Amy Winehouse fot. ONS

Co się stało z Amy Winehouse

Umarła całkiem sama, w swoim łóżku. W sobotę 23 lipca tuż przed godziną 16 czasu londyńskiego znalazł ją jeden z jej ochroniarzy. Ten sam, który na jej pogrzebie będzie pozował dziennikarzom, trzymając w ręku pudełko z prochami Amy.
/ 09.08.2011 07:41
Amy Winehouse fot. ONS
To on ostatni widział Amy Winehouse żywą. Powiedziała mu, że idzie spać. Kiedy po południu zjawił się w jej sypialni, próbował ją budzić, dopóki nie odkrył, że nie oddycha. Przed domem na Camden Square natychmiast pojawiły się dwie karetki, potem następne auta i kolejni ludzie. Rodzina, ekipy telewizyjne, fani. Także ci wystylizowani na swoją idolkę, z natapirowanymi włosami i krwistoczerwonymi ustami. Na trawniku za rozpiętą przez policję taśmą rzucali kwiaty, zdjęcia, kartki. A obok nich butelki wódki, wina, puszki po piwie. W końcu chodziło o Amy. Przed kremacją zwłok przeprowadzono sekcję zwłok, która nie dała jednoznacznej odpowiedzi, jaka była bezpośrednia przyczyna śmierci. Niezbędne okazały się dalsze badania toksykologiczne. Na ich wyniki trzeba czekać co najmniej dwa tygodnie. Ale i tak nietrudno domyślić się, co zabiło słynną 27-latkę.

Droga w górę

Wychowana na przedmieściach Londynu córka taksówkarza i farmaceutki. Bardzo zdolne, ale trudne dziecko. Potem zbuntowana nastolatka ze skłonnością do depresji. Pierwszą gitarę dostała jako trzynastolatka. Pierwszy tatuaż, śmieszną figurkę dziewczyny (na plecach), Amy Winehouse zrobiła sobie w wieku 15 lat. Nosiła kolczyk w nosie, nie uważała na lekcjach, zmieniała kilka razy szkołę (doniesienia o tym, że za skandaliczne zachowanie wyleciała z artystycznej uczelni Sylvii Young są mocno przesadzone, dyrektorka nie potwierdza tej wersji). Mimo to wtedy jeszcze było jej naprawdę daleko do Amy, którą znamy.

Wystarczy spojrzeć na zdjęcia sprzed siedmiu lat, kiedy dopiero zaczynała karierę. Dobre czasy, wtedy jeszcze żaden paparazzi nie czatował pod drzwiami jej domu, jej rodzice nie biegali do tabloidów, żeby podzielić się swoimi lękami dotyczącymi córki, a ukochany nie wyprzedawał prywatnych zdjęć i miłosnych listów, żeby mieć na działkę heroiny. Nagranie z głosem Amy Winehouse trafiło do firmy fonograficznej, bo wysłał je jej ówczesny chłopak, ona sama nigdy nie rozsyłała swoich demo po wytwórniach. Wydany w 2003 roku debiutancki album Winehouse „Frank” natychmiast odniósł sukces na Wyspach, zdobywając kilka ważnych nagród i status platynowej płyty. Nic dziwnego, że brytyjskie tabloidy zainteresowały się młodziutką wokalistką. Miała egzotyczną urodę, błysk w oku, w czasie wywiadów była wyraźnie speszona. Gdzieś pojawiło się określenie „pulchna”. Nadwrażliwą i ambitną Winehouse bardzo to dotknęło. To wtedy zaczęły się jej problemy z jedzeniem. Została bulimiczką. Popalała trawkę, lubiła wpaść do pubu. Tak jak większość jej znajomych. Ojciec lubił powtarzać, że smutki dobrze jest utopić w kuflu piwa. Zapamiętała sobie te słowa. Trzy lata między wydaniem pierwszej a drugiej, przełomowej w jej karierze, płyty to już czas, gdy narodziła się ta Amy Winehouse, którą pamięta cały świat.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Droga w dół
Największe „zasługi” w jej metamorfozie ma Blake Fielder-Civil. Człowiek znikąd, pracujący dorywczo jako pomocnik producenta teledysków, a właściwie bez pracy i żadnych talentów. Chyba że za szczególną zdolność uznamy to, że zawsze potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. Z Amy spotkali się w jednym z londyńskich barów. Blake sam przyznał, że to on wprowadził ją w świat twardych narkotyków – kokainy, heroiny, cracku, na których głownie opierał się ich związek. Po kilku miesiącach zostawił silnie już uzależnioną Amy dla innej dziewczyny. Cierpienie było dla Winehouse inspirujące. Po rozstaniu napisała wszystkie swoje największe przeboje. Szczere do bólu, bez upiększania. O tym, jak podle się czuje, jaka jest pokręcona, jak nie chce iść na odwyk, choć „tatuś chciałby, żebym poszła” (z piosenki „Rehab”). Album „Back to Black” ukazuje się na rynku w 2006 roku, a Amy staje się jedną z najbardziej rozchwytywanych gwiazd show-biznesu. Wygląda już zupełnie inaczej niż na początku kariery. Wychudzona, z niezdrową cerą, w retro sukienkach i z charakterystycznym „ulem” na głowie. W jednym z wywiadów powie, że im bardziej jest smutna, tym wyższy upina sobie kok. Zarabia miliony, choć każdy jej koncert to dla organizatorów inwestycja wysokiego ryzyka. Nie wiadomo, w jakim stanie wyjdzie na scenę i czy będzie na siłach, by zaśpiewać. Znów spora w tym zasługa Blake’a, który po międzynarodowym sukcesie Amy doszedł do wniosku, że jednak ją kocha. W 2007 roku biorą szybki ślub w Miami. Nie zapraszają rodziców. Zresztą ojciec i mama Winehouse nie cierpią jej wybranka. To jego obwiniają o problemy córki. Głównie na łamach plotkarskiej prasy. Zdaje się, że nie potrafili sobie poradzić ani z nałogiem, ani ze sławą córki.

Amy i Blake wytrzymają ze sobą w sumie dwa lata. To okres ciągłych balang, kłótni, bijatyk, zatargów z policją, wzajemnych zdrad. Spokojniej robi się, gdy Fielder-Civil trafia po raz kolejny za kratki, tym razem za pobicie i próbę przekupstwa. Amy daje się wtedy namówić na odwyk, potem przez jakiś czas piosenkarka zbiera siły na karaibskiej wyspie St. Lucia, gdzie wypoczywa w ramionach rugbisty Joshuy Bowmana. Blake, widząc ich wspólne zdjęcia, zażądał rozwodu i połowy jej majątku. W końcu zgadza się na spore zadośćuczynienie. Po rozwodzie będą do siebie jeszcze wracać. Lekarze coraz częściej powtarzali, że jej organizm długo tak nie pociągnie. Dziennikarze dorzucali swoje: „Skończy jak Janis Joplin”.

Iskierka nadziei
Przez chwilę wydawało się, że wychodzi na prostą. Pod koniec zeszłego roku związała się z reżyserem Regiem Travissem. Dla niego zaczęła o siebie dbać, znów poszła na odwyk, mówiło się, że pracuje nad nowymi piosenkami. Ale już w czasie czerwcowego koncertu w Belgradzie było jasne, jak płonne są nadzieje, że wreszcie skończy ze starym życiem. Na scenie nie była w stanie utrzymać się na nogach, trasę koncertową odwołano. Pisano, że wróciła do picia, bo rozstała się z Travissem, który nie wytrzymał z tak skrajną osobowością. Jej mama twierdzi, że dzień przed śmiercią córka się z nią pożegnała. Z kolei ojciec – że wydawała się pogodna i że nic nie zapowiadało tragedii. Pogrzeb Winehouse odbył się trzy dni później, na cmentarzu w północnej części Londynu. Nabożeństwo odprawił rabin. Wśród żałobników pojawiła się Kelly Osbourne, która w hołdzie przyjaciółce upięła sobie kok na głowie.

Ruszyła też machina show-biznesu. Płyty Amy znów trafiły na pierwsze miejsca najlepiej sprzedawanych krążków, a niektóre koncerny musiały publicznie przepraszać za natrętne reklamy albumów Winehouse już w kilka godzin po jej śmierci. Mówi się o pośmiertnym wydaniu jej trzeciego albumu (materiał ponoć powstał jakiś czas temu na Karaibach). Pojawiły się też informacje, że Blake, który w mediach chętnie teraz rozpowiada, że Winehouse była jego największą miłością, będzie jednak walczył o część jej majątku. Życie toczy się dalej. Tylko Amy już z nami nie ma.       

Zofia Fabjanowska-Micyk / Party