POLECAMY

Kajzerki na obiad - zwierzenia męża diabetyczki

„Co dziś na obiad?” – pytam od progu, głodny i zmarznięty po powrocie z pracy. Rosół mi się marzył przez całą drogę do domu, a w każdym razie na pewno coś ciepłego. Liczyłem na smakowitą propozycję, choć już sam fakt, że w mieszkaniu nie unosiły się żadne obiadowe zapachy, wzbudził mój niepokój. Miałem złe przeczucia. Nie myliłem się…
Kajzerki na obiad - zwierzenia męża diabetyczki

„Kajzerki są na obiad” – poinformowała mnie moja słodka małżonka. „Ale… Jak to… kajzerki?” – to żart, pomyślałem. Moja kuchareczka mnie nigdy nie zawiodła, żoneczki żarty się dziś trzymają. „No normalnie” – odparła. „Buły suche. Takie, przy których nie popełnię najmniejszego błędu, licząc wymienniki”. „Ale… czemu…?”. „Bo robię profil glikemii i sprawdzam, czy mam dobrze ustawioną bazę w pompie, więc tłuszczu i białka dziś nie spożywam, a jedynie takie oto kajzerki” – w moim kierunku pofrunęła okrąglutka bułka. I dodała: „świeżutkie, pachnące, nie narzekaj”.

Dieta cukrzycowa – doskonała nie tylko dla diabetyków!

„A czy… ja też muszę sobie odmówić dziś tłuszczu i białka… zwłaszcza na ciepło?” – spytałem i od razu pożałowałem tej impertynencji, bo cisza, jak następnie zapadła, była naprawdę złowroga.

Słodka małżonka zmierzyła mnie tym swoim wzrokiem spod przymrużonych powiek. Tym pytającym spojrzeniem, które mówi: co jest niejasne, przecież masz cukrzycę? „No przecież nie wytrzymałabym na kajzerkach, gdyby w domu czuć było jakimś pyszniutkim obiadem, prawda? Bądź ze mną w tych trudnych chwilach i wsuwaj bułę” – powiedziała.

Dyskalkulia, czyli rosyjska ruletka - zwierzenia męża diabetyczki

Nawet nie zdjąłem kurtki, usiadłem przy kuchennym stole nieśmiało, potulnie – cukrzyca rządzi i mamy dziś światowy dzień suchej buły. „A herbaty mogę prosić?” – zapytałem. „A to tak” – małżonka uśmiechnęła się i sięgnęła do szafki po mój ulubiony kubek. „Jutro już wszystko wróci do normy” – pocieszyła mnie łagodniejszym głosem. I dodała: „nagotuję rosołu na prędze wołowej, usmażę krokiety z kapustą i grzybami, w jajku, w bułeczce, na oleju”. „Błagam…” – dostałem ślinotoku i wtedy pomyślałem, że chyba się wymknę do pobliskiego fastfoodu.

Łyknąłem herbaty. „Jeszcze na chwilę muszę wyskoczyć z domu” – powiedziałem poprawiając szalik. I dodałem: „Może kupię ci na wieczór jakąś dobrą aromatyzowaną herbatę na pociechę w ten postny dzień? Dla smaczku”. „Kochany jesteś. Masz tu jeszcze jedną bułę na drogę...”. Wziąłem, a co. Żeby mieć siły na dojście do fastfoodu. W żołądku włączyło się już takie ssanie, że aż potknąłem się zbiegając na schodach.

To było to. Ciepły i wysokokaloryczny zestaw XXL, maksymalnie powiększony. Dawno mi tak nie smakowało żadne jedzenie. Posiedziałem jeszcze chwilę przy stoliku rozkoszując się ciepłem rozchodzącym się po pełnym żołądku. Zostałem jeszcze trochę i to był błąd. Moja kurtka przesiąkła zapachem smażonych na wołowym oleju frytek i innymi aromatami lokalu. Klapa była podwójna. Po pierwsze narobiłem małżonce smaku, bo jak stwierdziła „na kilometr czuć od ciebie hamburgerem”, a po drugie… zapomniałem o tej herbacie.

Życie miłosne cukrzyka

Artykuł pochodzi z magazynu „Cukrzyca” (7/2012). Oryginalny tytuł „Światowy dzień kajzerki”. Publikacja za zgodą wydawcy.

Więcej na temat cukrzycy:
Uważaj! Tak też może objawiać się cukrzyca u dziecka!
Co oznacza glukoza w moczu ciężarnej?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)