Bartosz Obuchowicz

Miał osiem lat, gdy umarł jego ojciec. Mama wychowała go na superodpowiedzialnego mężczyznę.
/ 12.08.2007 18:53
Miał osiem lat, gdy umarł jego ojciec. Mama wychowała go na superodpowiedzialnego mężczyznę. Dlatego nie bał się w młodym wieku zostać tatą. Dlatego również zdecydował się na udział w „Tańcu z gwiazdami”.

Aktor od dziecka. Już jako 14-latek za rolę w „Cwale” Krzysztofa Zanussiego dostał nagrodę na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Popularność przyniosła mu rola Tomka w serialu „Na dobre i na złe”. Mówi o sobie „chłopak z blokowiska”. Uwielbia hip-hop, szybką jazdę na snowboardzie i rally cross. Typ uroczego łobuziaka, który nie chce dorosnąć. Dziewięć miesięcy temu został ojcem. Na udział w „Tańcu z gwiazdami” zdecydował się właściwie dla córeczki Marianki. Dla niej nie będzie wywoływał skandali, tylko ostro trenował.

– Twoja dziewczyna Kasia nie była podobno zachwycona tym, że wystąpisz w „Tańcu z gwiazdami”?
Chyba bała się tego, że naszym życiem zawładną tabloidy, że zaczną wypisywać bzdury o jakichś moich wymyślonych romansach czy szaleństwach. Ale bez obaw, mamy z Kaśką do siebie tyle zaufania, że ta kwestia w ogóle nie wchodzi w grę. Balangować też nie zamierzam, bo zamiast na imprezę, wolę szybko wrócić do dziecka.

– Ale po pierwszych programach, w których pokazałeś, na co Cię stać, Kasia jest spokojniejsza?
Jest zachwycona. Bardzo podobały się jej pierwsze występy, zaczęła mnie wspierać, choć tak jak ja nie przepada za tańcem towarzyskim i nie ma co udawać, że po tym programie zaczniemy razem chodzić na kurs tańca.

– Rodzina też Cię wspiera?
No pewnie. Mama siedzi na widowni, dopingują mnie moi siostrzeńcy, dwie siostry, babcia Kasi. Ich obecność pomaga mi, dodatkowo energetyzuje. Ale jestem też zaskoczony ogromną ilością sms-ów, które dostaję od moich kumpli z rally crossu czy ze środowiska snowboardzistów. Byłem pewien, że nie oglądają, a tu co chwila przychodzi jakiś fajny sms w stylu: „Nie myślałem, że z ciebie taki Travolta”.

– Występowałeś jako dziecko w zespole muzyczno-tanecznym Tintillo. Myślisz, że te doświadczenia dają Ci przewagę nad innymi?
Na początku rzeczywiście tak uważałem. Powiedziałem sobie: przyjdę, zatańczę, wszystko pójdzie mi łatwo, bez problemu zrobię każdą figurę, każdy skręt, każdy obrót. Ale okazało się, że to nie jest jednak takie proste. Z Tintillo przydaje mi się teraz tylko wyczucie rytmu i muzyki. Cała reszta jest zupełnie inna.

– Twoje życie wygląda jak film przesuwany w przyspieszonym tempie. W wieku 12 lat zagrałeś w spektaklu „Chłopcy z placu Broni”, zacząłeś zarabiać pieniądze, w wieku 24 lat zostałeś ojcem... Masz poczucie, że biegniesz w życiu szybciej niż inni?
Tak, od zawsze mam takie wrażenie. Może to wynika z mojej maksymy: żyj chwilą, nie warto nic planować, łap to, co przynosi ci życie, bo ono w każdym momencie może się skończyć.

– Mówisz o odejściu, przemijaniu, bo bardzo wcześnie straciłeś ukochanego tatę? Od ósmego roku życia wychowywała Cię mama. Pamiętasz ojca?
Tak, pamiętam dużo. Jak tylko był w domu, poświęcał mi wiele uwagi, graliśmy razem w piłkę... To tata zaraził mnie pasją do sportu.

– Ty masz świetny kontakt ze swoją dziewięciomiesięczną Marianką. Chłopcy w Twoim wieku biegają po klubach, jeśli zdarzy się dziecko, jest dodatkiem do życia. U Ciebie odwrotnie.
Mama wychowywała mnie zawsze na superodpowiedzialnego faceta. Z jednej strony musiałem taki być, bo po śmierci taty zostałem jedynym mężczyną w domu, z drugiej od zawsze uwielbiałem bawić się z małymi dziećmi. Jako pięciolatek opiekowałem się dwulatkiem, synem sąsiadów. Potem obserwowałem moich szwagrów, jak zajmują się dziećmi. Te wszystkie wzory, jakim być ojcem, zbierałem gdzieś po drodze, biorąc od różnych ludzi to, co – mam nadzieję – najlepsze.

– Wiadomość o ciąży Kasi przyjąłeś bez lęku?
W sensie czysto praktycznym niczego się nie bałem. Mam dwie siostry, czterech siostrzeńców. Od zawsze umiałem zmieniać pieluchy, opiekować się dziećmi. Wiedziałem, co to wrzaski, nieprzespane noce, kolki i wychodzące zęby. Psychicznie na pewno tych lęków pojawiło się więcej: czy zdołam utrzymać rodzinę, czy zapewnię moim kobietom bezpieczne życie. Natomiast nie bałem się o Kasię. Zawsze pewnie lokowałem swoje uczucia. Dostaliśmy też wsparcie od naszych rodziców: mojej mamy i rodziców Kasi. Nikt nam nie mówił, że na dziecko jest za wcześnie, że najpierw powinniśmy się wyszaleć, coś zobaczyć, przeżyć. Pełna akceptacja, deklaracja pomocy.

– I zamieszkaliście w Twoim domu rodzinnym. Mama na dole, Wy na górze. Też rzadkość, bo większość młodych ludzi chce się błyskawicznie usamodzielnić, uniezależnić...
Pewnie w każdym jest tęsknota za pełnym usamodzielnieniem się. W nas też. Ale to ja upieram się przy tym, by mieszkać z mamą. Jestem tak zwanym późnym dzieckiem, moja mama za chwilę przechodzi na emeryturę, sama w tak dużym domu czułaby się źle. Byłbym skrajnie nieodpowiedzialny, gdybym ją zostawił samą. Ale nie ukrywajmy, mieszkanie z mamą ma też spore plusy. Lodówka jest zawsze pełna, mama pomaga nam w opiece nad Marianką. Jeśli chcemy wyskoczyć do kina czy do znajomych, nie musimy na gwałt szukać opiekunki.

– Marianka Cię odstresowuje?
No pewnie, wystarczy, że uśmiechnie się do mnie, a ja już zaczynam się wygłupiać. Dla mnie od zawsze najważniejsza była rodzina, dom i dzieci. Teraz są takie momenty, że wpadam do domu, jestem kompletnie zmęczony, chciałbym pójść spać, odpocząć, ale coś mnie ciągnie do dziecka. Sam siebie karcę i mówię: szoruj do córki, bo nie wiesz, ile jeszcze pożyjesz, więc szkoda każdej chwili. Najważniejsza jest dzidzia!

– Wszyscy się zachwycają, że jesteś wspaniałym ojcem. To zróbmy mały egzamin z „tacierzyństwa”. Ulubiona zabawa Marianki?
Gra na pianinku, darcie książki telefonicznej i gazet na strzępy... Musi podrzeć do końca, do najmniejszego kawałka, a to, co zostanie, próbuje zjeść.

– Ulubiona zabawa z tatą?
W apsik. Ja wołam: „Apsik”, a Marianka zaśmiewa się do łez.

– Ukochana potrawa?
Jagnięcina z ryżem i brokułami, no i cycek mamy, oczywiście.

– Ulubione miejsce na spacery?
Park na Sadybie. Ustawiam wózek, Marianka śpi, a ja obok gram w kosza. Rewelacja!

– A nie zaczepiają Cię w parku mamy i babcie, by dawać Ci dobre rady? Młody tata...
Nie zaczepiają, bo spójrz, jak ja wyglądam. Czapka bejsbolowa, luźne ciuchy. Wszyscy myślą, że jestem starszym bratem Marianki, a nie tatą.

– Twoja córeczka powiedziała już „tata”?
Jeszcze nie. Spółgłoska „t” jest ponoć dla dzieciaka dość trudna do wymówienia, więc czekam. Ale biegam po domu i krzyczę nieustannie: „Tatatatatatata” (śmiech). Na razie pojawiła się „mama” i „baba”.

– Masz jakąś męską odskocznię od domowo-rodzinnego życia?
Ścigam się w rally crossie na seicento, zimą jeżdżę na snowboardzie.

– A co z Twoimi filmowymi i telewizyjnymi planami?
Ostatnio mało się działo w moim zawodowym życiu. Prawda jest taka, że zgodziłem się na udział w „Tańcu z gwiazdami”, żeby o sobie przypomnieć.

– Gdy złożono Ci propozycję, zgodziłeś się od razu?
To jest moje trzecie podejście do „Tańca z gwiazdami”. Dwa razy odmówiłem, bo zawsze miałem wstręt do tańca towarzyskiego w parach.

– Bo krępuje Cię dotyk obcej osoby, bliskość?
Nie, ja od dziecka występowałem na scenie, z dzieciakami robiliśmy musicale. Tańczyliśmy grupowo dance, breakdance czy rock and rolla. Taniec towarzyski natomiast kojarzył mi się ze sztucznością, wymuskanymi, sztywnymi, wyżelowanymi facetami we frakach. Nie lubiłem tego równie mocno, jak mody czy modelingu. Z takiego samego powodu nie znoszę chórów chłopięcych.

– A może taniec towarzyski był w Twoim środowisku po prostu obciachem?
Dokładnie tak. Ja zresztą też funkcjonowałem w moim środowisku na granicy obciachu, bo przecież byłem w zespole muzyczno-tanecznym. Początkowo nie wymieniałem wśród chłopaków nawet nazwy tego zespołu, by nie być wyśmianym...

– Twoje nastawienie do tańca towarzyskiego zmieniło się, bo też zmieniły się realia...
Tak, bo mam dom, rodzinę, dziecko, na które muszę zarobić. Przede wszystkim chcę tym programem przypomnieć o sobie producentom, reżyserom – jestem, żyję, czekam na propozycje! Mam nadzieję, że po „Tańcu” znów będę dużo pracował. Jak będzie trzeba, mogę zagrać nawet w trzeciej części „Grease”.

– Słyszałam, że masz niezwykle cięty język i ostry charakter.
Nikt niczego nie może mi narzucić, nie jestem typem, który się podporządkowuje komukolwiek. Kiedyś trenowaliśmy z Tintillo w warszawskiej Operetce. Okazało się, że jeden z reżyserów, Szymon Szurmiej, szuka młodego chłopaka, który w koncercie poświęconym pamięci Jonasza Kofty zagra młodego Koftę. Zaprosił kilku chłopaków z Tintillo na rozmowę do swojego gabinetu. Ja też zostałem zaproszony. Zapytał: „Jakie spektakle widział pan w naszym teatrze?” Śmiało odpowiedziałem, że „Anię zza zielonej górki”. Poprawił mnie, że pewnie chodzi mi o „Anię z Zielonego Wzgórza”. „Nie”, odpowiedziałem pewnie. „Przedstawienie było tak beznadziejne, że z chłopakami nazwaliśmy je »Anią zza zielonej górki«”. Gdy wyszedłem z gabinetu, dowiedziałem się, że reżyserem „Ani” jest właśnie Szurmiej. Nazajutrz zadzwonił i powiedział, że mnie angażuje. Szczerość się opłaciła.

– W „Tańcu z gwiazdami” musisz trochę temperować Twoje skłonności do łobuzerstwa.
Trochę na pewno, bo formuła programu jest określona. Ale nie stemperuję mojego charakteru. Ja tego „łobuza” przemycam do każdej swojej roli, nie potrafię grywać grzecznych aniołków!

– Kontraktu na grzeczność w programie nie podpisałeś?
I powiem ci więcej: nigdy bym nie podpisał...

– Jak wygrasz „Taniec z gwiazdami”, kupisz wreszcie ten dom w górach, o którym od wielu lat marzysz?
No pewnie, muszę tylko przy okazji „Tańca z gwiazdami” zagrać choć w jednej reklamie (śmiech). Wtedy przynajmniej kupimy z moją Kasią ziemię na Podhalu, na dom zarobię później.

Rozmawiała Monika Stukonis/ Viva!
Zdjęcia Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka Iga Pietrusińska
Makijaż Iza Wójcik
Fryzury Maciej Wróblewski
Scenografia Robert Dąbrowski
Produkcja sesji Elżbieta Czaja
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/09.04.2007 10:47
Przegięcie z tym żarliwym całusem i cyckiem na wierzchu, albo jedno albo drugie
/28.03.2007 19:14
Myślałam ,że nie masz rodzeństwa. Swietnie tańczysz, ale pewnie Tuskówna zgarnie kulę, choć tańczy słabiutko. Takie jest życie, bo niby kto zapewnił nam sprawiedliwość ???
/28.03.2007 14:48
Ona się tak nie maluje na codzień. Tutaj zostali wystylizowani. Bartek też tutaj nie wygląda tak jak zwykle. Mi się podoba- bardzo fajnie!!! Krytykowac łatwo, tworzyć trudno!!!:)
POKAŻ KOMENTARZE (1)