Angelina Jolie

Teraz liczą się dla niej tylko dzieci. Dwójka, którą już adoptowała i te, które zamierza ocalić z najuboższych rejonów świata.
7 lipca pozostanie dla Angeliny jednym z najszczęśliwszych dni w życiu. Wtedy została matką po raz drugi. Wraz z trzyletnim adoptowanym synkiem Maddoxem i aktorem Bradem Pittem pojechała do stolicy Etiopii, Addis Abeby. Tu w sierocińcu „Szerokie Horyzonty” czekała na nią sześciomiesięczna dziewczynka. Mała Zahara Merley została podrzucona do sierocińca przez kobietę, która podawała się za jej babcię.
Odwodnione niemowlę było w bardzo ciężkim stanie: zarażone salmonellą, z podejrzeniem obecności wirusa HIV w organizmie, ważyło niespełna pięć kilogramów. Dziecku nie dawano więcej niż kilka dni życia. Matka dziewczynki zmarła cztery tygodnie po porodzie, ojca nikt nie zna. Angelina wyrwała Zaharę śmierci, zapewniła opiekę lekarzy, którzy wykluczyli, że dziecko jest śmiertelnie chore. Pitt brał udział w procesie adopcji tylko jako przyjaciel, a nie partner i przyszły ojciec dzieci Angeliny.

Na przekór faktom
Bo Angelina wciąż konsekwentnie zaprzecza, by ją i Brada łączyło coś więcej niż przyjaźń. Twierdzi uparcie: „Teraz jestem samotną matką i dobrze mi z tym. Śpimy z Maddoxem w jednym łóżku, bawimy się razem. Zawsze, kiedy jesteśmy w Nowym Jorku, fundujemy sobie w Central Parku przejażdżkę powozem, chodzimy do dziecięcego muzeum i oglądamy bajki w telewizji”, opowiada o swoim macierzyństwie. A kiedy dziennikarze wchodzą na temat jej i Brada, robi się agresywna. Na pytanie dociekliwej dziennikarki „Vanity Fair”: „Czy to prawda, że – jak twierdzi Jennifer Aniston – Brad Pitt uprawiał z panią seks przez telefon?”, rzuca tylko równie bezceremonialnie: „Gówno prawda”. I dodaje: „Brad jest moim przyjacielem. Mamy wiele wspólnego. Dużo rozmawiamy. On kocha dzieci i świetnie się dogaduje z Maddoxem. To wszystko, co mam do powiedzenia. Jeśli coś się zmieni w naszych relacjach, z pewnością będę o tym wiedziała pierwsza”.
I jest w tych oświadczeniach niezwykle konsekwentna, mimo że dziś nikt już nie ma chyba wątpliwości, że to coś więcej niż przyjaźń. Między nią a Bradem zaiskrzyło już dziesięć miesięcy temu, po pierwszych ujęciach na planie komedii „Pan i pani Smith”. Erotyczne napięcie, jakie zaistniało w tym filmie między obojgiem, jest widoczne niemal w każdym ujęciu. Widać je także na zdjęciach spoza planu.
Pitt od razu nawiązał doskonały kontakt z Maddoxem. Brad, który w Hollywood ma opinię nałogowego monogamisty, zdecydował się nawet jako mąż Jennifer Aniston wyjechać 23 kwietnia, po zakończeniu zdjęć do filmu, z Angeliną i jej synkiem na „rodzinne” wakacje do Kenii. Brad był wtedy bardziej zaangażowany w stawianie babek z piasku od samej Jolie.

M jak Maddox
Dziwne zachowanie Angeliny ma jednak głęboki sens. Bo jak sama zauważa, jej życie nie zależy już tylko od niej. Nie jest już tą samą Angeliną, która cztery lata temu znana była głównie ze swoich podbojów miłosnych. Jej nazwisko łączono między innymi z Colinem Farrellem, Jaredem Leto, Valem Kilmerem, Olivierem Martinezem. Zasłynęła też ze swojego związku z inną kobietą, uzależnienia od heroiny, kursu balsamowania zwłok, namiętności do zadawania sobie bólu, dziewięciu tatuaży. Ewidentnie poszukiwała mocnych wrażeń. Nic jednak nie przynosiło Jolie wystarczającej satysfakcji. Nie wiedziała tylko, czego jej brakuje.
Odkryła to pewnego dnia w kambodżańskim sierocińcu, dokąd trafiła jako ambasador dobrej woli przy ONZ. Tam dostrzegła małego śpiącego chłopca. Wzięła go na ręce, a on otworzył oczy i uśmiechnął się do niej. To jedno spojrzenie wystarczyło. „Kiedy po raz pierwszy wzięłam go na ręce, miał tylko miesiąc, ale jego oczy były dużo starsze. Popatrzyliśmy na siebie i poczułam nagle, że to jest moje dziecko, mój synek. Wrócę tu po ciebie, obiecałam mu”, opowiadała Angelina. Niezbędna procedura zajęła jej cztery miesiące.
Bała się wtedy bardzo. „Nie wiedziałam jeszcze, czy będę dobrą matką, czy potrafię robić to wszystko, czego nauczyli mnie na kursach. Ale wiedziałam jedno – kocham Maddoxa jak nikogo na świecie. A potem zabrałam go do domu i poszło jak z płatka”, dodaje w tym samym wywiadzie.
Dziś tylko o Maddoksie potrafi opowiadać bez końca, tak jak potrafi opowiadać o swoim macierzyństwie. Maddox stał się najważniejszym mężczyzną w jej życiu, bo, jak twierdzi Jolie, dzięki niemu stała się kobietą, a jej życie nabrało sensu. „Kiedy byłam tylko aktorką, moje życie nie służyło niczemu”, uważa Angelina.
Wszystko poszło na tyle dobrze, że Angelina postanowiła działać dalej i adoptować kolejne dzieci. „To niemoralne rodzić dzieci, kiedy tyle jest na świecie sierot. Myślę, że aby być dobrą matką, wcale nie muszę być matką biologiczną. Chcę adoptować wiele dzieci i chcę, żeby rosły w wielorasowej i wielokulturowej rodzinie. Czy się to komuś podoba, czy nie”, stwierdza.

Panom już dziękujemy
Bobowi się nie podobało i musiał odejść. Mowa o Billym Bobie Thorntonie, który był drugim mężem Angeliny (pierwszy to aktor Jonny Lee Miller), z którym łączyła aktorkę wielka namiętność. Billy nie potrafił jednak stanąć na wysokości zadania. Już kiedy Angelina zaczęła działać dla ONZ, powoli tracili ze sobą kontakt. Podczas gdy on zamykał się w studiu, by śpiewać ze swoim zespołem The Billy Bob Thornton Band, ona jechała w najbardziej niebezpieczne rejony świata, na przykład do Sierra Leone i patrzyła na ludzką nędzę. Małżonkowie przestali mieć wspólne tematy. Billy nie potrafił zrozumieć zaangażowania Angeliny w wychowanie Maddoxa, więc Jolie się z nim rozwiodła. „Nie był jeszcze gotowy na dziecko”, stwierdziła bez żalu.
Być może w ten sposób rozliczyła się też z własnym dzieciństwem. Znany aktor Jon Voight („Nocny kowboj”) opuścił ją i jej matkę, gdy Angelina miała rok i zajmował się nią tylko z doskoku. Trzy lata temu stwierdził niespodziewanie w wywiadzie telewizyjnym, że Jolie potrzebuje pomocy psychiatrycznej. To wtedy aktorka zdecydowała się ostatecznie zerwać kontakty z ojcem i sądownie zrzec się jego nazwiska.
Po rozstaniu z Billym Angelina nie szukała już partnera. Przeciwnie, unikała stałych związków. W wywiadzie dla „Vanity Fair” przyznaje, że miała od tamtego czasu wielu mężczyzn. Jednak dla niej seks i rodzina to dwie różne sprawy, których nie należy mieszać. Kiedy jeden z kochanków, z którym miała dłuższy romans, zapytał, czy nie mógłby poznać Maddoxa, rozstała się z nim natychmiast. Wyjaśniła, co jest jedynym celem ich spotkań w hotelu Raffles L’Ermitage w Beverly Hills i rozwiała jego nadzieje na przyszłe wspólne życie. I tak było z każdym następnym mężczyzną. Nikt nie zna ich nazwisk, żaden nie poznał Maddoxa i żaden nie przekroczył progu ich domu.
Nawet seks przestał być dla Angeliny najważniejszy. „Mogę się bez niego obejść. Od sześciu miesięcy nie miałam nikogo”, zaskoczyła niedawno wszystkich takim oświadczeniem.
„Nikt mnie nie nauczył, jak powinno żyć dwoje ludzi. Dlatego najlepiej czuję się sama z moim synkiem. Nie potrzebujemy nikogo do szczęścia, ale to chyba nie jest dobrze”, mówi. „W każdym związku musiałam rezygnować z jakiejś części mojej wolności i ograniczałam wolność drugiego człowieka. A przecież niczego nie pragnę tak, jak tego, żeby być wolną”, dodaje.

Test wytrzymałości
Angelina nie wyklucza tego, że w przyszłości może się zakochać. Jednak facet, który zechce być z nią na dobre i na złe, musi być nie tylko człowiekiem zaradnym i dobrym kochankiem. To było dobre kiedyś. Dzisiejszy pretendent musi też kochać jej dzieci jak ona sama.
Jeśli więc ktoś ma szansę zdobyć w przyszłości serce Angeliny, to jest nim zapewne Brad Pitt. Od dawna był przecież mocno zaangażowany w prace założonej przez Bono organizacji DATA na rzecz walki z nędzą i AIDS w Afryce. A prywatnie, jako chłopak z południa USA, który wychował się w szczęśliwej rodzinie, miałby już pewnie gromadkę własnych dzieci, gdyby nie stawiająca na karierę żona, Jennifer Aniston.

Magda Łuków, Joanna Jachmann/ Viva!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)