syndrom sztokholmski fot. Adobe Stock

Kocham go, chociaż bije i poniża… Jak rozpoznać syndrom sztokholmski i przerwać toksyczną relację?

Syndrom sztokholmski pojawia się nie tylko u osób porwanych – jego ofiarami padają często osoby będące w niezdrowym związku lub pozostające pod wpływem mobbingującego szefa.
Marta Słupska / 15.05.2019 15:14
syndrom sztokholmski fot. Adobe Stock

Sympatia, uczucie, a wręcz miłość do osoby, która bije, dręczy i poniża, wydają się być nielogiczne, jednak to właśnie takie uczucia pojawiają się u wielu ofiar porwań, kazirodztwa, mobbingu czy przemocy (także domowej). Co sprawia, że zastraszony człowiek, zamiast nienawidzić, zaczyna solidaryzować się ze swoim oprawcą?

Syndrom sztokholmski – co to jest?

Chociaż termin ten kojarzymy zwykle z przywiązaniem osoby porwanej i więzionej do sprawcy, tak naprawdę odnosi się też do wielu innych sytuacji. Syndrom sztokholmski może rozwinąć się w każdej innej relacji pomiędzy ofiarą a jej katem, na przykład w toksycznych związkach. Zawsze jednak oznacza to samo: osoba pokrzywdzona usprawiedliwia, a często wręcz broni postępowania swojego dręczyciela.

Czym więc jest syndrom sztokholmski? Można powiedzieć, że to psychologiczny mechanizm przetrwania, który uaktywnia się w kryzysowych sytuacjach. Polega na solidaryzowaniu się z oprawcą i sympatyzowaniu z nim – nierzadko do tego stopnia, że ofiara zaczyna współpracować z katem i pomaga mu uniknąć kary (np. więzienia).

Jak do tego dochodzi? Muszą zostać spełnione 4 warunki:

  1. poczucie zagrożenia (ofiara wie, że kat jest zdolny do wszystkiego),
  2. odruchy życzliwości (kat miewa „lepsze momenty”),
  3. brak możliwości ucieczki (lub tylko przekonanie ofiary, że takiej ucieczki nie ma),
  4. izolacja (odosobniona ofiara czuje się samotna i bezradna).

Zrozumienie, współczucie, chęć ochrony oprawcy trudno wyjaśnić w jakiś logiczny sposób. Naturalnym wydaje się potrzeba ukarania, uwolnienia się, ucieczki. A jednak okazuje się to nie takie oczywiste. Ofiara nie chce się uwolnić – bywa, że nawet pomimo tego, że po jakimś czasie ma ku temu sposobność, nie chce oskarżyć sprawcy, tłumaczy go, usprawiedliwia, wyjaśnia, a nawet zaczyna się o niego troszczyć
– wyjaśnia Dorota Wojciechowska – psycholog, psychoterapeuta z Fundacji Pomocy Psychologicznej i Edukacji Społecznej RAZEM.

Określenia tego po raz pierwszy użył szwedzki kryminolog i psycholog Nils Bejerot. 23 sierpnia 1973 roku, kiedy to współpracował z policją w Sztokholmie, doszło do napadu na bank. Napastnicy przez sześć dni przetrzymywali zakładników. Gdy wreszcie udało się ich uwolnić, stała się rzecz niezwykła – osoby więzione przez blisko tydzień zamiast współpracować z policją zaczęły bronić napastników.

Kiedy dobrze nas traktował, myśleliśmy o nim jak o awaryjnym Bogu
– tak jednego z oprawców wspominał jeden z zakładników.

To właśnie wtedy termin „syndrom sztokholmski” wszedł do powszechnego użytku.

Kat ofiarą? O porwaniu Nataschy Kampusch

Najsłynniejszym współczesnym przykładem syndromu sztokholmskiego jest historia Nataschy Kampusch, która w latach 1998-2006 była więziona przez Wolfganga Přiklopila w jego domu na przedmieściach Wiednia. Oprawca przetrzymywał ją w piwnicy (a w zasadzie – w bunkrze), gdzie była bita, gwałcona i poniżana. Mimo to, gdy udało jej się uciec, a Přiklopil z desperacji popełnił samobójstwo, Kampusch rozpaczała:

Ten człowiek był częścią mojego życia i dlatego w pewnym sensie go opłakuję.

W jednym z wywiadów dodała, że jej zdaniem Přiklopil „w pewnym sensie też był ofiarą”. Okazało się też, że nie chce pozbyć się domu, w którym była przetrzymywana, często do niego przychodzi, sprząta i spędza w nim weekendy.

Być może silna emocjonalna więź, która łączyła ją z oprawcą, nie powinna dziwić – w końcu Natascha została przez niego porwana jako kilkuletnia dziewczynka, a przez osiem lat więzienia nie miała kontaktu z żadną inną żywą osobą… Zwyczajnie uzależniła się więc od człowieka, który zmarnował dużą część jej życia.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

💎3096 gün💎 Bu film Nataşa Kampuş(Natascha Kampusch) adlı qızın başına gələn dəhşətli hadisədən bəhs edir. 1-ci şəkildə gördüyünüz qız real Nataşadır. Digər şəkillərə baxdıqda artıq film versiyasını görürük. Nataşa adlı qız məktəbə gedərkən öz yaxın ərazilərində qalan şəxs tərəfindən qaçırılır. Elə bir yerə qapanır ki,onu axtaran polislər bu şəxsdən heç şübhələnmirlər. 8 il keçən bu işgəncədən sonra o özünü bu bəladan qurtarır və qaça bilir. Onu qaçıran şəxs isə bunu gördükdən sonra özünü qatarın altına atır və intihar edir. Qeyd: Əlbəttə ki, film bu qədər qısa və yığcam deyil. Sadəcə sizi məlumatlandırmaq məqsədilə yazdım. Kim bu filmə baxıbsa öz fikirlərini yazsa çox şad olaram,baxmıyanları isə izləməyə dəvət edirəm 😊💙 #film #3096gun #nataschakampusch

Post udostępniony przez @ _aidan_blog_

Kiedy grozi nam syndrom sztokholmski?

Tak naprawdę wspomniana już historia porwania to tylko jedna z długiej listy możliwych sytuacji, w których taki syndrom może się ujawnić. Inne częste okoliczności to mobbing w pracy i przemoc domowa w związku. W każdej z nich może dojść do uzależnienia się ofiary od sprawcy, który wykorzystuje ją i krzywdzi – nie tylko fizycznie.

Syndrom sztokholmski w związku

Kto z nas nie słyszał o kobietach (a rzadziej: mężczyznach), które nie decydują się na odejście od partnera mimo że są przez niego gnębione na różne sposoby?

Okazuje się, że w sytuacji przemocowej, np. w związku czy w rodzinie, może dojść do wywiązania się takiej relacji, która wikła ofiarę i sprawcę. Pojawia się pewien rodzaj więzi emocjonalnej, a wręcz miłości do sprawcy, który zadaje ból i cierpienie
– podkreśla psycholog Dorota Wojciechowska.

Dysonans poznawczy sprawia, że nasz mózg próbuje w trudnej sytuacji pogodzić ze sobą dwie sprzeczne rzeczy: z jednej strony tkwimy w trudnej sytuacji (w nieodpowiednim związku, stresującej pracy), z drugiej zaś – nie możemy z różnych przyczyn się z niej wydostać, więc próbujemy ją zaakceptować. To sprawia, że z czasem zaczynamy postrzegać ową niekorzystną sytuację jako korzystną, tym samym czuć pozytywne uczucia do osoby, która zgotowała nam straszny los.

Tym bardziej, że z czasem coraz bardziej przyzwyczajamy się do jej zachowań: wiemy, co wyzwala w niej napady gniewu, co sprawia, że zaczyna być agresywna. Z upływem czasu uczymy się więc, jak temu zapobiegać. Wówczas wpadamy w pułapkę: nawet najdrobniejszy przejaw pozytywnych uczuć od oprawcy sprawia, że zaczynamy traktować go jak przyjaciela, kogoś ważnego, kogoś, kto może jednak nie jest wcale taki zły…

Świetnie obrazuje to cykl przemocy opracowany przez psycholog Leonorę E. Walker. Składa się on z 3 faz:

  1. faza narastania napięcia,
  2. faza ostrej przemocy,
  3. faza miesiąca miodowego.

Szczególnie znamienna jest ostatnia z nich – wówczas to partner staje się na krótko idealny: przeprasza, obiecuje poprawę, zapewnia, że to już ostatni raz, snuje wizje wspaniałego związku, kupuje kwiaty i prezenty, zabiera na kolacje, planuje wspólne wyjazdy, okazuje miłość i czułość. Ta faza z czasem mija, znów przechodząc w napięcie, a później w przemoc. I tak w kółko.

Zjawisko syndromu sztokholmskiego może powstać, gdy występuje poczucie silnego zagrożenia, braku możliwości ucieczki, a jednocześnie ofiara widzi jakieś formy dobroci okazywanej przez sprawcę, który ją izoluje, powoduje, że jej życie staje się zależne tylko od niego. Jednak nawet wtedy nie każda ofiara przemocy takiego stanu doświadczy
– zaznacza psycholog Dorota Wojciechowska.

Z tego względu tak wiele maltretowanych w rodzinie osób (np. przez swoich partnerów) nie dość, że tkwi w destrukcyjnych związkach, to jeszcze broni swoich dręczycieli, nie podejmując żadnych działań zmierzających do przerwania trudnej sytuacji, ba! – wręcz nierzadko odrzucając pomoc z zewnątrz, na przykład zaniepokojonych sytuacją przyjaciół czy władz.

Syndrom sztokholmski w rodzinie wiąże się bowiem też z manipulacją sprawcy, który tak osacza ofiarę, by czuła się ona zależna od jego dobrej woli i jego decyzji: wydziela pieniądze, grozi popełnieniem samobójstwa, straszy odebraniem dzieci, podpaleniem domu czy skrzywdzeniem partnera lub partnerki.

syndrom sztokholmski

fot. Adobe Stock

Syndrom sztokholmski w pracy

Uzależnienie od oprawcy może się też pojawić w relacji pracownik – szef. Wówczas przebiega w 4 etapach:

  1. niedowierzanie (dziwimy się, że szef nas wykorzystuje czy gnębi),
  2. dostrzeżenie zagrożenia (zauważamy, że coś jest nie tak),
  3. depresja (czujemy się okropnie w zaistniałej sytuacji),
  4. akceptacja (aby poradzić sobie z napięciem, przystosowujemy się do tego, co się dzieje wierząc, że to dla naszego dobra, a szef jest dobrą osobą – po prostu jest zmuszony postępować tak, jak postępuje).

W ten sposób pracownik wpada w błędne koło mobbingu w pracy, z którego trudno jest mu się uwolnić. W zasadzie z czasem nie szuka już pomocy ani nie próbuje odejść – uzależnia się od szefa i usprawiedliwia jego zachowania. Nie widzi wyjścia z trudnej sytuacji. Poddaje się, niszcząc sukcesywnie nie tylko swoją karierę, ale i zdrowie.

syndrom sztokholmski w pracy

fot. Adobe Stock

Kogo może dotknąć syndrom sztokholmski?

Można powiedzieć, że każdego, chociaż muszą zostać spełnione pewne warunki – zarówno sytuacji, jak i psychiki potencjalnej ofiary. Najbardziej podatne na jego pojawienie się są osoby naiwne i uległe, które mają stany lękowe i/lub niskie poczucie własnej wartości. Ofiarami zazwyczaj stają się kobiety.

Ważna jest konstrukcja psychiczna, sposób postrzegania siebie w świecie, poczucia sprawstwa, niezależności. Bardziej podatne są osoby lękowe, zależne od innych, nieśmiałe, wycofane. Syndrom sztokholmski w związku częściej dotyka kobiet, bo to one częściej są ofiarami przemocy domowej
– podkreśla Dorota Wojciechowska.

Jak przerwać błędne koło?

Syndrom sztokholmski można pokonać, chociaż potrzeba na to czasu. Bardzo istotne jest zarówno wsparcie najbliższych ofiary, jak i pomoc psychologa.

Pojawienie się syndromu sztokholmskiego wskazuje na to, że potrzebne jest skorzystanie ze wsparcia psychologa, psychoterapeuty. Podczas spotkań ze specjalistą możliwe jest przepracowanie traumatycznego, urazowego doświadczenia. Ważna jest także rola bliskich osób, które mogą cierpliwie i z wyrozumiałością zachęcić do skorzystania z takiej pomocy
– dodaje Dorota Wojciechowska.

Pamiętajmy, że tak naprawdę podstawą jest to, by ofiara zrozumiała, że jest ofiarą i że potrzebuje pomocy. Jeśli zechce przerwać toksyczny związek z partnerem lub szefem, powinna zrozumieć, że na nic zda się czekanie na to, że tak osoba się zmieni.

„Kiedy nie zabiją cię od razu, myślisz, że są dobrzy. Stają się jeszcze lepsi każdego kolejnego dnia, kiedy pozwalają ci żyć” – powiedziała niegdyś Patty Hearst, wnuczka amerykańskiego magnata prasowego, która w latach 70. została porwana i była maltretowana przez lewicową grupę rewolucyjną Symbionese Liberation Army (SLA). Patty wykształciła tak silny syndrom sztokholmski, że porzuciła wówczas narzeczonego i dobrowolnie przystąpiła do SLA. Gdy została aresztowana po napadzie na bank tłumaczyła swoje zachowanie „praniem mózgu”.

Ten głośny przykład uzależnienia od oprawcy jest od lat przytaczany i szeroko komentowany w mediach. Warto jednak pamiętać, że osoby żyjące w matni to rzadko ludzie z pierwszych stron gazet. Zwykle żyją pośród nas: chodzą do pracy, w której padają ofiarą mobbingu, z którym nie umieją walczyć, lub żyją z przemocowym partnerem nie wierząc, że kiedykolwiek się od niego uwolnią. Z czasem coraz bardziej zaczynają ufać w to, że tak musi być i że nie potrzebują pomocy. Czasem to właśnie od nas zależy to, czy znajdą w sobie siłę, by przerwać to błędne koło.

Zobacz też:
Jak walczyć z przemocą domową?
Jak skorzystać z Niebieskiej Linii? Pomoc dla ofiar przemocy 

dorota wojciechowskaEkspert: Dorota Wojciechowska, psycholog, psychoterapeuta systemowy, psychodietetyk, absolwentka Uniwersytetu Humanistyczno-społecznego SWPS o specjalizacji psychologii klinicznej. Posiada wieloletnią praktykę psychologiczną z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Zajmuje się psychologią zdrowia, psychologią jedzenia, związkiem pomiędzy żywieniem a psychiką, zaburzeniami odżywiania. http://razem-fundacja.org/

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)