Urojona zdrada

Ile z was z nutką niepewności sięgało po telefon partnera w celu przejrzenia „kartoteki” ewentualnych zdrad, a później posłusznie odkładało go na miejsce, kierując się argumentem zaufania? Nie wszystkie kobiety są jednak tak ufne, niektóre mają tendencję do poszukiwania „dziury w całym”. Mowa oczywiście o rzekomym tuzinie kochanek, z którymi z pewnością spotyka się ich partner. Kontrola sytuacji czy zwykła paranoja?
/ 31.05.2012 06:00

Ile z was z nutką niepewności sięgało po telefon partnera w celu przejrzenia „kartoteki” ewentualnych zdrad, a później posłusznie odkładało go na miejsce, kierując się argumentem zaufania? Nie wszystkie kobiety są jednak tak ufne, niektóre mają tendencję do poszukiwania „dziury w całym”. Mowa oczywiście o rzekomym tuzinie kochanek, z którymi z pewnością spotyka się ich partner. Kontrola sytuacji czy zwykła paranoja?

Jedna z moich znajomych, kiedy tylko w damskim towarzystwa pada temat męskiej zdrady, zawsze dyskusję kwituje hasłem: „Kontrola najwyższą formą zaufania”. I choć w jej przypadku ma to charakter wyłącznie humorystyczny, to istnieją kobiety, które tą zasadą kierują się w swoich związkach. Motorem napędowym ich działań jest zwykle podejrzenie zdrady. W większości przypadków urojonej, obywającej się wyłącznie w wyobraźni strażniczek wierności partnera.

To swoiste perpetuum moblie wyobraźni zwykle rozpoczyna się niewinnie. Ot, zasłyszana od znajomej znajomej historia okrutnej zdrady męża, wątek przeczytany na internetowym forum czy kolejne rewelacyjne doniesienia amerykańskich naukowców o niewiernej męskiej naturze. I ta myśl przypadkowo podsunięta przez los powoli kiełkuje w podświadomości, do czasu, kiedy po raz pierwszy, zupełnie bez podtekstów, strażniczka cnoty męża postanawia sprawdzić kieszenie jego spodni lub przejrzeć zasoby telefonu komórkowego. A tam z reguły znajdzie się coś, co przy rozbuchanej wyobraźni, podsyconej dodatkowo zachowanymi w pamięci dramatycznymi scenami z seriali, na pewno da się „podciągnąć” pod dowód zdrady.

Później jest już tylko gorzej. Przychodzi pora na przeglądanie laptopa, najlepiej domowego i służbowego, bo kto wie, gdzie on ukrył dowodu zbrodni przeciwko ich miłości. Zwykle w tym czasie wyostrzenia czujności i zmysłów, dochodzi obwąchiwanie partnera w celu wyczucia perfum potencjalnej kochanki oraz usilne poszukiwanie śladów szminki na jego koszulach. Plama po sosie do spaghetti też się nada. Do tego dochodzi podsłuchiwanie rozmów telefonicznych, przeglądanie korespondencji oraz nieustanne wydzwanianie do swojego partnera. Jeśli okazuje się, że talent śledczy rzekomej ofiary zdrady jest jednak nie wystarczający, by pozyskać dowód przestępstwa wymierzonego w związek, pozostaje już tylko wynajęcie detektywa. Najpierw jednego, potem kolejnego, jeśli ten pierwszy niczego nie znalazł...

Dlaczego to robią? By ukoić swój wewnętrzny niepokój, odciągnąć swoją uwagę od innych problemów czy mają podobne doświadczenia z poprzednich związków? Powodów chorobliwej zazdrości może być wiele. Podobnie jak pytań, do czego ona prowadzi. Sposób na wyjście z problemu jest tylko jeden - terapia, dla obojga partnerów. Komuś w końcu trzeba zaufać. Jeśli nie partnerowi, to chociaż psychoterapeucie.