Na miejscu Sylwii...

Zostać, czy jechać w nieznane... Pomóż Sylwii zdecydować. Co byś zrobiła na jej miejscu?
Przyszło lato, sesja się skończyła, Sylwia, po trzecim roku studiów, chciała popracować przez wakacje, żeby zarobić na przyszły rok studiów. Książki, akademik, rozrywka, wszystko kosztuje, a jej rodzina to ona i mama. Razem ze swoim chłopakiem Robertem planowali, że na wakacje Sylwia wyjedzie do niego do Londynu. Robert już od dwóch lat wyjeżdża tam do pracy, przyjeżdża do Polski, by odwiedzić rodzinę i Sylwię raz w miesiącu. Razem są już ponad dwa lata, trochę więcej czasu, niż Robert wyjeżdża do pracy za granicę. Jest pracowity i powtarza Sylwii, że te wyrzeczenia są po to, by w przyszłości było im łatwiej, a on ma bardzo precyzyjny plan na wspólną przyszłość, zwłaszcza że jest starszy od Sylwii 4 lata.

Sylwia jednak nie była pewna, co do swego wyjazdu do Wielkiej Brytanii, zwłaszcza że jest jedynaczką i mieszka tylko z mamą, która ostatnio nie czuła się najlepiej. To nic poważnego — zapewniała Sylwię, ale ona i tak niepokoiła się o mamę. I właśnie z tego powodu postanowiła poszukać wakacyjnej pracy w miejscu zamieszkania, Robert na pewno to zrozumie...
I tak właśnie Sylwia trafiła do recepcji firmy budowlanej, w zastępstwie wakacyjnym. Praca nie była ciężka, za to przyjemna i dawała Sylwii poczucie nie marnotrawienia wakacyjnego czasu, a jednocześnie mogła częściej przebywać z mamą i mieć ją na przysłowiowym "oku". Robert nie był szczęśliwy z powodu decyzji Sylwii, ale ją uszanował i obiecał jeszcze częściej bywać w Polsce.

Pewnego razu trochę roztargniona tego dnia Sylwia upuściła dokumenty w drodze do kserokopiarki. Zezłościła się sama na siebie, bo ułożenie ich w odpowiedniej kolejności zajmie jej trochę czasu, a właśnie dziś mama ma wizytę u lekarza, w której Sylwia chciała jej towarzyszyć. I gdy tak pod nosem psioczyła na własną niezdarność, obok pojawiły się męskie dłonie, które zaczęły jej sprawnie pomagać w zbieraniu dokumentów i wtedy Sylwia podniosła wzrok... Orzechowe oczy wpatrywały się w nią badawczo, jedna brew uniesiona, a na spotkanie wysunięta prawa dłoń:
- Miłosz jestem, a ty masz na imię...
- Ja, uhm... Sylwia, tak mam na imię Sylwia, jestem z recepcji, od niedawna - zaczęła się jąkać...
- Tak, wiem że jesteś tu na zastępstwie, nie znałem jednak twojego imienia.
- Miło mi - zawstydziła się Sylwia.
- Może dasz się zaprosić na kawę, za to, że ci pomogłem?
- Nie wiem, chyba nie mogę, przepraszam, muszę lecieć...
I zawstydzona szybko pobiegła do kserokopiarki. Kserując kolejne strony zamyśliła się nad sytuacją, która wydarzyła się chwilę temu, nadal piekły ją policzki. ...Miłosz - ładne imię, mówiła sama do siebie, a te oczy..., ale ja mam Roberta - skarciła się w myślach.
I tak minęły kolejne trzy dni, w trakcie których Sylwia wyczekiwała przypadkowego spotkania z Miłoszem, tylko po to, by powiedzieć mu "cześć".

Na weekend przyleciał Robert, by wynagrodzić Sylwii rozłąkę, zabrał ją do Warszawy na zakupy, potem do kina i dobrą kolację, Sylwia była w siódmym niebie. Przy obiedzie Robert zaczął mówić o tym, jak bardzo za nią tęskni i nie może się doczekać końca jej studiów, by już cały czas mogli być razem. Snuł plany o tym, żeby ułożyli sobie wspólnie życie w Londynie, bo tam zawsze znajdą pracę. Sylwia słuchała z uwagą, przytakiwała, ale trochę jakby bez przekonania.

W poniedziałek w drzwiach wejściowych firmy spotkała Miłosza. Znowu spojrzała w jego orzechowe oczy i zmiękły jej kolana. Miłosz przytrzymał jej drzwi, przepuścił i szepnął:
- To co z tą kawą?
Sylwia odwzajemniła uśmiech, zebrała się na odwagę:
- To może jutro po pracy?
- Świetnie - rzekł Miłosz - będę czekał na ciebie przed budynkiem.
Miłosz był asystentem prezesa firmy już od ponad roku, dawno po studiach na Politechnice, pracę traktuje jako start na rynku budowlanym, ale w przyszłości sam chce założyć własną firmę.

I tak Sylwia dawała się zapraszać na kawę Miłoszowi co drugi dzień, chodzili na spacery, wspólnie jeździli nad rzekę, dużo czasu spędzali razem, Sylwia nawet zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie zadurzyła się trochę w Miłoszu.
Swój czas dzieliła pomiędzy Miłosza, Roberta co drugi weekend oraz mamę. I takim sposobem minęły trzy miesiące...

Sama być może nie zwróciłaby na to uwagi, ale pewnego dnia jej mama rzekła, że od dawna widzi rozdarcie Sylwii pomiędzy dwóch mężczyzn. Na razie okoliczności sprzyjają utrzymywaniu tych dwóch znajomości z dala od siebie, ale to jest jednak nieuczciwe wobec każdego z nich.
Sylwia zaczęła analizować te dwie sytuacje:
zostać przy Robercie, który planuje ich wspólną przyszłość..., czy też rozpocząć większą zażyłość z Miłoszem, z którym spędza i tak większość swojego czasu i uczciwie zakończyć już związek z Robertem. Co zrobić...?

A Ty, co byś zrobiła, bedąc na miejscu Sylwii?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/10 lat temu
lepiej spróbować, niż żałować. potem będzie się to odbijało na robercie.
/12 lat temu
ze ja tez kiedys taki naiwny bylem, no ale mam to za soba i teraz niech inni wcielaja sie w troskliwych i kochajacych sponsorow
/12 lat temu
mam nadzieje ze sie dobrze bawisz na obczyznie, bo twoja laska czasu tez nie marnuje. dobrze ze chociaz tam masz mozliwosc sprobowac innych kolorow zycia:)
POKAŻ KOMENTARZE (1)