Andrzej Gołota

Andrzej Gołota - Powrót gladiatora

W latach 90. Gołota był dla Polaków bohaterem narodowym. Miał szansę zostać mistrzem świata w boksie, a został... mistrzem spektakularnych porażek. Teraz wraca już nie na ring, tylko na parkiet „Tańca z Gwiazdami”.
/ 02.09.2010 14:21
Andrzej Gołota
Lewa do góry! Nie tak… Złącz nogi, góra! Zejdź w dół. Krok do przodu… Źle, jeszcze raz! Jesteś tak wielki, że cię sama nie przeciągnę!”, musztruje Andrzeja Gołotę (42) jego partnerka Magdalena Soszyńska-Michno. I nic dziwnego, bo do pierwszego odcinka 12. edycji „Tańca z Gwiazdami” zostały zaledwie dwa tygodnie, a układ walca angielskiego, który mają zatańczyć, wciąż nie jest do końca dopracowany. – To jest tragedia, co ja tam wyprawiam. Niektóre kroki muszę powtarzać po 20–30 razy i… nic. Gdy po pierwszym treningu rozbolało mnie kolano, myślałem, że to już koniec. Ale masażysta postawił mnie na nogi – wyznaje Andrzej Gołota i dodaje: – Całe szczęście Magda ma do mnie dużo cierpliwości. A co jest w tym wszystkim najtrudniejsze? Rama i… uśmiech.  Tak, trzeba ciągle się uśmiechać!

Ryzyk-fizyk

„Zwariował na starość”. „Po co mu to?”. „Gołota w lakierkach? Dobre!”. To tylko niektóre z opinii, które pojawiły się na wieść o tym, że Andrzej Gołota wystąpi w tanecznym show. Co go skusiło? Pieniądze? Nie, bo tych pięściarz ma pod dostatkiem. – Nie miałem akurat nic lepszego do roboty. Poza tym pomyślałem, że to może być fajna przygoda. Inni znani bokserzy, m.in. Mike Tyson i Evander Holyfield, też wystąpili w takim show i całkiem nieźle im szło. Więc i ja postanowiłem zaryzykować – mówi „Party” Gołota. Zanim jednak sportowiec przyjął propozycję TVN, minęło parę miesięcy. Ostatecznie przekonały go dzieci – 13-letni syn Andrzej junior i 19-letnia córka Ola. Argument: „Tato, to będzie świetna zabawa, zobaczysz”, okazał się wystarczający. Żeby bokser poczuł się pewniej na parkiecie, żona Mariola zapisała go w Stanach na kilka prywatnych lekcji tańca. – Wiedziałam, że jeśli sam się nie przekona, czy mu się podoba, czy nie, to nic z tego nie wyjdzie. Poza tym wreszcie nadszedł czas, by jego fani, ale też ludzie, którzy może nie darzą go sympatią,  przekonali się, jaki Andrzej jest naprawdę – mówi Mariola Gołota.

Z podwórka na ring

Niebywały talent i warunki fizyczne godne bokserskiego mistrza: 192 cm wzrostu, waga 110 kilo i rażąca siła lewego prostego. Andrzej Gołota miał wszystko, by zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. To było jego marzenie. Marzenie, które mimo wielu szans nigdy się nie spełniło.

Kiedy Andrzej Gołota przyszedł na świat, lekarz przyjmujący poród śmiał się, że na pewno zostanie bokserem, bo miał rączkę zaciśniętą w pięść. Jej siłę jako pierwszy poznał kolega Andrzeja z podwórka. O co poszło? Gołota nie pamięta. Pamięta za to, że walkę wygrał, choć sam też miał rozcięty łuk brwiowy i rozbity nos. A gdy po raz kolejny wrócił do domu z podbitym okiem, jego wujek, Zdzisław Romanek – zegarmistrz z Saskiej Kępy, postanowił inaczej spożytkować nadmiar energii krewkiego 13-latka. Tak Andrzej trafił do sekcji bokserskiej stołecznej Legii. Na efekty treningów nie trzeba było długo czekać. W 1986 roku Gołota stanął na najwyższym podium mistrzostw Europy juniorów, a w kolejnym roku wywalczył swój pierwszy tytuł mistrza Polski seniorów w kategorii ciężkiej. Podczas igrzysk olimpijskich w Seulu (1988 rok) zdobył swoje najcenniejsze trofeum – brązowy medal. Rok później dołożył do tego brąz na mistrzostwach Europy.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Wielka nadzieja białych
Niestety, równolegle z wielkimi sukcesami na ringu przyszły pierwsze zatargi z prawem. Choć Gołota nie stronił od bójek, kończyły się one najwyżej podbitym okiem i reprymendą od trenera. Aż do feralnej awantury we Włocławku. Mężczyzna, którego bokser pobił w dyskotece, zgłosił sprawę policji. Niedługo potem prokuratura oskarżył Andrzeja o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia (pistoletu gazowego). – Nie byłem świętoszkiem, fakt. Ale ten gość dostał, bo mu się należało za to, że porwał mi koszulkę – tłumaczy „Party” Gołota. – To był prezent od żony, w dodatku drogi. To wziąłem jego but, spodnie i koszulę, ale nie w moim rozmiarze, więc jak miałem się wzbogacić? – dodaje. Do rozprawy nie doszło, bo bokser nie stawiał się na przesłuchania, dlatego w 1990 roku sąd wydał za nim list gończy. Ale zanim policja zdążyła go aresztować, Gołota wyjechał do Stanów.

Zamieszkał w Chicago i zaczął na nowo układać sobie życie. Wziął ślub kościelny z ukochaną Mariolą Babicz, wkrótce na świat przyszła ich córeczka Ola. Gdy żona kończyła studia, Andrzej opiekował się dzieckiem i imał różnych zajęć. Zamierzał zostać kierowcą ciężarówki, ale właściciel jednego z klubów bokserskich w Chicago namówił go, by spróbował walczyć z zawodowymi pięściarzami. Gołota zaczął treningi i w lutym 1992 roku, po dwóch latach przerwy, wrócił na ring.

Wrócił w wielkim stylu. W ciągu paru miesięcy wygrał 10 walk, większość przez nokaut, po którym jego przeciwników trzeba było znosić z desek. Dodatkowego smaczku zwycięstwom Gołoty dodawał fakt, że jego przeciwnikami byli bokserzy czarnoskórzy. Amerykańscy kibice okrzyknęli go „wielką nadzieją białych”, a w Polsce zaczęła się gołotomania. Andrzeja traktowano jak bohatera narodowego. Piosenkę sławiącą jego wyczyny napisał Kazik Staszewski, do fascynacji Andrzejem przyznawała się poetka Wisława Szymborska. Zainteresowanie Gołotą było tak wielkie, że szybko zaczęto myśleć o zorganizowaniu mu walki w ojczyźnie. Żeby mogło do niej dojść, ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski wydał list żelazny, który gwarantował, że po przyjeździe do Polski Gołota nie zostanie aresztowany.

Gołotomania nie trwała jednak zbyt długo, a skończył ją... sam Gołota. Jak? Gdy wreszcie dostał szansę walki o wymarzony pas mistrzowski w wadze ciężkiej, nie wytrzymał presji. Z Riddickiem Bowe’em został zdyskwalifikowany za cios poniżej pasa. Z Lennoxem Lewisem – znokautowany w pierwszej rundzie. Z Mikiem Tysonem po drugiej rundzie odmówił kontynuowania walki. I wreszcie z Lamonem Brewsterem – pokonany przez nokaut w 53. sekundzie. Dziś bokser przyznaje, jak mocno przeżywał klęski. – Nie jestem dumny z tych walk, bo każda przegrana była dla mnie tragedią. Wtedy brakowało mi wiary w sukces, a nie siły – wyznaje „Party”. Do tego doszły kolejne zatargi z prawem. W USA oskarżono go o podszywanie się pod szeryfa i aresztowano za posiadanie 10 sztuk broni. – Dwunastu – prostuje Gołota. – Największym przestępstwem było to, że zapomniałem przedłużyć licencję. Wcześniej płaciłem składki regularnie. Po tej aferze prasa zrobiła ze mnie przestępcę. Niesłusznie – dodaje. Dziś ta sprawa znów wróciła do sądu. Tym razem na wniosek Gołotów, którzy domagają się anulowania tamtych zarzutów jako niezgodnych z obecnym prawem konstytucyjnym USA.


Chwila prawdy
Rodzina wielokrotnie rozgrzeszała Gołotę. – Andrzej dziś wie, że nie powinien był robić takich rzeczy, bo patrzyła na to nie tylko rodzina, ale też jego wierni kibice. Ale zapłacił za to wysoką cenę. Jego reputacja została nadszarpnięta, a takiej skazy ciężko się pozbyć – opowiada żona pięściarza. Być może dlatego wielu ludzi do dziś zastanawia się, czy Andrzej Gołota to tylko zwykły łobuz, czy człowiek, któremu powinęła się noga. A jak jest naprawdę? Pięściarz nie ukrywa, że nie był łatwym partnerem. Musiały wydarzyć się przykre rzeczy, żeby zrozumiał, co w jego życiu liczy się najbardziej. Ci, którzy znają Andrzeja, podkreślają, że ma wielkie serce i nie przejdzie obojętnie obok potrzebujących i pokrzywdzonych przez los dzieci. I w Polsce, i w USA Gołota wziął udział w wielu aukcjach charytatywnych. To on przekazał 150 tysięcy dolarów na odbudowę zniszczonego przez powódź ośrodka dla dzieci głuchoniemych we Wrocławiu. W domu jest zaś wzorowym ojcem i dba, by jego dzieciom niczego nie zabrakło. Jest nieugięty, jeśli chodzi o szkołę i sport. Codziennie wozi syna Andrzeja na treningi tenisa, sprawdza mu lekcje i pilnuje, by miał dobre stopnie w szkole. – Chcę, by mój syn miał lepszy start w życiu niż ja kiedyś. Może to go uchroni przed błędami, które ja popełniłem – mówi z nadzieją. Razem z żoną finansują studia córce Oli, której marzeniem jest ukończenie prawa i praca w kancelarii.

Znów na topie
Na pytanie, czy uważa swoją karierę za nieudaną, Gołota odpowiada: – Raczej za niespełnioną. A na czym zależy mu dziś najbardziej? – Na pewno nie na wygranej w „Tańcu z Gwiazdami”. To ma być dobra zabawa i tyle – mówi. Mija jeszcze kilka chwil, zanim przyzna, że chciałby stoczyć jeszcze jedną walkę. Tę najważniejszą, w której mógłby się pożegnać z kibicami, podziękować im za wsparcie i słowa otuchy. Nie chce, żeby zapamiętali z jego kariery wyłącznie te ostatnie, nieudane walki, które jemu samemu spędzają sen z powiek. Ale czy na pewno da radę? Bokser przeszedł dwie poważne operacje barku, wyleczył wszystkie kontuzje, jednak nie ma już tej samej siły co kiedyś. Mimo to nie boi się stanąć twarzą w twarz na ringu z przeciwnikiem. Twierdzi, że wreszcie dojrzał i zmądrzał. Obiecuje, że teraz zagra fair play i gwarantuje: „Wezmę to na klatę! Wstydu nie będzie”.                

Magda Jabłońska-Borowik / Party