Natrętna teściowa

Jestem w związku małżeńskim od 11 lat i dokładnie tyle samo "męczę się" z teściową, która prawie zrujnowała nasz związek. Mąż jest jedynakiem i z początku nie przejmowałam się jej nadopiekuńczością w stosunku do syna, którego urodziła mając 40 lat. Łudziłam się nadzieją, że z czasem odpuści. Sytuacja jednak stawała się coraz gorsza, niezapowiedziane wizyty, codzienne wydzwanianie z pytaniem, czy ugotowałam już obiad dla jej syna, mówienie mi jaką powinnam być żoną, a jaką nie jestem itd...
/ 03.01.2012 08:33

Natrętna teściowa

Jestem w związku małżeńskim od 11 lat i dokładnie tyle samo "męczę się" z teściową, która prawie zrujnowała nasz związek. Mąż jest jedynakiem i z początku nie przejmowałam się jej nadopiekuńczością w stosunku do syna, którego urodziła mając 40 lat. Łudziłam się nadzieją, że z czasem odpuści. Sytuacja jednak stawała się coraz gorsza, niezapowiedziane wizyty, codzienne wydzwanianie z pytaniem, czy ugotowałam już obiad dla jej syna, mówienie mi jaką powinnam być żoną, a jaką nie jestem itd. Doszło do tego, że pod moją nieobecność (zostawiłam jej klucze i poprosiłam o przyjęcie osoby ubezpieczającej nasze mieszkanie) przemeblowała mieszkanie - założyła firanki, w szafkach poprzekładała garnki, lodówki też nie oszczędziła... Byłam dosłownie wściekła! Rozmowa z nią nic nie dała, jakby była głucha na moje sugestie i prośby! Kiedy zaszłam w ciążę, ciągle powtarzała że musi być chłopiec, bo dziewczynki nie będzie kochała. A gdy na świecie pojawiła się moja córcia, to dopiero po kilku miesiącach powiedziała, że "zaczyna ją kochać". Podczas karmienia piersią natrętnie patrzyła i ciągle komentowała, że mam zły pokarm, że dziecko sie nie najada itd. Miałam już tego naprawdę dosyć! Nawet w parku na spacerze nie miałam spokoju, bo i tam się przywlekła! Trzymałam wtedy dziecko na rękach. Chciała mi je wyrywać, a kiedy się sprzeciwiłam nazwała mnie prostytutką przy tych wszystkich ludziach. Mąż też był przy mnie, ale jedyną jego reakcją była tylko próba uciszenia jej i tekst: "Idziemy do domu" (trochę go tłumaczę, bo jest między młotem a kowadłem). Po czasie wybaczyłam jej, ale na krótko, bo w ubiegłe święta zostałam obrażona już nie tylko przez nią, ale również przez teścia. Czy ze względu na dziecko (ich wnuczkę) powinnam umożliwić im kontakt i udawać, że nie słyszę złośliwości i obelg pod moim adresem, a może całkiem odciąć się od nich i mieć wreszcie święty spokój? Każde spotkanie kończy się awanturą. Jestem osobą wykształconą i kulturalną, ale przy teściach "puszczają mi nerwy", co oczywiście przenosi się na jakość życia rodzinnego. Proszę o podpowiedź, jak poradzić sobie z taką sytuacją. Z góry dziękuję za odpowiedzi! Pozdrawiam!

Jola

Barbara Żukowska, psycholog: Witam! Sytuacja, którą Pani opisuje nie napawa optymizmem i wydaje się bardzo trudna dla Pani. Nie sposób rozstrzygnąć, skąd biorą się te zachowania i dlaczego tak właśnie układają Państwa relacje. Wydaje się, że niesłychanie trudno byłoby zmienić Państwa kontakty, pytanie jakie warunki należałoby spełnić, aby to w ogóle mogło być możliwe? Jeśli rzeczywiście wyczerpały się już wszelkie możliwości rozmów i wyjaśnień, najprostszym rozwiązaniem będzie ograniczenie Pani kontaktów z teściową, skoro jak Pani pisze, jest to tak uciążliwe i raniące. Myślę tu przede wszystkim o Pani, bo trudno tego oczekiwać od męża czy córki, aby nie widzieli się z matką i babcią.

Proszę porozmawiać z mężem na ten temat, a wcześniej rozważyć, jak Pani to sobie wyobraża. Czy oznacza to, że nie będzie Pani odwiedzać teściów, a oni nie będą mieli możliwości pojawiać się w Pani domu? Wszelkie tak radykalne ustalenia trzeba przedyskutować wspólnie, bo będzie to dotyczyć waszego związku, dziecka i domu. Potrzebne jest Pani zrozumienie i wsparcie męża, bez tego trudno będzie nie narażać się na inne przykrości. Ma Pani prawo do tego typu rozstrzygnięć, bo każdy ma prawo chronić swoją godność i prywatność. Podejmując decyzję o ślubie, wchodzi się do rodziny współmałżonka. Może to być bardzo trudne, bo w pewnym sensie, są to obcy ludzie, których się nie wybiera i z którymi nie zawsze jest możliwe ułożenie dobrych kontaktów. Być może ta sytuacja się unormuje, ale potrzeba na to kilku lat - nic nie jest w życiu zamknięte, raz na zawsze.

 

Barbara Żukowska, kierownik zespołu Pracowni Integra w Białymstoku - psycholog, pracuje jako psychoterapeuta od 1992 r., prowadzi terapię indywidualną dorosłych. Pracowała jako terapeuta w Świetlicy Terapeutycznej (obecnie Specjalistyczna Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna dla Dzieci i Młodzieży z Zaburzeniami Emocjonalnymi), Ośrodku Pomocy i Edukacji Psychologicznej Intra, w NP ZOZ Psychiatrycznym dla Dzieci i Młodzieży Anima (Białystok). Od 1997 roku prowadzi własny gabinet psychoterapii. Przez osiem lat pracowała jako biegły sądowy w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym Sądu Okręgowego (Białystok). Współpracowała z Nauczycielskim Kolegium Rewalidacji i Resocjalizacji (Białystok) w zakresie prowadzenie warsztatów umiejętności interpersonalnych, ćwiczeń i wykładów z psychoterapii. Udziela wsparcia psychoterapeutycznego członkom Białostockiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera.