Bogini seksapilu

Bogini seksapilu

Znalazłyśmy ekspertów, którzy pomogą Ci stać się kobietą zmysłową, nauczą uwodzić i zniewalać.
/ 05.06.2019 09:52
Bogini seksapilu

Jak zostać boginią seksu? Pytamy o to aktorkę, psychologa, stylistę i choreografa. Ty też skorzystaj z ich porad. Seksapil to... nic trudnego.
Beata Tyszkiewicz, do której zadzwoniłam z prośbą, by udzieliła mi lekcji seksapilu, stanowczo odmówiła. - Ja nie mogę się tego podjąć. To "coś" dziedziczymy w genach po naszych rodzicach. Gdyby postawić Marilyn Monroe czy Audrey Hepburn w szeregu piętnastu kobiet, wszystkie oczy patrzyłyby tylko na nie. Pierwsza miała kokieteryjny sposób bycia. Druga nawet z kołnierzykiem zapiętym pod szyję przyciągała spojrzenia mężczyzn. Obie barwne, wyjątkowe, ale bardzo różne. Jednych drażniły, innym imponowały. Ale nigdy nikomu nie pozostawały obojętne - mówi jedna z najseksowniejszych polskich aktorek.

Postanawiam poszukać ekspertów, którzy pomogą mi stać się kobietą zmysłową, nauczą mnie uwodzić i zniewalać.

Sekrety Joanny Brodzik
Moje koleżanki twierdzą, że sexy jest Joanna Brodzik. Dzwonię. Jest piątek, godzina 10.30. Pytam Joannę, czy czuje się seksowna.
- Dziś nie - zaprzecza. - Właśnie leżę w pidżamie w łóżku. Nie jestem sexy, jestem zmęczona. W życiu nie wolno niczego robić na siłę. Są takie dni, kiedy pozwalam sobie dotrzeć do "dna tłustych włosów" i absolutnej nieakceptacji własnego wyglądu. Może dzieje się tak dlatego, bym później mogła się od tego dna odbić? Wtedy przeprowadzam remont generalny: manikiur, depilacja brwi, maseczka. Poprawiam sobie nastrój i odkopuję pokłady seksapilu.
Co dla Joanny znaczy to magiczne słowo? - Seksapil to pewien stan pobudzenia emocjonalnego i intelektualnego. Mogą nim emanować nawet dziewczyny w rozciągniętych dresach.
Dziwne. Dla mnie "to coś" mają tylko zgrabne modelki. Joanna uważa, że idę złym tropem.
- Jeśli spróbujesz polubić siebie i własne ciało, to będzie dobry początek, abyś odnalazła swój seksapil. Jasne, że jako aktorka mogę Cię podszkolić: pokazać pewien sposób poruszania się itd. Ale to nie ma większego sensu, bo może okazać się sztuczne. Sekret tkwi w Tobie.

Na kozetce u psychologa
Renata Bożek
, psycholog, naukowo zajmuje się badaniem kobiecości w kulturze.
Twierdzi, że seksapil to coś więcej niż mała czarna sukienka, szpilki i makijaż. Rozmowę na ten temat zaczyna niestandardowo. Od opowieści o Aspazji z Miletu, pięknej kobiecie, najsłynniejszej greckiej heterze, która miała niesamowity dar zniewalania mężczyzn. Co pociągało w niej Sokratesa i Peryklesa? Aspazja była wykształcona, niezależna i miała swoje zdanie. Według Renaty seksapilem promieniują kobiety silne, takie, które mają świadomość własnej wartości. Nie polega ona jednak na samodzielnym wbijaniu gwoździ i odpowietrzaniu grzejników.
- Ta siła pozwala kobietom mieć wpływ na własne życie - mówi Renata. Według niej mężczyźni oglądają się za kobietami, które przekonane są o swojej wartości. Ale jak tu być Aspazją, jeśli mój facet ciągle mi mówi, że źle się ubieram, znów przytyłam i śmieje się, że nie wiem, gdzie leżą Malediwy?


Od Renaty dostaję kilka sugestii. Od razu postanawiam się do nich stosować. Po pierwsze: od dzisiaj postaram się skupić na tym, w czym jestem naprawdę dobra. Codziennie więc powtarzam sobie: "Mam ładne piersi, w pracy cenią mnie za oryginalne pomysły, w domu piekę rewelacyjne ciasta" (nagłe olśnienie: sporo tych plusów!). Po drugie: zapisuję się na siłownię. Zrzucam kilogramy. Codziennie prowadzę też autoterapię. Delikatnie głaszczę swoje dłonie, brzuch, uda i mówię w myślach: "Mam gładką skórę. Jest taka miękka!". Niby tylko zwykły dotyk, ale... To wcale nie jest niemądre. Moja skóra naprawdę jest ładna. Lubię ją i zaczynam lubić siebie. Po trzecie: najwyższy czas zacząć brylować na karnawałowych salonach! Przed imprezą siadam w fotelu, zamykam oczy i szukam tematów do różnych ciekawych rozmów. Renata twierdzi, że łatwiej przyciągnąć do siebie innych, jeśli okazuje się życzliwe zainteresowanie tym, co mówią i robią. Podczas ostatniej imprezy zauważyłam, że seksowny jest optymizm. Postanawiam uśmiechać się jak najwięcej. I chyba dzięki tym zabiegom na imprezie poznaję dwóch całkiem fajnych facetów.

Spódnica nie gryzie
Na spotkanie ze stylistą "Urody" ubieram się jak zwykle: sweter, dżinsowa kurtka, szerokie spodnie i sportowe buty. Obawiam się, że na hasło: "Chcę być bardziej sexy", Sławek Blaszewski zaproponuje mi obcisłą sukienkę. Brr... Nigdy w życiu! Przekreśliłaby moją indywidualność, a podkreśliła... nadwagę. Ale stylista najpierw pyta, w jakich ciuchach czuję się dobrze.
- Nie lubię spódnic. Zawsze, nawet podczas najbardziej eleganckich uroczystości, występuję w spodniach - odpowiadam zgodnie z prawdą. Kolejno przymierzam spódnice różnej długości. O dziwo, w długiej, obcisłej wyglądam sexy i czuję się swobodnie. Najbardziej jednak podobają mi się spodnie z kantem i szpilki ze szpiczastymi czubkami. Ten duet odchudza mnie o dobre pięć kilo! Moje poczucie wartości rośnie.

Nigdy więcej swetrów gigantów
Dalej Sławek radzi, abym wybierała dobrze skrojone ciuchy, bliskie ciała. W żadnym wypadku nie mogę nosić obszernych swetrów, które "poddają się" sylwetce. Są bezlitosne. Nie ukryją kilogramów. Wkładam więc koszulę mocno wciętą w talii, która "opisuje" i koryguje figurę. Odpinam dwa guziki. Dekolty w szpic wysmuklają. Przyprószam lekko biust pudrem z drobinkami złota. Wyglądam bosko!
Sławek twierdzi, że każdą kobietę może ubrać sexy. Ale jeśli ona nie poczuje się komfortowo, zdemaskuje ją mowa ciała. Przestraszona, skrępowana na pewno nie zmieni się w zmysłową kusicielkę.
Od Sławka dowiaduję się także, że jeżeli ktoś ma naturalny seksapil, nie potrzebuje "mocnego opakowania". Jeśli jednak chcesz przyciągać wzrok, noś ciuchy w intensywnych kolorach. W pastelach będziesz wyglądać romantycznie. Na takie kolory mogą sobie pozwolić kobiety o dużym stężeniu naturalnego seksapilu.
Pytam o czerwone usta. - One dla mnie są bardziej "trendy" niż zmysłowe - twierdzi Sławek. - Sexy są lekko wilgotne, pomalowane bezbarwnym błyszczykiem. My, faceci, bardziej pożądamy tego, co jest owiane tajemnicą, niż tego, co zostało pokazane do końca. Zamiast mini spódnica z rozporkiem, zamiast gigantycznego dekoltu półprzezroczysta bluzka. Dopasowany żakiet na gołe ciało daje do myślenia. Czy pod nim jest top? Rozpięta bluzka? Stanik? A może nie ma stanika?


Dlaczego boję się tańczyć?
Zuzanna Pędzich jest specjalistką od terapii tańcem, czyli choreoterapii. Szkoli między innymi choreoterapeutów w Polskim Stowarzyszeniu Choreoterapii w Poznaniu. Kiedy pytam ją, czy taniec może pomóc mi stać się bardziej seksowną, odpowiada bez wahania, że tak. Zaczynam więc mówić o sobie.
- Nie lubię, nie potrafię tańczyć - przyznaję się. - Chciałabym kiedyś na parkiecie poczuć się na luzie, cieszyć ruchem, muzyką, a na co dzień mieć eleganckie gesty i nie garbić się - zdradzam swoje marzenia. Zuzanna uśmiecha się.
- Z takimi osobami jak Ty najbardziej lubię pracować - zapewnia. I dodaje, że dziewczynom, które skończyły szkołę baletową, trudniej przychodzi przywrócenie naturalnej, pierwotnej, spontanicznej kobiecości. Teraz ja też się uśmiecham. Znalazłam szansę na odnalezienie swojego seksapilu.
Pytam Zuzannę, dlaczego podczas tańca zawsze koncentruję się na tym, że głupio wyglądam.
- Skupiania się na własnych ograniczeniach uczymy się już w dzieciństwie - odpowiada. - W szkolnych wypracowaniach czerwonym długopisem zaznaczano nam błędy. Rzadko pisano: "Świetnie, gratulacje!". Przez lata nauczyliśmy się patrzeć na siebie krytycznie. W dzieciństwie byliśmy spontaniczni, okazywaliśmy emocje. Ale mówiono nam: "Tak nie wolno, tak nie wypada". I nauczyliśmy się ograniczać własną ekspresję. Z czasem zaczęliśmy krytykować siebie lepiej niż ktokolwiek inny. To dlatego boimy się wyjść na parkiet.

Słucham, czego chce ciało
Zuzanna mówi, że nawet w domu mogę próbować za pomocą tańca obudzić w sobie seksapil.
- Włącz taką muzykę, jaką lubisz. Aby czuć się komfortowo, zamknij pokój. Staraj się słuchać, czego chce naprawdę Twoje ciało. Nie myśl o tym, jak wyglądasz. Zacznij ruszać głową. Potem kolej na dłonie, nadgarstki, łokcie, ramiona, plecy... Każdej części ciała używaj tak, jak ona ma na to ochotę. Spróbuj też wyrazić to, co czujesz.
Podobno w ten sposób można wyrobić w sobie wiele innych cech. Za namową Zuzanny próbuję w domu poruszać się jak osoba zupełnie pozbawiona wdzięku. Jestem zgarbiona, powłóczę nogami. Odczuwam luz. Potem staram się tańczyć z gracją i wdziękiem. Dlaczego tak robię? Zuzanna uważa, że każda z nas ma w sobie taką część, która jest seksowna i inną, która... nie jest. Jeśli chcę być zadowolona ze swojego ciała, powinnam także zaakceptować własne słabości, czyli od czasu do czasu pozwalać sobie na bycie nieseksowną. Po dwóch dniach tańczenia lepiej idzie mi garbienie się i szuranie nogami. Ale w seksownym tańcu czuję się coraz mniej nieswojo. To już coś!
Następnym krokiem, który pomoże mi poczuć się atrakcyjną, jest taniec w grupie osób, z którymi dobrze się czuję. Zuzanna twierdzi, że podczas takiego tańca często przeżywamy podziw dla innych. To można wyczytać z naszych oczu. Za pomocą tej spontanicznej radości wzajemnie podnosimy w sobie poczucie wartości i stajemy się bardziej otwarci.
I jeszcze jedna rada dla nieśmiałych kobiet: podobno, kiedy tańczymy blisko mężczyzny, chcąc nie chcąc, usztywniamy ciało albo spłycamy oddech. Warto więc jak najczęściej "trenować" takie sytuacje, by potem, zarówno na parkiecie jak i w życiu, swobodnie czuć się w towarzystwie facetów. Budzi się we mnie bogini seksapilu...
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/28.12.2007 09:43
Wiem, że nie jest łatwo regularnie wymyślać nowe artykuły, ale odgrzewanie na okrągło tych samych tekstów - najpierw przedruk nieświeżego felietonu Hanny Bakuły z "Playboya", a teraz odgruzowane cytaty z rozmów z gwiazdami i eksperta sprzed roku lub dwóch - to przesada, Szanowni Państwo. Miejcie na uwadze fakt, że Państwa czytelniczki z reguły kupują większość pism kobiecych i przeglądają je z uwagą. Bardzo bym sobie życzyła, żeby mój ulubiony portal wystrzegał się takich wpadek.