Zabawna historia wibratorów

W 1870 roku Brytyjczycy ujrzeli jeden z wynalazków, który może nie odmienił dziejów ludzkości, ale na pewno wprowadził wiele ciekawych wibracji w życie sypialniane par i singli na całym świecie.
/ 13.07.2008 22:57
W 1870 roku Brytyjczycy ujrzeli jeden z wynalazków, który może nie odmienił dziejów ludzkości, ale na pewno wprowadził wiele ciekawych wibracji w życie sypialniane par i singli na całym świecie.

Już antyczni Grecy obserwowali, że pełne pasji kobiety pozbawione seksu (dziewice, wdowy, niezaspokojone zony, kapłanki) przejawiają niepokojące symptomy humorzastości, bezsenności, braku apetytu, histerii. Jako lekarstwo słynny medyk Hipokrates polecał więc swoim uczniom dotykanie organów płciowych wywołujące terapeutyczną przyjemność.Zabawna historia wibratorów TT

I tak przez dzieje ludzkości toczyła się historia uwalniania kobiety od opętania szatanem. Masturbacja oczywiście była i jest nadal w wielu religiach złem, więc te egzorcyzmy wędrowały gdzieś pomiędzy wstydliwymi czynnościami w prywatnych sypialniach, a nieco sztucznym praktykami w gabinetach lekarskich.

Dopiero w XIX wieku, w rozkwitających bujnie przybytkach typu Spa, odkryto magiczne działanie strumieni wodnych i historia odnotowuje w 1860 r. pierwsze eksperymenty z wykorzystaniem swoistego prysznica przypominającego wąż strażacki do celów uzdrawiających kobiece niepokoje. Zalecany czas zabiegu wynosił 4 minuty.

W przeciągu dekady cywilizacja dokonała wiekopomnego odkrycia silnika parowego i nowy tzw. Manipulator stał się najlepszym przyjacielem niewiasty. Niestety wciąż było to urządzenie dość toporne i nawet nie mieściło się przeciętnych gabinetach lekarskich. Po dziesięciu kolejnych latach prac naukowo-technicznych słynna fabryka Weiss wypuściła na rynek pierwszy wibrator na baterie, zaś w chwilę później ukazały się najprzeróżniejsze modele: przenośne, stojące na podłodze, wiszące z sufitu. Wciąż pozostawał to jednak sprzęt specjalistycznie medyczny do użytku lekarzy wierzących, że 75% kobiet cierpi na dolegliwość zwaną po Grekach histerią.

Pod domowe strzechy trafił nasz bohater dopiero na początku XX w. wraz z postępem elektryczności. Wielkie, nieporęczne maszyny, często zawodzące przed osiągnięciem celu, nie sprzyjały jednak raczej erotyce. Za to prasa medyczna zaczęła się rozpisywać o szeroki zaletach urządzeń – miały leczyć głuchotę, polio i impotencję, a nawet platfusa i łupież. Im bliżej Pierwszej Wojny Światowej i im więcej było wibratorów na rynku, tym mniejsze jednak zainteresowanie przejawiali nimi medycy. Burzliwe czasy i tragedie światowe pozwoliły więc manipulatorom zniknąć z horyzontu na prawie pół wieku.

W latach osiemdziesiątych przyszedł nowy boom – w bocznych ciemnych uliczkach pojawiły się nowe cacka: mniejsze, kolorowe, bardzo anatomicznie dopasowane i … kupowane gromadnie przez kobiety z wyższych sfer. Dziś wielki przełom kobiecej medycyny kryje się na półkach sex-shopów i w erotycznych sklepach internetowych. W społeczeństwie wciąż jest oznaką wyuzdania, niemoralności i ogólnie rzecz biorąc tematem raczej tabu, jeśli chodzi o spotkania rodzinno-przyjacielskie. Czy to postęp cywilizacyjny, czy hipokryzja i ironia dziejów ludzkości?

Agata Chabierska