POLECAMY

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią

Jej zdjęcia znają wszyscy – sesje, których jest autorką, stały się kroniką show-biznesu, polityki i sztuki ostatnich 40 lat. Fotografie, które podziwia cały świat i na których zarobiła miliony dolarów, stały się jednak przyczyną jej powolnego upadku, o którym jest głośno. Głośniej niż o jej naprawdę wartych rozgłosu osiągnięciach.
Jej zdjęcia znają wszyscy – sesje, których jest autorką, stały się kroniką show-biznesu, polityki i sztuki ostatnich 40 lat. Fotografie, które podziwia cały świat i na których zarobiła miliony dolarów, stały się jednak przyczyną jej powolnego upadku, o którym jest głośno. Głośniej niż o jej naprawdę wartych rozgłosu osiągnięciach.

Album rodzinnyAnnie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
Ojciec był pułkownikiem Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, dlatego często wraz z całą rodziną zmieniał miejsce zamieszkania, a sam bywał rodzinnych czterech kątach rzadko. W domu była zaś zawsze szóstka rodzeństwa, matka mówiąca dużo i głośno o wszystkim, ale mająca jedną pasję, która udzieliła się Anne – matka była bowiem nauczycielką tańca, co od małego udzieliło się Annie w postaci fascynacji sztuką, nie tylko taneczną. Po koledżu, by wydostać się z głośnego i ciasnego domu, dostała się na Instytut Sztuki w San Francisco, gdzie studiowała malarstwo oraz fotografię, którą zafascynowała się po zrobieniu sesji swojej rodzinie na Filipinach. Pierwsze poważniejsze zdjęcia zrobiła podczas pobytu w kibucu w Izraelu, gdzie fotografowała prace archeologów w świątyni króla Salomona.

Mając niespełna 20 lat, wysyła do drukowanego z początku w czarno-białych barwach magazynu „Rolling Stone” swoje pierwsze prace i w 1970 roku dostaje tam pracę, krótko potem obejmując stanowisko dyrektora działu artystycznego pisma i piastując je przez następne 13 lat – miała komfortowe warunki pracy, której mogli pozazdrościć jej fotografowie z innych redakcji: Leibovitz podczas rozwijania kariery pod szyldem magazynu pracowała bowiem sama i miała pełną swobodę twórczą, co okazało się korzystne dla jej rozwoju artystycznego. W 1974 roku magazyn zaczął druk w kolorze i Annie, specjalizująca się w czarno-białych zdjęciach, musiała nauczyć się fotografować właśnie w barwach świetlnego widma, coraz lepiej i ciekawiej operując światłem.

W szkole nie myślałam w ogóle o znaczeniu światła na zdjęciach, myślałam tylko czarno-biało. Dlatego musiałam sama nauczyć się używania kolorów.

Nauka ta szła jej sprawnie: na pierwszy strzał obiektywu poszli Bob Dylan i Bob Marley, a  w 1975 roku zespół The Rolling Stones, któremu Leibovitz towarzyszyła podczas światowej trasy koncertowej, z której oprócz kolorowych zdjęć upamiętniła także czarno-białe portrety – w których się specjalizowała – członków zespołu.

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
lxrnow.com

W grudniu 1970 roku Leibovitz dostała zlecenie zrobienia sesji Johnowi Lennonowi i Yoko Ono z okazji wydania przez nich wspólnej płyty „Double Fantasy”. To był ten moment, który sprawił, że Annie stała się żywą legendą fotografii: z tej sesji pochodzi słynne, ogłoszone najlepszym ujęciem wszech czasów zdjęcie Yoko Ono i Johna Lennona, które pojawiło się na okładce pisma 21 stycznia 1971 roku – nagi John oplata swym ciałem leżącą w łóżku Yoko. Słynne zdjęcie wykonane zwykłym Polaroidem obiegło świat w podwójnym tempie, gdy kilka godzin po jego zrobieniu Lennon zginął zastrzelony przed swoją posiadłością.

W 1983 roku wydała pierwszy album „Annie Leibovitz: Fotografie”, oparty na europejskiej wystawieAnnie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią jej zdjęć, który sprzedał się w milionach egzemplarzy, a następnie trafiła do „Vanity Fair”   – praca w nowej redakcji była jednocześnie inspirująca, ale stresująca: przyzwyczajona do samotniczego sposobu pracy Leibovitz długo przyzwyczajała się do tłoku, jaki panował w studio, wyładowując swoje frustracje na ludziach, krzycząc na nich i rozstawiając po kątach. Jednak to właśnie praca w magazynu, pełnej ludzi, stylistów, scenarzystów i oświetleniowców, pozwoliła jej wejść w prawdziwy świat show-biznesu i uprawiać zawód fotografa na  profesjonalną i angażującą o wiele większe środki finansowe skalę: zaczęła fotografować celebrytów i polityków w odważnych, pomysłowych i prowokujących sytuacjach czy pozach: Whoopi Goldberg w wannie pełnej mleka, Arnold Schwarzenegger siedzący okrakiem na białym koniu i palący ogromne cygaro, sesja Michaela Jacksona, związany Clint Eastwood czy kolejna przełomowa fotografia, ogłoszona drugim zdjęciem stulecia, na której naga Demi Moore trzyma rękoma swój ciężarny brzuch. Posypały się też zlecenia od firm, m.in. Hondy, GAP-a, a także od innych gazet – zdjęcia Leibovitz pojawiły się na łamach „The New York Timesa”, „Newsweeka”, „Paris Match”, „Sterna” czy magazynie Andy'ego Warhola „Interwiev”, który przejawiał szczególną fascynację zdjęciami Annie.

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
fototapeta.art.pl

Nie skupiała się wyłącznie na dokumentowaniu życia celebrytów – w 1986 roku wzięła udział w stworzeniu fotograficznej kroniki z Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej organizowanych w Meksyku, dziesięć lat później w Atlancie stworzyła album z letnich Mistrzostw Świata, zaś w 1990 roku spędziła kilka tygodni wśród tancerzy na plantacji w White Oak, fotografując ich przy pracy. W 1993 udała się natomiast do Sarajewa, by zrobić swoistą wojenną kronikę, z której najbardziej znana jest czarno-biała fotografia „Upadający z roweru chłopiec właśnie zastrzelony przez snajpera”, na którym najbardziej sugestywnym motywem jest nie ciało (ciała chłopca nie ma na zdjęciu), ale  rozsmarowana na drodze krew zabitego i wykrzywiony rower.

Magia obiektywu, prawda obrazu

Zdjęcia robione przez Leibovitz to był najpewniejszy sposób na zapewnienie sobie sukcesu, głównie komercyjnego: o sesje przygotowywane przez Annie biły się wszystkie gazety USA i Europy, a nie należały do najtańszych. Leibovitz tłumaczyła to jednak tym, że

tak naprawdę najtańszą rzeczą podczas robienia sesji jest film. Wszystko inne: scenografia, makijaż, czas fotografowanej osoby – cała ta machina to najdroższe elementy całej sesji i nie można na tym oszczędzać, jeśli ma być dobrze zrobiona.

Otwierały się przed nią drzwi praktycznie każdego celebryty czy polityka, a nawet samego Białego Domu czy Pałacu Buckingham. W jej obiektywie najważniejszy jest człowiek, jego ciało i twarz – cała reszta to tylko dodatek. Leibovitz potrafi wydobyć z ludzkiej postaci całą jej wyjątkową osobowość, uchwytując to, co nieuchwytne, niewidoczne, bawiąc się kontrastami, nie bojąc się kontrowersyjnych treści czy elementów, które mogą wzbudzić sprzeciw. Nie boi się niczego – dlatego zaproponowała królowej Elżbiecie II zdjęcie korony podczas prywatnej sesji w pałacu, na co królowa, znana z zachowawczości i konserwatyzmu, się zgodziła, a Bushowi zdjęła krawat i marynarkę podczas sesji w Białym Domu, co też nie spotkało się ze sprzeciwem, szczególnie już głowy państwa. Ta jej odwaga w przełamywaniu czyichś oporów, w szczególności przed pokazaniem swego ciała, sprawia, że wszyscy chcą być przez nią sfotografowanym, a raczej sportretowanym – profesjonalnie, pomysłowo, jakby chcąc samemu poznać się jednocześnie od innej strony, nie zawsze specjalnie aranżowanej, jak to bywa w sesjach fotograficznych dla poczytnych pism. Jakby chcieli skonfrontować swoje wyobrażenie o sobie z tym, które zobaczą na zdjęciach. Jakby fotografie były bardziej prawdziwe, notabene – obiektywne.

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
image.guardian.co.uk

Znana jest jednak nie tylko z portretów – jej ostatnie sesje przygotowane dla Disneya ociekają wręcz bajkową, magiczną scenografią, „miękką”, ale soczystą kolorystyką i mnogością szczegółów, z których każdy wyłania się co rusz po kolejnym rzucie oka na zdjęcie. Przyciągają wzrok niecodziennym konceptem i sytuacją, po prostu wciągają. Czarują.

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
farm3.static.flickr.com

Sama o sobie mówi, że jest nieśmiała, a aparat to jej tarcza przed światem – ona ma wszystko i wszystkich w obiektywie, ale ktoś z drugiej strony widzi tylko jej „szklane oko”. Stara się jednak z tym walczyć, bo uważa, że porozumiewanie się ze światem tylko za pomocą obrazów to ubogi – choć jeden z piękniejszych, przynajmniej w wydaniu Leibovitz – sposobów komunikacji. Jak jednak tłumaczy, to właśnie aparat sprawia, że ludzie chcą z nią rozmawiać, dlatego ma go zawsze przy sobie – rozwiązuje on i języki, i otwiera ludzi do ich zaufania, dzięki któremu może robić zdjęcia.

Kiedy Annie poznała Susan
W 1988 roku poznaje pisarkę, scenarzystkę filmową i teatralną, wybitną amerykańską krytyk literatury Susan Sontag, pracującą nad książką „AIDS and its Metaphors” - Leibovitz miała przygotować fotografie do tej książki. Pierwsze spotkanie z Sontag wspomina w ten sposób:

Pamiętam, że gdy szłam na obiad z nią, czułam, że pocę się na samą myśl o tym, że nie będę mogła się do niej odezwać.

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
4.bp.blogspot.com

Starsza od Annie Susan (w chwili poznania pierwsza miała 39 lat, druga 55) okazała się jednak fascynującą i otwartą kobietą, z którą fotografce rozmawiało się jak nigdy z nikim. Kobiety przypadły sobie do gustu – zarówno pod względem pasji, jakie ich łączyły oraz wzajemnego podziwu dla pracy, jak i erotycznej fascynacji, która zaowocowała wieloletnim związkiem, choć nigdy nie zdecydowały się zamieszkać razem, a o swoich intymnych relacjach nigdy nie rozmawiały publicznie, nie udzielając na ten temat żadnych wywiadów, choć w środowisku celebrytów aż wrzało od plotek na ten temat.

To właśnie związek z Sontag okazał się największym źródłem inspiracji dla Leibovitz: pisarka wspierała fotografkę w jej działaniach, jednocześnie naciskając na dalszy i intensywny rozwój („jesteś dobra, ale stać cię na więcej”). To pisarka namówiła Annie na wjazd do Sarajewa, dzięki niej założyła własne studio fotograficzne w Chelsea, to jej wpływ sprawił, że fotografka przygotowała serie fotografii dla kampanii przeciwko AIDS. Zaproponowano jej także wystawienie zdjęć w prestiżowej londyńskiej National Portait Gallery, co było wyróżnieniem ogromnym – w galerii tej nigdy bowiem nie wystawiano zdjęć, a jedynie obrazy, wydały razem książkę „Women” z portretami kobiet. W końcu dzięki wsparciu Sontag Leibovitz zdecydowała się, że wreszcie czas, żeby się ustatkować i uspokoić, szczególnie że praca w „Vanity Fair” powodowała u niej wybuchy nerwowości i ciągłe napięcie, a czas biologiczny tykał. W wieku 51 lat zdecydowała się więc urodzić pierwsze dziecko dzięki zabiegowi inseminacji – córkę Sarah Cameron (w 2004 została po raz drugi matką, tym razem bliźniaczek).

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
static.koktajl24.pl

W międzyczasie także Leibovitz była wsparciem dla Sontag – pisarka była chora na białaczkę. Zdecydowały się, że zrobią sesję zdjęciową z Sontag w roli głównej: coraz bardziej chorą, z wypadającymi po chemii włosami, na noszach, stojącą nad przepaścią w Jordanii, w intymnych, domowych sytuacjach, ale nie słabą, wręcz przeciwnie – chcącą walczyć z chorobą i nadchodzącą śmiercią, wreszcie, gdy już walka się skończyła, zdjęcia jej martwego już ciała, leżącego na szpitalnej kozetce. Osobisty album nie ujrzał światła dziennego do czasu śmierci Sontag w 2004 roku – Leibovitz zdecydowała się na jego publikację, tłumacząc to tak:

Nigdy bym nie zrobiła tego, gdyby żyła – teraz jej nie ma i tu jest sedno sprawy. Susan ceniła dobrą walkę. Nie mam wątpliwości, że gdyby stała teraz obok mnie i to widziała, przyznałaby mi rację w tym, co zrobiłam.

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
alizemorand.files.wordpress.com

Moje życie w zdjęciach...
Śmierć Sontag, a kilka tygodni potem odejście ojca Leibovitz, który zmarł na raka płuc, sprawiły, że Leibovitz postanowiła stworzyć album dokumentujący lata jej pracy i zaczęła przetrząsać swoje albumy pełne zapomnianych zdjęć, o których nie miała pojęcia, że je ma. Z tych zdjęć powstał fotograficzny pamiętnik „A Photographers Life: 1990-2005” - osobisty album pełen zdjęć z początków Annie w zawodzie fotografa, także obrazów celebrytów, znanych postaci, ale i jej własnej rodziny, Susan oraz samej Leibovitz – nagiej i będącej w ósmym miesiącu ciąży, wystylizowanej tak, jak kiedyś zrobiła to podczas sesji z Demi Moore. Zdjęcia są osobiste i Leibovitz przyznaje, że się w ogóle ich nie wstydzi – życie ma się tylko jedno i warto je upamiętnić na zdjęciach, na najlepszym z życiowych „utrwalaczy”.

Annie Leibovitz – legenda fotografii nad przepaścią
www.vanityfair.com

Nie widać na nich tylko jednego – w jak wielkie tarapaty finansowe popadła Annie przez te wszystkie lata wzlotów w zawodzie. A tych upadków namnożyło się, szczególnie w ostatnich latach, sporo.

...i moje życie w długach
24 miliony dolarów – tyle długów ma do spłaty portrecistka. Wszystko przez zaciągnięcie przez Leibovitz długu w firmie Art Capital Group pod zastaw dwóch domów, w jakich jest posiadaniu. Zapętliła się w ślepej uliczce, bowiem 24 miliony zaciągnęła na spłatę poprzedniej pożyczki, wysokości – bagatela – 15 milionów dolarów. Niespłacone podatki i rachunki (w tym dla stylistów, którzy pracowali z nią przy sesjach zdjęciowych przygotowywanych właśnie dla Disneya) oraz wystawny tryb życia sprawiły, że Leibovitz zaryzykowała zastawieniem swego największego kapitału, w jakiego posiadaniu jest od kilkudziesięciu lat, mianowicie talentu – dlatego zabezpieczyła się nie tylko posiadłościami, ale i zdjęciami, do których prawa autorskie chce teraz przejąć Art Capital Group. Jedyne rozwiązanie to ogłoszenie bankructwa, twierdzą prawnicy artystki, ona sama jednak nie wypowiada się na ten temat. Cokolwiek jednak zrobi Leibovitz – ona sama i jej perfekcjonizm oraz styl fotografii pozostanie postacią kultową nie tylko w świecie fotografii jako po prostu niepowtarzalny i nie do podrobienia – niezależnie od tego, kto byłby w posiadaniu praw majątkowych do jej zdjęć.

Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (6)
/3 lata temu
zdjecie Johna lennona powstało w 1980 roku a nie 1970
/3 lata temu
zdjecie Johna lennona powstało w 1980 roku a nie 1970
/7 lat temu
Lennon Zginął w 1980. Takie fakty należy znać pisząc taki artykuł
POKAŻ KOMENTARZE (3)