POLECAMY

Krótka historia kobiecego orgazmu

„Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, więcej niż sto milionów stosunków płciowych ma miejsce na świecie każdego dnia”. Pojawia się tutaj pytanie: co to jest „prawdziwy seks”? Nadal można spotkać się z definicją modelu androcentrycznego, który wyszczególnia trzy etapy aktu seksualnego: przygotowanie do penetracji (gra wstępna), penetracja oraz męski orgazm.

„Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, więcej niż sto milionów stosunków płciowych ma miejsce na świecie każdego dnia”. Pojawia się tutaj pytanie: co to jest „prawdziwy seks”? Nadal można spotkać się z definicją modelu androcentrycznego, który wyszczególnia trzy etapy aktu seksualnego: przygotowanie do penetracji (gra wstępna), penetracja oraz męski orgazm.

Na co zwraca jednak uwagę historyk filozofii, Adam Sochaczewski, „ten androcentryczny model seksu nie dostarcza konsekwentnie satysfakcji ponad połowie kobiecej populacji, być może nawet więcej niż 70%”. Świat kobiecego orgazmu to złożona, ale wciąż tajemnicza sfera naszej seksualności. Dziś nie tylko dążymy do prokreacji, ale i poszukujemy przyjemności - dodatkowo, wciąż walczymy z mitem, że orgazm jest warunkiem udanego współżycia.

Krótka historia kobiecego orgazmuSeksualność kobieca przez wiele stuleci była tłumiona. Chociaż jeszcze za czasów antycznych seks i zmysłowość uważano za sprawę boską, tak chrześcijaństwo zmieniało stopniowo obowiązujące w społeczeństwie normy. Przede wszystkim, zaczęto postrzegać akty seksualne (poza prokreacją) jako grzech. Jak pisał św. Augustyn, „orgazm czyni człowieka niezdolnym do myślenia oraz niszczy jego ducha”. Św. Tomasz z Akwinu twierdził, że „samo dotykanie kobiety nawet bez seksualnych myśli jest grzechem śmiertelnym”. Włoski teolog, Piotr Lombard, utrzymywał zaś, iż „mężczyzna nie powinien kochać żony zbyt żarliwie, bo dopuszcza się wówczas grzechu gorszego niż cudzołóstwo”. Czy kobieta mogła czerpać przyjemność z seksu, gdy mąż, ubrany w tzw. koszulę mnisią, odwiedzał ją w nocy (o nagości nie było mowy, poza potrzebnym minimum)? Na pewno o orgazmie publicznie nie dyskutowano, a biorąc pod uwagę połączenie sfery seksualnej z grzechem i winą, trudno uwierzyć, że małżeński akt seksualny traktowano inaczej jak obowiązek.

A jednak w XVI wieku znalazł się chirurg, który nie bał się publicznie ogłosić w swojej rozprawie… łechtaczki (znanej wcześniej choćby Hipokratesowi!). „Siedlisko kobiecej rozkoszy”, jak Mateo Renaldo Columbus określił „clitoris”, nie zyskało uznania w ówczesnym społeczeństwie. Anatoma oskarżono m.in. o herezję i satanizm, postawiono przed sądem, a manuskrypty „zaginęły” na przeszło 100 lat.

Świat medycyny, poza religią, miał swój niemały wpływ na kontrolowanie kobiecej seksualności. Aż do XIX wieku lekarze nie dostrzegali związku często występującej histerii z… brakiem namiętności i powszechną ascezą. Jak leczono cierpiące kobiety? Kompendium medyczne z XVII wieku wyjaśnia, że najlepiej masować genitalia z jednym palcem w środku aż do tzw. paroksyzmu. Lekarz lub akuszerka masowali „chorą”, która często zgłaszała się na regularne zabiegi. Cóż, wiktoriańska rada, jaką matki dawały córkom („zamknij oczy, kładź się na plecach i myśl o Anglii”) nie sprawdzała się w przypadku bardziej zmysłowych kobiet. Fotel na biegunach, jazda konna i małżeństwo nie zawsze wystarczały, za to pobudzanie okazało się na tyle pomocne, że w końcu zaczęto zastanawiać się nad usprawnieniem leczenia.

W sterylnym gabinecie doprowadzenie kobiety do paroksyzmu zajmowało niekiedy godzinę. Jako że lekarze szacowali, iż ok. 75% kobiet cierpi na histerię, potrzebne były nowe rozwiązania. Hydroterapia okazała się pomocna, ale zbyt kosztowna. Chwilę później pojawiły się jednak mechaniczne wibratory (te z 1879 roku za często się psuły, jednak raz dwa udoskonalono je), a przenośne wibratory Stinnera okazał się pełnym sukcesem. Dziś trudno może być niektórym osobom uwierzyć, że można nie mieć w domu odkurzacza i pralki, za to nie wyobrażać życia bez… elektronicznego urządzenia, dzięki któremu, jak obiecywała reklama, w każdej kobiecie „zawibrują wszystkie dary młodości”. Co więc się stało, że wibrator, podobno dobrze działający także przeciwko zmarszczkom, nagle stracił swoje relaksujące zastosowanie? Prawdopodobnie branża medyczna zauważyła, że traci klientki – wystarczyło kilka odpowiednich filmów pornograficznych, i wibrator zaczął się kojarzyć z nieczystym seksem, a nie masażem. Sprzedaż praktycznie zamarła. Wibrator wrócił do łask w czasach rewolucji seksualnej oraz w związku z zagrożeniem AIDS - w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, za czasów prezydenta Reagana, Amerykanie dostali nawet specjalne ulotki informujące o bezpiecznym seksie…. z wibratorem!

Może zastanawiać, dlaczego nie kojarzono, w naszym odczuciu dziś mocno erotycznych masaży, z erotyką. Nie było penetracji waginy, nie było więc aktu seksualnego (i związanej z nim, seksualnej przyjemności). To Zygmunt Freud rozróżnił dwa typy orgazmu, klitoralny i waginalny, ale w jego opinii orgazm łechtaczkowy oznaczał niedojrzałość płciową kobiety. Co ją powodowało? Masturbacyjne doświadczenia z okresu dojrzewania.

Dziś wiemy, że łechtaczka dostarcza seksualną przyjemność kobietom, a masturbacja nie jest już kojarzona u nas ze zboczeniem. Co więcej, jak zauważa prof. Zbigniew Lew-Starowicz w swojej książce „Ona i on o seksie”: „Kobiety wiedzą, że można mieć zadowolenie i satysfakcję ze współżycia seksualnego bez orgazmu. Satysfakcję sprawia im wiele różnych rzeczy, m.in. zadowolenie partnera, bliskość intymna z nim, pieszczoty, świadomość bycia pożądaną, atrakcyjną erotycznie itd.”.

Oprac. na podst.: „Krótka historia kobiecego orgazmu, czyli paroksyzm w gabinecie” – Adam Sochaczewski (fragment książki „Tajemniczy świat kobiecego orgazmu” pod redakcją Zygmunta Zdrojewicza /wyd. Continuo)

O książce „Tajemniczy świat kobiecego orgazmu”:

Książka opisuje złożoność kobiecego orgazmu i jego bio-psycho-społeczne uwarunkowania. Znajdują się w niej mało znane, a bardzo istotne informacje o postawach wobec kobiecego orgazmu w dziejach kultury, klinice zaburzeń orgazmu w różnych chorobach, seksualności kobiet w ciąży i po porodzie. Jej lektura pozwala uchylić rąbka tajemnicy kobiecego orgazmu.
Rozdziały: Krótka historia kobiecego orgazmu, czyli paroksyzm w gabinecie; Psychologiczne i socjologiczne uwarunkowania kobiecego orgazmu; Budowa i funkcje kobiecych narządów płciowych; Punkt G – fakty i mity; Orgazm, anorgazmia – definicje, fizjologia, terapia; Orgazm po zabiegach ginekologiczno-urologicznych; Orgazm u kobiet chorujących na cukrzycę; Seksualność kobiet w ciąży i po porodzie; Kulturowe aspekty kobiecej seksualności; Zjawisko zazdrości seksualnej; Marginalizacja funkcjonowania seksualnego; Akcesoria seksualne; Prawa seksualne człowieka. (mat. wydawnictwa)
 

(a.)
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/8 lat temu
no ja też uważam, że temat masturbacji jest jeszcze tematem tabu i myślę że długo będzie, przecież to kraj katolicki, więc jak może być inaczej
/8 lat temu
mówimy dziś otwarcie o aborcji, in vitro, homoseksualizmie... to były do niedawna także tematy tabu! Kościół musi bronić swojego stanowiska, ale czy katolicy zawsze podążają za nauką Kościoła? weźmy chociaż seks przedmałżeński ;) a.
/8 lat temu
"a masturbacja nie jest już kojarzona u nas ze zboczeniem" nie zgodzę sie z tym stwierdzeniem, myślę że w tek kwestii nadal jesteśmy daleko za murzynami
POKAŻ KOMENTARZE (2)