POLECAMY

Wyznania seks-turystów

Podróżują, aby zaspokoić dzikie chucie albo wyleczyć zbolałe serce. Dla seksu, dla „miłości”, nawet dla małżeństwa.

Podróżują, aby zaspokoić dzikie chucie albo wyleczyć zbolałe serce. Dla seksu, dla „miłości”, nawet dla małżeństwa.

Idea jest prosta - w domu, w kraju, wśród znajomych jesteśmy wciąż ograniczani. Oczekiwaniami, obowiązkami, stereotypami, konsekwencjami naszych zachowań, z którymi trzeba potem żyć latami. A w takiej sieci nie każdy się odnajduje. I wtedy bilet lotniczy i trochę pieniędzy w portfelu może kupić ci wszystko, o czym marzy ciało i za czym tęskni dusza. Bo w biedniejszych krajach świata dolar otwiera zamknięte drzwi, odmładza, kocha, uwielbia i godzi się na wszystko.

Romantyczny Egipt

 

W dokumentarnym filmie Anny Błaszczyk „Darling I lowe ju”, zrealizowanym dzięki wsparciu HBO, widzimy romantyczną stronę seks-turystyki. Ot, starsza kobieta, którą w Polsce traktują już jak emerytkę, przyjeżdża do Hurghady w poszukiwaniu uczuć. W domu ma męża, ale w domu jest przecież babcią, więc samotne wycieczki po świecie stają się jedyną szansą na poczucie się znowu młodą, kochaną i seksowną. Bo Egipcjanie są inni, lepsi niż Polacy. Zakochują się szybko, piszą pięćdziesiąt SMS-ów dziennie, tulą całe wieczory i deklarują wielką miłość. Owszem, czasem potrzebują małego wsparcia finansowego, ale ile taki związek daje wspaniałego kobiecie?

Druga bohaterka to młoda dziewczyna, która znalazła w Egipcie faceta, jakich w Polsce nie ma. On ją naprawdę kocha, nie jest chamski i wulgarny jak Polacy. Decydują się wziąć ślub i zostać w Afryce. Ona jest trochę rozczarowana, że nie było oświadczyn na klęczkach i kwiatów, ale taka szczęśliwa jeszcze przecież nigdy nie była. Z islamem nie ma problemu - przecież nie musi tu wcale nosić chusty na głowie, a Koran, jak Biblia, też mówi, że jest tylko jeden Bóg.

Pomiędzy tymi tkliwymi, czułymi wyznaniami zakochanych Polek słyszymy męskie komentarze. Miejscowi mówią o miłości dla biznesu, o setkach zawieranych małżeństw, których nikt nie kontroluje, o seksie, na który każda jest chętna. Pogardzają Europejkami, że są takie łatwe - dziewicy jeszcze tutaj ani razu nie widzieli. Dla nich to jednak najlepsza droga, aby zdobyć pieniądze na otwarcie restauracji czy hotelu, na utrzymanie praworządnej egipskiej żony i rodziny. Trochę seksu, trochę wyznań i łzy na lotnisku - żyć nie umierać z taką pracą.

Dwóch Polaków w Hurghadzie jest jeszcze bardziej dosadnych. Wstyd im za rodaczki, które przyjeżdżają się tutaj łajdaczyć z czarnuchami, ich zupełnie ignorując. „Mają większe penisy niż my?” - pyta jeden ze sfrustrowanych.

Mdlące Bali
W zeszłym roku zjechałam całą wyspę szczęścia, ryżu i pięknych plaż. Wszystko jest tutaj sielskie, uśmiechnięte, łagodne i piękne - idealne miejsce na romantykę.

O dziwo europejskie czy australijskie pary, które spotykamy wyglądają bardziej na spoconych, ciekawych świata podróżników z maskami do nurkowania, deskami surfingowymi czy plecakami niż na romantycznych kochanków. Ale wystarczy wyjść wieczorem na miasto, do restauracji czy baru, i od razu widać jak miłość kwitnie.

Wariant pierwszy to starsze australijskie matrony, które mają na Bali godzinę lotu z Perth, a za dolary z emerytury są w stanie kupić piękne sarongi, biżuterię i młodego kochanka. Siedzą dwójkami przy stolikach - ona duża i biała, niczym słoń, on mały, ciemny, długowłosy, jak małpka do zabawy. Jedzą trzydaniową kolację, zamawiając drink po drinku, tulą się, a w końcu wstają i odchodzą do hotelu. Nie mogę powstrzymać się od myśli, co będzie dalej i szybko tracę apetyt.

Jeszcze gorzej jest w wariancie odwrotnym. Starszy Włoch, z siwymi włosami na opalonym torsie i złotym łańcuchem, siedzi przy barze trzymając rękę na udzie 16-letniej może Balijki. Ona wygląda jak dziecko do tego stopnia, że chce mi się ją adoptować. On ewidentnie pożera wzrokiem jej gładką skórę i szczupłe ramiona. Tulą się do siebie, całują, a ja już nie jestem w stanie nawet sobie nic wyobrażać.

Obrzydliwa Kambodża
Na festiwalu filmów dokumentalnych oglądam półgodzinny obraz Digi Beta „K 11 - Spowiedź seks-turysty”. Nieświadomy obecności kamery, 44-letni Austriak otwarcie mówi o swoim sposobie podróżowania po Azji. Biznesmen musi przecież jeździć, czasem towarzyszą mu koledzy po fachu. Kambodża, Filipiny, Tajlandia - to prawdziwa mekka dla lubiących zabawić się inaczej niż z żoną.

On osobiście uwielbia ciężarne, w ósmym, dziewiątym miesiącu - kręci go fetysz laktacyjny. Opowiada wprost i wulgarnie jak wspaniały jest seks analny z taką okrągłą mamusią. Miewa też normalne dziewczyny - „girlfriend” - które widuje przez dłuższy czas. Są wspaniałe, bo godzą się na wszystko - szkoda tylko, że się starzeją, bo po dwudziestce to ciało jest jednak inne.

Kamera śledzi bohatera w jego łowach. Jakieś kambodżańskie slumsy, małe podwórka, setki kur, brud. W końcu wchodzimy do baraku pełnego dzieci, które od drzwi krzyczą „ja, ja, ja!”. Jum-jum - mówiąc to robią wymowny gest wkładania do ust obłego przedmiotu - za pięć dolarów, bum-bum - za dwadzieścia. Tylko wybierz mnie!

Można tu zrealizować każdy perwersyjny sen, za małe pieniądze, bez strachu o policję. Raj na Ziemi.

Brutalny świat
Oczywiście, różnica między emerytką jadącą do Egiptu, aby się dowartościować trzymaniem za rączkę, pocałunkami i kupioną, chwilową miłością a zboczeńcem śliniącym się do dzieci i ciężarnych jest olbrzymia. W pierwszym przypadku prawdopodobnie nikomu nie stanie się krzywda, a pewnie obie strony z tej transakcji skorzystają. Jakkolwiek może to być żałosne. W drugiej, wszystko prosi się o ciężki kryminał i kastrację.

Jest jednak też wspólnym mianownik seks-turystyki - oszustwo, wykorzystywanie, tworzenie iluzji działającego dobrze rynku popytu i podaży. Nasza podwójna moralność w obcym, egzotycznym świecie. Nasza skłonność do zdrady, rozwiązłości, tworzenia sobie wygodnych standardów etycznych. Rzecz bardziej powszechna niż można by się było spodziewać - ponad 30% Brytyjek przyznaje, że jadąc na wakacje liczy się z możliwością anonimowego seksu z przystojnym tubylcem. Bo za granicą wszystko jest lepsze i możemy być kim chcemy - panienką lekkich obyczajów, sponsorem, gwałcicielem…

Fot. Hbo.pl, serpholicmedia.com, beautyofbali.info

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/4 lata temu
cholera namówiliście mnie - jade do Tajlandii na wakacje :)
/7 lat temu
Do autorki artykułu. Proszę niekrzywdzić Bali i balijczyków. Balijki są porządnymi dziewczynami, i jeśli juz mają ochotę na seks z jakims turystą, pieniądze nie są glównym czynnikiem ich decyzji. Większość prostytutek na Bali jest z wyspy Jawa, nie mają wiele wspólnego z rodowitymi Balijczykami. Prostytucja jest tam zakazana, mimo że jest tego sporo, szczególnie w Kutie i w Dżakarcie, trudno jednak znaleźć 16 letnie prostytutki, w Kucie to prawie nie mozliwe. Za taki kontakt z nieletnią można dostać wyrok wiezienia na kilka, lat. To że Indonezyjki wyglądają młodo, to zupełnie inna sprawa. Pomijająć fakt, że wiele z tych mieszanych par, to panowie szukający sobie młodych żon z Azji. Na przyszłość proponuję zgłębić temat, i wówczas pisać o nim, gdyż obraz Bali i Balijczyków wyszedł w pani artykule koszmarnie, a niestety mija się z prawdą w wielu punktach.
/8 lat temu
Jestem dziennikarzem i poszukuję kobiet do udziału w popularnym programie telewizyjnym. Szukamy kobiet, które są w związku z mężczyzną z Egiptu lub Tunezji. Jeśli chciałbyś opowiedzieć historię swojej miłości - zachęcam do kontaktu ze mną na adres mailowy lub proszę o kontakt SMS - oddzwonię. Wstępna rozmowa nie zobowiązuje do udziału w programie. 506 929 956 Pozdrawiam
POKAŻ KOMENTARZE (5)