Wrogowie miłości

Chcemy kochać i być kochani. Jesteśmy zafascynowani miłością. Ale nasze uczucie ma wielu wrogów.
para
Zakochujemy się. Wydaje się to raczej łatwe. Wciąga nas każda historia miłosna, jesteśmy zafascynowani miłością. Szukamy ludzi, którzy by nas pokochali i czujemy satysfakcję, gdy sami możemy kogoś pokochać. Czasami energia naszej miłości jest przemożna, ekspansywna i ekscytująca. Czasami bywa cichą i stabilną świadomością. Po prostu jest i nikt w nią nie wątpi. Ale nasze uczucie może się niestety popsuć.

Ludzie, którzy kiedyś byli zakochani, nagle czują, że ich uczucie przeminęło. Że utracili miłość, którą swego czasu mieli. Inni zdają sobie sprawę, że nigdy nie udało im się przeżyć takiej miłości, jaką widzą u drugich. Wielu z nas godzi się na związek jedynie zapobiegający samotności lub na układ, którego wyłącznym celem jest stworzenie iluzji osobistego sukcesu. W miłości nie wszystko przychodzi bez trudu. Niektórzy będą unikać wszelkich kontaktów intymnych, podczas gdy inni raz po raz zrywać będą związki, w których bezskutecznie próbowali znaleźć miłość i akceptację. (...)

Miłość ma wielu wrogów. Jeżeli ich poznamy i dowiemy się, gdzie i kiedy najczęściej się uaktywniają, być może uda nam się zwiększyć szansę znalezienia i utrzymania uczucia, o którym marzymy.

Niestety, wiele z przeszkód na drodze miłości jest niezależnych od naszej woli. Powstają bowiem bardzo wcześnie lub zawdzięczają swoją silną pozycję szczególnym okolicznościom, kulturze, duchowi czasów. Radzenie sobie z tymi trudnościami wymaga wyjątkowego wewnętrznego wglądu i specjalnych strategii działania, choć i tak najlepszym sprzymierzeńcem może okazać się fart – znalezienie się we właściwym miejscu o właściwym czasie lub zrozumienie, że marzenia, za którymi gonimy, mogą okazać się zbyt kosztowne.
(...)

Akceptacja. Jednym z najwcześniej pojawiających się wrogów miłości jest lęk wywołany niepewnością, czy jesteśmy warci tego, by nas kochać. Czy jesteśmy akceptowani? Czy możemy liczyć na akceptację? Czy druga osoba zauważy, że jesteśmy atrakcyjni i warci uczucia?
Lęk ten wywodzi się z dawnych relacji między rodzicami a dzieckiem, ze środowiska domowego wczesnych lat dziecięcych. Pozostaje jednak obecny również później i w okresie dorastania, gdy człowiek musi rywalizować i rozwiązywać konflikty z rodzeństwem oraz gdy porównuje się z rówieśnikami i staje się świadomy obowiązującego w jego bezpośrednim otoczeniu kultu „herosów”, a także swoich idealnych wyobrażeń na temat społeczeństwa. We wczesnym dzieciństwie odpowiadamy na sygnały miłości i bezpieczeństwa ze strony rodziców, czemu przeczy rzeczywistość, w której miłość rodzicielska jest zablokowana, a zamiast niej doświadczamy dyscypliny i systemu kar. Jednak uwaga dziecka potrafi przeniknąć przez ten kontekst i ma ono niesłabnącą nadzieję, że będzie kochane bez względu na okoliczności.
Dorastając, wiele razy znajdzie się w sytuacji, w której będzie poddawało w wątpliwość znaczenie swojej osoby jako przedmiotu miłości. Rodzice nie zawsze będą mu towarzyszyć, zainteresowani bardziej osiąganiem własnych celów niż zaspokajaniem potrzeb swojego dziecka. (...) Najważniejszym zadaniem na tym etapie rozwoju jest zdobycie umiejętności krytycznego patrzenia na siebie przy jednoczesnym zachowaniu stabilnego obrazu własnej osoby oraz poczucia prawdziwej akceptacji.

Właściwe rozluźnienie związków z rodzicami. Relacja między rodzicami a potomstwem bywa przepełniona konfliktami, natręctwami, zależnością i urazą. Rodzice mogą mieć trudności z zaakceptowaniem utraty swojej rodzicielskiej roli, w związku z czym nie przestają być władczy, usiłują narzucać się i manipulować. Dorosłe dzieci także miewają problemy z odłączeniem się od rodziców i zbudowaniem autonomii niosącej im wolność robienia tego, co chcą, pozbawionej lęku związanego z koniecznością szukania akceptacji ze strony rodziców lub z rywalizowania z nimi.
Poszukując miłości, wielu dorosłych już ludzi będzie wybierać tylko te osoby, które spodobają się ich rodzicom lub które będą w stanie z nimi współzawodniczyć. (...) Związki miłosne zawierane w dorosłym życiu często bywają przedłużeniem relacji rodzic - dziecko lub próbą jej zerwania. Wrogiem jest tutaj wciąż aktywne i niesłabnące uzależnienie od rodziców.

Narcystyczna ochrona. Miłość polega, rzecz jasna, na zaangażowaniu się w życie z drugą osobą, na inwestowaniu w nią i we wspólny związek swojej pozytywnej energii. Kochanie drugiego człowieka jest przyjemne także dla tej osoby, która obdarza uczuciem. Polega ono na chronieniu samego siebie i znalezieniu takiego partnera, który będzie potrafił wzmocnić i urozmaicić nasze poczucie człowieczeństwa. Silnie narcystyczna ochrona ma sprawić, by kochanek nie wywoływał nadmiernych lęków i nie zagrażał naszej osobistej wrażliwości, a tym samym nie szkodził działającemu, delikatnemu „ja”.
Jeżeli twój mechanizm ochronny jest zbyt silny, prawdopodobnie wywoła następujące konsekwencje: tak zwana osoba kochana będzie musiała pozostać niezwykle czujna, w przeciwnym razie jej działania mogą obudzić w tobie znaczny lęk i wrogość, natomiast ty będziesz stale wymagał zapewnień, że jesteś kochany, a twoje potrzeby – w tym również te narcystyczne – zaspokajane.
Jeżeli uczucie połączy dwie osoby o silnym mechanizmie narcystycznej ochrony, ich związek okaże się najpewniej trudny, ponieważ każda ze stron będzie stawiała przed drugą nierealistyczne wymagania. Ludzie mocno narcystyczni zazwyczaj znajdują partnera gotowego zaspokajać ich wybujałe potrzeby, nawet jeśli skala tych potrzeb na wczesnych etapach związku pozostaje ukryta. Często bywa tak, że staje się ona jawna dopiero wtedy, gdy własne potrzeby zaczynają ujawniać ich dzieci. Wówczas dorośli mogą pokazać, jak bardzo patologiczny jest ich głód narcystycznego wsparcia i ochrony.

Miłość przyciąga do siebie dwoje ludzi i łączy w relacji, którą jedno z nich lub oboje mogą uznać za tyranię. Jedna osoba dominuje nad drugą i poprzez własne słowa, nastroje, gesty i ogólne zachowanie nadaje kształt wspólnej przyszłości. Jej despotyzm może jednak przybierać niezwykle subtelne formy. „Czuje” ona, że wie, co uszczęśliwi jej partnera. Skrytość i wykręty mogą stać się wówczas stałymi elementami ich pożycia, ponieważ „tyran” będzie unikał wrogości drugiej osoby i konfrontacji z jej ewentualnym niezadowoleniem.
W swojej dominacji i dogmatyzmie, jedna osoba może projektować na drugą swoje życzenia, przekonania i postawę moralną, wywołując u partnera poczucie krzywdy, niższości i strach przed odrzuceniem. Obydwie osoby zaczynają wówczas działać według neurotycznych schematów, aby tylko utrzymać związek przy życiu. Uległy partner może zachorować (fizycznie lub psychicznie), dając w ten sposób do zrozumienia, że zaistniały układ nie daje się obronić, lub w celu ustanowienia nowego związku, w którym obie osoby będą grały nowe role (ona jest chora, on jest opiekunem lub męczennikiem), dające poczucie przetrwania.

Częstym wrogiem jest zazdrość i zawiść. Bywa, iż mąż zazdrości żonie jej dobrego kontaktu z dziećmi. Żona może czuć się niepewnie z powodu kobiet, którym podobają się mężczyźni w średnim wieku, zwłaszcza gdy ona sama czuje się coraz mniej atrakcyjna.
Wrogość wywołana wewnętrznym acz nieświadomym „przetwarzaniem” owej zazdrości, bywa projektowana na znajomych i rywali. Obnoszenie się przez małżonków ze swoim bogactwem, dorobkiem, własnymi sukcesami i osiągnięciami swoich dzieci może stać się wrogiem w ich domu, a także zepsuć ich kontakty towarzyskie. Odradza się infantylna rywalizacja, a związana z nią potrzeba utwierdzania się we własnej wartości (przed sobą, czyli przed wyobrażonym lub uwewnętrznionym, karzącym rodzicem) czyni związek miłosny męczącym i pełnym potknięć. Ludzie cierpią na swoiste rozdwojenie jaźni – są agresywni i niesamodzielni; myślą, że wiedzą, czego pragną, lecz zanim spostrzegą, że chcieli czegoś innego, ich związek leży już w gruzach.

Nasze związki miłosne odgrywane są nieuchronnie przed jakąś publicznością. Może to być rzeczywista publiczność, albo publiczność wyobrażona lub też publiczność, której nie jesteśmy w pełni świadomi. Mogą ją stanowić rodzice, rodzeństwo, dawni kochankowie, groźni rywale, karzący bóg lub nierozpoznane wpływy, uniemożliwiające nam osiągnięcie wolności i pewności siebie pozwalającej kochać hojnie i bez ograniczeń.
Czasami te publiczności przynoszą nam wsparcie, są życzliwe i kochające, a mimo to dostrzegamy w nich wyłącznie krytykę, niechęć i złą wolę. Mogą przywoływać obrazy i wspomnienia, które stają się częścią naszej niskiej samooceny. Bywa, że pojawiają się samoczynnie, bez naszego udziału, by sabotować naszą ekspresję miłości i pożądania. Wtedy kierujemy energię na inne czynności, stawiamy sobie odmienne niż miłość cele.
Wielu ludzi przyznaje, że w sprawach miłości mają „blokady”. Może są one odpowiednikiem goblinów, które dręczyły duszę Johna Bunyana? Większość z nas wie, że chciałaby kochać bez ograniczeń, jednak jest skrępowana przeróżnymi problemami wewnętrznymi i zewnętrznymi.

Dla wielu ludzi wrogiem miłości jest ich sytuacja życiowa. Ktoś mógł całe życie spędzić w świecie, w którym nigdy nie pojawiła się bratnia dusza: krajobraz miłosny był pusty, kontakty społeczne ograniczone lub nie spełniały norm, oczekiwań i wyobrażeń związanych z miłością.
Zdarzają się także inne sytuacje, kiedy to dwoje ludzi żyje razem przez całe lata, czasem od wczesnej młodości, lecz bardzo długo oscylują między podtrzymaniem wzajemnej relacji, a jej przerwaniem. Gdy w końcu dochodzi do rozstania, mężczyzna szybko wchodzi w kolejny związek, w którym ma te same troski co poprzednio, a kobieta, już po trzydziestce, zdaje sobie sprawę, że nie potrafi znaleźć nowego partnera. Mężczyzna może mieć wyrzuty sumienia i odczuwać żal, że przerwał jednak w miarę udany związek, a kobieta często staje się wrogo nastawiona do mężczyzn, kobiet żyjących w związkach i do świata w ogóle. Może też ze stoickim spokojem zaakceptować swoją nową sytuację życiową i, oddając się rozmaitym przyjemnościom, zagłuszyć w sobie zazdrość o dzieci swych sióstr.
Oto pobudzająca ironia losu: niektórzy ludzie są słabo przystosowani do życia w społeczeństwie, a mimo to znajdują partnera, biorą ślub i nawet są dobrymi rodzicami, podczas gdy osoby wyposażone w cechy prospołeczne często nigdy nie przeżywają szczęśliwej miłości, a wychowywanie dzieci przysparza im dodatkowych trosk.

Miłość może znaleźć nieprzejednanego wroga w kulturze, rodzinie i religii. Te właśnie kręgi często decydują, kogo możesz kochać, jak możesz kochać i w jakich okolicznościach. Wielu z nas przeciwstawia się normom, ale wtedy zawsze ponosimy znaczne koszty. Niektórzy przekraczają granice kulturowe i narodowe, niezdolni zaakceptować narzuconych zasad, oczekiwań i frustracji wynikającej z ich ograniczającego działania. Mogą oni znaleźć zastępczą stymulację (życie w innym kraju, stanie się częścią odmiennej kultury), która przeważy toksyczne wyzwania stojące przed najbardziej pożądanymi związkami.

Francis Macnab

glod_m.jpgPowyższy fragment pochodzi z książki "Głód miłości", która ukazała się nakładem Jacek Santorski & Agencja Wydawnicza. Książkę tę można wygrać w Konkursie.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

Tagi: związek
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/13 lat temu
MiłośćMożeSięRozwijać...WystarczyOtworzyćSwojeSerceiZrobićWnimMiejceDlaDrugiegoCzłowieka
/13 lat temu
miłość jest najważniejsza rodzimy sie po to żeby kochać i być kochanymi, wtedy dopiero nasze życie ma prawdziwy sens i jest spełnione.I tak na prawdę to każdy człowiek dąży do tego żeby znależć tą drugą połowe. Tak jest, było i bedzie!!!
/13 lat temu
Nie wszyscy są zdolni do prawdziwej miłości. Ponadto prawdziwą miłość często gubi środowisko w którym się obracamy a już dwa różne środowiska to prawdziwa zboczona konstrukcja nie do pogodzenia. Tymczasem "świat należy do odważnych"