Wielkanocna komercja

Wielkanoc to tylko dla nielicznych czas zadumy i modlitwy, realnej radości ze zmartwychwstania Chrystusa. Zmartwychwstanie Pańskie musiało ustąpić miejsca natrętnej komercji z wszechobecnym, czekoladowym zającem na czele.

Wielkanoc to tylko dla nielicznych czas zadumy i modlitwy, realnej radości ze zmartwychwstania Chrystusa. Zmartwychwstanie Pańskie musiało ustąpić miejsca natrętnej komercji z wszechobecnym, czekoladowym zającem na czele.

Wielkanocna komercja

Fot. Depositphotos

To zastanawiające, dlaczego obywatele kraju, w którym 89% podaje się za Katolików, mając wybór: Chrystus czy czekoladowy zajączek, w przeważającej części wybiorą tego drugiego... Przesadzam? Od lat obserwując swoich rówieśników, utwierdzam się w przekonaniu, że większość młodych, wykształconych ludzi ma w nosie tradycję, święto i jego religijny charakter. Dla nich, Wielkanoc to tylko kolejne dni wolne od pracy, okazja do zakupów, najedzenia się i napicia, ewentualnie poświęcenia koszyczka.

Aby sprawdzić swoją teorię, zrobiłam test. Zapytałam dziesięciu znajomych, co ich zdaniem jest symbolem świąt wielkanocnych? (Zadajcie je także sobie). Wśród odpowiedzi znalazły się: jajko, pisanka (5 osób), kurczaczek (3 osoby), zajączek (1 osoba), baranek wielkanocny (1 osoba – prawie dobrze). Nikt z zapytanych osób nie wskazał wprost Jezusa Zmartwychwstałego...

Ateizm wśród Katolików

Coraz częściej mam wrażenie, że wiarę traktujemy wybiórczo. Wybieramy z niej tylko to, co ładne, przyjemne. Do pielęgnowania religijnych tradycji katolickich podchodzimy krytycznie. Nie podoba nam się kościół, kler, sprawowane obrządki podczas Triduum Paschalnego. Podobają nam się za to wywodzące się z czasów pogańskich elementy związane ze świętem przesilenia: celebrowanie wiosny, cieszenie się kiełkującym owsem, rzeżuszką, wykluwającym się pisklęciem kury, kaczki. To wszystko jest takie ładne, kolorowe, magiczne, słowem - pogańskie.

Wielkanocna komercja

Fot. Depositphotos

Obżarstwo czy przeżywanie męki Chrystusa

Dla wielu święta wielkanocne to także nic innego jak spotkanie rodzinne, okazja do „żarcia i wypicia”.
Na marginesie przytoczę zabawną wypowiedź znajomej dentystki. Kiedy jak co roku przed Wielkanocą, w niekończącej się kolejce ustawiali się kolejni pacjenci, pani doktor refleksyjnie stwierdziła, cyt: „Przed świętami wszyscy chcą wyleczyć zęby, żeby w święta móc się porządnie nażreć”. Cóż, może brutalnie, ale prawdziwie.
W święta gotujemy, pieczemy i jemy dużo więcej niż zwykle. Na te cele wydajemy też o wiele więcej pieniędzy. Szturmujemy sklepy i kupujemy wszystko co potrzebne i niepotrzebne. Często ta wzmożona świąteczna konsumpcja kończy się dla nas debetem i kredytem. Oprócz strat finansowych, odczuwamy potworne zmęczenie (szczególnie kobiety, które biorą na swoje barki większość świątecznych przygotowań).

Mimo wszystko, wygląda na to, że wielogodzinne robienie zakupów, sprzątanie mieszkania i przygotowywanie potraw, męczy mniej, niż celebrowanie męki i śmierci Chrystusa. Patrząc na liczbę młodych osób w kościele, wnioskuję, że częściej chce nam się „stać przy garach”, niż uczestniczyć w mszy.

Swoje obserwacje mogę oprzeć o badania CBOS. Według wyliczeń tego ośrodka, z roku na rok maleje liczba osób uczestniczących w religijnych obrzędach. Wyjątek stanowi zwyczaj zachowania postu w Wielki Piątek - przestrzega go 86% Polaków. Jednak „ ponad jedna trzecia badanych, którzy w ogóle nie uczestniczą w praktykach religijnych (35%), deklaruje poszczenie w ten dzień”, więc jest to raczej świecka, a nie katolicka tradycja. Podobnie jest z Wielką Sobotą i święceniem pokarmów. Do kościoła przychodzą wówczas nawet zatwardziali ateiści.

Dzieci a Wielkanoc

Mam wrażenie, że za 50 lat nasze wnuki wcale nie będą wcale wiedzieć, co wydarzyło się w Wielkanoc. Tak jak przy Bożym Narodzeniu dzisiejsze dzieci czekają nie na Jezuska a na Mikołaja, tak w Wielkanoc będą szukać Zająca a nie Chrystusa Zmartwychwstałego. Praktyka komercyjna zasłoni prawdę o Wielkanocy. Moim zdaniem, ten proces zmian jest nieodwracalny. Wystarczy spojrzeć na to, jak święta wyglądały w czasie naszego dzieciństwa, a jak wyglądają teraz. Z rozrzewnieniem wspominamy, jak było wspaniale, mimo że w sensie materialnym nie było niczego. Teraz jest wszystko, ale w sensie duchowym nie ma prawie nic.

Z drugiej strony, nie powinnam tracić nadziei. W Wielkanoc celebrujemy przecież zwycięstwo życia nad śmiercią, dobra nad złem, miłości nad nienawiścią i... pozytywnego myślenia nad biadoleniem! I takich właśnie świąt wam życzę.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/20.03.2013 21:11
Najwazniejszy cel niestety się zatracił, pozostały tylko jajka, zające itp. czyli pogańska tradycja.