Cała prawda o ich związku

Leń, gangster, utrzymanek? O narzeczonym Agnieszki Włodarczyk napisano wszystko, co najgorsze.
/ 12.09.2007 10:12
Panie i panowie, oto Kuba.  Zdolny biznesmen, filozof, mężczyzna o wielu talentach. Od pięciu lat są z Agnieszką szczęśliwi.

- Wyglądacie tak, jakbyście się nigdy nie kłócili.
Jakub:
Poważnie?! Zawsze się zastanawiałem, jak wyglądają tacy ludzie.
Agnieszka: Niestety, to nieprawda. Ja jestem Strzelcem, a Kuba to Bliźniak. Oboje mamy temperament i trudno nam przekonać drugą stronę do swojej racji.
Jakub: Kłótnie to urozmaicenie związku. Stagnacja rodzi nudę. Dobrze się czasem pokłócić.
Agnieszka: Bo fajnie potem się godzić.

– Przez tyle lat ukrywałaś Kubę, a teraz wspólny wywiad. Dlaczego?
Agnieszka:
Nie ukrywałam. Kuba zastrzegł, że nie chce brać udziału w tej części mojego życia. Nie jest mu to do niczego potrzebne, przeciwnie, przeszkadza.
Jakub: Od lat zarządzam kilkoma spółkami. To mniejsze i większe projekty, od Internetu po medycynę. Nie sposób pracować, jeśli pół firmy debatuje o moim wyimaginowanym życiu prywatnym. To obniża efektywność wszystkich.

– Jesteś bardzo ważną osobą?
Jakub:
Jasne. (śmiech)
Agnieszka: Dla mnie i dla swojej rodziny jest bardzo ważną osobą.
Jakub: Ojciec jest znakomitym lekarzem i rodzice zawsze chcieli, abym poszedł w jego ślady. Ja miałem jednak swój plan, zbuntowałem się i skończyłem ekonomię. Przed trzydziestką moje życie zatoczyło koło – od roku zajmuję się medycyną, tyle że od strony komercyjnej. Uruchamiam z przyjacielem prywatne kliniki. Genów się nie oszuka.

– W razie czego Agnieszka ma jak znalazł, gdy zdrowie podupada?
Agnieszka:
Kuba bardzo często mówi mi, jak mam się leczyć.
Jakub: Jako znachor. Od czterech lat Agnieszka wcale nie choruje.
Agnieszka: Jak jest miłość, to się nie choruje. Podobno ludzie w małżeństwach żyją dłużej niż single. Wracając do powodów, dla których zdecydowaliśmy się na ten wywiad, to właściwie zostaliśmy do niego zmuszeni całą serią domysłów, polowaniami paparazzich… Nie mamy prawa być szczęśliwą parą z tęczą nad domem. Trzeba dorabiać jakieś mrożące krew w żyłach historie w stylu: ona go zdradza, jest hazardzistką, wyrodną córką, a on utrzymankiem i narkomanem albo gangsterem.

– Jesteś narkomanem, gangsterem i utrzymankiem?
Jakub:
Tak, trutniem, leniem… (śmiech). Przeraża mnie, że ludzie płacą ciężko zarobione pieniądze, by przeczytać takie bzdury. A przykro jest nie tylko mnie, ale i całej mojej rodzinie. Niedawno siedziałem przy otwartym oknie i coś pisałem. Nagle słyszę dobiegającą z podwórka rozmowę: „O, popatrzcie, tu mieszka ta Włodarczyk. Ma faceta, który nic nie robi. To łajza”.
Agnieszka: Na marginesie, kiedy się poznaliśmy, akurat byłam bez pracy. Kuba utrzymywał mnie przez półtora roku. Miałam straszne długi, on mnie z nich wyciągał. Ostatnio sfotografowali mnie, jak kupuję odkurzacz i wiozę go do domu. Akurat miałam przerwę w zdjęciach, a Kuba był na spotkaniu biznesowym w Krakowie. Normalny dzień normalnych pracujących ludzi. Tydzień później czytam, jaka to niby jestem poszkodowana, bo mi facet nie pomaga. A tego dnia Kuba zadzwonił z trasy i powiedział, żebym zostawiła ten odkurzacz w samochodzie. Po powrocie sam wniósł go do domu. Płakać mi się chciało, jak to przeczytałam. Szkoda mi Kuby i jego rodziców. Rozumiem, dlaczego nie chciał być osobą publiczną.
Jakub: Podziwiam artystów, którzy latami borykają się z tym problemem. Polskie sądownictwo powinno zasądzać kwoty, które skutecznie zniechęciłyby do publikowania takich bzdur. Brukowce na tych głupotach zarabiają grube miliony i nic nie robią sobie z wyroków, z tego, że kogoś krzywdzą.

– Poznaliście się na jachcie?
Agnieszka:
Poznaliśmy się kiedyś u wspólnego przyjaciela – Oliviera. Ale wtedy jakoś nie przypadliśmy sobie do gustu. Po latach przypadkiem trafiłam do Kuby na jacht. Gadaliśmy, żeglowaliśmy, piliśmy wino i coś zaiskrzyło. Przynajmniej z mojej strony. I już nie chciałam z tej łódki wychodzić.
Jakub: Ja się dowiedziałem o tym o wiele później.

– Agnieszka umie ukrywać uczucia?
Jakub:
Tak. Przez dwa miesiące nie dała mi żadnego znaku.

– W życiu na wszystko jest odpowiednia pora.
Agnieszka:
Właśnie. W miłości cały wszechświat tak się układa, żeby można było wykorzystać szansę od losu. Uważam jednak, że to facet powinien się pierwszy ujawnić. Nie sądzę, żeby na dzień dobry akcja pod tytułem „Hej, jestem twoja, bierz mnie” była skuteczna.
Jakub: Do tej pory zresztą nie powiedziała mi: „Hej, jestem twoja”.

– A Ty?
Jakub:
Ja jej to mówię codziennie, ale nie wierzy.
Agnieszka: No dobrze, już wierzę, wierzę. (śmiech)

– Kuba umie wymieniać uszczelki?
Agnieszka:
Ma mnóstwo talentów.
Jakub: Chętnie posłucham. Ona nigdy nie mówi mi takich rzeczy.
Agnieszka: Wszystko potrafi naprawić. Miał 26 lat, gdy prawie sam wybudował dom, w czasach gdy faceci nawet gwoździa wbić nie umieją. Ma wielką wiedzę z różnych dziedzin, na przykład psychologii czy filozofii, no i świetnie żegluje.
Jakub: Wybudowałem dom na Mazurach, w pięknym miejscu, nad jeziorem, w lesie. To miała być pustelnia dla mnie i przyjaciół. Natychmiast poszła plotka, że zamieszkaliśmy tam na stałe i rozpoczęły się lokalne wycieczki pod płot. To już nie jest pustelnia. Smutno, bo dużo pracy w ten dom włożyłem.
Agnieszka: Jest piękny. Ale przecież pracujemy i na co dzień mieszkamy w Warszawie, w mieszkaniu, które kiedyś kupiłam. Na Mazury jeździmy tylko w weekendy, jak tylko możemy.

– Gazety już wiele razy pisały, że się rozstaliście.
Agnieszka:
Mnie ciągle wiązano z kimś innym. Głównie z przyjaciółmi Kuby lub moimi, z którymi akurat zrobiono mi zdjęcie na jakimś bankiecie.
Jakub: Według prasy rozstawaliśmy się już z sześć razy. (śmiech)

– Program „Jak oni śpiewają” znowu skierował uwagę na Agnieszkę. Był chyba dla Was obojga trudnym doświadczeniem?
Agnieszka:
I tak, i nie. To był wyścig z czasem. Wszystko szybko. Nauczyć się piosenki, ustalić tonację, przymierzyć kostium… Trudne, ale fajne. Nie wiedziałam, że dojdę tak daleko, że wygram.
Jakub: Takie wyzwanie rozgrzewa związek. My jesteśmy parą, która super funkcjonuje, gdy trzeba się mobilizować. Umiemy ze sobą współpracować. Oszczędzamy sobie wtedy kłótni, bo szkoda na nie czasu. Odreagowujemy za to, gdy jesteśmy na wakacjach.
Agnieszka: Gdy jest spokój, na moment można się pokłócić (śmiech). Jestem pesymistką i zawsze się tego boję przed wyjazdem.
Jakub: Szymon Perez powiedział kiedyś: „Zarówno optymista, jak i pesymista muszą umrzeć, ale każdy z nich zupełnie inaczej korzystał z życia”. Jako optymista nie lubię kłótni. Ale Agnieszka potrzebuje adrenaliny, więc się czasem kłócimy.

– Byłeś dumny, gdy wygrała?
Jakub:
Bardzo. To słowo tu naprawdę pasuje.
Agnieszka: Patrzył na mnie jak nigdy dotąd. Chyba odkrył mnie inną niż zwykle. Ten program odświeżył nasze relacje.
Jakub: Cieszyłem się, bo wiedziałem, że Agnieszka realizuje się w śpiewaniu. Ma teraz dobry czas. Jest konsekwentna i wiem, że nagra wspaniałą płytę.
Agnieszka: To ty jesteś konsekwentny.
Jakub: Ja zawsze kończę to, co zaczynam. Myślę, że w życiu zostawiłem mało niedokończonych spraw. Czasem wracam do nich po latach, by je doprowadzić do końca.
Agnieszka: Mamy dwie wspólne cechy – konsekwencję i niezależność.
Jakub: Wcześnie zaczynaliśmy. Miałem 13 lat, gdy założyłem pierwszą firmę na nazwisko pełnoletniego kolegi.
Agnieszka: A ja od 13. roku życia pracowałam, najpierw jako hostessa nalewałam piwo na imprezach.
Jakub: Od dziecka chcieliśmy mieć własne pieniądze. Być samodzielni. Nie ma między nami sztucznych zależności, innych niż miłość.

– Czy nie bierzecie ślubu dlatego, żeby zachować tę niezależność?
Jakub:
Agnieszka i tak nie zmieni nazwiska. A imprezę zepsują nam paparazzi. Zabawne i tragiczne zarazem.
Agnieszka: Jeśli ludzie są ze sobą, mając na uwadze to, że nic poza uczuciem ich nie wiąże, to myślę, że bardziej się szanują. Myślę też, że ludzie często się pobierają, bo ulegają presji społecznej albo chcą uzyskać jakąś gwarancję. Potem jest źle, mimo to tkwią w toksycznych związkach latami, bo nie mają odwagi na rozwód. A wszystko odbija się na dzieciach. Super, naprawdę super.

– Co jeszcze oboje lubicie poza niezależnością?
Agnieszka:
Spać (śmiech). W weekendy wylegujemy się w łóżku i na przykład czytamy sobie. Niedawno czytałam Kubie książkę o kotach, bo mnie rozśmieszyła.
Jakub: Ja staram się skupiać na ludziach. Koty w życiu Agnieszki trochę mnie przerastają. Adoptowała ich już naprawdę sporo.

– Mówisz Agnieszce, jak żyć?
Jakub:
Nie, bo do tego człowiek musi dojść sam. Ale mówię jej o wszystkich moich przemyśleniach.

– I podajesz śniadania do łóżka?
Agnieszka:
Nie, bo ja najpierw biegnę umyć zęby. A potem to już nie to samo, co gdyby budził mnie smak ciepłej kawy. Ale przygotowuje śniadania, które jemy w kuchni. Ostatnio nawet nauczył się dla mnie robić sushi. Chyba najlepsze w Warszawie.

– Wiem, że jesteś wierna upodobaniom i przyjaźniom. A mężczyźnie?
Jakub: Na pewno!!! Może jednak sama odpowiesz?
Agnieszka: Chciałam więc cię poinformować, że jestem ci wierna. Gdyby jedno z nas oszukiwało drugie, to jaki sens miałoby bycie razem? Poza tym od razu dałoby się to wyczuć.

– Jak?
Agnieszka:
Na przykład tak jak w filmie „Niewierna”: kobieta  gasi światło w pokoju, w którym     siedzi mąż, bo już go nie zauważa.
Jakub: Ty gasisz światło w łazience, gdy ja się kąpię!
Agnieszka: To takie detale (śmiech). Generalnie adorujemy się nawzajem. I ciągle mamy siebie za mało. To znaczy ja mam za mało Kuby.
Jakub: Jakby było dużo, tobyś się mną znudziła.
Agnieszka: Jak jest ciebie dużo, to też jest dobrze.
Jakub: Mamy wiele wspólnych pasji, które realizujemy razem, ale są też rzeczy, które robimy osobno. Trzeba zostawić sobie trochę przestrzeni.
Agnieszka: W Polsce Kuba nauczył mnie jeździć na nartach, w Tajlandii nurkować, a w Grecji wsadził na skuter. Musiałam się przełamać, bardzo się bałam. Ale jak mnie już do czegoś namówi, jestem szczęśliwa, że się zdecydowałam. Lubię mu imponować.

– A co on robi dla Ciebie?
 Agnieszka:
Pokazuje mi świat widziany jego oczami. To w nim kocham.

– Jaki jest świat według Kuby?
Agnieszka:
Bardziej pozytywny niż mój. Kuba pokazuje mi, że można żyć inaczej.

– Jak?
Agnieszka:
Wcześniej byłam balangowiczką. Imprezy, życie z dnia na dzień. Kuba nauczył mnie, jak korzystać z życia, szukać odpowiedzi na pytanie, co jest w nim najważniejsze. Budować relacje z ludźmi i o nie dbać. Kochać. Cenić przyjaciół.

– Nauczyłeś Agnieszkę mówić „kocham”?
Jakub:
Agnieszka bardziej to okazuje, niż mówi. A dla mnie to ważniejsze. Gdy wyjeżdżam, robi mi kanapki chociażby. Wstaje wtedy wcześniej, co u niej jest wielkim poświęceniem.

– Nie powiesz mi jednak, że pierzesz mu koszule?
Agnieszka:
Jak to nie?
Jakub: Proszę was, przestańcie, prała to moja kochana babcia, teraz pralka pierze. Aga rozwiesza, a ja prasuję.

– Jesteście zadowoleni z życia?
Agnieszka:
Tak. Staramy się szukać kompromisów. Ostatnio nawet polubiłam żeglarstwo. Boję się przechyłów, wymyśliłam więc kompromis: katamaran, tam nie ma przechyłów.

– Twój zawód to też są ciągłe przechyły?
Agnieszka:
Tak, zwłaszcza podczas programu. Nie lubię być oceniana, choć przeważnie jury oceniało mnie dobrze, nawet zdarzało się to Eli Zapendowskiej. W związku z tym teraz czuję na sobie wielką odpowiedzialność, że muszę nagrać dobrą płytę.
Jakub: Nie wiem, jak to będzie, bo najlepsze utwory powstają podobno, gdy ktoś cierpi. „Cierpienie jest motorem rozwoju”. A my przecież nie cierpimy. A może teraz dla odmiany ja zadam moje ulubione pytanie. Jesteś szczęśliwa, Krysiu?

– Bywam. Szczęście to krótkie chwile.
Jakub:
Trzy chwile to jeden moment, a to już sporo. Gdyby szczęście trwało dłużej, straciłoby wartość.
Agnieszka: Życie musi być słodko--kwaśne. Taki przeplataniec szczęścia ze smutkiem. Oba te uczucia są nierozłączne. Ale wolę, kiedy szczęście trwa dłużej.
Jakub: Agnieszka za krótko się cieszy. Trzy miesiące pracowała na to ostatnie szczęście, a na drugi dzień po wygranej już o nim zapomniała. Myślę, że to też wiąże się z jej czarnowidztwem. Ledwo wygrała, a już się martwi, że płyta nie zadowoli wszystkich, że teksty nie będą dobre, że straci głos… Mógłbym tak wymieniać do rana.
Agnieszka: Widzisz, jaki jest Kuba? Teraz zacznie filozofować, co ja zresztą bardzo lubię.
Jakub: Wolę pogadać przy kominku, niż wyjść do klubu, taki już jestem. W klubach ludzie są potwornie smutni i samotni. Szukają, ale sami nie wiedzą czego. To śmieszne, bo kiedyś tego nie widziałem, myślałem, że smutni są ci przy kominku. Oto waśnie jest słodko-kwaśny aspekt życia.

– A jak zabraknie Wam tematów do rozmowy?
Agnieszka:
Wybudujemy nowy dom na przykład i już będzie następny temat.
Jakub: A gdy pojawi się dziecko, a pewnie wkrótce się pojawi, bo przyjaciołom wokół bardzo dzieci zazdroszczę, to dopiero będzie niekończąca się opowieść.

– Widzę duże szanse na dotrwanie Waszego związku aż do śmierci.
Jakub:
Wiele było trudnych momentów, ale jakoś sobie poradziliśmy.
Agnieszka: Bo ty zawsze pierwszy podajesz rękę. Gdy ja mam fochy, to oczekuję, że Kuba wszystko załagodzi.
Jakub: Wyłączyłem się na chwilę. Zaraz, o czym była mowa? Że największą zaletą Agnieszki jest…

– …ładny biust.
Jakub:
Bardzo ładny. Cała jest śliczna. I do tego zabawna.
Agnieszka: Przestań! Ostatnio powiedziałeś, że dla ciebie to nowość, gdy kobieta potrafi cię rozśmieszyć.
Jakub: Właśnie chciałem to podkreślić. Nieustannie się rozśmieszamy. Agnieszka świetnie parodiuje różne postaci. Nie tylko ja mam ubaw, ale każdy, kto to widzi. Jakiś czas temu zrobiła sobie na głowie sterczący koczek. Potem przechadzała się po pokoju owinięta prześcieradłem. Wyglądała jak gejsza w kimonie. Nasz przyjaciel krzyknął  „Oszinka” i tak już zostało. Chociaż mnie bardziej przypominała teletubisia. (śmiech)
Agnieszka: Oszin to postać z serialu azjatyckiego, z którego notorycznie żartujemy. Kuba, nie zdążymy na samolot!
Jakub: Dobrze, Oszinko ty moja, chodźmy już. Chociaż bardzo miło się rozmawia.

Rozmawiała: Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia: Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
Stylizacja: Jola Czaja
Asystentka stylistki: Karolina Gruszecka
Makijaż i fryzury: Margo WęgiereK
Produkcja sesji: Paweł Walicki
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)