Catherine Zeta-Jones fot. ONS

Catherine Zeta-Jones - Rok w piekle

To miał być koniec problemów. Po wygranej batalii o męża musiała stanąć do walki o siebie. U aktorki zdiagnozowano depresję dwubiegunową. Dopiero co odzyskane szczęście znów zawisło na włosku...
/ 20.05.2011 07:14
Catherine Zeta-Jones fot. ONS
Był piękny wiosenny poranek. W apartamencie Douglasów przy Central Parku unosiła się woń świeżo zaparzonej przez Michaela kawy. Catherine Zeta-Jones miała tego dnia rozpocząć przygotowania do pracy nad dwoma filmami: komedią „Playing the Field” oraz kinową wersją musicalu „Rock of Ages”. Jeszcze kilka dni temu bardzo się cieszyła, że po sześciu miesiącach wraca do pracy. „To będzie jak powrót do domu”, mówiła podekscytowana. Tego dnia znów jednak było źle. Znów nie mogła wstać z łóżka.  „Czułam, jakby zewsząd otaczały mnie czarne chmury. Zrozumiałam, że muszę szukać pomocy. Że dzieje się ze mną coś, czego nie rozumiem”, opowiada dziś Catherine.

Niewinne złego początki

Choroba Catherine Zety-Jones nie pojawiła się z dnia na dzień. Depresja maniakalna, która ma podłoże genetyczne, najczęściej rozwija się między 15. a 24. rokiem życia. U Catherine nie było wcześniej ewidentnych objawów. Jednak gdy dziś sięga pamięcią wstecz, widzi, że zawsze miała skłonności do interpretowania rzeczywistości w czarnych kolorach. W jej życiu nie było poważniejszych problemów. Miał je raczej Michael. Jego najstarszego syna z poprzedniego związku z Diandrą Luker, Camerona, wsadzono do więzienia za handel narkotykami. Diandra wytoczyła mu proces o tantiemy z drugiej części filmu „Wall Street: Pieniądz nie śpi”. Ale Catherine żyła jak w bajce. Mieszkała na Bermudach. Michael, który już zaspokoił ambicje aktorskie, wziął na siebie większość obowiązków: wychowanie 10-letniego dziś Dylana i o trzy lata młodszej Carys. Mimo to nie potrafiła cieszyć się życiem. „Zawsze miałam skłonności do depresji. Nie potrafiłam myśleć pozytywnie. Wymagało to ode mnie wielkiego wysiłku. A i tak przynosiło marny skutek. To Michael jest urodzonym optymistą, to on nadawał tempo naszemu życiu”, przyznaje. Nie przypuszczała jednak, że to objawy poważnej choroby psychicznej.

Czas próby

Być może choroba nadal pozostałaby w utajeniu, gdyby nie kłopoty Michaela ze zdrowiem. Jak mówi doktor David Miklowitz, psychiatra z UCLA School of Medicine w Los Angeles: „Stres z pewnością odegrał wielką rolę w wywołaniu depresji u pani Douglas”. Sama Catherine wspomina tamten okres jako koszmar: „Gdy się dowiedziałam, że Michael ma czwarte stadium raka, nie zdziwiłam się. W końcu od wielu miesięcy czuł się coraz gorzej. Byłam tylko wściekła na lekarzy. Chciałam biec i ich pozabijać”. Ale tylko on miał siłę, by stawić czoło chorobie.  Zeta-Jones przyznaje: „Zupełnie nie mogłam sobie poradzić. Chodziłam po domu, płakałam i wciąż pytałam: Jak to mogło przytrafić się jemu? Przecież to Michael Douglas! Zdawałam sobie sprawę, że rozpaczanie nic nie da. Ale nie potrafiłam się zmobilizować”. Nigdy nie zapomni momentu, gdy zawołali dzieci do salonu, by przygotować je na najgorsze. Michael powiedział im, że poważnie zachorował i będzie musiał stoczyć ciężką walkę. Dylan i Carys przytulili tatę. Catherine nie potrafiła zdobyć się na żaden gest. „Byłam kompletnie w rozsypce. To Michael musiał mnie pocieszać”. Tylko dzieci chodziły do ojca do szpitala, gdy był poddawany radio- i chemioterapii. „Nie byłam w stanie patrzeć na Michaela, jak leży tam bez życia, nieruchomo, pod maską tlenową. Człowiek, który był silnym mężczyzną, nie miał nawet siły, by ruszyć palcem”, przyznaje. Czekała w domu na powrót dzieci. Pytała je: „Jak czuje się tatuś?”. Albo wręcz wyjeżdżała z miasta, raz w bardzo ostrej fazie choroby do Walii na otwarcie sezonu golfowego Red Cup.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Od euforii do rozpaczy
Michael Douglas nie miał jednak pretensji do żony. „Wszyscy widzieliśmy, co się dzieje. Wciąż była jakby nieobecna”, wspomina. Złe przeczucia potwierdziły się wkrótce. Zdaniem lekarzy nie było wątpliwości, że Catherine Zeta-Jones cierpi na depresję dwubiegunową. Tak jak trzy procent populacji, w tym wiele gwiazd: Britney Spears, Sinéad O’Connor, Stephen Fry czy Ozzy Osbourne. Choroba objawia się nagłymi zmianami nastroju: od euforii do rozpaczy. Wystarczy niewielki bodziec, by naruszyć bardzo delikatną równowagę chemiczną w organizmie. Chory w stanie manii widzi świat w różowych barwach. Jest niepoprawnym optymistą. Jak zdradziła cierpiąca na depresję maniakalną aktorka Carrie Fisher: „W chwilach manii potrafiłam zaciągać wielkie kredyty, ścinać włosy, robić tatuaże, a nawet przechodzić z katolicyzmu na judaizm. Następnego dnia byłam gotowa odbierać sobie życie”. Jak jednak zauważa doktor Soroya Bacchus: „Niewiele osób zdaje sobie sprawę, w jakim jest stanie. Zwykle mija 10 lat, nim dojdzie do dobrego rozpoznania. Ludzie z depresją czekają, aż sama przejdzie”. Jeden z przyjaciół rodziny zdradził tygodnikowi „People”: „Catherine piła i paliła jak smok. Rzadko przesypiała noce”.

Szczęście w nieszczęściu
Ma jednak wiele szczęścia. Cierpi na depresję II typu, znacznie lżejszą od I typu. „W przypadku Catherine Zeta-Jones mania występuje rzadziej i jest do zniesienia. Gorzej jest z depresją”, opowiadał Michael w rozmowie z Oprah Winfrey. Po rozdaniu Złotych Globów oraz Oscarów Catherine podjęła ostateczną decyzję. Najpierw pojechała do rodziców do Swansea. Potem zgłosiła się do luksusowego ośrodka Silver Hill w New Canaan w Connecticut. W ciągu pięciu dni ustawiono jej lekarstwa i nauczono, jak radzić sobie z napadami smutku. „Ludzie z depresją maniakalną mogą żyć jak inni. Pod warunkiem że są pod nieustanną kontrolą”, mówi specjalista od zaburzeń depresyjnych, doktor Igor Galynker. Wkrótce potem Zeta-Jones wydała oświadczenie. „Ze względu na stres, który towarzyszył Catherine w ubiegłym roku, zdecydowała się na pobyt w szpitalu psychiatrycznym i leczenie depresji maniakalnej”, napisała jej rzeczniczka Cece York. Catherine zdecydowała się też opowiedzieć o swojej chorobie w tygodniku „People”. „Mówienie o chorobach psychicznych to wciąż w naszym społeczeństwie tabu. Szczególnie w Hollywood. Jeśli jednak choć jedna osoba, która do tej pory była nieświadoma swojego stanu, zgłosi się do lekarza po pomoc, było warto”. Dumny z żony jest także Michael. „Ona pochodzi z Walii. A Walijczycy są twardzi. Nie okazują uczuć. Myślę jednak, że bardzo cierpiała. I teraz, gdy wyzdrowiałem, poczuła wreszcie ulgę. Dzięki leczeniu rozumie, na czym polega jej choroba”, mówił u Oprah Winfrey.

Wszystko przede mną
Dziś Catherine Zeta-Jones jest w dużo lepszym stanie. „Wiem, że muszę myśleć pozytywnie. Nie mogę popadać w zwątpienie, bo wtedy nie tylko ciągnę w dół siebie, ale też wszystkich dookoła. Depresja dotyka tak naprawdę całą rodzinę”, mówi. Stawiła się już na planie pierwszego z dwóch nowych projektów i nic niepokojącego się nie dzieje. Planuje podróż dookoła świata. Gdy oboje z Michaelem będą już wystarczająco silni, chcą objechać z dziećmi ziemię. Mówi: „Gdy Michael wyzdrowiał, czułam, że Bóg dał nam drugą szansę. I zrobię wszystko, by tego nie zmarnować”.

Magda Łuków / Viva!