Lepsze dzieci bez seksu

Lepsze dzieci bez seksu

Seks jako sposób na posiadanie dzieci? To, co dziś jeszcze wydaje się oczywistością, za kilkadziesiąt lat zostanie uznane za taką samą lekkomyślność jak palenie papierosów w czasie ciąży.
/ 22.04.2008 15:51
Lepsze dzieci bez seksu
Seks owszem – dla przyjemności. Prokreację pozostawmy jednak w rękach specjalistów. Oni to zrobią najlepiej. To kierunek, w którym zmierza współczesna nauka. To także trend wyznaczany przez styl życia zachodnich społeczeństw.

Późne macierzyństwo
Kilkanaście dni temu media informowały, że 67-letnia Hiszpanka została szczęśliwą matką bliźniąt. Kobieta zaszła w ciążę w wyniku zapłodnienia in vitro. Tym samym Hiszpanka pobiła rekord wieku wśród matek. Poprzedni należał do Rumunki – Adriany Iliescu, która w 2004 roku, w chwili urodzenia dziecka, miała 66 lat. I choć macierzyństwo tych dwóch kobiet to skrajne przypadki, wygląda na to, że wpisują się one w pewną tendencję: kobiety w krajach zachodnich coraz później decydują się na macierzyństwo. Czym to grozi?
W USA liczba kobiet rodzących po raz pierwszy między 35. a 39. rokiem życia wzrosła o blisko 40 procent, "młodych matek" w wieku 40–44 lat przybyło aż o 70 procent. W 2002 roku 263 dzieci zostało urodzonych przez kobiety 50–54-letnie. W Polsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat podwoiła się liczba porodów kobiet po trzydziestce. Paradoksalnie te "późne matki" dojrzewają płciowo coraz wcześniej – w społeczeństwach rozwiniętych pierwszą miesiączkę mają już 12-letnie dziewczynki, co wynika z lepszego odżywienia i warunków życia. Tymczasem w społecznościach tradycyjnych pierwsza menstruacja pojawia się w wieku 15 lat lub później, niedługo potem kobieta zachodzi w ciążę.
Oczywiście, nie namawiam kilkunastoletnich dziewczynek do rodzenia dzieci, jednak późne macierzyństwo niesie ze sobą poważne konsekwencje. Jedna z nich to dramatyczny wzrost zachorowań na raka piersi w społeczeństwach nowoczesnych. Naukowcy uważają, że ryzyko tego nowotworu jest tym większe, im później kobieta zachodzi w ciążę i im dłuższy odstęp pomiędzy kolejnymi ciążami.



Problem drugi – kobiety decydujące się na rozmnażanie późno, coraz częściej nie są w stanie mieć dziecka bez medycznego wspomagania. A trzeba przyznać, że osiągnięcia w tej dziedzinie stają się naprawdę imponujące. Mówiąc krótko, zmierzamy ku temu, że do poczęcia dziecka nie będzie potrzebny nie tylko stosunek płciowy, ale nawet prawdziwa komórka jajowa czy plemnik. Co więcej, wygląda na to, że zupełnie zbędna stanie się także macica!
– Możliwe, że za jakieś sto lat będziemy w stanie całkowicie oddzielić rozmnażanie od naszych ciał – uważa Simon Fishel, członek zespołu, który w 1978 roku "stworzył" pierwsze dziecko metodą zapłodnienia in vitro. – Co więcej, może się także okazać, że jako gatunek zyskamy dzięki temu na genetycznej jakości.

Badanie przed zagnieżdżeniem
Jak to możliwe? Na przykład tak, że mimo iż przybywa starszych matek, spada liczba dzieci z zespołem Downa. Przyczynia się do tego diagnostyka prenatalna i całkiem nowa dziedzina medycyny – diagnostyka preimplantacyjna. Dzięki tej ostatniej, jak przewiduje profesor Jaroslav Marik zajmujący się biologią rozrodu na University of California, choroby dziedziczne będzie można niebawem eliminować tak, jak choroby zakaźne eliminujemy za pomocą szczepionek.
Za pomocą diagnostyki preimplantacyjnej (zwanej w skrócie PGD) można sprawdzić, czy zarodki powstałe wskutek zapłodnienia in vitro są obciążone wadami genetycznymi. W ten sposób do macicy przyszłej matki wszczepia się tylko zdrowe embriony. Badanie polega na pobraniu z zarodka – przed wszczepieniem go do macicy – jednej lub kilku komórek. Oczywiście jest to możliwe tylko przy zapłodnieniu metodą pozaustrojową. Dla zarodka nie jest to szkodliwe, a pozwala sprawdzić, czy jego komórki nie niosą wadliwych genów.
W Polsce na razie żadna klinika nie oferuje diagnostyki preimplantacyjnej, choć kilka stara się o odpowiednie uprawnienia. Osoby zainteresowane takimi badaniami muszą tymczasem wyjechać do Belgii, Francji lub USA. Dzięki tej metodzie do klinik sztucznego zapłodnienia coraz częściej zgłaszają się ludzie, którzy wcale nie mają kłopotów z płodnością, ale w ich rodzinach występowały przypadki chorób genetycznych. Za pomocą PDG można zapobiec przekazywaniu wadliwych genów kolejnym pokoleniom. Dziś można już wykrywać podatność na wiele nowotworów, nieprawidłowości w budowie chromosomów skutkujące wadami rozwojowymi – a to dopiero początek, jeśli weźmie się pod uwagę, że związek z genami ma aż 11 tysięcy schorzeń. Do tego genetycy potrafią już wskazać geny rudych włosów i niebieskich oczu, nie mówiąc o płci (tę ostatnią za pomocą PDG ustala wiele klinik w USA i Afryce. Z tym że o ile w Ameryce rośnie zapotrzebowanie na dziewczynki, w Afryce rodzice wciąż wolą wychowywać chłopców).
A co się stanie, gdy zostaną odkryte zespoły genów odpowiadających za poziom IQ, wzrost czy talent do muzyki? Czy zapłodnienie in vitro pozwalające na genetyczne zaprojektowanie potomka stanie się dominującą metodą tworzenia nowych pokoleń? Chcemy czy nie, taki scenariusz powoli przestaje być domeną science fiction.



Hodowanie jaj i plemników
Niuanse chłopiec czy dziewczynka dotyczą jednak tylko osób, które mogą w naturalny sposób począć dzieci. A co z parami cierpiącymi na niepłodność? Czy nauka daje im jakąś szansę?
Tak, nawet całkiem sporą. Wygląda na to, że z czasem do powołania życia nie będzie potrzebny nawet prawdziwy plemnik ani komórka jajowa. Laborant przygotuje sztuczne. Jak?
Niedawno w laboratorium udało się wyhodować plemniki z komórek macierzystych. Cechą takich komórek jest to, że mogą przekształcić się w inne komórki danego organizmu. Nieliczne komórki macierzyste, głównie pochodzące z zarodków, są totipotencjalne, czyli mogą wytworzyć dowolne typy komórek i tkanek. Wykorzystując takie właśnie zarodkowe komórki macierzyste pobrane od mysich embrionów, naukowcy wyhodowali z nich plemniki, które po zapłodnieniu in vitro po raz pierwszy dały potomstwo – siedem mysich noworodków, z których sześć osiągnęło dorosłość.
Jak zaznaczają autorzy pracy, już wcześniej inni naukowcy uzyskiwali męskie komórki rozrodcze z zarodkowych komórek macierzystych, ale zarodki uzyskiwane dzięki takiej spermie przestawały się rozwijać już po kilku dniach. Teraz po raz pierwszy udało się uzyskać "sztuczne" plemniki, które mogą zapładniać komórkę jajową i skutecznie dać początek nowemu życiu.
Nieco bardziej skomplikowane jest wytworzenie "sztucznej" komórki jajowej. Jak do tej pory naukowcom udało się spreparować coś na kształt jaja z komórek świńskiej skóry.
Grupa naukowców pod kierunkiem Julanga Li z kanadyjskiego Uniwersytetu w Guelph pobrała komórki skóry od świńskich zarodków i hodowała je in vitro przez 30–40 dni w określonych warunkach, przypominających te, w których rozwijają się komórki jajowe. Po tym czasie badacze zaobserwowali, że zaczęły one przypominać skupiska komórek, z których powstają komórki jajowe. Po kolejnych 10–15 dniach zaczęły powstawać komórki przypominające komórki jajowe, a u części tych komórek doszło do spontanicznej partenogenezy, czyli powstania zarodka bez zapłodnienia.
Nie wiadomo, czy te "jajopodobne" komórki mogą zostać zapłodnione i czy powstaną z nich normalne zarodki. Wiadomo jednak, że można wyhodować je z komórki pochodzącej od mężczyzny. Nadzieja dla par gejowskich na posiadanie genetycznego potomstwa? Czas pokaże. Tylko... kto dwóm panom urodzi takie dziecko?


Macica na stelażu
No cóż, jest szansa, że kiedy hodowanie jaj i plemników z dowolnych komórek naszego ciała stanie się możliwe, do dyspozycji będzie również sztuczna macica. Trwają już prace także nad tym. Badaczka Hung-Ching Liu z Cornell University wyhodowała macicę z pobranych od kobiety pojedynczych komórek endometrium (błony śluzowej wyściełającej macicę). Komórki te umieściła na biopolimerowym rusztowaniu i poddała odpowiedniej stymulacji. Po kilku tygodniach rusztowanie uległo biodegradacji, a hodowane na nim komórki uformowały umięśniony worek.
Naukowcy umieścili w jego wnętrzu ludzki embrion. Uzyskany po zabiegu sztucznego zapłodnienia zarodek zaimplantował się w ścianie wyhodowanej macicy i zaczął się rozwijać. Eksperyment ze względów etycznych trwał jednak tylko sześć dni.
Sztuczna macica to jednak nie wszystko. Naukowcy idą jeszcze dalej. David Beebe z Uniwersytetu Wisconsin w Madison oraz Matthew Wheeler z Uniwersytetu Illinois w Urbana-Champaign zbudowali sztuczne jajowody. To skomputeryzowane urządzenie, które symuluje warunki, w jakich dochodzi do zapłodnienia plemnikiem komórki jajowej. Jajowody zbudowane są z przezroczystego elastomeru. Składają się z kanalików o średnicy 0,2 milimetra, do których podłączone są sterowane komputerowo pompy płynów z odpowiednimi odżywkami w zależności od stadium rozwoju zarodka.
Na razie urządzenie testowano na mysich zarodkach. – Aż 75 procent z nich doprowadziliśmy do etapu, na którym były zdolne do zagnieżdżenia się w macicy – mówi Wheeler.
Badacze zapewniają, że w przyszłości sztuczne jajowody będą umiały ocenić jakość zarodków i wybierać tylko te, które mają szansę na prawidłowy rozwój. Urządzenie będzie nawet umiało przeprowadzić genetyczną diagnostykę preimplantacyjną, by wyeliminować embriony z wadami genetycznymi. I co, wciąż zaskakuje was wiadomość, że sześćdziesięciolatka urodziła dziecko? No cóż, dobrze, że w ogóle to kobieta je urodziła... Za kilkadziesiąt lat jej udział w procesie dawania życia może nie być tak oczywisty. Podobnie jak udział mężczyzny, który już dziś bywa tylko anonimowym dawcą nasienia.
Za sto lat, by sprawić sobie dziecko, pójdziemy do kliniki, w której wszystko załatwią laboranci w białych rękawiczkach. Seks w celach prokreacyjnych? Fuj, co za ohyda!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (12)
/25.07.2007 11:39
czytając ten artykuł przyszła mi do głowy pewna książka pt.nowy lepszy świat.Były tam chodowane embriony ludzkie i nadawano in odpowiednie cechy,np.jaki beda miały poziom inteligencji,kolor włosów itp.Ta książka to fikcja ale moze niedługo stać sie rzeczywistością.To co napisane jest w artytkule pasuje do niej.Moim zdaniem to co robią naukowcy jest nieludzkie i odbiera ludziom ich intymność.Dziecko rozwijające sie w sztucznej macicy jest pozbawione pierwszego etap swojego zycia,nie czuje bicia serca mamy,nie słyszy jej głosu,i nie czuje miłości płynacej od niej,zabiera mu sie ciepłe i zaciszne miejsce w którym moze sie normalnie rozwijać.Kobieta jest pozbawiona czucia jego ruchów w swoim ciele i rozmów z maleństwem.Myslę że to co robią naukowcy jest chore bo ludzie nie potrzebują sztucznych jajowodów lub macicy w jakiejś probówce.Pozdrawiam wszystkie mamusie i ich maleństwa.
/10.03.2008 23:19
byc moze sztuczne jajowody i macica jednak maja sens. Popatrz ile jest kobiet z zapchanymi jajowodami, albo w ogole bez nich, to samo dotyczy macicy. czesta sa to mlode kobiety, ktore chetnie wszczepilyby sobie taka sztuczna macice czy jajowody, zeby "staromodnie" zajsc w ciaze.
/29.03.2007 19:42
będą chodowane dzieci w przyszłości? Bardzo chcę miec dziecko i myślę, że za jakis czas zaczniemy sie o nie starać, ale nie wyobrażam sobie, żeby odebrano mi możliwość noszenia mojego maleństwa, czucia jego ruchów i rozkochiwania się w nim. Z tego, co napisali w artykule, popieram badania i in vitro dla kobiet nie mogących zajść w ciążę, ale to wszystko, reszta to okropność.
POKAŻ KOMENTARZE (9)