POLECAMY

Dlaczego podziwiamy sławnych ludzi?

Podziwianie sławnych ludzi nie jest obce żadnemu z nas. Jednak skąd to się bierze? Za co ich podziwiamy? Czy tylko za to, że są sławni i bogaci? Z najnowszych badań wynika, że fascynacja silniejszymi jest w nas głęboko zakorzeniona od tysięcy lat.
Dlaczego podziwiamy sławnych ludzi? fot. BANG Showbiz London

Na co patrzy małpa?

Małpy rezus to jedne z bardziej zasłużonych zwierząt dla rozwoju współczesnej nauki. W latach 50. i 60. NASA wysyłała te ważące niewiele ponad pięć kilogramów zwierzęta w kosmos, zanim polecieli tam ludzie. W 2001 roku Tetra, przedstawicielka gatunku, została pierwszym sklonowanym naczelnym w historii. Michael L. Platt z Uniwersytetu Duke’a w Północnej Karolinie w opublikowanym w 2005 roku badaniu pośrednio wpisał te niezwykłe stworzenia również w kanon badań nad sławą.

Eksperyment nie był skomplikowany: rezus został usadzony na krześle ustawionym naprzeciwko monitora komputera. Ekran podzielono na dwie części: jedną stanowiło szare pole, na drugiej pojawiały się zdjęcia innych małp z grupy, do której należał badany osobnik. Niewielkie urządzenia umieszczone tuż nad oczami zwierzaka były dla badacza źródłem informacji o tym, na które z pól zerka jego podopieczny. Gdy było to pole szare, przez specjalną słomkę podawano mu określoną porcję soczku Juicy Juice, w tym przypadku zawsze taką samą. Jednak gdy małpa patrzyła na pole ze zdjęciem, „zapłata” była zmienna, zależnie od fotografii. Były to cztery obrazy: frontalne ujęcie dominującego w grupie samca, podobne przedstawiające samca podporządkowanego, frontalne ujęcie samicy, w końcu zbliżenie zadu samicy.

Rezultat badania Platta był dość zaskakujący: rezusom trzeba było zapłacić (dodatkową porcją soczku), żeby patrzyły na zdjęcia „zwykłych” samców i samic. Jednak były one chętne do rezygnowania nawet z podstawowej dawki Juicy Juice, jeśli w zamian za to mogły oglądać fotografię dominującego samca lub zadu samicy. Efekt taki można wyjaśnić w bardzo prosty sposób: zwierzęta przyglądają się zadom samic, aby ocenić, która z nich byłaby najlepszą partnerką, dominującym samcom – żeby mieć ich „na oku” (przez co unikać kłopotów) i być przygotowanym na to, żeby, w razie gdy samiec ten np. zaśnie, spróbować zająć się jedną z jego towarzyszek. Innymi słowy: oglądanie „potężnych i seksownych” jest dla nich dość opłacalne, gdyż zwyczajnie zwiększa szansę na przeżycie i reprodukcję.

Ludzie niczym małpy?

Jak zauważa Jake Halpern, autor książki o trudnym do przetłumaczenia tytule Fame Junkies („Ćpuny sławy”?, „Sławoholicy”?), podobnie sprawa może się mieć z ludźmi. Halpern, przywołując opisany powyżej eksperyment, twierdzi, że pragnienie śledzenia ulubionych gwiazd w telewizji albo czytania o nich artykułów i oglądania zdjęć w prasie czy Internecie może być bardzo silnie zakorzenione w naszych biologicznych instynktach. Jako dość interesującą analogię przytacza przykład „z lodami” Douglasa Kenricka, psychologa ewolucyjnego z Uniwersytetu Stanu Arizona.

Kwestia ewolucji

Otóż, według tego naukowca, gdy konsumujemy kubełek lodów, bardzo nam one smakują. Nie zastanawiamy się jednak, dlaczego sprawiają one naszym kubkom smakowym tak wielką przyjemność. Wyjaśnienie nie należy do skomplikowanych: przez większość czasu trwania ewolucji nasza rasa głodowała. Organizm ludzki wytworzył więc pewien zautomatyzowany mechanizm nagradzania nas przyjemnym uczuciem (mobilizującym do powtarzania danego zachowania), gdy dostarczamy mu jakże potrzebne do przeżycia cukry i tłuszcze. Podobnie wygląda sprawa z celebrytami – oglądanie ich sprawia nam przyjemność, a to za sprawą wykształconego w trakcie ewolucji mechanizmu nagradzającego nas za obserwowanie „potężnych i seksownych” jednostek.

„Gdy Angelina Jolie przyjeżdża na ceremonię rozdania Oskarów – pisze Halpern – cieszy się wszystkimi przywilejami „potęgi” – długą limuzyną, ochroną, odgrodzonym wejściem, monarszym czerwonym dywanem – ale także ubrana jest w wydekoltowaną suknię wieczorową i emanuje seksem”.

Widzowie doświadczają w tym momencie czegoś podobnego jak badane rezusy, tylko ze zdwojoną siłą: oglądamy dominującego osobnika i „zad samicy” równocześnie. Nic więc dziwnego, że w 2005 roku aż 27,7 miliona Amerykanów poświęciło pół godziny na obejrzenie programu poprzedzającego rozdanie statuetek, pokazującego wysiadające ze swoich samochodów gwiazdy (rok później program ten trwał już godzinę).

Dlaczego podziwiamy sławnych?

W przypadku kobiet zamiast o Angelinie Jolie możemy mówić o Bradzie Picie, ale niekoniecznie. Według Nancy Etcoff, autorki książki Przetrwają najpiękniejsi, kobiety uważnie przypatrują się też innym przedstawicielkom swojej płci. Ma być to rezultat pewnego uznania estetycznego, rozglądania się za potencjalnymi wskazówkami, czy po prostu chęcią monitorowania rywalki.

Zobacz taże: Jak zrozumieć intencje kobiety?

Gdy patrzymy na kogoś sławnego, mózg wysyła nam sygnał: „Oto osoba, której musisz się przyglądać, aby przeżyć i się reprodukować” – podsumowuje Michael L. Platt. Bez wątpienia przeżyjemy bez tego, tak samo jak przeżyjemy bez jedzenia lodów – ale jedno i drugie wciąż sprawia nam przyjemność. Wyjaśnienie to nie jest oczywiście jedynym odnoszącym się do przyczyn naszej fascynacji sławnymi osobami.

Obserwujemy i naśladujemy

Kolejnym, też zaprezentowanym przez Jake’a Halperna w jego książce, jest „teoria prestiżu”, proponowana przez dwóch amerykańskich antropologów: Francisca Gila-White’a i Josepha Henricha. Opiera się ona na założeniu, że ludzie – w przeciwieństwie do innych naczelnych, takich jak chociażby szympansy czy orangutany – posiadają unikatową zdolność obserwowania i naśladowania skomplikowanych, szczegółowych zachowań.

Zobacz także: Jak tworzyć dobre relacje z innymi?

Od cenionych do uczniów, czyli życie w hierarchii

W konsekwencji podczas rozwoju społeczeństw nasi przodkowie wykształcili pewne „hierarchie prestiżu”. Najbardziej uzdolnieni, a co za tym idzie, cenieni, np. łowcy (jak u Hadza), znajdowali się na samej górze takiej hierarchii, jednocześnie gromadząc wokół siebie grupy uczniów próbujących ich naśladować. Uczniowie ci przyswajali przez to określone umiejętności, np. pozyskiwania zwierzyny, aby być w stanie samodzielnie się wyżywić i zwiększyć własne szanse na przeżycie. Wszystko to spowodowało powstanie mechanizmu, jak go określa Halpern, „grawitowania w stronę liderów”. W rezultacie, gdy widzimy osobę, na której skoncentrowana jest uwaga innych ludzi, automatycznie identyfikujemy ją jako tę posiadającą jakieś cenne umiejętności i jesteśmy gotowi za nią podążać.

Dlaczego fascynujemy się celebrytami?

Kiedy oglądamy lub czytamy o celebrytach, jednostkach znajdujących się na ustach wszystkich, „niewidzialna ręka ewolucji” powoduje, że nasz organizm odbiera ich jako utalentowanych liderów, najzdolniejszych łowców. Stąd nasza fascynacja – chcemy się jak najwięcej o nich dowiedzieć, szczególnie jacy są „naprawdę”, i zostać ich uczniami. „Jesteśmy prawdziwymi przegranymi w tym scenariuszu” – pisze Halpern.

Podświadomie próbujemy wkraść się w ich łaski – kupując biżuterię od Paris Hilton czy perfumy Nicole Kidman – bez dostawania niczego w zamian. W istocie wciąż gonimy za wielkimi łowcami; ale, oczywiście, większość z nich nie jest zainteresowana uczeniem nas. Co gorsza, wielu zwykle i tak nie ma nic wartościowego do przekazania.

Jeszcze inne wyjaśnienie, również o ewolucyjnych korzeniach, oferuje „teoria przynależenia” Roy’a F. Baumeistera i Marka R. Leary’ego. Głosi ona, że w czasach starożytności ludzie, którzy formowali grupy, zwiększali, znowu, swoje szanse na przeżycie i reprodukcję. Działo się tak z wielu powodów: w grupie łatwiej jest polować, bronić się czy dzielić pracą. Wreszcie łatwiej jest znaleźć partnera. Rezultat jest podobny jak w poprzednich przypadkach, czyli powstanie pewnego wewnętrznego mechanizmu nagradzającego nas dobrym nastrojem, gdy przebywamy z innymi, a karcącego, np. poczuciem stresu, gdy jesteśmy odizolowani.

Fragment pochodzi z książki „CeWEBryci sława w sieci” Michała Janczewskiego (wydawnictwo Impuls, 2011). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)