Pochowany żywcem

Dzisiaj lęk przed pochowaniem żywcem zdarza się rzadko, ale wciąż krążą różne opowieści ludowe, stereotypy i przesądy, których podświadomie boi się wielu z nas. Nauka nie umie wszystkiego wyjaśnić, a w historii spotykano niewiarygodne przypadki przeżycia w grobie.
Pochowany żywcem fot. Fotolia

Pierwsze próby ustalenia zgonu

Od tysięcy lat ludzie różnych cywilizacji i wyznań spotykali się ze zjawiskiem śmierci człowieka. Takie doświadczenie musiało powodować powstawanie różnego rodzaju problemów i pytań. Jednym z podstawowych było na pewno pytanie: co dzieje się z nami po śmierci? Kolejne ważne pytanie to: kiedy można powiedzieć, że ktoś już na pewno nie żyje?

Pierwsze próby stwierdzania zgonu muszą wydawać się nam dzisiaj bardzo prymitywne. Przez setki lat, począwszy do starożytności, aż po wiek XX, śmierć jednoznacznie kojarzona była z zatrzymaniem czynności krążenia i oddychania. Człowieka, u którego nie wyczuwano bicia serca i nie obserwowano oddychania – uznawano za zmarłego. Podejmowano pierwsze próby stwierdzania zgonu.

Tak powstały różnego rodzaju próby: w pobliżu otworów nosowych ustawiano drobne włókna, cząstki pierza, płonąca świecę i obserwowano, czy się poruszają (od ruchu powietrza oddechowego). Na przystawionym do otworów oddechowych lusterku obserwowano skraplanie się pary wodnej z wydychanego powietrza i wiele innych.

Stosowano również metody bardziej radykalne: nacinano tętnicę, by stwierdzić, czy rytmicznie wypływa z niej krew. Pierwsze próby stwierdzania zgonu były drastyczne. Jednym z najstarszych takich testów było przypalanie ciała.

Zacofane ale skuteczne

Te drastyczne metody okazywały się jednak wysoce skuteczne. W Europie metoda ta funkcjonowała do XIX wieku i ocaliła życie wielu ludziom. Choć często oszpeceni bliznami po oparzeniach – uniknęli pochowania żywcem. W starych podręcznikach medycyny sądowej spotykamy również opisy prób bólowych, którym można poddawać osoby w celu stwierdzenia ich zgonu

Znamiona śmierci

Już na początku XX wieku pojawiło się w medycynie pojęcie „znamion śmierci” – zmian, które świadczą o zgonie. Podzielono je na znamiona pewne i niepewne. Do znamion niepewnych zaliczano: ustanie krążenia krwi i oddychania, zanik odruchów, bladość ciała, oziębienie. Już nawet ówczesna medycyna zauważyła, że nie dawały one podstawy do stwierdzenia zgonu w sposób nie budzący wątpliwości. Do znamion pewnych, pozwalających uznać osobę za zmarłą, zaliczano: plamy opadowe i stężenie pośmiertne.

Zobacz też: Nyktofobia – czy można pokonać lęk przed ciemnością?

Samotna śmierć

W wyniku tych trudności w stwierdzaniu zgonu w XIX wieku panowało rozpowszechnione przekonanie, że na skutek błędnego stwierdzenia śmierci u osoby żywej człowiek może zostać pochowany za życia, w tzw. letargu, z którego ocknie się dopiero w trumnie zakopany w ziemi. Przekonanie to opierano na licznych przypadkach ekshumacji, w czasie których po otwarciu trumny okazywało się, że zwłoki znajdują się w nienaturalnej pozycji „jakby nieboszczyk próbował walczyć i wydostać się z trumny”. Wieko trumny od środka było podrapane, a nieboszczyk miał zdarte paznokcie i zakrwawione palce.

W niektórych krajach, głównie we Francji i Anglii, zaczęto wykonywać specjalne trumny i produkować specjalne urządzenia mające uchronić człowieka w letargu przed pochowaniem za życia. W trumnach umieszczano specjalne rury, które miały łączność między wnętrzem trumny i powierzchnią ziemi. Uważano, że w przypadku przebudzenia się z letargu umożliwi to uwięzionemu człowiekowi oddychanie w oczekiwaniu na pomoc.

Tajemnicze moce jogina

Prestiżowe medyczne pismo Lancet opublikowało w 1951 r. opowieść doktora R.J. Vakila. Dnia 15 lutego 1950 r. w Bombaju Vakila nadzorował i wraz z tysiącami innych ludzi był świadkiem niewiarygodnego wyczynu jogina Shri Ramdasji. Człowiek ten na 56 godzin zamknięty został w podziemnej, odlanej z betonu komorze o wymiarach 1,5 na 2,5 metra. W środku pozostała znikoma ilość powietrza, żadnego jedzenia ani wody, aby rzecz dodatkowo utrudnić, kabinę naszpikowano od środka ogromnymi prętami i – po wejściu Ramdasjiego do środka – zalano od góry betonem. Po upływie dwóch dni i jednej nocy w pokrywie wycięty został otwór, przez który wlano do środka niemal 7 tysięcy litrów wody. Koszmarne więzienie otworzono po siedmiu dalszych godzinach – i dokładnie tyle czasu Ramdasji spędził, pozbawiony powietrza i zalany płynem. Przeżył, a towarzyszący eksperymentowi medyk nie umiał znaleźć ku temu żadnych racjonalnych podstaw.

Praktyki voodoo

Podobną możliwość prawie całkowitego obniżenia funkcji życiowych przypisuje się również kapłanom voodoo na Haiti. Dzięki tzw. Coup Poudre, proszkowi zawierającemu silnie działające substancje zawarte w niektórych roślinach, mogą oni wprowadzić w letarg człowieka, który następnie jest po pogrzebie potajemnie przywracany do życia i wykorzystywany jako tzw. Zombie. Takie trwanie w letargu może trwać nawet do kilku dni.

Zobacz też: Fobie - vademecum

Źródło: Wydawnictwo Continuo, „Społeczno-etyczne aspekty transplantologii”, Rozdział 2. Sposoby i możliwości stwierdzania zgonu dawniej i obecnie, Jakub Trnka.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)