Berenika Górska

Jedyna wnuczka trenera Kazimierza Górskiego. „Vivie!” opowiada o tym, jak go zapamiętała. I o najtrudniejszym roku jej życia.
/ 23.10.2006 14:26
berenika1.jpgBerenika sama przyznaje, że jeszcze do niej nie dotarło, iż jej ukochany dziadek nie żyje. Nie może się przyzwyczaić, że mówi „był”. Przez ostatnie lata bardzo się z nim związała. Bo wcześniej, zanim zachorował, z rodziną bywał rzadko. Dopiero choroba sprowadziła go do domu.

– Wiele osób zastanawia się, co by trener Górski powiedział o grze Polaków w mundialu...
Oj, nie byłby zadowolony. Może wyłączyłby telewizor, bo dosadnych słów raczej nie używał. No, ale co zrobić? Kto nie gra, ten nie wygra.

– Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane z dziadkiem?
Pamiętam to jak przez mgłę, miałam może pięć lat. Przyjechałam na wakacje do dziadków, którzy od 1977 roku mieszkali w Atenach. Dziadek kupił mi zestaw fryzjerski dla dzieci. Była tam woda kolońska, grzebienie i niby-nożyczki. Wlazłam mu na głowę, wylałam tę wodę i zaczęłam czesać. Był świetnym modelem, ani drgnął. Kochał dzieci i miał do nich cierpliwość nieskończoną.

– Dopóki nie wrócili na stałe do Polski, widywałaś dziadków tylko w wakacje?
Tak. Jeździliśmy do Grecji co roku na miesiąc. Mieszkaliśmy na wyspie Spetses. Nazwisko dziadka otwierało tam każde drzwi. Trenował w sumie trzy drużyny greckie i odnosił same sukcesy. Ludzie go kochali. W 1986 roku dziadkowie wrócili na stałe do kraju, ale nadal na wakacje wybywaliśmy do Grecji. Mieszka tam córka dziadka – Ula i mój brat cioteczny – Kostandinos Kafiris. Brzmi egzotycznie, ale ma nasz paszport i mówi po polsku. Mimo że cały rok dziadek mieszkał w Polsce, to najwięcej czasu spędzałam z nim właśnie w Grecji.

– I co tam razem robiliście?
Uwielbialiśmy rozwiązywać krzyżówki, smażąc się na plaży. Potem, jak byłam już w liceum, zabierałam ze sobą lektury szkolne, które do
września miałam przeczytać. A dziadek mi je podkradał. Czytał wszystko: „Ludzi bezdomnych”, „Krzyżaków”, „Chłopów”, nawet „Nad Niemnem”.

– W Polsce był rozchwytywany i nie miał na nic czasu?
W zasadzie cały czas go nie było. Najbardziej pamiętam z dzieciństwa czekanie na niego. Siedziałam w mieszkaniu dziadków na Madalińskiego i płakałam, że go jeszcze nie ma. Ale jak już się pojawił, co to była za radość! Pamiętam, jak wchodził. Zawsze miał na sobie garnitur i nienagannie wypastowane buty. Jak tylko przekraczał próg domu, przebierał się w dresik, w pantofle wkładał prawidła, a babcia natychmiast podawała mu pierogi.

– Pierogi lubił najbardziej?
Bardzo je lubił, podobnie i barszcz mojej babci. Ale jego rarytasem było zupełnie coś innego. Kochał „awanturkę”. Dziadek opowiadał mi, że we Lwowie, skąd pochodził, chodziło się na setkę i awanturkę, jakkolwiek to brzmi. Awanturka to była bryndza rozciapana z sardynkami i papryką, podana na chlebie. U nas w domu ten przepis został zmodyfikowany i zamiast bryndzy dodawaliśmy fetę. Awanturka po grecku była.

– Coś jeszcze greckiego w Waszym domu się pojawiało?
Oprócz tego, że raz w roku pojawiał się mój brat Kostandinos, to jeszcze były piosenki greckie. Dziadek uwielbiał muzykę.

– Nucił?
Ooo, ciągle. Jak byłam mała, to śpiewał mi piosenkę z filmu nakręconego we Lwowie. Szło to mniej więcej tak: „Jak zarobim 200 złotych, to ci kupim piękny dom. Będziesz spała jak królewna na łóżeczku z pięknych róż...” Oprócz tego lubił piosenkę „Polesia czar” i słuchał Kazika.

– Niemożliwe!
Też się zdziwiłam. Jak zachorował pierwszy raz, 10 lat temu, to, żeby mu poprawić humor, przyniosłam mu walkmana i kasetę Kazika. Potem słuchał tego na okrągło, a najbardziej mu się podobała piosenka nagrana wspólnie z Violettą Villas.

– I właśnie 10 lat temu zaczęłaś spędzać z nim więcej czasu?
Tak. Można powiedzieć, że wtedy osiadł na Mokotowie na stałe, chociaż nadal często gdzieś jeździł.

– Jak spędzał czas?
Grał namiętnie w totka. Jeszcze tydzień przed śmiercią mówił, że musi zagrać. Zawsze obstawiał cyfry 5 i 7. Oglądał stare filmy, dokumenty o wojnie, no i mecze oczywiście. PZPN zafundował mu wszystkie kanały sportowe. Miał też codzienny rytuał czytania, który zajmował mu kilka godzin. Czytał mnóstwo gazet, i to nie tylko tych o sporcie.

– Właśnie! A o sporcie rozmawialiście?
Nigdy. Życie zawodowe zostawiał za drzwiami. Ale jak mu, jako nastolatka, powiedziałam, że zakochałam się w Louisie Figo, krzyknął wtedy:„O matko Boska! Nie mogłaś wybrać sobie kogoś innego?!” Poza tym szkoda mu było czasu na gadanie o piłce. Chciał być po prostu dziadkiem i mężem.

– Twój dziadek był postrzegany jako konkretny i prostolinijny. Taki też był w domu?
Lubił postawić na swoim, to fakt. I był zwolennikiem prostych rozwiązań. Babcia opowiedziała mi kiedyś historię, która najlepiej tę jego cechę potwierdza. Dziadkowie pobrali się tuż po wojnie i noc poślubną spędzali w barakach wojskowych na ulicy Podchorążych. Jak już leżeli na łóżku, okazało się, że dach przecieka i na głowy kapie im woda. Babcia powiedziała: „Kaziu, wstań, zrób coś, jakąś dyktę przybij”. A dziadek wstał i przesunął łóżko. Taki właśnie był.

– Podobno Twoi dziadkowie byli idealnym małżeństwem.
Byli w siebie wpatrzeni. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Mimo że babcia miała wcześniej świetnego adoratora, producenta korków do wina, i mimo że tata mówił jej, że za Kaziem to będzie tylko buty sportowe nosić, wybrała właśnie jego.

– Babcia miała jakiś sposób na dziadka?
Miała świetny patent, który mi kiedyś zdradziła. Powiedziała: „Słuchaj, dziecko, zawsze mężowi przytakuj, ale rób swoje”. I to się sprawdzało. A to, że dziadka nie było często w domu, sprawiło, że strasznie za sobą tęsknili i do końca, do śmierci babci w 2005 roku, bardzo się kochali.

– Jak poradził sobie z jej odejściem?
Do końca chyba w ogóle sobie nie poradził. Zamknął się w sobie. Przez pierwsze miesiące nie mówił o niej, tak jakby chciał zapomnieć.

– I właśnie wtedy, jak babcia umarła, zamieszkaliście z nim?
Moi rodzice już wcześniej zamieszkali z nim, bo opiekowali się babcią. Po jej śmierci ja zaczęłam pomieszkiwać z dziadkiem, a od marca, kiedy z nim było naprawdę źle, zamieszkałam na stałe. Wiedziałam, że to jego ostatnie chwile.

– Kiedy dotarło do niego, że jest chory, że umiera?
W 1996 roku miał perforację przełyku i od tego czasu zaczęły się ciągłe problemy ze zdrowiem. Wcześniej nie miał nawet kataru, był zdrowy jak koń. Całe życie starał się nie być od nikogo zależny, a tu nagle stał się zależny od choroby. Chyba nigdy nie dotarło do niego, że te dolegliwości to poważna sprawa. Nie chciał się leczyć.

– Wiedział, że ma raka?
Raka żołądka odkryto u niego dopiero rok temu. Kiedy okazało się, że musi mieć operację, zastanawialiśmy się, co mu powiedzieć. Wiedzieliśmy, że prawda go załamie. Ustaliliśmy, że ja mu powiem, ale potem doszliśmy do wniosku, że mu w ogóle o raku nie powiemy.

– Więc co mu powiedzieliście?
Że ma wrzody i ta operacja jest konieczna.

– Uwierzył?
Tak. Dziadkowi w ogóle się wydawało, że jego choroby są błahe.

– Myślał, że jest niezniszczalny?
Gorzej. Wydawało mu się, że jest młody. Kiedy w telewizji widział staruszka, mówił: „O Boże, jaki stary!” A ten ktoś był od niego o 10 lat młodszy. Dziadkowi ciągle się wydawało, że ma 60 lat...

– I pewnie dlatego w tych ostatnich miesiącach życia nie odmawiał kontaktów z ludźmi?
W ogóle starał się nikomu nie odmawiać. Ale tylko udawał twardziela, udawał, że jest wszystko w porządku. Czuł się już fatalnie, rak ponownie zaatakował, ale autografy nadal wszystkim rozdawał. Do 2 marca, czyli do swoich urodzin, jakoś się trzymał. Chciał po prostu do nich dożyć. A potem z dnia na dzień było coraz gorzej. Ale nadal wierzył, że wyzdrowieje. Mówił do mojej mamy: „Patrz, Elunia, zamiast lepiej, to jest gorzej. Trzeba coś zrobić”. A nie można było zrobić już nic. Nie wstawał, nie jadł, chudł.

– 28 kwietnia trafił do szpitala.
To był piątek. Nie było na co czekać. W domu byśmy mu już nie pomogli, chociaż robiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Zadzwoniliśmy do Grecji, do rodziny. Powiedziałam mojemu bratu: „Kostas, jak chcesz zobaczyć dziadka, to wsiadaj w samolot”. Przylecieli w niedzielę i pojechali od razu na Wołoską, do szpitala. Ja widziałam dziadka w różnych sytuacjach, ale oni nie widzieli go dobrych parę miesięcy. Brat, kiedy wyszedł od niego z pokoju, płakał. Ja nigdy nie widziałam, żeby 26-letni facet tak ryczał.

– Dziadek odzyskał przytomność?
Tak, po paru dniach, po morfinie i kroplówkach było lepiej. Przenieśli go na oddział dla VIP-ów.

– I wtedy zaczęły się problemy z fotografami z brukowców?
To było nie do pojęcia. Paparazzi ze szmatławych gazet chcieli koniecznie zrobić zdjęcie umierającemu Kazimierzowi Górskiemu. Jakaś lekarka zadzwoniła do nas, że próbują wejść na oddział. Do mojego ojca zadzwonili z brukowca, proponując 10 czy 15 tysięcy za zdjęcie dziadka. Koszmar.

– I wtedy wkroczył PZPN?
PZPN w ogóle w całej tej sytuacji zachował się bardzo w porządku. Wynajął firmę ochroniarską i od tej pory ochroniarze pilnowali dziadka dzień i noc. Aż do końca.

– Pamiętasz ostatnią z nim rozmowę?
Mówił o babci, mówił, że takich dziewczyn już nie ma. Ściskał moją rękę. To, co jeszcze mi powiedział, zachowam dla siebie.

– Czego nauczył Cię dziadek?
Przede wszystkim nauczył mnie kochać ludzi. Wszyscy do niego lgnęli. Chciałabym kiedyś mieć tylu przyjaciół, co on. I wiem też, że trzeba być konsekwentnym, bo inaczej niczego się nie osiągnie. Trzeba wyznaczać cel i do niego dążyć.

– Przed naszą rozmową mówiłaś mi, że żałujesz, że nie zdążyłaś pojechać z nim do Lwowa. Czy jest jeszcze coś, czego żałujesz?
Jakieś dwa miesiące przed jego śmiercią ciotka przysłała z Grecji znakomitą fetę. Zrobiłam dziadkowi awanturkę, ale już nie był w stanie jej zjeść. Mam do siebie pretensje, że nie zrobiłam jej tydzień wcześniej.

Rozmawiała Maria Snopkiewicz-Otto/ Viva!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/02.11.2006 20:44
Dziękuję za wspaniałą ciepłą opowieść .
/25.10.2006 21:02
mój Tata też miał raka żołądka i o tym nie wiedział.Też były wrzody itd. Kiedy czytałam pani przejmujące wspomnienia o wspaniałym panu Kazimierzu,bardzo się wzruszyłam.
/25.10.2006 21:00
mój Tata też miał raka żołądka i o tym nie wiedział.Też były wrzody itd. Kiedy czytałam pani przejmujące wspomnienia o wspaniałym panu Kazimierzu,bardzo się wzruszyłam.
POKAŻ KOMENTARZE (2)