”.

Przystali na ten układ, choć nie był on dla nich taki oczywisty. Mimo że byli związani uczuciowo, na polu zawodowym chcieli zachować niezależność. Gabbana pamięta, że gdy zaczęli wspólnie projektować, Dolce miał zwyczaj zasłaniania ręką kartki, na której szkicował. Jak dzieciak z podstawówki, który boi się, żeby ktoś nie ściągnął jego pomysłu. Ale właśnie dzięki temu niewielkiemu dystansowi powstał oryginalny miks, który zapewnił ich ubraniom taką sławę. Mieszanka wielkomiejskiego stylu Gabbany z nieco staroświeckim i romantycznym podejściem Dolcego.  

Dolce vita?
Jak powstało słynne logo D&G?  Plotka głosi, że inspiracją była tabliczka na drzwiach mediolańskiego mieszkania projektantów. Pierwszego, które wspólnie wynajęli. Dziś mają w Mediolanie kilka luksusowych apartamentów i razem kierują modowym imperium, na które składa się sto luksusowych butików na całym świecie. Szacuje się, że firma warta jest jakieś pół miliarda dolarów. Dolce & Gabbana w świecie mody traktowano jako interes rodzinny, kiedy więc w 2005 roku gruchnęła wiadomość, że Stefano i Domenico nie są już parą, wróżono, że imperium się rozpadnie. Na początku projektanci rozważali sprzedaż firmy koncernowi Gucci Group. Jednak do tego nie doszło, a kilka miesięcy po rozstaniu Gabbana zwołał konferencję prasową, na której zadeklarował, że ich marka będzie się rozrastać i że pozostaną z Domenikiem partnerami biznesowymi i dobrymi przyjaciółmi. Faktycznie, D&G świetnie prosperuje, a jej właściciele nadal pojawiają się na wielu oficjalnych imprezach w duecie. Obiecywali niedawno, że zwolnią tempo. Że powierzą kierowanie firmą komuś młodszemu, a sami poświęcą się tylko projektowaniu. Słowa nie dotrzymali. Są zabiegani jak dawniej, doglądając w firmie każdego szczegółu. W natłoku obowiązków znajdują jednak czas, żeby kilka razy w roku odwiedzić którąś ze swoich nadmorskich posiadłości. Ostatnio pojawiły się zdjęcia, na których Stefano i Domenico leżą tuż obok siebie, wygrzewając się na luksusowym jachcie. W tle widać wyraźnie zarys luksusowych willi w Portofino.                    

Zofia Fabjanowska-Micyk / Party

Jakie kosmetyki D&G lubisz najbardziej?