Angelina Jolie

Angelina Jolie

Aktorka bardzo przeżyła śmierć matki Marcheline Bertrand. Teraz powoli dochodzi do siebie. Dla dzieci musiała poradzić sobie z depresją.
/ 10.05.2019 04:31
Angelina Jolie

Aktorka bardzo przeżyła śmierć matki Marcheline Bertrand. Teraz powoli dochodzi do siebie. Najlepszą terapią dla Angeliny okazała się opieka nad dziećmi. Ma już czworo. Dla nich musiała poradzić sobie z depresją.

To ta sama Angie, co kiedyś – mówią jej bliscy. Aktorka nie tylko już zajmuje się dziećmi: odwozi do szkoły Maddoxa, bawi się z Zaharą i Shiloh, lecz także uśmiecha się jak dawniej. Szczególnie gdy trzyma w ramionach swoje kolejne dziecko, Paxa Thiena. Angelina wybrała chłopca w listopadzie ubiegłego roku, kiedy razem z Bradem odwiedzili sierociniec Tam Binh w Wietnamie. Ale musiała czekać kilka miesięcy, aby dokonać formalności. Trzyletni Wietnamczyk przyjechał do domu w Nowym Orleanie w połowie marca i jest dla aktorki źródłem wielkiej radości. I choć aktorka zapewne jeszcze długo będzie nosić w sercu ból po odejściu matki, widać, że jest w znacznie lepszej formie niż kilka tygodni temu.


Porzucona przez ojca
Wtedy jej stan budził poważny niepokój Brada. Widać było, że Angie nie może sobie poradzić ze śmiercią matki. Marcheline była dla niej najbliższą przyjaciółką, powierniczką i doradczynią.
Angelina miała rok, gdy ojciec Jon Voight opuścił jej matkę po pięciu latach małżeństwa. 28-letnia Marcheline została z dwójką małych dzieci (brat Angie, James Haven, miał trzy lata) niemal bez środków do życia. Voight nie czuł się związany z rodziną nawet przed rozwodem. Gdy Angelina dorastała, pojawiał się w jej życiu sporadycznie, a jeśli nawet się spotykali, nie chciał słyszeć o problemach. "Zabierał nas przeważnie na obiad do restauracji, a potem wracał do siebie", wspominała aktorka.
Często zalegał z alimentami. Angelina wraz z matką i bratem Jamesem mieszkała w małych obskurnych mieszkaniach. Będąc córką znanego aktora, nie miała ani ładnych zabawek, ani nawet nowych ubrań. Najgorzej było jednak, kiedy poszła do szkoły średniej w Beverly Hills. "Wszyscy myśleli, że jestem równie bogata, jak pozostali. Pamiętam zdziwienie nauczycielki, kiedy poszłam jej powiedzieć, że nie mogę oddać pracy w terminie, bo nie mam komputera. "Zapytała: »To ojciec nie może ci kupić?«", wspominała Jolie. Aktorka nie wybaczyła mu, że odszedł od matki.

Jak anioł stróżTylko dzięki Marcheline to smutne dzieciństwo było do zniesienia. Bertrand, która skończyła prestiżowy Instytut Filmowy Lee Strasberga, miała duże szanse na zrobienie wielkiej kariery. "To była wyjątkowo zdolna dziewczyna", wspominała Anna Strasberg, żona dyrektora szkoły. Marcheline zrezygnowała jednak z kariery, by stworzyć swoim porzuconym dzieciom ciepły dom i nigdy tego nie żałowała. "Nigdy nie dała nikomu odczuć, że się poświęca. Dzieci były całym jej życiem", mówiła Strasberg. Dbała o Angelinę i Jamesa, jak potrafiła. Nie tylko o to, by miały co jeść, ale także o ich rozwój intelektualny. Jeśli tylko było ją na to stać, zabierała je do kina i do teatru. Wspierała w rozwoju zainteresowań. Nie broniła Angelinie nawet hodowania węży i jaszczurek, choć małe mieszkania nie bardzo się do tego nadawały.
To dzięki matce Angelina odnalazła drogę w życiu. Aktorka, która nie radziła sobie z emocjami, mogła źle skończyć, gdyby nie wsparcie matki. Nie chciała się uczyć. Po skończeniu szkoły średniej, w wieku 16 lat, wyprowadziła się z domu. Obcięła włosy, ufarbowała je na czerwono. Włóczyła się po barach, piła i brała narkotyki. Na jej rękach i nogach przybywały kolejne cięcia. Zaczęła zbierać noże i zapisała się na kurs balsamowania zwłok, bo chciała założyć zakład pogrzebowy...
Mimo to Marcheline dostrzegła talent aktorski córki i namówiła ją na studia w Instytucie Strasberga. "To rzeczywiście była niezwykła kobieta. Miała w sobie taką radość i wewnętrzne światło. Ciężko pracowała, by odchować dzieci", mówiła o Marcheline matka chrzestna Angeliny, Jacqueline Bisset.



Czekając na śmierćKiedy siedem i pół roku temu lekarze stwierdzili u Marcheline raka jajników, Angelina się załamała. W rozmowie z Larry Kingiem w 2001 roku przyznała, że było z nią bardzo źle. Leczyła się w Neuropsychiatric Institut przy Uniwersytecie Kalifornijskim: "Przez 72 godziny byłam nawet pod ścisłą obserwacją, żeby nie zrobić krzywdy sobie i nikomu innemu".
Liczyła, że Marcheline wygra z rakiem. Jednak na początku ubiegłego roku stan matki nagle się pogorszył. Angelina, która była wtedy w ciąży z Shiloh, bardzo to przeżyła. Jadła coraz mniej, była rozdrażniona, kłóciła się z Bradem. Miała nadzieję, że matka będzie przynajmniej obecna przy rozwiązaniu. Niestety, Marcheline nie zdołała dolecieć do Namibii. W swoim apartamencie w Raffles L’Ermitage Hotel w Beverly Hills poddawana była kolejnej chemioterapii. Angelina dzwoniła do niej codziennie. Kiedy tylko odzyskała siły po porodzie, wróciła do Los Angeles. Odwiedzała Marcheline każdego dnia.
Jesienią Angelina wiedziała już, że matce zostało co najwyżej kilka miesięcy życia. Z jej twarzy znikł uśmiech, jadła jeszcze mniej niż
dotychczas. Na planie "A Mighty Heart", który kręcono w Indiach, była tak osłabiona, że trzy razy straciła przytomność. W połowie stycznia towarzyszyła Bradowi, nominowanemu za rolę w filmie "Babel", na rozdaniu Złotych Globów, ale widać było, że jest przygnębiona i myślami nieobecna.



Cząstka mnie samejByła w swoim domu w Nowym Orleanie, gdy 28 stycznia dotarła do niej wiadomość, że matka umiera. Przyleciała do kliniki w Cedars Sinai Medical Center na cztery godziny przed śmiercią Marcheline. Miała czas, żeby się pożegnać.
Według magazynu "Star" aktorka "przez kilka godzin po odejściu matki nie bardzo wiedziała, co się wokół niej dzieje". Dzień później wyglądało jednak, że dotarło do niej, co się stało. Pojechała z Bradem do hotelu po rzeczy Marcheline. "Byli w pokoju przez kilka godzin i zachowywali się bardzo cicho. Angelina uśmiechała się i wydawało się, że czuje się dobrze", relacjonował jeden z hotelowych boyów. Ale to były tylko pozory. Przez kilka tygodni nie sypiała, miała bóle głowy. "Wydawało się, jakby funkcjonowała na autopilocie, a myślami była gdzieś daleko", powiedział reporterom człowiek, który widział, jak odwozi Maddoxa do szkoły w Nowym Orleanie. Wciąż przytulała kocyk z inicjałami SP, który Marcheline własnoręcznie zrobiła dla Shiloh. "Czuję, jakby wraz z jej odejściem odeszła jakaś cząstka mnie samej", mówiła.
Jednak kiedy Angelina wróciła do swoich obowiązków, zaczęła przełamywać depresję. Zapowiedziała, że zrobi sobie dłuższą przerwę w pracy, by zająć się swoimi pociechami. "Zostanę w domu, aby pomóc Paxowi wejść w nowe życie. Mam czworo dzieci i opieka nad nimi jest dla mnie najważniejsza. Jestem dumna i szczęśliwa, że mogę być ich matką", stwierdziła aktorka. Jej zdaniem nie ma zresztą w tym nic nadzwyczajnego: "Każdy się zgodzi, że dzieci potrzebują rodziny. Mam możliwości, aby pomóc dzieciom zaspokoić ich potrzeby. Dlaczego miałabym więc tego nie zrobić? One dają tyle szczęścia".

Magda Łuków/ Viva!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/24.10.2007 17:00
Na którejś ze stron internetowych poświęconych Angelinie i Bradowi przeczytałam, że aktorska para ma zamiar w niezwykły sposób urządzić pokoje czwórce swoich dzieci (pokoje zawierać mają zdjęcia z rodzinnych stron dzieci), a także kupują swoim dzieciom drogie spodnie, smoczki itp prezenty bo trójka z nich pochodzi z biednych rejonów świata i chcą by dzieci miały wszystko czego zapragną, teraz również widzę drugi powód takiego postępowania, Angie nie chce by jej dzieci przechodziły to co ona przeżyła w dzieciństwie