Celtycka królewna

Najseksowniejsza Brytyjka, najpiękniejsza aktorka Hollywood, najbardziej pożądana kobieta świata – Keira Knightley.
Gdy na początku lat 80. w rodzinie państwa Knightley pojawił się pomysł posiadania drugiego dziecka (na świecie był już starszy brat Keiry, Celeb), pan Knightley, dość popularny telewizyjny aktor, postawił żonie, dramatopisarce, jeden warunek: – Darling – powiedzieć miał wtedy z czułością – jeśli napiszesz sztukę, z której będą jakieś konkretne pieniądze, wtedy będziemy mogli pozwolić sobie na kolejne dziecko.

Na szczęście dla Keiry mama miała wenę i sztuka jej autorstwa przyniosła korzyści materialne. W marcu 1985 roku na świat przyszła Keira Christina Knightley, nazwana tak dziwacznie na cześć Celtów, którymi fascynowali się jej rodzice.

Chłopczyca w rzemykach
Dziś widząc szczuplutką, wiotką jak trzcina dziewczynę, trudno pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu była zakompleksioną nastolatką, włóczącą się po londyńskich pubach z kumplami starszego brata, grającą z nimi w futbol i noszącą powyciągane chłopięce stroje. Keira – dziś uważana za symbol kobiecości, kiedyś była niewyróżniającą się z tłumu chłopczycą. Zawsze za wysoką i za chudą jak na swój wiek, z wielkim kompleksem związanym z piersiami, a właściwie ich brakiem. Zapytana niedawno, czy chciałaby zagrać dziewczynę Bonda (podobno nalegał na to Pierce Brosnan), odpowiedziała bezpośrednio, że fatalnie wygląda w bikini. No i wcale nie ma biustu. Fakt. Nawet realizatorzy „Króla Artura” skarżyli się, że z takiej chudziny w żaden sposób nie da się zrobić kobiety. Nie pomogła nawet wysokokaloryczna dieta. Była chuda i tyle. Szczęśliwie Keira została pogrubiona i zaokrąglona w komputerze i dzięki temu na ekranie – jako królowa Ginewra – posiada i piersi, i pupę. Co wygląda bardzo apetycznie, zwłaszcza że przez połowę filmu biega okryta jedynie... kilkoma rzemykami.

Idealna i uparta
W komedii romantycznej „To właśnie miłość” Keira zagrała śliczną pannę młodą, dając się poznać jako istota delikatna, niewinna, lekko naiwna i wzruszająca. Scena, w której otwiera drzwi, myśląc, że przyszli kolędnicy, i słyszy (a właściwie widzi napisane na kilkunastu tablicach) piękne wyznanie miłości, to jedna z najcudowniejszych scen romantycznych w historii kina. Oglądając Keirę, która czyta z tablicy „You are perfect” („Jesteś idealna”), widz myśli: – Tak, ta dziewczyna to ideał. Jest ciepła, śliczna i pełna wdzięku. Ma wszystko, o czym marzy mężczyzna.
I pomyśleć, że fantastyczna uroda Keiry o mały włos nie odsunęłaby jej od roli życia, czyli nominowanej do Oscara kreacji Elizabeth Bennet w „Dumie i uprzedzeniu”. Kiedy aktorka zgłosiła się do reżysera filmu, Joe Wrighta, ten odrzucił ją, mówiąc, że jest zbyt... piękna do tej roli.
Ale ta nie zrażała się. Aranżowała kolejne spotkania, opowiadała o swoich pomysłach na rolę, zapowiedziała, że chętnie się oszpeci, aby móc wystąpić w „Dumie i uprzedzeniu”. Uległ. Keira występowała w filmie bez charakteryzacji, w brązowych kostiumach, peruce, bez modelujących biustonoszy. Ekipa wciąż upominała ją, co prawda, że zbyt seksownie wygląda, zbyt zmysłowo patrzy, ale efekt i tak był świetny. Za tę rolę Keira otrzymała nominację do Oscara za pierwszoplanową rolę, w wieku 20 lat zostając jedną z trzech najmłodszych aktorek nominowanych do tej prestiżowej nagrody.

Chuda z kompleksami
Keira jest gwiazdą już od kilku lat, ale wciąż jeszcze powtarza, że nie wyleczyła się do końca ze swoich kompleksów. Twierdzi, że uprawianie zawodu aktorki oczywiście pomaga w poprawie samopoczucia – choćby dlatego, że spotyka się i ogląda z bliska wszystkie piękności, znane do tej pory z ekranu. I z odległości pół metra widać wyraźnie, że nie są one aż tak śliczne. Chyba pod wpływem tych spotkań Keira zmieniła zdanie o operacjach plastycznych. Kiedyś mówiła, że ich sobie nie wyobraża, teraz coraz częściej wspomina o upływającym czasie. Ma zaledwie 20 lat, a już zapowiada, że jeśli pojawią się u niej pierwsze oznaki starzenia, zacznie wstrzykiwać sobie botoks, poprawiać podbródek i robić lifting twarzy.
W ustach tej pięknej i bardzo młodej dziewczyny brzmi to dziwacznie. Wszystko jednak dlatego, że Keira od lat ma kompleksy i otwarcie mówi, że nienawidzi swojego ciała, szczególnie krzywych, chudych nóg. – Szczupłość odziedziczyłam po tacie. Mogę jeść, na co mam tylko ochotę, i nie tyję ani grama. Nienawidzę także chodzenia na siłownię – zdradza. Choć chyba nie do końca można jej wierzyć. W lutym ubiegłego roku Keira zajęła pierwsze miejsce w konkursie magazynu „In Touch” na najładniej wyrzeźbione mięśnie brzucha. Nagi, idealnie płaski brzuszek pomógł jej zresztą w karierze.
W „Piratach z Karaibów” występowała z odsłoniętym pępkiem, w którym nosiła kolczyk. Ten widok tak bardzo spodobał się reżyserowi Richardowi Curtisowi, że zaproponował jej rolę w filmie „To właśnie miłość”, który okazał się przebojem.

To właśnie singel
„Niedoskonałości” ciała oczywiście nie stanowiły nigdy przeszkody w podbijaniu męskich serc. Jej pierwsza wielka miłość – Del Synnott – omal nie popełnił samobójstwa, kiedy go porzuciła. Kolejny chłopak, model Jamie Dornan, też nie zagrzał długo miejsca w sercu wybrednej Keiry. Pojawiły się też plotki o jej romansie z Adrienem Brodym, które publicznie dementowała. Keira miała jeden dyżurny komentarz: na związki i miłość jest za młoda, na dzieci też czas jeszcze przyjdzie, teraz najważniejsza jest kariera. Na premiery i bankiety zaczęła przychodzić sama. Faktycznie, pocieszała się pracą, a nie nowymi romansami. I całkiem dobrze na tym wyszła, bo nominacja do Oscara to przepustka do Hollywood.
A skoro nominacja już jest, można zacząć rozglądać się za ewentualną miłością. Plotki głoszą, że jest nią kolega z planu „Dumy i uprzedzenia” Rupert Friend, z którym widziano Keirę podczas wakacji na Bahamach. Facet z takim nazwiskiem („Przyjaciel”) ma może szansę na coś więcej niż tylko chwilowy romans...

Naga prawda
A jeżeli i on nie będzie tym właściwym, Keira z pewnością nie będzie się nudziła. Dostaje mnóstwo scenariuszy i propozycji od najlepszych reżyserów. Choć zaklina się, że nie opuści Londynu, Hollywood mami ją i wciąga w swój bajkowy świat. Zaczynają też dopominać się o nią projektanci mody, którzy chcieliby pokazywać swoje kreacje na tak pięknej kobiecie jak Keira Knightley. Zdążyła już wystąpić w reklamie diamentowych kolii firmy Asprey. A ostatnio, w specjalnym hollywoodzkim wydaniu „Vanity Fair”, aktorka wystąpiła obok Scarlett Johansson (i Toma Forda) w pięknej rozbieranej sesji zdjęciowej autorstwa Annie Leibovitz. Początkowo zarówno Keira, jak i Scarlett były zaniepokojone i niepewne, czy powinny się rozebrać do tej sesji, ale Tom Ford powiedział im tak: – Za pięćdziesiąt lat, kiedy będziecie bardzo stare i o wiele brzydsze, spojrzycie na te fotografie z rozczuleniem i zachwytem i pomyślicie sobie: „Boże, jak ślicznie wyglądałam, jaką byłam piękną kobietą!”. Z pewnością za te pół wieku zrozumie i ona, ta nieśmiała i zakompleksiona dziewczyna z podlondyńskiego Teddington, że mając 20 lat, była naprawdę piękna. Że była idealna.

Keira lubi się malować
- Chętnie podpytuje makijażystów o porady. Najcenniejsza: mniej znaczy więcej. „Dlatego lubiłam mój makijaż w „Piratach z Karaibów”. „Był bardzo naturalny, Johnny Depp miał o wiele więcej na twarzy” – opowiada. Na co dzień nie używa podkładów, jedynie korektor. Ulubiony: Touche Éclat YSL.
- Rzadko sięga po podkłady i pudry. Kładzie jedynie róż na policzki, np. marki Clarins – aby nabrały trochę świeżości i koloru. Jeśli nie ma go akurat pod ręką, stosuje prosty trik rodem z powieści Jane Austen: delilkatnie oszczypuje skórę palcami!
- Lubi malować oczy. Robienie „odymionego” oka opanowała podobno do perfekcji. Używa do tego eye-linera w płynie Ruby & Millie oraz ciemnych cieni, np. Lancôme albo swojej ulubionej brytyjskiej marki No7 (lubi też ich maskarę dodającą rzęsom objętości).
- Bardzo dba o włosy. Różne zabiegi, którym są poddawane na planie, znacznie je osłabiły. Dlatego stosuje głębokie odżywki. Ulubione to w 100 proc. naturalne odżywki kalifornijskiej marki Hamadi.
- Jest wierną fanką naturalnych kosmetyków Dr. Hauschka. Kupuje u nich produkty do pielęgnacji ciała i włosów, a także – regularnie – mleczko i tonik oczyszczający do twarzy.
- Zawsze ma przy sobie dermatologiczny krem E45, który łagodzi podrażnienia, delikatnie natłuszcza i dobrze nawilża skórę. Przydaje się po dniu spędzonym na planie w profesjonalnym makijażu.

Anna Godlewska/ Uroda
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)