Aleksandra Dochnal

Żona aresztowanego rok temu pod zarzutem wręczenia łapówki biznesmena niewzruszenie trwa przy mężu. Jak teraz wygląda jej życie?
Krystyna Pytlakowska: Już rok Pani mąż jest w areszcie.
To chyba najkrótszy rok mego życia. Paradoksalnie. Teraz tydzień to dla mnie jak dzień, czas pędzi, nie wiem, kiedy mijają godziny, doby. Wciąż coś się dzieje i nie ma chwili na odpoczynek.

- Była Pani przy jego aresztowaniu?
Byłam wtedy w parku w Londynie na spacerze z dzieckiem. Córka jeździła na rowerku, a ja siedziałam na ławce. Byłam w szóstym miesiącu ciąży, oszczędzałam się trochę. Miałam złe przeczucia i próbowałam się do niego dodzwonić. W końcu odebrałam telefon, że go zatrzymano.

- Co się myśli, dostając taką wiadomość?
Nie wierzy się. Myśli się, że to niemożliwe, chwilowe. Wiedziałam, że mąż był w trakcie prowadzenia poważnych negocjacji biznesowych, ale naprawdę mnie to nie interesowało. To są męskie sprawy. Nie mieszkaliśmy przez ostatnie trzy lata w Polsce. W każdym razie, kiedy odebrałam ten telefon, byłam zaszokowana.

- A potem?
Potem łzy - ochrona organizmu, który broni się przed stresem. A jeszcze później… następuje naturalna reakcja - bunt. Nie, to nieprawda. A potem wola działania. Odkryłam w sobie siłę, której istnienia nie podejrzewałam. Wierzę, że w ciąży ma się dodatkową energię i ochronę przed złem. Poczułam, jak bardzo Marka kocham i że zrobię dla niego, co będę mogła. To znaczy najpierw urodzę zdrowe dziecko, przeżyję to wszystko, życie będzie trwało nadal, a po powrocie Marka będzie piękniejsze niż kiedykolwiek. Dotąd mąż mnie zawsze ochraniał. Roztaczał nade mną parasol. Może więc to wszystko się stało właśnie dlatego, żebym zaczęła żyć innym życiem? Prawdziwszym?


- To jak Pani żyła przedtem?
Trzy lata temu prowadziłam atelier z Maćkiem Zieniem, zanim przeprowadziłam się do Londynu. Tam zajmowałam się domem, dzieckiem, organizowałam życie towarzyskie. W żadne interesy męża się nie wtrącałam. Zresztą to nie było nic tajnego.

- Na czym polegała organizacja życia towarzyskiego?
Prowadziliśmy za granicą dom otwarty dla przyjaciół, graczy polo, partnerów biznesowych. Nasze życie było wypełnione miłością i radością. Polo, któremu Marek poświęcił ostatnio tak dużo czasu, traktowaliśmy nie tylko jako przyjemność, ale również sposób na promowanie Polski za granicą. To miłe, gdy na najbardziej prestiżowych imprezach, na przykład w obecności królowej angielskiej, powiewa polska flaga.

- Żona ozdobna?
Przede wszystkim żona i matka. Jeśli chodzi o prowadzenie domu, to ktoś musi to robić i naturalnie ta rola przypada kobiecie. Dziś myślę, że może powinnam zajmować się również swoją karierą?

- Chciała Pani?
Szczerze mówiąc, coraz częściej o tym myślę. Mam dopiero 30 lat i wiele się nauczyłam. Rozmawiam kilka razy dziennie z najlepszymi prawnikami w tym kraju. Myślę, że mogłabym wrócić do zawodu i zrobić aplikację. Gdybym miała czas, pewnie bym się na to zdecydowała. Ze zdjęć zamieszczanych w gazetach wyglądało, że żyliśmy ekscentrycznie. A przecież jesteśmy normalnymi ludźmi, których spotykały szczęśliwe chwile i problemy, jak w tej chwili. Muszę godnie przez to przejść.


- Z jakiej rodziny Pani się wywodzi?
Starej warszawskiej inteligencji, średnio zamożnej. A Marek jest z Tarnowa. Jego mama pracowała w banku, a tata w zakładzie energetycznym. Kiedy ich poznałam, oboje byli już na emeryturze.

- Kiedy się spotkaliście, była Pani studentką?
Studiowałam wtedy socjologię, później przeniosłam się na prawo - 11 lat temu. Zaczęliśmy się spotykać. No i zakochaliśmy się. Mąż najpierw, u mnie to przebiegało stopniowo. Miałam trochę oporów.

- Bo jest starszy o 13 lat?
Początkowo nie wiedziałam, czy to poważna sprawa. Ale już na jednej z pierwszych randek mi się oświadczył. I okazało się, że traktuje mnie niezwykle serio. Powiedział, że spotkał kobietę swojego życia.

- Przyjaźniliście się z arystokracją?
Przyjaźnimy się z bardzo niewielkim gronem osób. Słowo "przyjaciel" znaczy dla nas bardzo wiele i niełatwo przychodzi nam określanie kogoś tym mianem. Są wśród nich tak zwani starzy przyjaciele z lat młodości, jak i wartościowi ludzie, których spotkaliśmy na wspólnej drodze, między innymi młodzi artyści. Marek, sam pięknie malując, bardzo interesuje się polską sztuką współczesną i zawsze chętnie pomagał ludziom utalentowanym. Dzięki temu poznaliśmy kilka bardzo inspirujących osób. Najwięcej przyjaciół, których Marek zna jeszcze z czasów studenckich, mamy za granicą, a także wśród ludzi, których pasją jest polo.


- Nie było chyba łatwo wejść do elit kraju?
Nigdy nas tam nie ciągnęło. Nie bywaliśmy na przyjęciach, sami organizowaliśmy je rzadko. Wiedziałam o samochodzie pożyczonym posłowi Andrzejowi Pęczakowi. Ale czy przysługa dla znajomego to przestępstwo? W stenogramach opublikowanych w jednej z gazet prawdziwego rozmówcę Pęczaka zastąpiono Markiem, co wytworzyło jego fałszywy, negatywny obraz. Nikt nigdy za to nie przeprosił. W rzeczywistości mój mąż to niezwykle inteligentny i wrażliwy człowiek. Erudyta i filozof. Nigdy nie użyłby wulgarnych słów, jakie były w stenogramie.

- Czuje się Pani samotna?
Chyba nie mam na to czasu. Jestem w wirze spraw, domu, dzieci. Ale faktem jest, że większość bliskich mi ludzi została za granicą. Zresztą w Polsce nie spodziewałam się niczego miłego, bo zdawałam sobie sprawę, że wracam do kraju, gdzie pieniądze są przeklęte. Z drugiej strony spotkało mnie miłe zaskoczenie. Wsparcie nadeszło od osób, od których bym tego najmniej oczekiwała ze względu na dość luźną znajomość. Inni, kiedyś przyklaskujący w pierwszych rzędach, milczą jak zaklęci. Nazywam to korupcją moralną.

- Czemu więc Pani wróciła?
A pani by została za granicą, gdyby zatrzymano pani męża?

- Mówiono, że po aresztowaniu zaszyła się Pani w Anglii, że uciekła.
Nie uciekłam. Co miesiąc przyjeżdżałam do Polski na kilka dni. Ale byłam w ciąży i dziecko chciałam urodzić tam, a nie tu. Wiedziałam, że w Warszawie będą za mną biegać paparazzi, fotografować. Gdybym nie była w ciąży, nie przeszkadzałoby mi to. Chciałam jednak urodzić córeczkę w spokoju.


- Był ktoś z Panią?
Mama. Byłam psychicznie przygotowana na to, że będę rodzić bez męża, już wtedy oswoiłam się z tą sytuacją.

- Jak mała ma na imię?
Alexia Victoria. Symbolicznie.

- Mąż zadzwonił do Pani?
Nie pozwolono mu.

- Gdy powstaje taka kryzysowa sytuacja, myśli się: muszę pomóc czy: chcę się schować i odciąć od wszystkiego?
Każdy chyba inaczej to przeżywa. Zaczęłam od szukania prawników. Najlepszych. Żeby pomóc Markowi, no i zabezpieczyć byt rodzinie. Musiałam stać się matką i ojcem. Zaczęłam myśleć długofalowo - jak będę teraz żyła, za co i jak wychowam dzieci, gdzie pójdą do szkoły i tak dalej.

- Mąż widział już młodszą córeczkę?
Trzy razy. Wracając do działania, byłam w rozterce. Wracać? Zostać w Anglii? Gdzie starsza córka ma pójść do szkoły? Chyba tak przeżywają wszyscy, którym życie zaczyna się komplikować.

- Wróciła Pani jednak do Polski.
Wiedziałam, że trzeba chwycić byka za rogi.

- A jest Pani taką osobą, która chwyta?
Wcześniej o tym nie wiedziałam. Wydawało mi się, że ponieważ jestem z mężczyzną starszym, bardziej doświadczonym, mogę być słabą kobietką, przenieść ciężar odpowiedzialności na męża. Teraz przeżywam bardzo trudne chwile, ale dzięki temu obudziłam się, ocknęłam, wiem już, jakimi prawami rządzi się świat.

- Te poprzednie zamknęła Pani na klucz?
Miłość, Marek i dzieci - to było zawsze dla mnie najważniejsze, ale dopiero w obliczu skrajnych sytuacji życiowych uświadamiamy sobie prawdziwy sens istnienia. Zmienia się system wartości i nic nie jest już takie samo, jak kiedyś. Każdy musi przejść swoją lekcję życia. Dla mnie nie ma powrotu do przeszłości, do bezproblemowego idealnego świata, w którym żyłam. Wydoroślałam i dokonałam wyboru. Obudziła się dotąd uśpiona część mojej osobowości.


- A jaka Pani chce być?
Silna, odpowiedzialna, bliska życia. Fajnie tych migdałów skosztować, ale jeść je bez końca? Nie. Czasem można do śmierci nie wiedzieć, jakim się jest. Wiodłabym bezpieczne życie, chodziła na party, organizowała pokazy mody, świeciła blaskiem przy boku męża. Zbyt wiele widziałam kobiet, dla których pozornie najważniejszym problemem w życiu jest kolejny lifting i zdobycie torebki z limitowanej serii Louis Vuitton. Za tą fasadą kryją się jednak często poważne problemy: zdrady małżeńskie, kompleksy, problemy z dziećmi. Myślę, że mój mąż może naprawdę być szczęśliwym mężczyzną, że ma taką rodzinę.

- Wiele kobiet zaczęłoby się rozglądać za innym partnerem.
Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Dopiero w takich trudnych sytuacjach przysięga małżeńska: "że cię nie opuszczę, na dobre i złe" nabiera sensu, innego wymiaru. Bo to nie sztuka żyć z kimś, gdy jest łatwo. Sztuka być z kimś, gdy padają oskarżenia, gdy kogoś się piętnuje publicznie. Wiem, że nawet jeśli mu się coś udowodni, będę przy nim, będę go kochać. Dla mnie to ten sam mądry, romantyczny, cudowny, delikatny, opiekuńczy facet, którego poznałam 11 lat temu. Teraz mogę mu się rewanżować.

- Jest Pani z natury pogodna?
Generalnie staram się myśleć pozytywnie, chociaż mam swoje dołki, co tu dużo ukrywać. Mam jednak cudowne dzieci, mamę, która ze mną mieszka i bardzo mi pomaga, wspaniałą siostrę, która od lat mieszka w Paryżu, ale jest dla mnie na każde zawołanie. A ja… staram się jak najwięcej nauczyć życia.


- Najtrudniejszy moment?
Kiedy Marek nie zobaczył swojej córki zaraz po narodzinach. Dopiero jak miała miesiąc. A drugi, kiedy dowiedziałam się, jak naprawdę funkcjonuje świat, w którym żyjemy. Jakimi bajkami karmi nas telewizja i prasa. Zdałam sobie sprawę, że lepiej i bezpieczniej byłoby nic nie wiedzieć, być głupim, a nie mądrym. Jednak z drugiej strony teraz będę mogła przekazać swoim dzieciom całkiem inną wiedzę życiową, przedtem wychowywałabym je pod kloszem.

- Nie wygląda Pani na mocną kobietę.
I to właśnie są pozory. Teraz mam bardzo dużo do czynienia z mężczyznami i muszę przyznać, że jestem raczej rozczarowana. Odbywam z nimi wiele poważnych rozmów i - oprócz kilku naprawdę porządnych facetów - spotkałam bardzo niewielu dżentelmenów, którzy stanęli na wysokości zadania i pomogli mi w mojej sytuacji, zamiast ją wykorzystywać. Oni myślą, że jestem taka słaba, delikatna, że można mnie z łatwością nabrać.

- A nie można?
Nie daję sobie wejść na głowę, nie popuszczam, działam logicznie. Nie mówię, że tak było od początku. Popełniłam wiele błędów, ale teraz już wiem, co się za czym kryje.

- To właśnie ta lekcja?
Uważam, że taka była i mężowi przeznaczona. On też się chyba teraz wiele nauczył i dowiedział. O mnie również. Marek, co mnie cieszy, dobrze wygląda. Jest bardzo silny psychicznie. Ja też dam sobie radę. Przedtem żyłam jak na rafie koralowej, teraz już wiem, czego się po kim spodziewać.


- Czego?
Są wspaniali ludzie, którzy otaczają mnie bezinteresownie sympatią. Ale są tacy, co rzucają się na nas z wściekłością.

- Jak Pani reaguje na ataki?
Jestem na nie znieczulona. Na początku przejmowałam się artykułami prasowymi itp. Szybko jednak nauczyłam się czytać między wierszami. Teraz już wiem, że większość artykułów pisze się w Polsce "po coś" i nie warto zaprzątać sobie tym głowy. Są jednak granice przyzwoitości, których nie powinno się przekraczać, jak na przykład publikowanie bardzo prywatnych rozmów telefonicznych, dotyczących choćby dzieci czy zdrowia. Nasz styl życia, tak normalny dla ludzi w Londynie czy Szwajcarii, w Polsce budzi śmieszne kontrowersje.

- Co się stanie, jeśli wyrok będzie wysoki?
Na razie nie ma nawet aktu oskarżenia... Poczekam. Wytrzymam. Wiem jedno - prawda mało kogo, niestety, interesuje. Myślę, że im dalej, tym łatwiej, bo człowiek się przyzwyczaja, składa jakoś sobie codzienność. Przeczekuje.

- Życie w poczekalni?
Tak można to nazwać. I w tej poczekalni muszę zapewnić córkom normalność.

- W poczekalni też się myśli o przyszłości?
Teraz myślę bardziej perspektywicznie niż kiedyś. Dopóki się to wszystko nie rozplącze, będę zmuszona zająć się sprawami Marka. A potem… Jestem gotowa stworzyć coś własnego.

- Wróci Pani do bezpiecznego świata mody?
Nie, chyba mam za dużo poważnych doświadczeń, żeby cieszyć się modą. To taki beztroski świat. Nie może być treścią życia. Już nie teraz. Przede mną tak wiele nowych wyzwań. Po każdej burzy przychodzi przecież słońce.

Wrzesień, 2005
Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Jacek Poremba
Stylizacja Marek Adamski/Metaluna
Makijaż Natalia Grewińska/Kayax
Fryzury Adam Szaro
Produkcja sesji Joanna Guzowska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)