POLECAMY

Jaki zasięg ma sława cewebrytów?

Sława cewebrytów nie ma szerokiego zasięgu. Osoby takie są zazwyczaj sławne w bardzo wąskim gronie odbiorców i to przez krótki czas. Cewebryci rzadko również są rozpoznawalni poza wirtualnym światem. Czy jednak o to im właśnie chodzi?
Jaki zasięg ma sława cewebrytów?

Co łączy cewebrytów?

Jest jedna rzecz, która łączy praktycznie ich wszystkich. Każdy cewebryta, nawet najpopularniejszy, ma w siebie wpisany pewien nieodłączny pierwiastek subkulturowości. „Internetowi celebryci są z natury subkulturowi” – mówi Marwick, przywołując następnie esej Momusa.

Pisał on przecież, że dziś, wchodząc do sklepu muzycznego, widzi tam „nieskończoną ilość światów na różnych etapach ich ewolucji”. I każdy z nich, jak rozwija badaczka, posiada własny „system statusu, własne supergwiazdy, własną progresję”. Te światy to kultury. A więc próba zbadania dowolnego z nich jest jak

[...] otwarcie drzwi, które odsłaniają za sobą w pełni wyartykułowaną, w pełni rozwiniętą strukturę społeczną, wraz z wewnętrznymi żartami, słownictwem, kanonem, celebrytami i fandomem.

Zobacz także: Społeczności internetowe mogą mieć zgubny wpływ na dziecko

Czy cewebryci są rozpoznawalni poza wirtualnym światem?

Skutkiem takiego stanu rzeczy jest właśnie to, że choć może istnieć pewna pula postaci sławnych dla nas wszystkich, każdy z nas może także posiadać własnych „internetowych celebrytów”, którzy „coś znaczą dla nich, ale nic dla mnie albo osoby siedzącej obok ciebie”. Anne Hammock z cnn.com tak opisuje cewebrytów: „Jeżeli nigdy nie słyszałeś o żadnej z tych osób, nie przejmuj się. Co najmniej kilku użytkowników Internetu słyszało, i to wystarczy”. Jeszcze inaczej ujmuje to Ben Huh, jeden z panelistów konferencji ROFLCon: „Jesteśmy sławni w sieci. Nigdy nas nie rozpoznasz”.

Nawet największe sieciowe megahity ugruntowane są w tej subkulturowości. Nic innego nie ilustruje tego chyba lepiej niż pewna historia z życia Jaya „Tron Guya” Maynarda, którą opowiedział on na ROFLConie. „Jimmy Kimmel [showman, w którego programie wystąpił] to świetny gość, mam o nim bardzo wysokie mniemanie, dużo dla mnie zrobił” – mówił.

Mimo to w pewnym momencie programu Kimmel (jest on też komikiem) zapytał Maynarda: „A więc... czy miałeś już kobietę?”. Widownia wybuchła śmiechem. Nie uczynił natomiast tego nikt ze słuchaczy na ROFLConie (dopóki Maynard sam na to nie zwrócił uwagi!). Chociaż Tron Guy był sławny dla wszystkich, tylko dla części internautów stanowił on propozycję całkowicie poważną, ciekawą, a nie jedynie taką, która idealnie nadaje się do wyśmiania.

I mimo że o istnieniu jego osoby wiedział każdy, to prowadzony przez niego blog komentuje jedynie garstka czytelników. Otóż bycie megapopularnym w sieci nie wyklucza subkulturowości. Właśnie z powodu takiej natury Internetu wszystko, co odbiega od zunifikowanych norm, do jakich przywykliśmy, w sieci jest... normą!

Rzeczywistym problemem, z którym stajemy twarzą w twarz w Sieci nie jest rozumienie anomalii, ale stawienie czoła temu, jak głęboko dziwaczna jest [tam] zwyczajność – ilustruje to Weinberger.

Zobacz także: Jak kształtować poczucie własnej wartości?

Piętnastoosobowa widownia…

„W przyszłości każdy będzie sławny dla 15 osób” – niczym bumerang wraca tym samym sentencja Momusa. Jest ona czymś zdecydowanie dużo potężniejszym niż tylko zabawną grą słów Warhola i, podobnie jak sentencja tego drugiego, najwięcej mówi w słowach, których nie wypowiada.

Danah Boyd, amerykańska badaczka mediów społecznościowych, zastanawiając się nad znaczeniem „sławy dla 15 osób”, pyta m.in. tak: „[...] czy nie potrzeba zarówno czasu, jak i widowni, żeby być sławnym?”. Zwraca tym samym uwagę na to, jak bardzo te dwa składniki stały się pewnego rodzaju filarami celebryckiej sławy. W sieci jednak każdy z nich ulega gruntownemu przedefiniowaniu.

15 minut sławy

 „W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut”. Warto się zatrzymać przy tej mantrze świata broadcastu i zastanowić, co faktycznie ma ona wspólnego z „czasem” i „widownią”. Jeśli chodzi o czas, jest to bardziej oczywiste – mogliśmy być sławni przez określoną liczbę momentów, a zatem sława była pewną wartością binarną, zero-jedynkową, czyli albo się ją miało, albo się jej nie miało wcale.

A jeśli się ją miało, to pozostawała jedynie kwestia długości tego czasu posiadania. Z „widownią” sprawa jest o wiele bardziej ciekawa (w końcu mantra nie wspomina o niej ani słowem). To dlatego że było to tak oczywiste, iż nikt nawet nie pomyślałby inaczej – dopowiedzenie byłoby tu zbędne. Ale gdyby, dla porządku, rozwinąć tę sentencję, brzmiałaby ona następująco:

„W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut dla wszystkich” albo jeszcze inaczej i chyba o wiele trafniej: „[...] dla mas”. Geniusz sentencji Momusa polega na tym, że perfekcyjnie podkreśla ona to, co stanowi esencję sieciowej sławy i co rozróżnia ją od sławy znanej nam z czasów monopolu mediów nadawczych.

Fragment pochodzi z książki „CeWEBryci – sława w sieci” Michała Janczewskiego (wydawnictwo Impuls, 2011). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)