Anna Dereszowska fot. ONS.pl

Anna Dereszowska: "Potrzebowałam wsparcia i pomocy osoby z zewnątrz"

Aktorka szczerze o terapii, dzieciach i... nowotworze.
Edyta Liebert / 13.04.2015 10:13
Anna Dereszowska fot. ONS.pl

Gdy Anna Dereszowska miała 9 lat, jej mama zmarła na raka jajników. Czy (i jak) poradziła sobie z tą stratą? O tym, co sądzi o prewencyjnym usuwaniu kobiecych narządów i jak próbuje zbudować szczęśliwą, 4-osobową rodzinę, opowiedziała na łamach "Party".

Wiem, że chodziłaś na terapię. Co ci dała?

Anna Dereszowska: Na terapię trafiłam w trudnym momencie życia, gdy zmieniał się mój układ rodzinny. Chciałam chronić Lenkę przed konsekwencjami tego, co się zdarzyło, bo rozstanie rodziców zawsze jest traumą dla dziecka. Potrzebowałam wsparcia i pomocy osoby z zewnątrz, która spojrzy na moją sytuację nie jak przyjaciółka, ale jak profesjonalista. Miałam przeczucie, jak mam przeprowadzić Lenkę przez ten czas i terapeutka je potwierdziła.

ONS.pl

Lenka mieszka z tobą. Nie rozważaliście opieki naprzemiennej?

Anna Dereszowska: Każde dziecko potrzebuje ojca. Gdyby Lenka kiedyś wyraziła wolę, że chce mieszkać na zmianę u mnie i u swojego taty, to na pewno bym się na to zgodziła. Staram się wychowywać córkę tak, by mogła mieć swoje zdanie, by nie poddawała się bezwolnie opinii innych.

Twoim zdaniem matka może przy dziecku pokazać słabość, na przykład się rozpłakać?

Anna Dereszowska: Wiele moich koleżanek nie pozwala sobie na okazanie dzieciom słabości. Ja taka nie jestem. Kiedyś w wywiadach mówiłam, że chcę być idealną matką, gospodynią, aktorką, partnerką. Teraz dojrzałam i pozwalam sobie nie być idealna. Chcę, by Lenka wiedziała, że dziewczynka nie musi być perfekcyjna. Oczywiście, trzeba umieć sobie radzić z porażkami. Ale to nie znaczy, że nie można okazywać słabości.

Umiesz odpuszczać?

Anna Dereszowska: Tak. Kiedyś, jako typowa Ślązaczka, nie potrafiłam odpoczywać, kiedy miałam bałagan. Przekładam rzeczy z miejsca na miejsce, segregowałam. Jak wisiało pranie, to szlag mnie trafiał i natychmiast je składałam. Teraz stopuję sama siebie i mówię: "zrób to jutro".

Wiem, że ważna jest dla ciebie profilaktyka chorób nowotworowych. Co myślisz o niedawnej decyzji Angeliny Jolie, która poddała się operacji usunięcia jajników?

Anna Dereszowska: Moja mama zmarła na nowotwór jajnika, gdy miałam dziewięć lat. Ostatnio pytałam tatę, który jest ginekologiem, czy dziś, po latach rozwoju medycyny, byłaby szansa na jej wyleczenie. Powiedział, że może żyłaby kilka miesięcy dłużej, bo miała nowotwór, który dawał szybkie przerzuty. Jak patrzę na decyzję Angeliny, to sama zastanawiam się, czy w przyszłości nie przyjdzie taki moment, że będę stała przed podobnym wyborem. W Polsce już robi się takie operacje.

Badałaś się pod tym kątem?

Anna Dereszowska: Tak. Ja na szczęście nie mam tego genu determinującego nowotwór jajników. Ale to nie daje mi gwarancji, że nie zachoruję. Zgadzam się ze zdaniem Małgorzaty Ohme, która napisała: "obowiązkiem matki jest żyć, dla swoich dzieci". Ja wiem najlepiej, jak bardzo na moje życie wpłynęła śmierć mamy. Ja wiem, że rak jajników nie jest łatwy do wykrycia i niestety szybko postępuje. Ale wiele innych chorób można wcześnie wykryć. Od lat jestem ambasadorką "Kwiatu kobiecości", organizacji, która propaguje profilaktykę nowotworową. Namawiam kobiety, by robiły sobie USG, mammografię i cytologię. Denerwuje mnie, jak ktoś rzuca, że ma w nosie profilaktykę, bo i tak "na coś trzeba umrzeć". Mnie ten żart nie śmieszy.
Party

Zobacz także:

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/16.04.2015 20:53
Co z profilaktyki, jak potem nie można doczekać leczenia.