POLECAMY

Czas celebrytów w przemyśle filmowym

Celebryta to osoba znana z tego, że jest znana. Poprzez środki komunikacji celebryta stawał się znany z dnia na dzień. Celebryci byli także tworzeni w Europie. Rynek na celebrytów rósł, a rozwój telewizjo kablowej powodował wzrost zapotrzebowania na ludzi wypełniających czas antenowy.
Czas celebrytów w przemyśle filmowym

Definicja celebryty

Celebryta, czyli nowa eminencja naszych czasów. Samo słowo, pochodzące od łacińskich celebritas i celeber, po raz pierwszy zostało użyte prawdopodobnie w latach 50. XIX wieku, gdy Ralph Waldo Emerson pisał w English Traits o „celebrytach bogactwa i mody”. Definicja celebryty, tautologia stworzona przez Boorstina, stała się mantrą powtarzaną do dziś: „celebryta to osoba znana z tego, że jest dobrze znana”. To nikt inny, tylko my sami odbici w lustrze powiększającym. Naśladując celebrytę, ubierając się jak on, mówiąc jak on, wyglądając jak on, myśląc jak on – wymienia – łudzimy się, że mamy wciąż do czynienia z kimś dotkniętym boskością, kimś, kogo dawno utraciliśmy. W rzeczywistości widzimy i naśladujemy samych siebie.

Zobacz też: Czy postrzegasz świat w ludzki sposób?

Pierwszy celebryta

Jako przykład jednego z pierwszych celebrytów Boorstin podaje postać Charlesa A. Lindbergha, amerykańskiego 25-latka, który, jak wielu młodych mężczyzn w jego czasach, marzył o lataniu. 25 maja 1927 roku Lindbergh wykazał się niebywałymi zdolnościami i odwagą: odbył w pojedynkę pierwszy w historii lot jednopłatowcem między Ameryką Północną a Europą. The Spirit of St. Louis wzniósł się w przestworza w Roosevelt Field w Nowym Jorku i wylądował w Le Bourget Air Field w Paryżu. Był to, jak zapewnia Boorstin, iście heroiczny wyczyn – Lind- bergh był bohaterem. Prasa szybko podchwyciła temat. Dzień po szczęśliwym lądowaniu młodego pilota gazety zadrukowały aż 25 tysięcy ton papieru więcej niż zwykle, a sprzedaż niektórych tytułów wzrosła nawet pięciokrotnie. Ale tak naprawdę nie było o czym pisać. Lot nie okazał się ani wyjątkowo trudny, ani skomplikowany – sam w sobie nie był zbyt gorącym materiałem na pierwsze strony gazet (ani drugie, trzecie czy szesnaste – tyle poświęcono mu tylko w jednym wydaniu „The New York Times”!). Pisano raczej o samym fakcie, jak to niedawno jeszcze nikomu nieznany Charles z dnia na dzień stał się sławny.

Największym newsem o Lindberghu – komentuje Boorstin – było to, że był on największym newsem. [...] Jego renoma jako bohatera była niczym w porównaniu z renomą jako celebryty.

W najbliższej przyszłości atmosfera medialna wokół Lindbergha zawrzała jeszcze dwukrotnie – pierwszy raz podczas jego ślubu, a drugi – gdy porwano jego dziecko. Ale później słuch o nim zaginął. W 1957 roku, w 30. rocznicę jego bohaterskiego lotu, nakręcony został film o tych wydarzeniach – The Spirit of St. Louis. Nie odniósł jednak sukcesu. „New Yorker” opublikował z tej okazji okolicznościowy komiks – syn pyta ojca tuż po wyjściu z kina: „Jeśli wszyscy myśleli, że to, czego dokonał, było tak wspaniałe, czemu nigdy nie stał się sławny?”. „Celebryta został odcelebrowany” – kończy Boorstin.

Zobacz też: Długi lot - jak pomóc organizmowi w samolocie?

Europejscy celebryci

Celebryta nie był oczywiście tworem zarezerwowanym tylko dla Stanów Zjednoczonych. Co prawda w pierwszej połowie wieku w sparaliżowanej działaniami wojennymi Europie dominowała wciąż sława związana z postaciami przywódców militarnych, polityków, artystów czy naukowców, jednak w latach 50. celebryta dotarł również tutaj. David Giles jako sztandarowy przykład z tego okresu przytacza historię Dereka Bentleya, 19-latka z Londynu, który został oskarżony, a potem – w 1953 roku – powieszony za współudział w zastrzeleniu policjanta podczas niezbyt fortunnego włamania, w którym uczestniczył. Śmiertelny strzał oddał co prawda wspólnik Bentleya, jednak był on zbyt młody, by skazać go na karę śmierci. Cała sprawa nabrała podobnego rozgłosu jak ta Lindbergha, przy okazji czyniąc sławnymi wiele zaangażowanych w nią osób, z katem, który powiesił skazańca – Albertem Pierrepointem na czele.

Nowi celebry ci wypełniający czas antenowy

Rynek zbytu na celebrytów sukcesywnie rósł. „Przeczesujemy każdą płaszczyznę amerykańskiego życia w poszukiwaniu gwiazd” – w 1977 roku pisało „People”. „Nie zmieniliśmy koncepcji magazynu. Po prostu rozszerzamy koncepcję gwiazdy”. Tymczasem widownia została zaproszona do oglądania procesu produkcji sławy – według Gamsona, był to podobny zabieg do tego w pierwszej połowie wieku, służący zażegnaniu niebezpieczeństwa związanego z odkryciem, że celebryta jest po prostu sztucznym tworem, niemającym podstaw w jakichkolwiek zasługach czy cechach charakteru. Okres ten charakteryzuje także rozwój telewizji kablowej, czego rezultatem była niezwykła łatwość zakładania coraz to nowych stacji, a co za tym idzie, zwiększanie zapotrzebowania na kolejnych ludzi wypełniających czas antenowy.

Fragment pochodzi z książaki „CeWEBryci – sława w sieci”, Michał Janczewski (Oficyna Wydawnicza „Impuls”, 2011).

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)