POLECAMY

Stosunek przerywany bywa źródłem stresów i niechcianej ciąży

Stosunek przerywany ma więcej wad niż zalet, ale utarło się, że to najprostsza i najtańsza metoda antykoncepcji, więc trudno zniechęcić do niego pary. Szkoda, bo zabija namiętność a czasami nawet miłość.
/ 3 tygodnie temu
Stosunek przerywany bywa źródłem stresów i niechcianej ciąży fot. Adobe Stock

Właściwy tytuł tego tekstu powinien brzmieć: „Stosunek przerywany narodową metodą antykoncepcji Polaków”. Cytat zaczerpnęłam z książki „Sztuka obsługi penisa” Andrzeja Gryżewskiego i Przemysława Pilarskiego i w zasadzie trudno się z nim nie zgodzić. Nie wiadomo, dlaczego lubujemy się w tej kontrowersyjnej metodzie, skoro nie chroni nas ona przed ciążą, ani tym bardziej przed chorobami z HIV włącznie. Przyjemności ze zbliżeń tego typu też próżno szukać. Konia z rzędem, przepraszam za porównanie, temu, kto podczas stosunku przerywanego przeżyje głęboki, satysfakcjonujący orgazm. Po co, więc marnujemy czas na seks bez finału? Zapewne wynika to w dużej mierze z niechęci polskich mężczyzn do prezerwatyw, kosztów koncepcji hormonalnej i wiary, że „nam się to nie zdarzy kochanie”. Otóż zdarza się częściej niż myślicie.

Stosunek przerywany po połogu

Punkt pierwszy – ciąża

Nieprawdą jest, że stosunek przerwany zapobiega ciąży. Ten, kto uprawiając w ten sposób seks nie dorobił się jeszcze potomstwa może mówić o dużym szczęściu albo przebadać się na ewentualność problemów z płodnością. Wskaźnik Pearla, który ocenia ryzyko zajścia w ciążę, pomimo stosowania danej metody, wskazuje, że dla stosunku przerywanego wynosi od 10 do 28. Co oznacza, że na sto kobiet, które przez rok uprawiały seks, ograniczając się jedynie do stosunku przerywanego, prawie 28 zaszło w ciążę. Przykładowo dla tabletek antykoncepcyjnych wskaźnik wynosi do 0,2 do 3 w zależności od składu tabletki, dla prezerwatywy od 3 do 7.
Tak wysoki wskaźnik zapłodnień wynika z faktu, że samo wyjęcie penisa z pochwy tuż przed wytryskiem i doprowadzenie do niego na zewnątrz nie chroni jeszcze przed ciążą, ponieważ w czasie stosunku z członka wydziela się preejakulat. Jest to lepka, śluzowata wydzielina, w której także żyją plemniki. Seksuolodzy nazywają to kropelkowaniem nasienia”, które może doprowadzić do ciąży nim w ogóle dojdzie do wytrysku (ejakulacji).
Poza tym nie każdy mężczyzna jest w stanie zapanować nad wytryskiem, choćby nie wiadomo jak o tym zapewniał. Młodzi, niedoświadczeni partnerzy mogą mieć problem z wyczuciem „tego” momentu. Podnieceni albo będąc pod wpływem alkoholu bywamy też skłonni do ryzykownych zachowań, lubimy „bawić się” w odwlekanie wyjęcie penisa z pochwy, co działa na organizm mężczyzny, jak płachta na byka i skutkuje zwiększoną produkcją preejakulatu.

Punkt drugi – choroby

Niby słyszymy o chorobach przenoszonych drogą płciową. Czytamy o coraz częstszych zakażeniach kiłą, rzeżączką, HIV i równie popularną chlamydią czy grzybicą, ale nie przekładamy ich na nasze doświadczenie. Jesteśmy przekonani, że ten przystojny, błękitnooki chłopiec nie zarazi nas chorobą weneryczną skoro twierdzi, że jest zdrowy, a nasza zadbana, atrakcyjna żona, dla której jesteśmy drugim czy trzecim partnerem w życiu, nie cierpi na HIV. Wierzymy partnerom na słowo, bo choroby dotykają innych, nie nas – miłych, ładnych, kulturalnych ludzi. Tylko potem przeżywamy dramaty w gabinetach lekarskich, zastanawiając się dlaczego nie sięgnęliśmy po prezerwatywę, od których uginają się półki w sklepach i na stacjach benzynowych.
 

Punkt trzeci - stres

Stosunek przerywany niesie za sobą poważne konsekwencje psychiczne i fizyczne dla obojga partnerów. U kobiet może prowadzić do oziębłości seksualnej, a nawet zaniku orgazmu. U mężczyzn jest powodem nerwic, wywołanych kontrolowaniem się w czasie zbliżeń, może też skutkować impotencją. U obojga partnerów zabija to, co jest najważniejsze w seksie – radość i rozkosz.
Trudno zapomnieć się w ramionach ukochanej osoby i otworzyć na nowe doznania, gdy z tyłu głowy tyka bomba zegarowa. Czasami mężczyźni upierają się przy stosunku przerywanym, ponieważ wtedy czują się panami sytuacji. Wydaje im się, że to oni decydują czy zbliżenie skończy się finałem czy też nie, w pewnym sensie terroryzują swoją władzą partnerką, ale ona także może być iluzoryczna. Konsekwencją wieloletniego ograniczania się do stosunku przerywanego może być nawet rozpad związku, ponieważ ten typ „zabezpieczenia się” w konsekwencji rodzi niechęć do zbliżeń i obniża ich jakość. Zaczynamy się nawzajem unikać albo kochamy się od niechcenia, byle mieć to już za sobą.
Czy warto, więc ryzykować? Może lepiej poczytać o skuteczniejszych metodach zabezpieczania się, nie uciekając się do praktyk rodem ze średniowiecza?
 

Warto zobaczyć:
Trzy etapy miłości
„Za niepolubioną cipką prawie zawsze stoi jakiś buc”. Ten wywiad powinna przeczytać każda kobieta!
Tę kobietę naprawdę podziwiamy! Młoda samotna mama adoptowała 6 sióstr, aby nie zostały rozdzielone

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/tydzień temu
Serdecznie polecam trenera Mgr Igora Mieńkowskiego Wejdź na stronę IGORTRENERONLINE.PL Osiągnij szczupłe lub muskularne ciało szybciej niż kiedykolwiek! Prosty trening, tania dieta, indywidualnie dobrana suplementacja! Wejdź teraz na igortreneronline.pl i wygraj nawet 10 tysięcy złoty! Sama skorzystałam i serdecznie polecam :D
/3 tygodnie temu
No dla mnie stosunek przerywany to troche jak gra w bingo - uda sie czy sie nie uda? nie dla mnie ta niepewnosc. Osobiscie tez stawiam na antykoncepcje hormonalna, stosujac belare przynajmniej pozbylam sie dodatkowo tych boli w trakcie okresu i nie mam problemu z rozregulowanym cyklem. Po co wiec sie meczyc ;)
/3 tygodnie temu
Najbezpieczniejsza antykoncepcja to hormonalna. Ale wiadomo, że musi być dobrze dobrana, ja biorę tabletki Vibin mini, dobrze się sprawdzają, nie mam obniżonego libido, nie przytyłam, a nie ukrywam, że trochę się tego bałam.
POKAŻ KOMENTARZE (2)