Pani Krytyk

Wpierw nieśmiało odpowiadała na moje zachęty. Kiedy poczuła, że nie bawię się nią, nie manipuluję, oddała mi się wszystkim, co w niej najlepsze...
Smutna kobieta fot. Fotolia

(...)
Jechałam taksówką, gdy otrzymałam od niego wiadomość. Dłoń mi lekko drżała, mało co nie skasowałam jego słów, przewijając esemesa kursorem komórki.
Znów przez to przechodzę. Znów czuję się dziewczynką, która wchodzi dopiero w świat pocałunków, pieszczot i czegoś, na myśl o czym wyrasta na policzkach zagon buraków.

Samochód wlecze się z szybkością przeładowanej taczki na budowie. Po siedemnastej ulice miasta zatkane korkami. Na dodatek mży. Jest ciepło, połowa czerwca. Taksówkarz zaklął cicho pod swoim obfitym wąsem. Nie lubię takich person; neandertalczycy. Do włosków przyklejają się okruszki jedzenia, zastygłe krople sosów, pasta do zębów, o ile jej używa, pianka z piwa, ślina. Gutkowski jest ogolony. Pachnie, błyszczy i promieniuje.
To jest właśnie ten stan, którego nie znoszę. Kody kulturowe, kody emocjonalne. Następują we mnie, nie zważając na moją świadomość, że to przecież ulotne, chemiczne reakcje, to całe moje podniecenie Gutkowskim.
"Witaj. Jeśli znajdziesz czas, odpisz. Chętnie bym się z tobą spotkał. Bynajmniej nie po to, by rozmawiać o >>Malinie<<".
"Tak, to dobry pomysł. Wkrótce się zobaczymy", odpisałam spiesznie. Będzie mnie kosztowało wiele wysiłku, żeby przetrzymać go przez parę dni. Choć ma mnie w garści, co jest słodkie, nie może o tym wiedzieć.

- Kto to? – pyta Ela, która siedzi przy mnie na tylnym fotelu.
- Pewien autor.
- Aha – Ela chce odegrać brak zainteresowania, kieruje oczy na wymijający nas autobus. Nic z tego. Jest słaba. Co też jest słodkie. Jest słaba, nie wytrzymuje i pyta: - Uśmiechnęłaś się, czytając esemesa. To ktoś szczególny, prawda?
- Większość pisarzy to szczególni ludzie – odpowiadam wymijająco. Chowam komórkę do moich wiernych bojówek, tym razem ze względu na upał w przewiewnej wersji.
- Wiesz, o co mi chodzi.
- Wiem.
- Więc? – Ela, trwając na stanowisku twardej cwaniary, otwiera gumę do żucia.
- Taki mam zawód, moja droga – wzruszam ramionami.
Dla mnie ta dyskusja jest skończona. Ela wie, że dla niej również. Przez kilka dni, odkąd się spotkałyśmy, poznała swoje miejsce. Uświadamiam sobie, za późno, że "zawód" zabrzmiał dwuznacznie. I śmiesznie. Ela zresztą nie powstrzymała uśmiechu. Mądra dziewczyna. Pogładziłam ją po krótkiej grzywce.
– Jeżeli miałabym ci zdawać relację z każdego wywiadu i spotkania, jakie mam w ciągu dnia, nocy by nie starczyło. A wolę przeznaczyć ją na znacznie ciekawsze zajęcia.


Nie namyślając się długo, namierzam cel i moje usta trafiają prosto w usta Eli. Języki błyskawicznie przywierają do siebie koniuszkami. Pocierają się, wymieniając się śliną. Wargi dociskają się wzajemnie. Piersi nam twardnieją. Ela kładzie dłoń na mojej lewej piersi. Wyczuwa brodawkę. Masuje delikatnie. Och, mocniej, chciałabym krzyknąć. Taksówkarz, zajęty odgrażaniem "matołom na drodze" nie dostrzega we wstecznym lusterku naszych pieszczot. Szkoda, wujkowi nie zaszkodziłoby w życiu trochę pikanterii. Smakuję Elę przez dobrą minutę, aż brak tchu odrywa mnie od niej. Oto kelnerka, która tak finezyjnie potrafi się poruszać; roztkliwia mnie to, uwrażliwia. Mam wrażenie, że w moim staniku poszły szwy, tak mi biust spuchł z podniecenia.
Bo naturalnie zadzwoniła do mnie. Spotkałyśmy się tego samego dnia. I tego samego dnia zaprosiłam ją do siebie, żeby zobaczyła tysiące książek, które zaanektowały moje mieszkanie. Co innego miałam jej powiedzieć? Nie mogła nachwalić się "Deski", nie mogła nie przyjąć mojego spontanicznego pocałunku; uderzyłyśmy głowami w jakiś wystający album, w ostatniej chwili zanotowałam tytuł: "Dzikie stepy". Wyssała ze mnie ostatnie resztki zapachu kawy, którą mi nie tak dawno podała. Dwadzieścia lat, prawdziwy kwiatuszek. Jędrna, krągła i szczupła. Taka, jakie lubię od czasu do czasu.

Wpierw nieśmiało odpowiadała na moje zachęty. Kiedy poczuła, że nie bawię się nią, nie manipuluję, oddała mi się wszystkim, co w niej najlepsze. Brakowało mi tego. Być może kumulacja pragnień, którą skierowałam na Gutkowskiego, byłaby mniejsza, gdybym tak nie pościła. Nie należę do notorycznych kusicielek, zdając się bardziej na spontaniczność, nigdy na wyrachowanie.
Najgorsze, że badanie zapachu, sycenie się ciepłem i gładkością Eli, na końcu zaś, po wypiciu butelki wina, które nastroiło nas do namiętnego radykalizmu, nie wystarczało mi. Chętnie dałabym się jeszcze, co tu dużo mówić, porządnie zerżnąć. Bynajmniej nie postrzegam tego jako mojej uległości, wręcz przeciwnie, to przejaw mojej niepokornej postawy, która nie zadowala się półśrodkami i skłonna jest do przekraczania granic we wszelki dostępny sposób. Ela, kruszynka, chociaż świadoma swojej orientacji, nieporadnie poczynała sobie z wibratorem. Nie uwiódł mnie.
Po esemesie Gutkowskiego wiedziałam, że sprawa została przesądzona. Spuchnięty biust to za mało. Potrzebuję większych doznań.

- Gdzie właściwie jedziemy? – zapytała Ela. Oczy jej świeciły wspomnieniem tego, co, znużona jej nieudanymi próbami zadowolenia mnie, zrobiłam ze swoim językiem. Zawsze potrafię go właściwie użyć. Jak widać, nie tylko podczas wywiadów telewizyjnych. Zostawiła na prześcieradle rozległą plamę swoich soków. Bez wątpienia było to dla niej nowe doświadczenie. Z zazdrością pomyślałam, że będzie się tego domagała od innych. Cóż, trudno. Mnie też kiedyś wdrożono, zdaje się, że w klasie maturalnej. Lubię dzielić się przeżyciami, zwłaszcza tymi pożytecznymi dla kondycji naszej somy.
- Podrzucę cię do domu. Muszę skoczyć do redakcji pewnego pisma, pertraktuję w sprawie felietonów. Później przyjadę po ciebie, jest dziś impreza.
- Oj, nie dla mnie. Za dwie godziny mam zmianę w kawiarni – powiedziała Ela. Biedactwo, ciężki jest los tych wszystkich kelnerek. – Zarabiam na studia wieczorowe... – wyznała szeptem. Niczym dziecko przymknęła powieki i pełna wstydu patrzyła na swoje kolana.
- Rzuć tę pracę, załatwię ci coś w fundacji.
- Jak to?
- Fundacja zajmuje się sprawami kobiet, emigrantów i inne takie kwestie... – machnęłam ręką. Doskonały sposób na rzucenie Eli w objęcia paru innych, chętnych. – Na imprezie w siedzibie fundacji będą moje bliskie koleżanki. Wystarczy słowo, żeby cię przyjęli. To moje siostry... Na pewno więcej zarobisz. Nawet jako asystentka. O ile ci to pasuje – oświadczyłam.
- Szalona jesteś – Ela nie kryła zdumienia. – Ba, czy ja chcę!?
Wiedziałam, że dziś w nocy pozbędę się miłej, choć zbyt kruchej duszyczki. Przynajmniej ustawię ją na przyszłość choć trochę. My, kobiety musimy sobie pomagać.
(...)

Dawid Kornaga, "Pani Krytyk" .

Fragment opowiadania pochodzi z książki: "Gorączka. Opowiadania wyuzdane", Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, wydanie: I, cena detaliczna: 29,90 zł, data premiery: czerwiec 2007 r.


"Gorączka". Atłasowa i drapieżna. Pełna egzotycznych smaków, kolorów i zapachów. O tym, co rozpala nasze pragnienia, pożądaniu, miłosnych grach, pokusach, podszewce związków, uwodzeniu i zwodzeniu. Żądzy, obsesjach i perwersji. Zdradach i namiętności. Miłości, która nie zważa na nic, ani na nikogo.
Różne poetyki i temperamenty, świetni pisarze. Opowieści zmysłowo szeptane i wykrzyczane.



Lubisz prozę z nutką erotyzmu? Czytaj także: "Gorące pocałunki" - opowiadania internautów
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)