POLECAMY

ZWiązek, co robić ;)

napisał/a: NajwiekszySKok 2018-06-03 11:26
Witam was, po spędzeniu czasu na szukaniu odpowiedzi w internecie postanowiłem w końcu spytać na jakimś forum. Do rzeczy, jestem z dziewczyną około roku a znamy się około 1.5 roku. Ja mam 18 lat, jestem ateistą, osobą która niedawno zdeklarowała się co do wiary, osobą która zmieniła swoje życie poprzez wiarę w siebie, realizowanie celów, po prostu zacząłem żyć i zdobywać co chcę i to mi się udaje. Ona 19 lat, wierząca, bardzo dobrze ucząca się, lecz trochę negowała to, że jak to przez myśli itp. może się coś zmienić. Podejście podejściem ale układało się, umieliśmy się dogadać mimo tego, że inna wiara była problemem ale daliśmy radę. Wszystko było okej, spotkania, deklaracje, wyjazdy itp. tylko od zawsze towarzyszyły jej wyrzuty sumienia, tzn. po jakimś ocieraniu się itp. była pewna, że to nie jest tło religijne więc nie zagłębialiśmy się w to i było cicho o wyrzutach. Wiadomo jak to w związku, wszystko idzie do przodu i po pewnym koncercie spróbowaliśmy coś nowego (oczywiście nic na siłę i wszystko za zgodą obu stron). Nie był to seks. Po pewnym czasie zaczęło się psuć, znów przyszedł temat o wyrzutach, że się źle czuje z tego powodu. Tylko jest to na tyle dziwne, że ona chce to robić, czuje do tego pociąg ale kilka dni po tym napadają ją wyrzuty i myśli, że w tym czasie można było robić coś innego i takie inne. Mówi, że wszystko jest idealne ale to jest problemem, problemem przez który aktualnie nasz status związku ,,to skomplikowane''. Sama nie wie czego chce, najpierw mówi, że chce mojego szczęścia i przez to zrywa żebym był szczęśliwy z kimś innym bo nie da rady ogarnąć tego ,,problemu'', a np. sytuacja z dwóch dni wcześniej, pojechaliśmy znów na koncert bo mieliśmy go w planach już wcześniej, więc pojechała ze mną żeby chociaż trochę poprawić mi humor bo wiadomo, że nie byłem zachwycony, że to wszystko się nagle ma skończyć. Było idealnie, rozmowy, śmiechy. Jak byliśmy razem i było to pewne to planowaliśmy wspaniałe wakacje, a jak właśnie na tym koncercie przedstawiłem jej moje plany po ,,zerwaniu'' którymi była praca 2 miesiące to rozmowa na kilka chwil ucichła. Tylko to jeszcze nic, żartowaliśmy o piciu, że fajnie by było się napić aż w końcu padła z jej strony propozycja żebym został u niej na noc, więc wstąpiliśmy po alkohol i wróciliśmy do domu. Wcale nie rozmawialiśmy o związku, zaczęliśmy oglądać film i pić. No i zaczęła się intymna bomba, rzucanie się na siebie i całowanie i wiele więcej niż zwykle, w czasie tego z dwa razy płakała i prosiła żebym jej wybaczył i że mnie kocha, i tak czas przeleciał do chyba 6 rano. Pół następnego dnia było okej, po prostu rozmawialiśmy, żartowaliśmy ale w końcu spytałem co z nami jest, zaczęliśmy rozmawiać tzn. głównie ja tłumaczyłem jej, że wszystko da się zrobić a ona jak zwykle negatywne nastawienie, że tego się nie da zmienić, doszła znów do przeprosin i do tego czy jej wybaczę no i okej, myślałem, że jest ok, wybaczyłem bo widziałem, że jest w tym zagubiona ale jakiś czas później zapytałem jeszcze raz dla pewności czy ona tego chce no i od tego czasu nie otrzymałem odpowiedzi, tylko łzy. Mówi, że mnie kocha, że ciągnie ją do mnie tylko nie wierzy w to, że można pokonać coś takiego jak wyrzuty... I dlatego uważa, że lepiej będzie jak zerwiemy bo będę tylko cierpiał, a ja chcę jej pomóc bo nie wierzę, że nastawieniem, czynem i wiarą nie da się tego zrobić, dodatkowo wspierałbym ją ja i jej wiara w boga. Po nocowaniu u niej postanowiłem, że dam jej po prostu trochę na zastanowienie się, tylko nie wiem co mam robić i czy robię dobrze. Proszę o jakąkolwiek pomoc, z góry dziękuję za przeczytanie ;)