Wyznania seks-turystów

Podróżują, aby zaspokoić dzikie chucie albo wyleczyć zbolałe serce. Dla seksu, dla „miłości”, nawet dla małżeństwa.
/ 12.03.2008 17:25

Podróżują, aby zaspokoić dzikie chucie albo wyleczyć zbolałe serce. Dla seksu, dla „miłości”, nawet dla małżeństwa.

Idea jest prosta - w domu, w kraju, wśród znajomych jesteśmy wciąż ograniczani. Oczekiwaniami, obowiązkami, stereotypami, konsekwencjami naszych zachowań, z którymi trzeba potem żyć latami. A w takiej sieci nie każdy się odnajduje. I wtedy bilet lotniczy i trochę pieniędzy w portfelu może kupić ci wszystko, o czym marzy ciało i za czym tęskni dusza. Bo w biedniejszych krajach świata dolar otwiera zamknięte drzwi, odmładza, kocha, uwielbia i godzi się na wszystko.

Romantyczny Egipt

 

W dokumentarnym filmie Anny Błaszczyk „Darling I lowe ju”, zrealizowanym dzięki wsparciu HBO, widzimy romantyczną stronę seks-turystyki. Ot, starsza kobieta, którą w Polsce traktują już jak emerytkę, przyjeżdża do Hurghady w poszukiwaniu uczuć. W domu ma męża, ale w domu jest przecież babcią, więc samotne wycieczki po świecie stają się jedyną szansą na poczucie się znowu młodą, kochaną i seksowną. Bo Egipcjanie są inni, lepsi niż Polacy. Zakochują się szybko, piszą pięćdziesiąt SMS-ów dziennie, tulą całe wieczory i deklarują wielką miłość. Owszem, czasem potrzebują małego wsparcia finansowego, ale ile taki związek daje wspaniałego kobiecie?

Druga bohaterka to młoda dziewczyna, która znalazła w Egipcie faceta, jakich w Polsce nie ma. On ją naprawdę kocha, nie jest chamski i wulgarny jak Polacy. Decydują się wziąć ślub i zostać w Afryce. Ona jest trochę rozczarowana, że nie było oświadczyn na klęczkach i kwiatów, ale taka szczęśliwa jeszcze przecież nigdy nie była. Z islamem nie ma problemu - przecież nie musi tu wcale nosić chusty na głowie, a Koran, jak Biblia, też mówi, że jest tylko jeden Bóg.

Pomiędzy tymi tkliwymi, czułymi wyznaniami zakochanych Polek słyszymy męskie komentarze. Miejscowi mówią o miłości dla biznesu, o setkach zawieranych małżeństw, których nikt nie kontroluje, o seksie, na który każda jest chętna. Pogardzają Europejkami, że są takie łatwe - dziewicy jeszcze tutaj ani razu nie widzieli. Dla nich to jednak najlepsza droga, aby zdobyć pieniądze na otwarcie restauracji czy hotelu, na utrzymanie praworządnej egipskiej żony i rodziny. Trochę seksu, trochę wyznań i łzy na lotnisku - żyć nie umierać z taką pracą.

Dwóch Polaków w Hurghadzie jest jeszcze bardziej dosadnych. Wstyd im za rodaczki, które przyjeżdżają się tutaj łajdaczyć z czarnuchami, ich zupełnie ignorując. „Mają większe penisy niż my?” - pyta jeden ze sfrustrowanych.

Mdlące Bali
W zeszłym roku zjechałam całą wyspę szczęścia, ryżu i pięknych plaż. Wszystko jest tutaj sielskie, uśmiechnięte, łagodne i piękne - idealne miejsce na romantykę.

O dziwo europejskie czy australijskie pary, które spotykamy wyglądają bardziej na spoconych, ciekawych świata podróżników z maskami do nurkowania, deskami surfingowymi czy plecakami niż na romantycznych kochanków. Ale wystarczy wyjść wieczorem na miasto, do restauracji czy baru, i od razu widać jak miłość kwitnie.

Wariant pierwszy to starsze australijskie matrony, które mają na Bali godzinę lotu z Perth, a za dolary z emerytury są w stanie kupić piękne sarongi, biżuterię i młodego kochanka. Siedzą dwójkami przy stolikach - ona duża i biała, niczym słoń, on mały, ciemny, długowłosy, jak małpka do zabawy. Jedzą trzydaniową kolację, zamawiając drink po drinku, tulą się, a w końcu wstają i odchodzą do hotelu. Nie mogę powstrzymać się od myśli, co będzie dalej i szybko tracę apetyt.

Jeszcze gorzej jest w wariancie odwrotnym. Starszy Włoch, z siwymi włosami na opalonym torsie i złotym łańcuchem, siedzi przy barze trzymając rękę na udzie 16-letniej może Balijki. Ona wygląda jak dziecko do tego stopnia, że chce mi się ją adoptować. On ewidentnie pożera wzrokiem jej gładką skórę i szczupłe ramiona. Tulą się do siebie, całują, a ja już nie jestem w stanie nawet sobie nic wyobrażać.

Obrzydliwa Kambodża
Na festiwalu filmów dokumentalnych oglądam półgodzinny obraz Digi Beta „K 11 - Spowiedź seks-turysty”. Nieświadomy obecności kamery, 44-letni Austriak otwarcie mówi o swoim sposobie podróżowania po Azji. Biznesmen musi przecież jeździć, czasem towarzyszą mu koledzy po fachu. Kambodża, Filipiny, Tajlandia - to prawdziwa mekka dla lubiących zabawić się inaczej niż z żoną.

On osobiście uwielbia ciężarne, w ósmym, dziewiątym miesiącu - kręci go fetysz laktacyjny. Opowiada wprost i wulgarnie jak wspaniały jest seks analny z taką okrągłą mamusią. Miewa też normalne dziewczyny - „girlfriend” - które widuje przez dłuższy czas. Są wspaniałe, bo godzą się na wszystko - szkoda tylko, że się starzeją, bo po dwudziestce to ciało jest jednak inne.

Kamera śledzi bohatera w jego łowach. Jakieś kambodżańskie slumsy, małe podwórka, setki kur, brud. W końcu wchodzimy do baraku pełnego dzieci, które od drzwi krzyczą „ja, ja, ja!”. Jum-jum - mówiąc to robią wymowny gest wkładania do ust obłego przedmiotu - za pięć dolarów, bum-bum - za dwadzieścia. Tylko wybierz mnie!

Można tu zrealizować każdy perwersyjny sen, za małe pieniądze, bez strachu o policję. Raj na Ziemi.

Brutalny świat
Oczywiście, różnica między emerytką jadącą do Egiptu, aby się dowartościować trzymaniem za rączkę, pocałunkami i kupioną, chwilową miłością a zboczeńcem śliniącym się do dzieci i ciężarnych jest olbrzymia. W pierwszym przypadku prawdopodobnie nikomu nie stanie się krzywda, a pewnie obie strony z tej transakcji skorzystają. Jakkolwiek może to być żałosne. W drugiej, wszystko prosi się o ciężki kryminał i kastrację.

Jest jednak też wspólnym mianownik seks-turystyki - oszustwo, wykorzystywanie, tworzenie iluzji działającego dobrze rynku popytu i podaży. Nasza podwójna moralność w obcym, egzotycznym świecie. Nasza skłonność do zdrady, rozwiązłości, tworzenia sobie wygodnych standardów etycznych. Rzecz bardziej powszechna niż można by się było spodziewać - ponad 30% Brytyjek przyznaje, że jadąc na wakacje liczy się z możliwością anonimowego seksu z przystojnym tubylcem. Bo za granicą wszystko jest lepsze i możemy być kim chcemy - panienką lekkich obyczajów, sponsorem, gwałcicielem…

Fot. Hbo.pl, serpholicmedia.com, beautyofbali.info

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/29.12.2014 19:28
cholera namówiliście mnie - jade do Tajlandii na wakacje :)
/19.12.2011 15:19
Do autorki artykułu. Proszę niekrzywdzić Bali i balijczyków. Balijki są porządnymi dziewczynami, i jeśli juz mają ochotę na seks z jakims turystą, pieniądze nie są glównym czynnikiem ich decyzji. Większość prostytutek na Bali jest z wyspy Jawa, nie mają wiele wspólnego z rodowitymi Balijczykami. Prostytucja jest tam zakazana, mimo że jest tego sporo, szczególnie w Kutie i w Dżakarcie, trudno jednak znaleźć 16 letnie prostytutki, w Kucie to prawie nie mozliwe. Za taki kontakt z nieletnią można dostać wyrok wiezienia na kilka, lat. To że Indonezyjki wyglądają młodo, to zupełnie inna sprawa. Pomijająć fakt, że wiele z tych mieszanych par, to panowie szukający sobie młodych żon z Azji. Na przyszłość proponuję zgłębić temat, i wówczas pisać o nim, gdyż obraz Bali i Balijczyków wyszedł w pani artykule koszmarnie, a niestety mija się z prawdą w wielu punktach.
/02.05.2011 15:19
Jestem dziennikarzem i poszukuję kobiet do udziału w popularnym programie telewizyjnym. Szukamy kobiet, które są w związku z mężczyzną z Egiptu lub Tunezji. Jeśli chciałbyś opowiedzieć historię swojej miłości - zachęcam do kontaktu ze mną na adres mailowy lub proszę o kontakt SMS - oddzwonię. Wstępna rozmowa nie zobowiązuje do udziału w programie. 506 929 956 Pozdrawiam
POKAŻ KOMENTARZE (5)