Anna Mucha

Żyje w biegu, bo lubi. Praktyczna, roztrzepana, wesoła. Uwielbia dżinsy i poczucie wolności, jakie daje jej samochód.
Ania Mucha niechętnie rozmawia o kosmetykach, zabiegach pielęgnacyjnych, ubraniach. Nie przywiązuje do tych tematów szczególnej wagi. Dzięki dobrym genom nie musi stosować wyszukanych kosmetyków. Jej mama jest przepiękną kobietą. Co ceni Ania? Kontakty z ludźmi, kolekcjonowanie wrażeń z dalekich podróży.

Iwona Zgliczyńska: Jesteś bardzo zabieganą osobą. Jak Ci się udaje tak dobrze wyglądać?
Anna Mucha: Biegnę tak szybko, że obraz się rozmazuje i nikt nie ma szansy mi się przyjrzeć (śmiech).

- Obawiałam się, że nasz wywiad nie dojdzie do skutku – albo masz wyłączony telefon, albo nie możesz rozmawiać.
Żyję bardzo intensywnie, ale jeszcze kontroluję sprawy wokół siebie. Jestem roztrzepana, więc potrzebuję bodźców zewnętrznych takich jak praca, by mnie dyscyplinowały. W ten sposób funkcjonuję, bardzo łapczywie. Ale właśnie to jest przyjemne.

- Dajesz sobie czasem na luz czy wszystko robisz w biegu?
Zwalniam w Bieszczadach, podczas Autotraper Jeep Tour. Tam się nie ścigamy. Tam chodzi o to, by w błocie przejechać 9 km w ciągu całego dnia albo zrobić dwa podjazdy pod jedną górę.

- Dużo czasu poświęcasz urodzie?
Bardzo cenię sobie te bieszczadzkie kąpiele błotne.

- Bez czego wobec tego nie wychodzisz z domu?
Bez komórki. Szarej!

- Nie wierzę, że nie masz żadnego kosmetyku w torebce. Pokażesz mi swoją torebkę?
Owszem, są w niej kosmetyki. Ale tak jak można mieć książki na półce i ich nie czytać, tak można mieć kosmetyki i ich nie używać. Zwróć uwagę – moje cienie i szminki wyglądają jak nowe. A mają chyba z pięć lat (śmiech).

- Co jeszcze nosisz w torebce?
Jest taka duża, bo chcę, żeby zmieściły się w niej książki, notesy, scenariusze z tekstami ról i najnowsze moje odkrycie – krzyżówki sudoku.

- Podobno jesteś wielkim śpiochem. Jak udaje Ci się dotrzeć na plan zdjęciowy na godz. 7.00 rano?
Podobno jestem też leniwa – tak mówiła moja nauczycielka w podstawówce. Ciekawe, co by powiedziała teraz... Zawsze myślę, że odpocznę, kiedy gdzieś wyjadę. Ostatnio w ramach rajdu Africa Challenge przejechałam całą Tunezję. Nocowałam na pustyni w namiotach i wstawałam o świcie. Kiedy widzisz słońce, które wyłania się zza 300-metrowej wydmy... To wygląda po prostu obłędnie! Takie sytuacje dają mi kopa. Moje życie oprócz pracy składa się tak naprawdę z podróży. Zwykle albo jestem „przed”, albo „po”, albo „w trakcie”.

- Przywozisz sobie ciuchy z różnych egzotycznych krajów?
Jeśli chodzi o ciuchy, to jestem totalną ignorantką. Jeżeli już coś przywożę, to przyprawy, specjały kulinarne i biżuterię. Sprawdziłam, jaką maksymalną pojemność ma mini cooper. Całkiem niezłą, zwłaszcza jeśli chodzi o ciastka, wina, przysmaki, które wiozłam z Włoch. Turlały się, walały po samochodzie. A jak dojechałam, okazało się, że mogłabym otworzyć mini... supermarket.

- A jaką biżuterię przywozisz?
Uwielbiam azjatyckie klimaty. Kiedyś pojechałam w samotną podróż na Bali. Chodziłam tam między małymi straganami. I znalazłam przepiękną bransoletkę wykutą z jednego kawałka srebra. Można na niej ćwiczyć bicepsy, bo waży 1,5 kg. A potem dziwię się, skąd ja mam takie ramiona (śmiech).


- Ćwiczysz, dbasz o figurę?
Nie!

- A przechodzisz czasem na dietę?
Stosuję tylko jedną: czasem nic nie jem z braku czasu. Bo ja po prostu nie lubię jeść byle czego, nie pójdę do restauracji z fast foodem typu McDonald. Uwielbiam wyszukane smaki.

- Tak jak teraz. Zamówiłaś zupę krem chrzanową, ze zrobionymi specjalnie na Twoje życzenie skwarkami. Cielęcina w sosie grzybowo-winnym. Sok wyciskany z marchwi... Masz dużo samodyscypliny, więc wolisz poczekać na prawdziwą ucztę?
Nie, ja po prostu mam kubki smakowe.

- Podobno jesteś wielkim wrogiem palenia papierosów?
W Nowym Jorku przeżyłam szok – tam jest absolutny zakaz palenia w miejscach publicznych. Wyobraź sobie: wychodzisz do klubu, wracasz i nie śmierdzisz. Na planie programu „Ale jazda” śmieją się, że jestem małą terrorystką. Wprowadziłam absolutny zakaz palenia.

- Rzuciłaś ten nałóg?
Nigdy nie paliłam. Kiedyś dym nawet nieszczególnie mi przeszkadzał. Ale jeszcze na uczelni zdałam sobie sprawę, że mój ulubiony sweter od jednego przejścia przez hall, na którym jest szaroburo od dymu, potwornie śmierdzi. I trzeba go co chwilę prać albo – jak mi ktoś powiedział – wietrzyć (śmiech). I wszystkie perfumy trafia szlag.

- Ulubione perfumy?
Ulubione też. Chyba że pytasz o konkretne marki... W takim razie proszę o inny zestaw pytań.

- Dlaczego?
Żadna kobieta nie powie takiej rzeczy. Tak samo jak się nie zdradza przepisów na wspaniałe desery.

- Podobno masz kilka słabości: dobra bielizna, buty, okulary?
Teoretycznie tak – jeśli przez połowę doby śpię, a przez drugą połowę chodzę, to dlaczego mam się podczas tej drugiej połowy męczyć? Moje buty po prostu muszą być wygodne i ładne.

- A mówisz o sobie, że jesteś modową abnegatką...
Bo ja nie przywiązuję uwagi do kolorów, fasonów. Moda jest dla mnie czymś wtórnym. Tylko opakowaniem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że inaczej wyglądam w dżinsach, inaczej w sukience.

- Ale samochody to też tylko opakowanie, a przecież je uwielbiasz.
Może dlatego, że w spódnicy nie mam takiego przyspieszenia. Ale tak na serio, to samochody dają mi wolność, niezależność. A spódnica... mam zabawne skojarzenie (śmiech).

- Sufrażystka?
Nie jestem na etapie palenia staników, by zamanifestować swoją niezależność czy autonomiczność.

- Masz jakieś superpomysły, żeby mieć lepszy nastrój?
Trzeba się pospotykać z Kubą Wojewódzkim, ale on już jest zajęty.

- On Ci poprawia humor?
To człowiek, który średnio 7 milionom znakomicie poprawia humor. Znajduję się w tej siódemce.

- O czym marzysz?
O niczym. Trwaj chwilo, jesteś piękna.

Rozmawiała Iwona Zgliczyńska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (55)
/11 lat temu
LOVE ANKA JESTEŚ MOJĄ FAWORYTKĄ
/11 lat temu
anu jesteś skto ma osobe oceniam cie na 10 dawaj czadu
/11 lat temu
widzialem dzisiaj ANIE na MANHATTANIE zamawiala kawusie i dobre ciacho takie smaczne jak ona,ma boskie oczka!!!!
POKAŻ KOMENTARZE (52)