POLECAMY

Czy perfekcja jest pożądana w internecie?

Internet jest miejscem, do którego perfekcja w żaden sposób nie pasuje. Jest ona nawet dla niektórych rażąca. Często wypowiedzi w internecie, które nie zawierają żadnego błędu, są dla odbiorców podejrzane, gdyż nie widać w nich śladów ludzkiej ręki. Siłą cewebrytów jest przede wszystkim to, że w przeciwieństwie do idealnych celebrytów również czasami popełniają błędy.
Czy perfekcja jest pożądana w internecie?

Vera Littre jako camgirl po amputacji

[Camgirl] zawsze będzie negocjować, co ona oznacza – i jako osoba, i jako produkt – z tymi, którzy postrzegają siebie jako jej klienci, przyjaciele, krytycy czy sąsiedzi w Sieci. – pisze Senat.

Dla niej historią, która ilustruje takie funkcjonowanie sławy w Internecie, jest historia camgirl używającej pseudonimu Vera Little. To kanadyjska studenta sztuki, która swoją przygodę z kamerą zaczęła, gdy po amputacji nogi i palca (w wyniku komplikacji po implancie piersi) próbowała nauczyć się radzenia sobie z postrzeganiem tego, jak wyglądało wówczas jej ciało. Po roku prowadzenia swojego show spostrzegła, że jej widownia składała się z dwóch obozów.

Pierwszy i większy to ten zbudowany z widzów, których opisała hasłem: „patrzcie, jaka niesamowita strona!”. Byli to często artyści, dla których amputacja była „ekstremalnym przykładem modyfikacji ciała w stylu tatuaży, blizn i kolczyków”. Jak podsumowuje ich Senft, Vera Little stanowiła dla nich brand, z którym w pewnej mierze się identyfikowali. Drugim, mniejszym obozem była grupa złożona ze „starszych, najczęściej żonatych [...] wielbicieli chorych po amputacji” – inaczej mówiąc: seksualnych fetyszystów.

Zobacz także: Na czym polega fetyszyzm?

„Odtowarowienie” Very Little

Choć nie sprawiało jej to początkowo żadnych problemów, Vera musiała „negocjować” swoją tożsamość między tą skierowaną do grupy „konsumującej ją jako obrandowany obiekt” i tą dla osób traktujących ją też jako obiekt, ale seksualny. Po pewnym czasie jednak zaczęła być tym zmęczona – „czuć się wypalona graniem do kamer”, jak zdradziła badaczce.

W tym samym czasie poza siecią Vera zajmowała się także rzeźbiarstwem i animacją, ale nie dzieliła się tym ze światem, uznając, że nie zainteresuje to żadnej z jej dwóch widowni. W pewnym momencie stworzyła jednak nowe miejsce – stronę Homunculus – „portfolio moich prac i procesu ich tworzenia”. I choć Homunculus stał się mniej dochodowy niż stare serwisy, a także jego „moc brandingowa”, jak to określa Senft, jest słabsza, dla Very „osobista integralność”, którą udało jej się dzięki temu uzyskać, warta była poniesionej „ceny”.

Jakie cele stawiane są przed celebrytą?

Celebryta nie ma być przecież zorientowany na konwersację – ma on po prostu sprzedawać. Ale, jak słusznie zauważa Weinberger, ludzie przecież z natury są niedoskonali. To właśnie niedoskonałość różnić nas miała od Boga. Imperfekcja niegdyś była zatem czymś... ludzkim. Dziś jednak zdołaliśmy „okraść” perfekcję z tej jej dawnej mocy, z tego nieosiągalnego statusu. Teraz to my sami chcemy być perfekcyjni i wierzymy, że rzeczywiście kiedyś się tacy staniemy.

O ile kiedyś nasza imperfekcja definiowała to, kim byliśmy jako stworzenia, dziś warta jest tyle, ile wzruszenie ramionami, a po nim podnoszący na duchu komentarz utrzymujący nasze nader ważne poczucie własnej wartości – jak to trafnie wytyka badacz.

Czy perfekcja jest pożądana w internecie?

Internet jest miejscem, w którym perfekcja wydaje się czymś niepasującym albo, jak mówi Weinberger, wręcz „strasznym”. Tim Berners-Lee, współtwórca Internetu, a właściwie WWW, miał wypowiedzieć kiedyś słowa: „sieć zawsze będzie troszeczkę zepsuta”. I faktycznie.

Linki nie działają – wymienia Weinberger. – W wiadomościach e-mail są literówki. Fora dyskusyjne poświęcone medycznym sprawom życia i śmierci zawierają twierdzenia tak fałszywe, że byłyby śmieszne, gdyby nie były tak niebezpieczne. Strona, która ładowała się godzinę temu w sekundę, teraz zabiera pięć minut. Link, który myślałeś, że zabierze cię do zdjęć zagrożonych gatunków, zamiast tego zatapia cię w stronę porno, która rozwija nowe okna niczym trujący bluszcz.

Zobacz także: Czy perfekcjonizm trzeba leczyć?

Dlaczego perfekcja obca jest internetowi?

Weinberger jest przekonany, że zaniechanie zaprzęgania perfekcji do sieci było świadomą decyzją, która została podjęta przy planowaniu podstaw działania Internetu. „Projektanci zważyli z jednej strony perfekcję, z drugiej rozwój oraz kreatywność, i perfekcja przegrała. Sieć jest zepsuta celowo”. Tylko taka, „niezarządzana i niekontrolowana” może się rozwijać i płodzić innowacje, kosztem oczywiście powstającego przy tym ogromnego śmietnika.

„Imperfekcja jest w Sieci naszym szyboletem” – pisze Weinberger. Stanowi znak, który daje nam poznać, że rozmawiamy tam z prawdziwymi ludźmi. Co więcej, sieć wręcz „celebruje” tę naszą niedoskonałość: pozwala nam eksperymentować, bawić się, odnosić porażki, a potem po prostu wstawać na nogi i iść dalej.

I „nie zmierza w stronę porozumienia. Nigdy”. Tak samo jak nigdy nie będzie doskonała – „kompletna, finalna, totalna, prawdziwa bez wyjątku, dobra bez wahania”. Odzwierciedla bowiem naszą naturę, co stanowi długo wyczekiwaną ulgę od dokuczliwego „ultraperfekcjonizmu”, z jakim spotykaliśmy się dotychczas wszędzie, gdzie tylko byśmy nie spojrzeli.

Cewebryci i imperfekcja

Perfekcja z „oznaki braku dbałości” przemieniła się we wroga wiarygodności. Camgirl Jennifer Ringley w jednym z wywiadów wyznała, że tworząc JenniCam, chciała [...] pokazać ludziom, że to, co oglądamy w TV – ludzi z idealnymi włosami, idealnymi przyjaciółmi, idealnymi życiami – to nie rzeczywistość. Ja jestem rzeczywistością.

W rezultacie, kiedy czytamy blog albo wideoblog i widzimy, że wszystko jest tam doskonałe, bez błędów, literówek – brakuje śladów ludzkiej ręki – zaczyna budzić się w nas podejrzenie, że coś nie gra, że to nieautentyczne.Ale pojawia się pytanie: czy, z drugiej strony, ten odcisk ludzkiego palca daje gwarancję autentyczności?

Jak mówi Alice Marwick: Do pewnego stopnia zakładamy, że mikrocelebryci są tym, kim utrzymują, że są. Często angażują się w obfite relacje ze swoimi widowniami, odkrywają intymne szczegóły swoich myśli, snów, konsumpcji jedzenia i życia seksualnego, i prezentują persony, które są dużo słabiej kontrolowane niż wysoce regulowani, wysoce zorientowani na konsumencką markę celebryci filmu i telewizji. Jedną z zalet internetowych celebrytów może być [zatem] to, że są bardziej „autentyczni” niż zmanufakturowani celebryci tabloidów i MTV.

Fragment pochodzi z książki „CeWEBryci – sława w sieci” Michała Janczewskiego (wydawnictwo Impuls, 2011). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)