Stara miłość nie rdzewieje fot. Fotolia

Odcisk na duszy

Dotknę cię tylko wzrokiem.... I patrzył na mnie, a ja patrzyłam na niego.
/ 02.12.2013 17:13
Stara miłość nie rdzewieje fot. Fotolia

(...)
Zostawał coraz dłużej. Nigdy mnie nie dotykał. Wystarczało, że patrzył, a fala ognia przepływała przeze mnie. Może to dusza domagała się spełnienia miłości? Nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Może byśmy nie byli tacy twardzi, każdą zasadę można złamać krok po kroku, może byśmy zbliżali się coraz bardziej do zakazanej granicy, a w końcu przekroczyli ją niezauważalnie, gdyby do akcji nie wkroczyła żona. Była z nami przez cały czas, choć nigdy jej nie widziałam. Dopóki nie walczyła, to ja musiałam jej bronić. Z jej powodu nie szłam z nim do łóżka. Na więcej nie mogła liczyć z mojej strony, ale i to niemało. Postanowiła jednak ruszyć do ataku. Dostałam list. Skąd wiedziała o moim istnieniu? Skąd miała adres? On nie umiał mi tego wytłumaczyć. Może nie chciał. Dość, że list dostałam, kobiecym pismem zaadresowana koperta, w środku opowieść o ich związku, o ich miłości, która przetrwa wszystko, więc żebym sobie nie wyobrażała za wiele. Chłodny dotyk rzeczywistości, pod którym moja miłość skuliła się jak niepyszna. Żeby to było wszystko! Ale gdzie tam! Żona donosiła uprzejmie, że jest w ciąży i życzy sobie, żeby on wcześniej wracał do domu. Ona musi więcej wypoczywać, nie może sama zajmować się dzieckiem. Jako kobieta powinnam to zrozumieć. Rozumiałam. Rozumiałam to bardzo dobrze. Powiedziałam mu, że nie może mnie więcej odwozić. Uparł się, że będzie to robić nadal, bo nie mógłby znieść myśli, że jeżdżę z Julką autobusem. Dobrze, nie będzie zostawał. Może czasem wpadnie na herbatę. Czasem wpadał. Nasza miłość nie była już tak niewinna jak przed listem, choć nadal mnie nie dotykał. Ten list wydobył ją na światło, które jej nie służyło. Obydwoje czuliśmy się winni, że okradamy z czasu jego rodzinę. Z jego myśli, troski, czułości. Wszystko, co dobre, zdarzało się między nami, choć i w tym "między nami" pojawiły się rysy. Spałeś z nią, skoro jest w ciąży, powiedziałam. Jasne, że spałem. Ale tylko fizycznie. Jakie tylko? To fizycznie było tym, o czym marzyłam, choć do tych marzeń się nie przyznawałam. Zwykłe fantazje erotyczne, które nie mają nic wspólnego z życiem. Każdy ma prawo do fantazji. W roli kochanka może obsadzać Jacka Nicholsona albo Roberta De Niro. Ja obsadzałam Pawła i było to tak nierzeczywiste jak wspólna noc z Robertem lub Jackiem. Co prawda Paweł był na wyciągnięcie ręki, lecz nigdy jej nie wyciągnęłam. Czy mogłam być z tego dumna? Czy jest sens złożyć miłość na ołtarzu cudzego małżeństwa?

Nie mówiłam mu o wątpliwościach. Zresztą, kiedy miałam mu mówić? Pił herbatę i pędził do domu. Żona czuła się coraz gorzej, sam odbierał dziecko z przedszkola, cud, że zdążał mnie odwieźć do domu. Romans samochodowy, powiedziałam. Z jednym orgazmem i bez szans na przyszłość. Chcesz mieć więcej orgazmów? Mogę ci je zapewniać codziennie. Patrz na mnie, powiedział ostro. Tylko mnie nie dotykaj, zastrzegłam. Dotknę cię tylko wzrokiem. I patrzył na mnie, a ja patrzyłam na niego. Kiedyś, dawno temu, mój chłopak doprowadził mnie do orgazmu masażem stóp. Już to było zadziwiające. Ale wzrok? Czy sam wzrok wystarczy? Uśmiechałam się ironicznie. Nie wierzyłam. Powoli uśmiech znikał mi z twarzy, oddech zaczął przyspieszać, mocniej biło serce. Nie rozbierał mnie wzrokiem, cały czas patrzył w oczy. Wnikał we mnie. Czułam, jak rozpiera się w brzuchu, pełznie do gardła, serce waliło, pot wystąpił na czoło, nie było już miejsca na mnie, on wypełniał mnie całą, stopiliśmy się w jedno, orgazm dopadł nas równocześnie. Krzyczałam, choć Julka bawiła się w swoim pokoju, nie mogłam powstrzymać krzyku.




Jemu pot spływał z czoła, dzieliło nas pół metra, nawet potem się nie przytuliliśmy, on wyszedł do łazienki, dopiero wtedy wróciłam do żywych. Dlaczego krzyczałaś, mamusiu? Już wszystko dobrze, Juleczko, Paweł wylał na siebie herbatę, bałam się, że się poparzy. Jakby na dowód wszedł z mokrymi spodniami w ręku. Rozłożyłam deskę, zaczęłam prasować. Julka siedziała z Pawłem na tapczanie, czytali książkę o piesku. A gdyby tak zawalczyć o tę miłość?, pomyślałam. Od czasu listu, ta myśl przychodziła mi do głowy. Skoro sama się broni, to ja już nie muszę. Paweł włożył spodnie i pojechał do domu, a ja czułam, że nadal jest we mnie. Jak po trzydniowym seksie. Jak po nocy poślubnej, która nam miała się nigdy nie zdarzyć.

Im mniej mieliśmy czasu na rozmowy, tym czas był nam mniej potrzebny. Nauczyliśmy się kondensować naszą miłość w pakiety półgodzinne, które po rozprostowaniu wypełniały całą dobę. Był ze mną wszędzie. Byłam pewna, że wie, co myślę, co robię, wie, co czuję i wszystko rozumie. Ja też wiedziałam, co dzieje się w jego duszy. Słowa nas nie dzieliły, mieliśmy połączenie bezpośrednie. W drodze po Julkę przeżywaliśmy wspólny orgazm. Staraliśmy się, żeby wypadł na czerwonym świetle, ale czasem była zielona fala. On dochodził, prowadząc samochód, to było niebezpieczne, jedną ręką przytrzymałam kierownicę, gdy moim ciałem wstrząsały drgawki, on na sekundę tracił orientację, cały czas jechaliśmy dalej. Julka wsiadała, opowiadała, co w przedszkolu, w domu szybka herbata i jechał po swoje dziecko, a i tak byłam nim wypełniona przez całą dobę. Był mi tak bliski jak koszula ciału. Bardziej. Jak własny ząb albo włosy. Też nie. Był mi tak bliski, jakby był mną samą. Moim dzieckiem. Moją miłością spełnioną, choć tylko raz dotknęliśmy nogi nogą. Byliśmy jednością, dotyk był niepotrzebny. Wystarczyło spojrzenie. Potem i ono nie było konieczne. On prowadził i patrzył przed siebie, ja patrzyłam na jego profil. Czuł mój wzrok, przebijałam się przez jego policzek, wkręcałam prosto w mózg, prosto w serce, docierałam do głębi duszy, a przynajmniej pobudzałam ośrodek seksu, z trudem przytrzymywałam kierownicę, gdy on tracił kontrolę nad sobą. Cóż jeszcze potrzeba kobiecie? Byłam adorowana, odwożona, zaspokajana seksualnie w maksymalnie bezpieczny sposób. A on? Dlaczego był ze mną? W końcu zapytałam go o to, gdy wpadł do mnie na szybką herbatę. Wszyscy mają kochanki, nie chciałem być gorszy. Skąd mogłem wiedzieć, że nie będziesz chciała iść do łóżka? Zaśmiałam się. Myślałam, że to żarty, a on ciągnął dalej. Że lubi te moje orgazmy. Czuje się jak wąż, który hipnotyzuje mysz. To też jakaś atrakcja, a przynajmniej ma czyste sumienie. Jego orgazmy? Zawsze był w tym dobry. Wystarczy, że wyobrazi sobie Sharon Stone. Ja nawet mam podobne do niej oczy.
(...)

Hanna Samson, "Odcisk na duszy"

Fragment opowiadania pochodzi z książki: "Gorączka. Opowiadania wyuzdane", Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, wydanie: I, cena detaliczna: 29,90 zł, data premiery: czerwiec 2007 r.

"Gorączka". Atłasowa i drapieżna. Pełna egzotycznych smaków, kolorów i zapachów. O tym, co rozpala nasze pragnienia, pożądaniu, miłosnych grach, pokusach, podszewce związków, uwodzeniu i zwodzeniu. Żądzy, obsesjach i perwersji. Zdradach i namiętności. Miłości, która nie zważa na nic, ani na nikogo.
Różne poetyki i temperamenty, świetni pisarze. Opowieści zmysłowo szeptane i wykrzyczane.



Lubisz prozę z nutką erotyzmu? Czytaj i pisz: "Gorące pocałunki" - opowiadania internautów
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)