para, całowanie, miłość

W miłosnej gorączce

Czy miłość to choroba? Choć niektóre objawy mogłyby na to wskazywać, nie przejmuj się. Zakochaj się, i to na maksa. To baaaardzo zdrowe!
/ 05.06.2019 07:19
para, całowanie, miłość

Nawet największy twardziel nie potrafi się jej oprzeć. Miłość jest jak grom z jasnego nieba. Ci, którzy myślą, że przydarza się jedynie młodym, są w błędzie. Oszaleć z miłości można nawet... po osiemdziesiątce.

Euforia czy cierpienie?Śledząc dramatyczne losy Janeczki z serialu „M jak miłość” łatwo stwierdzić, że i jedno, i drugie. Z powodu miłosnych komplikacji babcia Oli nie tylko zaniedbała pracę, ale zaczęła pić.
Co sprawia, że miłość potrafi zaślepić, odebrać rozum, ba – nawet pchnąć w szpony nałogu? Naukowców zgłębiających sekrety ludzkiego mózgu od dawna nurtowało to pytanie. W ostatnich latach zyskali oni możliwość obserwowania wnętrza mózgu „na żywo” za pomocą nowego, funkcjonalnego rezonansu magnetycznego.

Zakochany mózg aż iskrzy
Supernowoczesne urządzenie pozwala nie tylko zajrzeć do mózgu, ale też śledzić na ekranie jego pracę. Co ujrzeli neurolodzy? U zakochanych ludzi ośrodki mózgu odpowiedzialne za odczuwanie emocji (np. jądro ogoniaste) przypominają iskrzące punkciki, jakby odbywał się w nich festyn fajerwerków. Naukowcy postanowili powtórzyć badania po 2 latach, gdy miłosna gorączka trochę już opadła. Okazało się, że aktywność tych ośrodków wyraźnie zmalała, pobudzeniu natomiast uległy te części mózgu, które odpowiadają za przywiązanie do ukochanej osoby. Wniosek? Ostra faza zakochania trwa zwykle krócej niż 2 lata.

Romantyzm serca czy coś więcej?
Święcie wierzymy, że gdy dopadnie nas strzała Amora, nasze serce przepełniają romantyczne uczucia. Przez 24 godziny na dobę myślimy o najdroższej osobie. Tymczasem, jak twierdzą eksperci, magiczna miłosna więź to nie tylko porywy serca. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana...


Mobilizacja od stóp do głów
W ciałach zakochanych w każdej sekundzie zachodzą setki reakcji chemicznych. Dzięki nim uzależniamy się od partnera, a ściślej – od euforycznego stanu, jaki w nas wywołuje. Dla organizmu jednak zakochanie to coś w rodzaju megastresu. Gigantyczne napięcie, określane jako gorączka miłosna, mobilizuje wiele narządów.
- Mózg zaczyna np. wytwarzać serotoninę i fenyloetyloaminę, która wywołuje stan zbliżony do narkotycznego transu. Emanujemy szczęściem, nie czujemy zmęczenia, głodu i senności. Szare komórki pracują na najwyższych obrotach, szybciej zapamiętujemy, ale uwaga! Możemy mieć problemy z koncentracją...
- Serce pompuje krew jak szalone, co pobudza krążenie zarówno w kończynach, jak i mózgu. Miłość może nawet spowodować nieznaczny wzrost ciśnienia krwi.
- Nadnercza zwiększają produkcję hormonów płciowych i adrenaliny. Czujesz się seksowna i pewna siebie. Twoja twarz promienieje, oczy nabierają blasku. Na głowach łysych mężczyzn mogą pojawić się włosy!
- Jajniki produkują więcej estrogenów – hormonów kobiecości.
- Jelita. Ich ruchy stają się szybsze. Gdy jesteś zakochana, możesz schudnąć parę kilogramów.
- Układ odpornościowy. O 30 proc. wzrasta liczba limfocytów, dlatego w miłosnej gorączce rzadziej dopada cię grypa czy zatrucie.

Miłość wpływa zatem korzystnie na ciało i psychikę. Czy jednak dotyczy to także nieszczęśliwej miłości?
Kardiolodzy z uniwersytetu Baltimore (USA) badali serca pechowców kochających bez wzajemności. Uczestników eksperymentu przez 4 lata poddawano badaniom (m.in. EKG, echo serca, analiza krwi). Co się okazało? Nieszczęśliwie zakochani mieli we krwi 20–30 razy więcej adrenaliny niż mają ludzie przywożeni do klinik kardiologicznych z zawałem. A właśnie nadmiar tej substancji, zwanej hormonem stresu, powoduje duże zakłócenia w pracy serca.

Włoscy endokrynolodzy badali 24 zakochane pary. Co się okazało? U kobiet poziom testosteronu (hormonu wojowników) wzrósł, u mężczyzn zaś... wyraźnie się zmniejszył.

Feromony – miłosne wabiki
To właśnie dzięki nim Casanova cieszył się megapowodzeniem u pań. Bezwonne lotne cząsteczki (odkryto je w latach 70. XX w.) wytwarzane przez każdego z nas, jak magnes przyciągają osobników płci przeciwnej (silnie działają na ich czułe receptory). Feromony ukochanego mężczyzny wpływają na nasze samopoczucie (działają antydepresyjnie). Podobno u kobiet najwięcej wytwarza się ich podczas owulacji. Zaprogramowała nas tak natura, by łatwiej nam było złowić
ukochanego w miłosne sieci.

Aleksandra Barcikowska

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/27.03.2007 22:02
Fuj co za stan nie do zniesienia ble
/22.02.2007 09:32
...
/20.02.2007 10:43
ali... zapewniam cie, ze nie jestes sama... swietnie cie rozumiem... :"(
POKAŻ KOMENTARZE (1)