Wyuczona bezradność - przyczyny i konsekwencje.

Przed blisko 40 laty Martin Seligman i jego współpracownicy natknęli się w trakcie prowadzonych doświadczeń na interesujące...
/ 21.05.2007 10:17
Przed blisko 40 laty Martin Seligman i jego współpracownicy natknęli się w trakcie prowadzonych doświadczeń na interesujące zjawisko. Głównymi " bohaterami" doświadczenia były psy poddawane oddziaływaniu bolesnego wstrząsu w urządzeniu zbudowanym z dwóch pomieszczeń oddzielonych barierą . Zadaniem psów było nauczyć się prostej reakcji polegającej na przeskoczeniu barierki w celu uniknięcia wstrząsu wymierzalnego w pierwszym pomieszczeniu.

Psy niedoświadczone, którym nie wymierzano wstrząsu we wcześniejszych badaniach eksperymentalnych, otrzymując wstrząs po raz pierwszy, reagowały biegając chaotycznie, wyjąc i zanieczyszczając pomieszczenie, po czym przeskakiwały przez barierkę odkrywając, że po drugiej stronie jest bezpiecznie. Po kilku próbach psy te uczyły się całkowicie unikać wstrząsu.
Zupełnie inaczej reagowały zwierzęta uprzednio poddawane wstrząsom w innych doświadczeniach. W pierwszej fazie doświadczenia, zachowywały się identycznie jak psy niedoświadczone. Biegały dookoła zanieczyszczając się, ale po pewnym czasie przestawały reagować i skomląc cicho znosiły działanie silnych impulsów elektrycznych. Zwierzęta te nie uczyły się przeskakiwać barierki dla uniknięcia urazu, a nawet jeśli im się to udało i tak nie miało to wpływu na ich późniejsze zachowanie.

Seligman nazwał tę specyficzną reakcję wyuczoną bezradnością i opisał takie
" przystosowanie" jako nieprzystosowawcze ze względu na zahamowanie potrzebnych reakcji, jak również na cierpienie zwierząt na fizjologicznym poziomie oddziaływania. Zwierzęta traciły apetyt, ubywały na wadze, w końcu zapadały na różne choroby. Seligman stwierdził, że gdy psy raz nauczyły się bierności, potrzebowały wielu doświadczeń zwanych pozytywnym wzmocnieniem (ok. 200), polegających na przeciąganiu ich siłą z pomieszczenia "wstrząsowego" do bezpiecznego, aby odkryć ponownie, iż reagowanie może przynieść ulgę i w ten sposób umożliwia pozbycie się wyuczonego zespołu bezradności.

Czy ten destruktywny stan dotyczy tylko zwierząt laboratoryjnych?
Moje obserwacje dotyczące wprawdzie niewielkiej grupy pacjentów potwierdzają, iż wyuczona bierność jest częstym zjawiskiem. Dotyczy ona osób, które w toku rozwoju osobowości nie otrzymywały wzmocnienia pozytywnego w związku z ich działaniem czy to w szkole, czy w środowisku życia. Osoby te reagują na traumę bezradnością i poczuciem beznadziejności, co w efekcie prowadzi do zmian biologicznych. Sprzyja to rozwojowi takich chorób jak np. cukrzyca, choroba serca, czy rak.

Seligman stwierdził, że bezradność, którą wywołano u ludzi w warunkach laboratoryjnych, dając im nierozwiązywalne zadania, prowadzi do objawów spotykanych w depresji. Na szczęście w większości przypadków depresja jest zwykle stanem, który " leczy" czas. Nie mniej jednak najistotniejszym elementem tej szczególnej terapii jest wzmocnienie pozytywne, które pacjent otrzymuje wraz z oddalaniem się czynnika, który depresję spowodował. Ten schemat nie dotyczy jednak osób, u których w procesie rozwoju zabrakło wzmocnienia dodatniego.

Skoro problem jest integralnie związany z kształtowaniem osobowości w trakcie jej rozwoju, czy nie należałoby się zastanowić nad taką zmianą w systemie edukacji, która dawałaby możliwość tak dziecku, jak i nauczycielowi na " ujawnienie" wewnętrznego potencjału (talentu) ucznia we wczesnym okresie nauczania i podporządkowanie procesu edukacji jego rozwojowi? W moim przekonaniu kreatywność dziecka na bazie jego talentu jest najsilniejszym źródłem wzmocnienia pozytywnego, poczucia spełnionego życia i w konsekwencji dobrego stanu zdrowia. Póki co, jest to mrzonka, ale jaką cenę zapłaci społeczeństwo, jeśli nie poczyni jakichkolwiek kroków na drodze jej realizacji?

Wydarzenia traumatyczne nie ominą nikogo, ale człowiek wychowany w poczuciu własnej wartości, odnoszący swe maleńkie i odrobinę większe sukcesy od wczesnego dzieciństwa, nie łatwo da się zgnieść ciężarom życiowego, czasami jakże okrutnego doświadczenia. A taką postawę może zapewnić tylko edukacja w oparciu o jedyny i niepowtarzalny dla każdego człowieka ( w nim tkwiący) potencjał twórczy.

O tym, czy będziemy " produkować" zdrowych i zadowolonych ze swego życia osobników, czy też potencjalnych nieszczęśliwców z zespołem wyuczonej bezradności, decydujemy my, tu i teraz. Czy możemy coś w tej sprawie zrobić?

Odpowiedzi na to pytanie każdy musi udzielić sobie sam.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/01.02.2012 15:13
DEBILE męczą zwierzęta!!!
/07.08.2009 18:51
"Nie mniej jednak" to maslo maslane. Tekst byl interesujacy, jednak blad w pisowni rzucil mi sie w oczy. Nie byl to blad merytoryczny, nie mniej bolal mnie widok kaleczonej polszczyzny. :)
/29.06.2008 20:33
W uznaniu starań autorki tego artykułu, pozwolę sobie jednak wskazać nieco bardziej precyzyjny opis badań Seligmana: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wyuczona_bezradno%C5%9B%C4%87 O ile pozytywne wzmocnienia w dzieciństwie są jak najbardziej konieczne, by stworzyć właściwą postawę niezbędną do poczucia skuteczności w życiu, postawę tą przy niekorzystnych warunkach, można również zatracić. Zwłaszcza w czasach wielorakich przemian społecznych, jak dzisiejsze, obserwuje się przewartościowanie dotychczasowych norm. Uczenie się również wg. Selligmana działa w obie strony, tzn. wskutek rozczarowań właściwie każdy może oduczyć świadomość braku własnej skuteczności (patrz termin poczucie koherencji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Poczucie_koherencji ). Ostatnio w rozmowie z przyjaciółką usłyszałem, że jej matka, która wiele w życiu osiągnęła i żyje wraz z mężem od niedawna w idyllicznym domku, biadoli z powodu każdej czynności, którą własny domek ze sobą niesie. To dość powszechny sygnał braku pozytywnych wzmocnień ze strony otoczenia. "Twojej matce brakuje czegoś w rodzaju uznania powiedziałem. Masz absolutną rację, odparła moja znajoma." To sytuacje, w których otoczenie często ze zdziwieniem wzrusza ramionami mówiąc dosadnym głosem: "no bo przecież ty musisz to, to, to i to". To chwile, w których każda trywialna czynność urasta do problemu, o którym taka osoba czuje potrzebę porozmawiania. Tak jak w dzieciństwie najlepiej pomaga wówczas życzliwe otoczenie, wskazujące osobie poszukującej wsparcia, przykłady z przeszłości, podkreślając fakt, że się w nią wierzy, że tak jak kiedyś również teraz da radę, że jeśli nawet dzielą nas setki kilometrów "duchem jestem z tobą" Pomocne jest także szukanie nowych pól działania, w których dla dotychczasowego otoczenia trywialnie wyglądające zdolności, spotkają się z podziwem, uznaniem, docenieniem. Gdy pojawią się objawy depresji, należy się skierować ku specjalistom, znającym te właśnie mechanizmy i wiedzącym jak negatywnemu rozwojowi przeciwdziałać.
POKAŻ KOMENTARZE (1)