Agustin Egurrola fot. ONS

Carmen - córka Agustina Egurroli i Niny Tyrki

Agustin Egurrola miał prawie wszystko. Największe sukcesy jako tancerz i choreograf. U boku piękną, zakochaną kobietę...
/ 09.04.2014 14:51
Agustin Egurrola fot. ONS
Ale czym jest bezgraniczna miłość, zrozumiał tamtego chłodnego dnia. 13 listopada, w czwartek, o godzinie 8.00 na świat przyszła Carmen. Otworzyła oczy, kiedy brał ją na ręce. Wystarczyło to jedno spojrzenie.

- "Czekam na chwilę, kiedy to nie ja będę najważniejszy, tylko ktoś inny, moje dziecko”, mówiłeś mi na początku roku. Nie wiedziałeś jeszcze wtedy, że zostaniesz ojcem. To magiczne, bo życzenie już się spełniło.
Agustin Egurrola:
Chwilę wcześniej wróciliśmy z Niną z podróży na Kubę. Po latach rozłąki spotkałem się tam z moim ojcem. Wielkie przeżycie, niezapomniane. Mówisz o magii, znajdziesz ją na Kubie. Pamiętam pewien spacer. Jest w Hawanie przepiękny cmentarz. Stoi tam rzeźba świętej Amelii. Niezwykłej matki, do której pielgrzymują wszystkie pary, które mają problem z poczęciem dziecka. Jadą właśnie na Kubę, do niej.
Nina Tyrka: Amelia urodziła maleństwo i zaraz potem obydwoje umarli. Dziecko pochowano w jej nogach. Ale kiedy zrobiono ekshumację, matka trzymała je blisko przy piersi, na ramieniu. Wystawiono im pomnik z białego marmuru. Pupka dziecka lśni wypolerowana od tysięcy dotknięć. Wokół kwiaty i tabliczki dziękczynne wystawiane już sto lat przez szczęśliwych rodziców. Miałam łzy w oczach.
Agustin Egurrola: I tak się jakoś stało, że obydwoje dotknęliśmy tej rzeźby. I spojrzeliśmy sobie przy tym w oczy. Pamiętam, mój ojciec się śmiał.
Nina Tyrka: To było w styczniu, w marcu okazało się, że jestem w ciąży.

- Byliście ze sobą wcześniej dwa lata. Co czuliście, kiedy okazało się, że na świat przyjdzie Wasze dziecko?
Agustin Egurrola:
Przyznam, do tego, by stworzyć dojrzały związek i zostać ojcem, dochodziłem bardzo długo. I dziś jest dla mnie idealna chwila. Ani za późno, ani za wcześnie. Brzmi twardo, ale byłem tak pochłonięty karierą, zdobywaniem tytułów, wielkimi projektami, że w moim życiu nie było miejsca na prawdziwą miłość. Aż przyszła refleksja, że coś gubię po drodze. I moment, kiedy znalazłem w sobie to miejsce. A wtedy pojawiła się Nina.
Nina Tyrka: Spotkaliśmy się na castingu do piątej edycji „Tańca z gwiazdami”. Nie byłam w najlepszej formie. Niedawno wróciłam po roku pobytu z Włoch. Wyjechałam tam, by wyleczyć rany po rozstaniu. Rozpadł się mój czteroletni związek. Z partnerem tanecznym i zarazem życiowym. Dostałam wtedy mocny cios w serce. Czułam, że muszę coś zmienić. Przyjęłam propozycję z włoskiej szkoły tańca. I w przeciągu tygodnia przeniosłam się z rodzinnego Lublina do Kalabrii. Myślałam, że już tam zostanę, roztyję się na makaronie i będę miała dużo dzieci (śmiech). A jednak to nie był mój świat. Wróciłam. Minął miesiąc w Polsce, a ja czułam się zagubiona, niepewna swojej drogi. Usłyszałam, że TVN szuka tancerzy. Nie będę przecież, szlochając, siedziała w Lublinie, pomyślałam. Znów spakowałam walizkę. Miałam zatańczyć, powiedzieć coś o sobie. Ze studia wyleciałam jak opętana, byłam wściekła. Agustin ma coś takiego w spojrzeniu, że dekoncentruje. Mnie ten jego przeszywający wzrok strasznie peszył. Pomyślałam nawet przez chwilę, że coś w tym musi być, on prowadzi jakąś grę między nami. I nie do końca mi się podobało. A casting poszedł fatalnie.

- Tak rzeczywiście było? Prowadziłeś swoją grę?
Agustin Egurrola:
Jak patrzę? Strasznie? Przesada. Jako juror każdego, kto wchodzi, obserwuję uważnie od momentu, gdy tylko otworzy drzwi. Chcę wyrobić sobie zdanie. Zobaczyłem Ninę, przerażoną piękną kobietę, która na dodatek niczego nie gra, jest sobą. Ujęła mnie tym.
Nina Tyrka: Wiedziałam, że wtedy odpadnę. Długo czekałam na wiadomość. Zadzwonił sam. „Nie spodoba ci się to, co powiem. Nie dostałaś się do programu. Ale chciałbym, żebyś przyszła do mojego zespołu, do Voltu na trening. Zobaczę, czy dasz sobie radę”.
Agustin Egurrola: Nina reprezentuje najwyższą międzynarodową klasę taneczną „S” w tańcach latynoamerykańskich. Zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Do tego skromna, niewinna. Niewiele jest takich dziewczyn.
Nina Tyrka: Przed tym spotkaniem szykowałam się chyba pół dnia. Wyprawiałam w domu cuda. Przebierałam się pięć razy, malowałam, czesałam (śmiech). Chciałam mu się podobać, choć jeszcze nie dopuszczałam do siebie tej myśli. I tak zostałam w Volcie. Dłuższy czas Agustin był wobec mnie bardzo szarmancki, ale też ostrożny, nigdy się nie narzucał.


- A Ty masz przecież opinię pożeracza serc.
Agustin Egurrola:
Czy wszystkim się wydaje, że jeśli jest się choreografem i nauczycielem, zaraz ma się wiele kobiet? Tak nie jest. Dobrze wiem, że jeśli wyróżnię jedną z tancerek, reszta nie da jej żyć. Na początku była między nami relacja: mistrz i uczennica. Ale fakt, Nina mnie zafascynowała. Spotkaliśmy się w specyficznym momencie życia. Ona skończyła związek. Ja swój. Również czteroletni. Z dziewczyną z Voltu. Nasze rozstanie wywołało w grupie takie emocje, że ta niemal przestała istnieć. Obiecałem sobie, że jeśli się jeszcze kiedyś zakocham, to już nigdy nie będzie to tancerka. Ale pracowałem tak dużo, że nie spotykałem innych kobiet (śmiech). Przed uczuciem do Niny długo się broniłem. Ona skruszyła we mnie lód. Dłuższy czas nie mówiliśmy głośno o tym, co nas łączy.
Nina Tyrka: Ukrywaliśmy się pół roku. Nie afiszowaliśmy się. Za to na pierwszych randkach rozmawialiśmy ze sobą godzinami. Za oknami zima, my grubo ubrani, ale w środku było nam ciepło. Agustin zadawał mnóstwo pytań i słuchał. Przesłuchiwał mnie jak na castingu, tylko wtedy nie byłam już tak bardzo spięta (śmiech). To było nam obojgu bardzo potrzebne. Zanim się zbliżyliśmy, zrozumieliśmy siebie nawzajem. Wiele nas łączy, oboje wychowywaliśmy się bez ojców, nawet nasze mamy urodziły się jednego dnia, w maju, do tego w Dzień Matki.
Agustin Egurrola: Za nami bardzo budujące rozmowy. O hierarchii wartości, duchowości. Ani przez chwilę nie pomyślałem o różnicy wieku. Ale przyznam, cały czas zastanawiałem się, czy ona widzi prawdziwego mnie, czy może tylko choreografa? Nina ujęła mnie tym, że widziała we mnie przede wszystkim mężczyznę, nie nauczyciela, nie właściciela szkoły, kogoś znanego z telewizji.
Nina Tyrka: Dla mnie ta relacja też nie była prosta. „Czy jestem jedną z wielu? Dlaczego wybrał mnie?”, te pytania krążyły. Miałam dystans.

- Jednak szybko zamieszkaliście razem.
Nina Tyrka:
Wynajmowałam mieszkanie w Wawrze. Nie chciało mu się tak daleko jeździć (śmiech).
Agustin Egurrola: Nie jestem już chłopcem, tylko mężczyzną. I było dla mnie oczywiste, że muszę się Niną zaopiekować. Znalazła się tu, w Warszawie, sama. Jeździła dobre półtorej godziny na każdy trening.
Nina Tyrka: Zamieszkaliśmy razem, ale widywaliśmy się mało, tak byliśmy zabiegani. Spotykaliśmy się w nocy. Często wychodziłam o dziewiątej rano na treningi, a wracałam o północy. Dostałam się do kolejnej edycji „Tańca z gwiazdami”. Pytałaś o reakcję na wiadomość o dziecku. Dowiedziałam się o tym na pięć godzin przed próbą generalną do pierwszego programu.

- Byliście wtedy razem? Zapytam raz jeszcze, co czuliście?
Nina Tyrka:
Cały wcześniejszy tydzień byłam chora, próbowałam się wyleczyć domowymi sposobami, aż w końcu poprosiłam Agustina, żeby przyniósł mi z apteki lekarstwa i przy okazji test ciążowy. Jednak w duchu myślałam, że mój organizm się tylko trochę rozregulował. Agustin zaraz wyszedł na próbę z Voltem. Zrobiłam test, tak dla porządku. Nastawiłam sobie wodę na herbatkę. I wtedy zobaczyłam dwie czerwone kreski. Osłupiałam, nie wiedziałam zupełnie, co mam zrobić. Dziecko? Nie wierzyłam. Przez nieznośnie długie dwie godziny dzwoniłam do Agustina, a on nie odbierał. Aż w końcu się usłyszeliśmy. „Przyjedź do domu, muszę ci coś powiedzieć”, wykrztusiłam. W drzwiach stanął blady. Chyba byłam zapłakana?
Agustin Egurrola: Troszkę płakałaś. Przytuliłem cię, chciałem mieć dziecko. Gdyby nie Nina, pewnie znów zatraciłbym się w pracy, a tak wiem, że wszystko w moim życiu nabrało sensu. Pan Bóg czuwa i powiedział: „Teraz”.

- A kiedy okazało się, że to dziewczynka, kto wybrał imię? Carmen, jak bohaterka z opery Bizeta?
Agustin Egurrola:
W stu procentach ja. Bo to jest imię niezwykłe. Chcę, żeby moja córka była jak Carmen. Wolną, silną, nietuzinkową osobą, która będzie miała w życiu swoje pasje.

- Carmen nie przyszła na świat w prywatnej klinice, tylko w państwowym szpitalu. Przyznam, zaskakująca decyzja.
Agustin Egurrola:
Powiedziałem Ninie, że może rodzić w każdym miejscu na świecie. Gdzie tylko zechce.
Nina Tyrka: Dla mnie nie sztuką jest urodzić w prywatnej klinice. Zapłacić parę tysięcy i wjechać na stół operacyjny, co do minuty, w z góry wyznaczonym terminie, ze słowami: „No, to krójcie mnie i już po imprezie”. Narodziny dziecka to tajemnica. Chciałam jej sprostać, sprawdzić się. Przed porodem spędziłam trzy trudne dni w szpitalu. Mała przestała ruszać się w moim brzuchu. Leżałam podłączona pod kardiotokograf, inaczej KTG, który mierzy puls dziecka. Wszystko ułożyło się pięknie. Miałam bardzo dobrą położną, panią Jolę, której zaufałam bezgranicznie. Ona przyczyniła się do tego, że poród był taki cudowny. Wszystko trwało cztery godziny, nie potrzebowałam znieczulenia. Opatrzność Boża. Kobiety mają różne wspomnienia. Moje wywołują uśmiech na ustach.
Agustin Egurrola: W trakcie ciąży Niny byłem zaangażowany w dwie poważne produkcje telewizyjne – „You Can Dance” i „Taniec z gwiazdami”, ale praca schodziła na dalszy plan, kiedy w domu patrzyłem na nią i widziałem jej koncentrację na tym, co się niedługo będzie działo. Widziałem, jak z dnia na dzień szykuje się do roli matki. Chodziliśmy razem do szkoły rodzenia.

- I w tej najważniejszej chwili też Cię nie zabrakło?
Agustin Egurrola:
Byłem z nią od początku do końca. Moje najmocniejsze, najgłębsze przeżycie? Patrzyłem, jak Nina cierpiała, a potem położono jej Carmen na brzuchu i kiedy spojrzałem jej w twarz, zobaczyłem uśmiech. Niezwykły, anielski. W jednej sekundzie zapomniała o całym bólu. Carmen przyszła na świat taka malutka, ważyła niecałe trzy kilo, miała czterdzieści dziewięć centymetrów. Czarne włoski na główce. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie pierwszego. Pępowinę przecinałem na dwa razy, tak bardzo drżały mi ręce. A wysyłając do bliskich SMS-a, zrobiłem błąd ortograficzny. „Przeciął”, napisałem przez „oł” (śmiech), szok. Mama Niny przyjechała do szpitala tego samego dnia. Moja – nazajutrz. Przez ostatnie pięć lat powtarzała mi po cichutku, że chciałaby już być babcią. Chodziła do kościoła i modliła się, żebym znalazł kobietę swojego życia. Dziś to ona została z malutką. Chciałbym, żeby znalazła sobie przy nas miejsce. Cieszyła się naszym szczęściem.


– Pierwsze dni w domu z maleństwem bywają trudne. Jak sobie radziliście?
Nina Tyrka:
Słyszałam: pojawienie się dziecka bywa trudne dla związku. Już to rozumiem. Nie jest łatwo, gdy nasze potrzeby idą w zapomnienie. Brak chwili spędzonej tylko we dwoje. Nie można iść spać, kiedy się bardzo chce. Dziś na przykład zamknęłam oczy dopiero o piątej nad ranem. Mała ma swoje łóżeczko, ale najlepiej czuje się, gdy leży koło nas. Często idę z nią w nocy do małego pokoiku, żeby Agustin mógł się spokojnie wyspać. Dziś rano przyszłyśmy do niego we dwie. Płakała, ułożyłam ją między nami, zasnęła. Tak, jestem zmęczona, bywa, że braknie mi siły, chwilami się denerwuję. Ale też czuję, że to wszystko bardzo nas mocno do siebie zbliża. Byłam przerażona. Myślałam: Nie poradzę sobie. Nie śpię, nie jem, nie mogę się nawet spokojnie wykąpać. Boję się, że coś temu dziecku zrobię. Minęły. Już się nie boję. Doceniam dziś wszystkie matki. To rola warta Oscara.
Agustin Egurrola: Przez te pierwsze trzy tygodnie życia mojej córeczki byłem dużo poza domem. Śmieję się, że kiedy zobaczyłem pierwszą brudną pieluszkę, to jakbym ujrzał największy skarb. Przewijanie, opiekowanie się, kąpanie, trzymanie Carmen na rękach jest cudowne. Zdecydowałem, że idę na operację kolana. Odkładałem ją, a teraz z chęcią zostanę w domu.

- Odkładałeś nie tylko to. Ale na dłoni Niny widzę diamentowy pierścionek. Dobrze zgaduję? Zaręczyliście się?
Agustin Egurrola:
Dłuższy czas planowałem poprosić Ninę o rękę. Chciałem wybrać ekscytujący moment. Zabrać ją do Paryża. Próbowałem zrobić to, gdy byliśmy na Kubie. Ale zabrakło intymności. A kiedy zaszła w ciążę, bałem się, żeby nie pomyślała, że teraz jestem już w obowiązku. Ten pierścionek dałem jej dzień po porodzie. Nie nad Sekwaną, ani wśród palm, tylko w szpitalu, najmniej wykwintnym miejscu. Ale nie miałem wątpliwości, że nie ma dla niej ważniejszej chwili w życiu. Od matki mojego dziecka usłyszałem najpiękniejszą odpowiedź: „Tak”. Kocham je obie. To Nina nauczyła mnie mówić o uczuciu. „Kocham” powtarzała mi na każde pożegnanie, wysyłała w SMS-ach. Pokazała, że w mówieniu o miłości nie ma nic niemęskiego, wstydliwego, że wypada. Już to wiem. I jestem spełniony.

- Przed Wami pierwsza wspólna Wigilia i pierwsza we troje.
Agustin Egurrola:
Mówiłem ci ostatnio, że nie lubię świąt. A teraz po raz pierwszy nie mogę się ich doczekać. Kiedy będzie choinka i ta mała dziewczynka, i prezenty. To jest nasz cud. Prawdziwe szczęście.


Rozmawiała Monika Kotowska / Viva