Pierwsze spotkanie syna z ojcem

Jestem samotną matką pięciolatka. Decyzja o samodzielnym wychowywaniu syna wyszła ode mnie i nigdy jej nie żałowałam. Syn też jest raczej szczęśliwym dzieckiem. Syn „widział” ojca ostatni raz na chrzcinach, (które całe i tak przespał)... ale nigdy nie ukrywałam przed nim informacji o ojcu - wiedziałam, że prędzej czy później zacznie o niego pytać. Ostatnio ojciec zaproponował, byśmy przyjechali do niego na wakacje lub chociaż na długi weekend majowy. W sumie chciałabym, by się poznali, ale mam pewne obawy. Czy nie skrzywdzę dziecka bardziej, jak do niego pojedziemy (obecnie jest dla niego tylko słowem i zdjęciem, a wtedy nagle stanie się namacalnym, żywym człowiekiem) i co potem?

Pierwsze spotkanie syna z ojcem

 

Pierwsze spotkanie syna z ojcem

Jestem samotną matką pięciolatka. Decyzja o samodzielnym wychowywaniu syna wyszła ode mnie i nigdy jej nie żałowałam. Syn też jest raczej szczęśliwym dzieckiem. Z racji krótkiego wprowadzenia w temat - dziecko w metryce ma wpisane ojciec nieznany - czyli imię taty i moje nazwisko - ponieważ wyszłam z założenia, że jeśli będzie się interesował dzieckiem - zawsze może nadać ojcostwo. Niestety zainteresowania nie było... Syn „widział” ojca ostatni raz na chrzcinach, (które całe i tak przespał)... ale nigdy nie ukrywałam przed nim informacji o ojcu - wiedziałam, że prędzej czy później zacznie o niego pytać. Niestety w przedszkolu dzieci nie są zbyt delikatne (wiadomo), więc pytania zaczęły się wcześniej niż myślałam. Wtedy powiedziałam, że tata mieszka daleko i tam pracuje (jakby nie było - nie skłamałam - mieszka ok 1000 kilometrów od nas). Wie dużo o kraju, w którym jego tata mieszka - zawsze z wielkim zainteresowaniem ogląda wszelkie informacje na temat tamtych okolic. Zdjęcia z chrzcin zna już na pamięć... i zapragnął nowych - aktualnych... Tak więc ze względu na dziecko - odezwałam się do jego taty jakieś pół roku temu, prosząc o kilka fotek. Zaczęliśmy korespondować... Nic konkretnego, ale jednak. Ostatnio ojciec zaproponował, byśmy przyjechali do niego na wakacje lub chociaż na długi weekend majowy. W sumie chciałabym, by się poznali, ale mam pewne obawy. Czy nie skrzywdzę dziecka bardziej, jak do niego pojedziemy (obecnie jest dla niego tylko słowem i zdjęciem, a wtedy nagle stanie się namacalnym, żywym człowiekiem) i co potem? Ja wrócę do Polski, a ojciec i tak zostanie tam gdzie jest. I znów nie będzie go widywał i nie będzie miał taty przy sobie. Poza tym - denerwuje mnie to, że tu ja o wszystko zabiegam, a ojciec nic nie robiąc „dostaje syna na tacy”. Nigdy nic nie zrobił dla syna - NIC. Alimentów też nie musiał płacić, no bo w końcu nie jest formalnie tatą, więc w ogóle nie czuł się jakoś obciążony (ale mniejsza o moje uczucia i odczucia - chodzi mi o dobro dziecka). Co robić? Jechać, by się poznali czy poczekać jeszcze? Ale jeśli czekać, to jak długo? Nie chcę, by za kilka lat dziecko miało do mnie jakiś żal, że tak późno przedstawiam mu ojca.
Proszę o jakąś poradę.

 


 

 

Fot. foto.edipresse.

Katarzyna Dallemura - Grześ, psycholog:

Opisuje Pani w liście sytuację, która zaczyna sie zmieniać - mam na myśli sytuację dotyczącą relacji ojciec - syn. Można by powiedzieć - na szczęście dla wszystkich zaczyna się zmieniać, co nie oznacza, że to jest łatwe. Każdy z nas potrzebuje, by dobrze iść przez życie - dwóch nóg, jedną jest relacja z ojcem, drugą - relacja z matką. Obie są tak samo ważne, choć każda z nich jest różna i niesie ze sobą inne uczucia i zaspokaja inne potrzeby. Rozumiem, że Pani syn w pewnym sensie odzyskał drugą nogę. To znaczy, że może pewniej stać na ziemi i śmielej iść do przodu. Ta relacja z ojcem jest dla niego bardzo ważna, bo pozwala mu odnaleźć siebie. Oczywiście, że idealnie by było, gdyby to była relacja na co dzień, ale życie pisze różne scenariusze - dlatego tak ważne jest, by Pani zadbała o to, co jest możliwe w tej relacji. Jeśli możliwe jest, by syn bliżej i lepiej poznał ojca, to tylko mu to będzie służyć, nawet jeśli po takim spotkaniu na długi czas nastąpi rozstanie - to, co weźmie dla siebie z chwilowej bliskości z ojcem, może być dla niego bardzo ważne - teraz i w przyszłości. To po Pani stronie leży odpowiedzialność za to, by syn miał takie jak to jest możliwe relacje z ojcem. Oczywiście, że po stronie ojca również leży i chęć i odpowiedzialność, ale Pani zdanie ma tu kluczową rolę. Ponieważ to Pani decyduje o synu, to Pani zgoda bądź nie, umożliwi synowi bliskość z ojcem lub ją zamknie. Wiem, że to nie jest łatwe, budzi dużo złości, żalu, przypomina niespełnione nadzieje. Ale proszę mi wierzyć, łatwiej będzie Pani wychowywać syna, a on będzie teraz i w przyszłości szczęśliwszym człowiekiem, jak będzie mógł oprzeć się na dwóch, a nie jednej nodze.

 

Stawianie granic dziecku

Katarzyna Dallemura - Grześ, psycholog Pracowni Integra w Białymstoku psychoterapeuta, prowadzi terapię indywidualną dorosłych, par oraz rodzinną od 2002 roku; prowadziła terapię w Młodzieżowym Ośrodku Konsultacji i Terapii ( Białystok), w NP ZOZ Psychiatrycznym dla Dzieci i Młodzieży Anima ( Białystok). Od dziesięciu lat pracuje jako socjoterapeuta, prowadząc grupy terapeutyczne, grupy wsparcia, grupy psychoedukacyjne, warsztaty dla dzieci, młodzieży i dorosłych w świetlicach socjoterapeutycznych, klubach abstynentów, szkołach. Współpracowała z Nauczycielskim Kolegium Rewalidacji i Resocjalizacji ( Białystok) oraz z Uniwersytetem w Białymstoku w zakresie prowadzenia warsztatów umiejętności interpersonalnych i kształcenia socjoterapeutów.


SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)