Jak w XIX wieku zwalczano męską masturbację?

Obrzezanie, kastracja, wprowadzanie pijawek do odbytu czy stosowanie impulsów elektrycznych to tylko część inwazyjnych metod walki z męską masturbacją w XIX wieku. Sprawdź, jakie wynalazki i sposoby stosowano, by powstrzymać chłopców i mężczyzn przed masturbacją!
/ 04.09.2013 14:07

Mężczyzna w XIX wieku miał większą swobodę seksualną niż kobieta

Z dostępnych materiałów wynika, że mężczyzna wiktoriański miał nie tylko władzę i dostęp do sfery publicznej, ale także dużą wolność w sferze seksualnej. Nie musiał przy tym – jak pisze Umberto Eco – wybierać pomiędzy altruizmem a egoizmem: „jest egoistą w świecie zewnętrznym (na giełdzie, wolnym rynku i w koloniach), a dobrym ojcem, wychowawcą i filantropem w czterech ścianach swojego domu. Mieszczanin nie ma dylematów moralnych: jest moralistą i purytaninem w domu, a hipokrytą i libertynem wobec młodych kobiet z dzielnic robotniczych poza domem”.

Istniejąca wówczas owa „podwójna moralność” pozwalała mężczyznom na daleko idącą swobodę seksualną, której kobieta (czy to zamężna, czy też nie) była całkowicie pozbawiona. Trzeba jednak dodać, że możliwości ekspresji męskiej seksualności nie były całkowite, co wiązało się z ideologią konsekrowania „ideału idealnej rodziny”.

Trudno nie zauważyć, że i w przypadku mężczyzn istniał w epoce wiktoriańskiej dyscyplinujący dyskurs społeczno-medyczny, którego celem było wprowadzenie (samo)kontroli seksualności. Tak pisze Jan Marsh, patriarchalna kultura „projektowała seksualne niepokoje mężczyzny na jego podwładnych: kobiety, dzieci, niższe klasy i inne nacje”, ale jednocześnie „nagradzała wieczną czujność” w kwestii urzeczywistniania męskiego „instynktu seksualnego”.

W konsekwencji choć badacze epoki wiktoriańskiej znacznie mniej uwagi poświęcili seksualności mężczyzn i to „patologiczna” seksualność kobiety była głównym obiektem ich zainteresowania, to jednak łatwo uchwycić występujące wówczas mechanizmy dyscyplinowania seksualności mężczyzn.

Dlaczego niegdyś uważano masturbację za coś złego?

Warto rozwinąć ten problem. Oto zgodnie z ówczesnym medycznym przekonaniem, że organizm ludzki stanowi „zamknięty obwód energii”, męskie „seksualne wyładowania” były uznawane za przyczynę osłabienia organizmu. Urzeczywistnienie pożądania seksualnego pozostawało więc z sprzeczności z orientacją mężczyzny na intelektualizm, ponieważ „osłabiało geniusz twórczy”. Ponadto jedno z dominujących przekonań ówczesnej epoki, upowszechnionych między innymi przez znany autorytet – Henry’ego Maudsleya – opierało się na tezie, zgodnie z którą „to, co natura wykorzysta w jednej dziedzinie, musi zaoszczędzić w innej”. Teza ta służyła wyjaśnianiu szeregu zjawisk, w tym męskiej seksualności.

Nie dziwi więc fragment książki Herberta Spencera, w którym pisze on, że „nadmierne wytwarzanie plemników przyczynia się do braku aktywności mózgu”, a „pierwszym rezultatem patologicznego nadmiaru jest ból głowy, który może być wskaźnikiem zepsucia się mózgu; to z kolei pociąga za sobą głupotę; [a] jeśli pozwoli się na kontynuowanie tego nieporządku, dołączy się imbecylizm, niekiedy zakończony niepoczytalnością”. (…)

W konsekwencji uznawano wówczas, że wiele chorób męskich, zarówno psychicznych, jak i typowo „fizycznych” (szczególnie wenerycznych), wynika ze „zgubnego” – jak uważano – zwyczaju masturbacji. Twierdzono, że mężczyzna powinien chronić swoje siły witalne, unikając nie tylko masturbacji i cudzołóstwa, ale także dużej liczby stosunków seksualnych w małżeństwie oraz polucji. Ci, którzy nie stosowali się do powyższych zaleceń, zapadali – jak wierzono – na choroby i trwonili siły witalne organizmu, a tym samym ograniczali swoje możliwości w życiu społecznym. O niebezpieczeństwie chorobotwórczych stosunków seksualnych odbywanych w nadmiernej liczbie pisano już na początku XIX wieku.

Problemowi masturbacji warto poświęcić więcej miejsca, ponieważ wiktoriańskie podejście do niej znakomicie uosabia (wręcz ucieleśnia) Foucaultowską ideę dyscyplinowania ciała i tożsamości seksualnej. Masturbację nazywano wówczas samogwałtem, a walka z nią wydawała się jednym z głównych celów ówczesnych medyków i moralizatorów. Podobnie jak inne komponenty życia seksualnego, stała się ona podstawowym problemem „wychowawczym” i „klinicznym” w tamtym okresie [podejście skierowane przeciwko wszelkim przejawom seksualizacji życia zostało też na przykład w Stanach Zjednoczonych ustanowione w Censorious, neopurytańskim akcie z 1873 roku (Comstock Act), który – jak komentuje D.L. Gollaher – wyrażał lęk przed seksualnością klas średnich i wyższych].

Jak walczono z masturbacją? Pomysł pierwszy: obrzezanie

Liczba proponowanych środków zaradczych w przypadku masturbacji u chłopców była bardzo duża. Jednym z podstawowych było obrzezanie (które nie miało w tym kontekście absolutnie podłoża religijnego). W 1891 roku przewodniczący Royal College of Surgeons of England (Królewskiego Koledżu Chirurgów Angielskich) Jonathan Hutchinson w opublikowanym przez siebie tekście opisał korzyści płynące z usunięcia napletka u mężczyzn, którego pozostawienie – jak twierdził – może się przyczyniać do „nocnych niekontrolowanych czynności fizjologicznych”, histerii, epilepsji oraz podrażnienia powodującego stymulację erotyczną oraz masturbację. Akt obrzezania zdawał się – jak napisano w jednej z ówczesnych gazet – stanowić swoiste remedium na szereg chorób, w tym: przepuklinę, zakażenia pęcherza, kamienie nerkowe, bezsenność, chroniczną niestrawność, reumatyzm, epilepsję, astmę, moczenie nocne, zaburzenia erekcji, syfilis, obłęd oraz raka skóry.

Zdaniem Williama D. Gentry’ego obrzezanie stanowi wręcz „panaceum” na wiele różnorodnych schorzeń, nie tylko na te, które wymieniono wyżej, ale także między innymi na „skarłowaciały wzrost”, „nerwowy obłęd każdego rodzaju”, „chorobę centralnego układu nerwowego”, „newralgię spazmatyczną”, „nawracające konwulsje”, jak również „wadliwą artykulację”, zeza, paraliż, „ataksję lokomocyjną” czy brak koordynacji.

W rezultacie takich poglądów u schyłku XIX wieku wprowadzono nakaz obrzezywania noworodków płci męskiej urodzonych w szpitalu (należy podkreślić, że porody kobiet z klas średniej i wyższej rzadko odbywały się wówczas w domach w obecności położnej). Obrzezanie stało się zatem jeszcze jednym symbolem statusu klas wyższych, które mogły sobie pozwolić na poród pod kontrolą wyspecjalizowanego personelu w szybko rozwijającej się sieci szpitali miejskich.

Jednym z największych orędowników obrzezania był John Harvey Kellogg (który – nawiasem mówiąc – twierdził, że spożywanie płatków kukurydzianych zapobiega masturbacji). Pisał: „Remedium, które zawsze skutkuje u małych chłopców, to obrzezanie, szczególnie jeśli występuje jakikolwiek stopień stulejki. Operacja powinna zostać przeprowadzona przez chirurga bez użycia środka znieczulającego, gdyż krótkotrwały ból towarzyszący zabiegowi wywiera pożyteczny wpływ na umysł, zwłaszcza gdy jest on związany z ideą kary [...]”.

Zobacz też: Czym w XIX wieku była chirurgia seksualna?

Nasieniotok i jego skutki

W parze z lękiem przed nieodwołalnie tragicznymi konsekwencjami masturbacji występowała społeczno-kulturowa panika przed nasieniotokiem (Spermatorrhea), „chorobą” skonstruowaną przez panującą wówczas ideologię społeczno-medyczną. Wszystkie ówczesne autorytety medyczne definiowały ją jako szkodliwy dla zdrowia fizycznego i psychicznego nadmierny „upust nasienia” u chłopców i mężczyzn, natomiast zasadnicze, prowadzące do niekończących się debat różnice pojawiały się przy próbie ustalenia przyczyn tej choroby. Wytworzona wokół nasieniotoku panika spowodowała, że przez dekady zajmował on umysły lekarzy i opinii publicznej. Kwestia ta stała się – jak uważa Stephen Heath – jednym z ważnych przejawów społeczno-kulturowych „niepokojów epoki”. (…)

W przypadku nasieniotoku przywoływano przedstawioną już wyżej tezę, że – jak ujmuje to Marris Wilson – „nasienie jest witalnym płynem, którego utrata jest z natury rzeczy osłabiająca”, lub że „przestymulowanie” organów rozrodczych powoduje zmniejszenie energii. Z kolei jeden z ówczesnych medyków, doktor A.K. Gardner, odwoływał się do idei teorii hematologicznej, zgodnie z którą męskie nasienie stanowi ekstremalnie cenną formę krwi, „najczystszy ekstrakt krwi”, uosabiający skoncentrowaną siłę.

Generalnie uważano wówczas, że nasieniotok (jako jednostka chorobowa) przebiegał w dwóch stadiach. W pierwszym następował nadmierny wypływ nasienia, ciało było „nadaktywne” w jego produkcji i ejakulacji, czego symptom stanowiły polucje i często przedwczesny wytrysk. W drugim stadium wyczerpane ciało cherlało: jądra ulegały atrofii, nasienie przenikało do moczu, pacjent doświadczał – jak uważano – letargu, depresji i impotencji. Uważano przy tym zwykle, że nasieniotok był konsekwencją zakazanej („potajemnej”) lub nadmiernej aktywności seksualnej, w szczególności masturbacji. W kontekście społecznym z kolei walka z tym zjawiskiem miała na celu obronę pewnej jasno określonej wersji fallicznej męskości, określonej przez dychotomie: twarde i miękkie, zamknięte i otwarte, stałe i płynne (przy czym idea „prawdziwego mężczyzny” związana była zawsze z pierwszą z kategorii w każdym z tych zestawień). Nasieniotok symbolizował więc utratę przez mężczyzn kontroli nad ciałem i emocjami, utratę pewności siebie i władzy.

Zwalczanie masturbacji – drastyczne pomysły

Wyobraźnia zwolenników walki z masturbacją – i pozostającym z nią w nierozerwalnym związku nasieniotokiem – wydawała się nieograniczona, a pogadanki umoralniające, zastraszanie i tradycyjne kary należały do bardzo łagodnych remediów. Inne, bardziej drastyczne formy działania dyscyplinującego, mogą budzić niemałe zdumienie.

Trzeba do nich zaliczyć takie przywołane przez Karen E. Paige środki, jak otaczanie penisa gipsem modelarskim, pokrowcem ze skóry lub gumy bądź jego kauteryzację (wypalanie) czy noszenie przez chłopców pasów cnoty lub kłujących pierścieni, a w szczególnie trudnych przypadkach – kastrację.

Moje własne analizy podręczników lekarskich z XIX wieku potwierdzają, że stosowane wówczas remedia na masturbację i nasieniotok były szokująco inwazyjne.

W odniesieniu do masturbacji czy też nasieniotoku medyczne autorytety epoki proponowały umieszczanie penisa w miniaturowym metalowym pasie cnoty bądź chirurgiczne usunięcie jąder. Ponadto zalecano stosowanie środków przeczyszczających, przy czym łatwo sobie wyobrazić stan psychiczny pacjenta, któremu nie tylko aplikowano diuretyki i czopki z kamfory czy belladonny (wilczej jagody), ale także poddawano go lewatywom i przystawiano do odbytu pijawki. Richard Dawson przywołuje z kolei metodę pokrywania penisa chemicznymi substancjami drażniącymi, takimi jak: winian antymo­nowo-potasowy, aceton z kamforą, tak że „stawał się on tak obolały, iż jakikolwiek dotyk był niemożliwy do zniesienia”.

Warto przytoczyć poglądy na nasieniotok i masturbację (oraz seksualność męską) dwóch autorytetów medycznych epoki wiktoriańskiej. Pierwszy z nich to przywoływany już wcześniej J.W. Howe, autor książki, która – jak napisano w jej wstępie – stanowi zbiór wykładów dla studentów medycyny oraz lekarzy na Wydziale Lekarskim w Nowym Jorku. Jego stwierdzenia i postulowane działania znakomicie odzwierciedlają dominujące ideologie seksualności i medycyny tamtego okresu. J.W. Howe jest świadomy, że „emocje, które wywołuje akt seksualny, są zazwyczaj wyjątkowo przyjemne, istnieją wystarczające dowody, iż bez wątpienia są one esencjalne w stosunku do tego aktu”, a apogeum tego stanowi ejakulacja. Jednocześnie jednak wyraża swoje przekonanie, że „wysoki stopień podniecenia nerwowego, które obejmuje akt spółkowania, przyczynia się w następstwie do wywołania depresji w natężeniu odpowiednim w swojej rozpiętości [do tego podniecenia], a zbyt częste powtarzanie tego aktu jest bardzo szkodliwe dla ogólnego zdrowia”. Jest to przy tym „jeszcze bardziej niebezpieczne w przypadku samotnego seksu [masturbacji], który jest praktykowany przez zbyt wielu młodych ludzi” i „zagraża sile organizmu”.

J.W. Howe pisze dalej: „Wytwarzanie nasienia powinno być, tak jak inne rodzaje wydzielania, pod ścisłą kontrolą systemu nerwowego, a [w przypadku masturbacji] zwiększa się ono przez ciągłe kierowanie uwagi na obiekty, które wywołują podniecenie seksualne. I przez to istnieje tendencja do częstych rozładowań [...]. To powoduje, że nie jest osiągana perfekcyjna jakość nasienia, [...] a wydalany jest nadmiernie duży odsetek niedojrzałych komórek nasiennych [...], wskutek czego wytwarza się coraz mniejsza ilość nasienia [...], co z kolei ogranicza siłę zarówno ciała, jak i umysłu”. Ostateczną (i logiczną w świetle powyższych poglądów) konsekwencją masturbacji są: aspermatyzm (polegający na całkowitym braku wytrysku nasienia) oraz bezpłodność (zazwyczaj poprzedzone jest to powstaniem żylaków powrózka nasiennego, spowodowanym – zdaniem cytowanego autora – „częstymi erekcjami i bezustannym napęcznieniem naczyń krwionośnych genitaliów, spotęgowanym przez częste emisje nasienia”). Innym wymienionym przez J.W. Howe’a skutkiem masturbacji jest „neuralgia komórek, której mogą towarzyszyć paroksyzmy bólu i utrata męskości”. Proponowane przez niego metody leczenia obejmują napary i toniki z belladonny, opium, chininy lub kastrację, choć, jak dodaje autor, „jeśli mężczyzna jest młody, może go uratować szybkie małżeństwo” (o ile oczywiście, co autor uważa za warunek niezbędny, jest on zdolny do jego skonsumowania). Można zastosować również – w walce z neuralgią pęcherza – pięciominutowy impuls elektryczny.

Jak pisze J.W. Howe, anoda „jest wprowadzona do szyjki pęcherza, a katoda jest przyłączona do kości krzyżowej i krocza” (po tygodniu lub dwóch impuls można wydłużyć do dziesięciu minut). J.W. Howe jest przekonany, że „prąd pomaga zlikwidować ból, jednocześnie eliminując liczbę emisji nasienia”. Z kolei „najlepszym lekarstwem na zmniejszenie przerostu gruczołu krokowego [prostaty], będącego również efektem masturbacji i zbyt częstego współżycia seksualnego, jest wprowadzenie pięciu pijawek do odbytu” (J.W. Howe był również zwolennikiem zabiegu obrzezania, gdyż jego zdaniem pozostawienie napletka „prowokowało” chłopców do masturbacji).

Ciekawe jest również to, że cytowany autor nie zalecał jazdy konnej „osobom cierpiącym na choroby spowodowane masturbacją czy nadmierną aktywnością seksualną, gdyż przyczynia się ona do podrażnienia genitaliów i zwiększenia liczby emisji nasienia”. Twierdził przy tym, że „takim pacjentom zaleca się spanie na bokach, gdyż spanie na wznak powoduje niepotrzebne podrażnienie narządów płciowych i emisje nasienia”.

Zobacz też: Masturbacja – vademecum

Osobliwe wynalazki uniemożliwiające masturbację

Dość szokujące są poniższe rozważania J.W. Howe’a, i to nie tylko z perspektywy współczesnej wiedzy medycznej, ale także współczesnego zdrowego rozsądku i „estetyki narracji”. Trzeba je jednak przytoczyć, ilustrują bowiem znakomicie inwazyjną ingerencję medycyny wiktoriańskiej w seksualność, ciało i tożsamość człowieka. Można oto przeczytać: „Elektryczny dzwonek jest genialnym urządzeniem budzącym pacjenta, zanim nastąpi polucja. Dzwonek jest umocowany w nocy wokół penisa i połączony z elektrycznym pasem, który umieszcza się wokół brzucha; z kolei pas ten łączy się z biegunami baterii. Kiedy następuje określony dopływ krwi do organów płciowych podczas snu, [a] cała tkanka penisa staje się nabrzmiała”, wówczas „gwałtowny szok [elektryczny] jest doświadczany przez pacjenta, który zostaje wybudzony ze snu, aby zapobiec emisji nasienia”, natomiast „pacjent nie odczuwa prądu elektrycznego, kiedy organ jest spokojny” (w londyńskim British Museum byłam świadkiem tego, że przyrząd ów oglądany na wystawie wzbudzał najwięcej emocji spośród wszystkich zgromadzonych eksponatów).

Stosowanie tych radykalnych środków koreluje zresztą z ówczesnymi przekonaniami na temat polucji, wyrażonymi jasno przez Johna Lawsa Miltona: „pacjent może zawsze zapanować nad nimi, jeśli taka jest jego wola, jeśli tego nie chce, to one zawładną nim”.

Na następnych stronach swojego podręcznika J.W. Howe przywołuje równie drastyczne instrumentarium przeciwko masturbacji: „Stalowe pierścienie uzbrojone w ostre zęby na wewnętrznej powierzchni zostały wynalezione w tym samym celu. Pierścień musi być założony na penisa przed pójściem spać, a kiedy ma miejsce erekcja, ostre punkty wkłuwają się w osłonkę i budzą pacjenta. Skórzane pasy pokryte zębami i pinezkami są również polecane w tym celu. W niektórych przypadkach, kiedy pacjent nie może uzyskać inteligentnej porady czy leczenia, takie urządzenia mogą przynieść czasową ulgę, w przeciwnym razie nigdy by ich nie polecano”.

W zestawieniu z przedstawionymi metodami nie budzą zdziwienia proponowane przez J.W. Howe’a „krążki doodbytnicze – aby ucisnąć kanaliki ejakulacyjne i zapobiegać wyciekowi nasienia”. Należy przy tym „prowadzić surowy nadzór nad pacjentem, stosować kąpiele, toniki, elektryczność przez kilka tygodni, a jeśli nie przynosi to dobrych rezultatów, pacjent powinien być natychmiast wykastrowany”. Trudno sobie wyobrazić, że dziewiętnastowieczny chirurg mógł się nie zatrzymać na granicy powyższych poglądów, jednakże pisze on dalej: „Prosta kastracja nie zatrzyma ejakulacji przez kanał cewki moczowej, w konsekwencji konieczne jest umieszczenie pozostałej części [narządu] w takim położeniu, aby zapobiec manipulowaniu. Jeśli taka procedura zawiedzie, nie widzę żadnych przeciwwskazań do usunięcia całych zewnętrznych genitaliów”.

W porównaniu z „radykalnie chirurgicznymi” poglądami J.W. Howe’a metody leczenia masturbacji zalecane przez innego lekarza, J.H. Kellogga, wydają się bardziej humanitarne i „miękkie”, choć pisał on: „Spośród nielegalnych działań obu płci potworny grzech [...] masturbacji jest podwójnie obrzydliwym przestępstwem. Po pierwsze – jako grzech przeciwko naturze nie ma sobie równego poza sodomią. Po drugie – jest on najbardziej niebezpieczny ze wszystkich seksualnych nadużyć, ponieważ jest najczęściej praktykowany”.

Dlaczego mężczyźni się masturbują? Pomysły z XIX wieku

J.W. Kellogg wymienia szereg „fizjologicznych przyczyn powstania tego nawyku”, takich jak: „zaparcia, hemoroidy, podatny na podrażnienia pęcherz, szczeliny odbytu, brak dbałości o czystość”. Dodaje do tego „spanie na pierzynie, które powoduje lokalne przegrzanie i przez to sprzyja ekscytacji”, oraz stwierdza, że „leżenie na wznak lub na brzuchu najczęściej sprzyja nadużyciom wobec samego siebie [...]”.

Dla J.H. Kellogga nie ulega wątpliwości, że wytworzeniu nawyku masturbacji służą również (wspomniane już wcześniej) „herbata i kawa, tytoń [...] cukierki, przyprawy, cynamon, goździki, mięta pieprzowa, wszystkie intensywne esencje, które silnie podniecają seksualne organy i prowadzą do tego samego rezultatu”. J.H. Kellogg z aprobatą cytuje w tym kontekście poglądy doktora Miltona, który „wyleczył tysiące przypadków tej choroby” (masturbacji): „Każda emisja nasienia, poza jedną na miesiąc, wymaga zwrócenia uwagi. Wiem, że ktoś może podważyć moje stanowisko, ale jestem doskonale przygotowany, aby go bronić. Nie głosiłbym go, gdybym nie był w odpowiednim stopniu przekonany co do jego słuszności, mając wystarczające dowody na potwierdzenie mojej tezy”.

Zobacz też: Jak rozpoznać uzależnienie od masturbacji?

Do czego prowadziła masturbacja?

J.H. Kellog był zdecydowanym zwolennikiem walki z masturbacją, jego zdaniem prowadziła ona bowiem nie tylko do „utraty nasienia”, ale także do wyczerpania nerwowego (oraz chorób układu nerwowego) i osłabienia organizmu, chorób wrzodowych żołądka i dwunastnicy, chorób serca, problemów z narządami zmysłów oraz podrażnienia rdzenia kręgowego.

W innym miejscu swojej książki J.H. Kellog wymienia „lokalne” – jak to ujmuje – konsekwencje masturbacji u mężczyzn: podrażnienie cewki moczowej i jej zwężenie oraz inne choroby przewodu moczowego, przerost gruczołu krokowego, priapizm, hemoroidy, wypadnięcie odbytu, deformację narządów płciowych, spodziectwo, atrofię jąder, żylaki powrózka nasiennego, polucje prowadzące do nasieniotoku, wreszcie – impotencję (podobny pogląd wyrażał inny uznany lekarz tego okresu, który dodawał, że masturbacja prowadzi do „seksualnej perwersji” i „psychicznej znieczulicy”).

J.H. Kellog wymienił szczegółową listę symptomów (zachowań), które towarzyszą nawykowi masturbacji i których wystąpienie powinno „zaalarmować opiekunów i rodziców”. Wśród nich warto zwrócić uwagę na „ogólne osłabienie”, „nagłe zmiany usposobienia” i skłonność do działań „lekkomyślnych” i nieodpowiedzialnych , „nienaturalną nieśmiałość”, apatię i zaburzenia mentalne, „poszarzałe oczy i mimikę twarzy”, bezsenność, skłonność do samotności, wyśmiewanie się z przejawów pobożności, lękliwość czy niechęć do towarzystwa dziewcząt u chłopców (a u dziewcząt przeciwnie – wzrastająca przyjemność z towarzystwa chłopców). Pojawiają się też takie objawy, jak: „słaby kręgosłup”, „bóle członków” i „sztywność przegubów”, a także „specyficzny chód – wleczenie nóg, człapanie, jak również sztywność chodu”. Ciekawe są również potencjalne oznaki masturbacji, między innymi: „niechęć do zwykłego jedzenia”, której towarzyszy „kapryśny apetyt, dziwaczna skłonność do nienaturalnych, niebezpiecznych i wywołujących podrażnienia substancji: soli, pieprzu, przypraw, cynamonu, goździków, octu, musztardy, chrzanu i używania ich w nadmiarze”. Trudno nie zwrócić uwagi na „jedzenie gliny, rysików, kredy, tynku”, uzależnienie od tytoniu, nienaturalnie blade i pozbawione koloru usta, trądzik i wypryski, obgryzanie paznokci (to jednak najczęściej u dziewcząt), czerwone obramówki oczu i cienie pod oczami, a także wilgotne, zimne ręce, palpitacje serca, moczenie się w łóżku oraz epilepsję, jak również skłonność do wulgaryzmów i „upodobanie w obscenicznych opowieściach”.

W swoich analizach tragicznych skutków masturbacji J.H. Kellogg szedł dalej niż niektórzy z jego kolegów lekarzy. Otóż uważał, że „skutki nadużyć wobec własnej seksualności rodziców, także przed ślubem” mogą być tragiczne dla ich potomstwa. I tak: „dzieci [osób, które się masturbowały] są delikatne, chorowite, wyniszczone, narażone na wszelkie związane z genitaliami choroby, szczególnie nerwowe, idiotyzm wynikający z niewystarczającego rozwoju mózgu, epilepsję, konwulsje, wodogłowie, porażenie mózgowe”. Mogą cierpieć również na „schorzenia kręgów piersiowych i jąder, zmiękczenie centralnej części mózgu, formacje gruźlicze w tkankach, pląsawicę, zapalenia [...] substancji mózgu lub rdzenia kręgowego [...]”.

Łagodne formy walki z masturbacją w XIX wieku

Zalecenia dotyczące walki z masturbacją proponowane przez J.H. Kellogga były bardziej praktyczne i – w porównaniu z chirurgicznymi przekonaniami J.W. Howe’a – relatywnie mało inwazyjne (choć, jak pisałam już uprzednio, był on zdecydowanym zwolennikiem obrzezania). Przede wszystkim proponował on szczególną dietę zapobiegającą masturbacji: „nigdy nie objadaj się, jedz dwa razy dziennie bardzo lekkie i proste jedzenie, jak owoce i chleb, nie jedz niczego cztery–pięć godzin przed zaśnięciem, najlepiej nie jeść nic po godzinie trzeciej”. Powtarzał kilkakrotnie: „nigdy nie idź do łóżka z przeciążonym żołądkiem”, wówczas bowiem „sen będzie zakłócony, sny będą bardziej obfite, a emisje nasienia częstsze”. Czytając zalecenia, które formułował J.H. Kellogg w kwestii diety, ma się wrażenie, że cała „dietetyczna rzeczywistość” ma być podporządkowana walce z masturbacją. Trzeba więc wykluczyć „wszelkie jedzenie mające właściwości stymulujące”, i to nie tylko wymienione wcześniej ostre smaki i potrawy, ale także „mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego, nie pomijając ryb, drobiu, ostryg, jajek i mleka” („wyjątkowo można pozwolić sobie na chudą wołowinę lub baraninę”). Z kolei „wino, piwo, herbata i kawa powinny być absolutnie usunięte”, a „także czekolada” i „wszystkie gorące napoje”. Ma się wrażenie, że dieta powinna być ograniczona do warzyw, owoców i ziarna.

Szczególnie ważny w walce z masturbacją zdaje się dla J.H. Kellogga rytuał dotyczący spania, który jest przez niego szczegółowo opisany: z pozycjami możliwymi do przyjęcia (wyłącznie na bokach), godzinami snu i godzinami wstawania (najlepiej około czwartej rano, gdyż po tej godzinie zdarzają się polucje), drzemkami (absolutnie nie po obiedzie, bo to sprzyja polucjom), opróżnianiem pęcherza (przed snem i dwukrotnie w nocy), metodami ścielenia łóżka (należy unikać miękkich poduszek, miękkich materacy, pierzyn, stosować jak najlżejsze przykrycia), miejscem snu (najlepiej na twardej podłodze, przykrytej kocem lub materacem z włosia czy łodyg owsa), aranżacją sypialni (najlepiej od wschodu, z oknami, które pozwalają na wietrzenie).

Autor doradza również proste wynalazki, które pozwalają się kontrolować podczas snu, przy czym zdają się one bardzo delikatne w porównaniu z inwazyjnymi metodami J.W. Howe’a. I tak zaleca: „zawiązanie supła pośrodku ręcznika i obwiązanie się nim tak, że supeł znajduje się na plecach”, co czyni „spanie na wznak niewygodnym z uwagi na wrzynający się w plecy supeł”; „można również zawiązać sobie ręcznik z kawałkiem drewna na plecach” („jeszcze inni polecają przywiązanie ręki do kolumny łóżka”).

Zobacz też: Po co nam masturbacja?

Fragment pochodzi z książki „Kobieta epoki wiktoriańskiej” autorstwa A. Gromkowskiej-Melosik (Impuls, 2013). Publikacja za zgodą wydawcy. Bibliografia dostępna w redakcji.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/17.10.2014 21:38
przyznam, że nareszcie jakiś ciekawy tekst. Aż zachciało mi się kogoś poznać na http://top-ogloszenia.net/Ogloszenia-Towarzyskie-15 także uciekam :) pa