Mówię, więc jestem

Czy ludzka cywilizacja mogłaby się rozwinąć, gdyby Homo sapiens na pewnym etapie swojego rozwoju nie posiadł zdolności mówienia?
Mówię, więc jestem

Takich milowych kroków ku człowieczeństwu nasi przodkowie wykonali zaledwie kilka. Około czterech milionów lat temu stanęli na dwóch nogach, uwalniając ręce, które stały się zdolne do wyrobu precyzyjnych narzędzi. Trzy miliony lat później oswoili ogień, poszerzając swoje wegetariańskie menu o dania mięsne. Przez cały ten czas ich mózgi stawały się większe i większe, aż trzykrotnie przerosły analogiczne organy u najbliższych małpich krewnych. Wreszcie, blisko 40 tysięcy lat temu, nasi praojcowie wykonali tak zwany Wielki Skok, którego owocami są: wyrafinowana sztuka naskalna z Lascaux, precyzyjne kościane narzędzia oraz początki zaawansowanej organizacji społecznej. Większość paleobiologów podejrzewa, że przyczyną tej nagłej jakościowej zmiany nie może być nic innego jak narodziny mowy.

Najstarsze dziecko świata
Problem w tym, że poza domysłami nie mamy na to twardych dowodów. Ludzki aparat mowy składa się z chrząstek wyściełanych błoną śluzową i pospinanych mięśniami, które – jak łatwo się domyślić – nie czekały cierpliwie na archeologów zakopane w ziemi przez tysiące lat. O zmianach w ludzkim aparacie mowy naukowcy mogą wnioskować jedynie ze śladów zaczepów mięśni języka, żuchwy i krtani widocznych na kości gnykowej. Jest to jedyna kość czaszki, która nie łączy się z pozostałymi kośćmi. I właśnie z tego powodu jest niezwykłą rzadkością w wykopaliskach.
W zeszłym roku badaczom udało się jednak wykopać takiego "białego kruka archeologii" wraz z liczącym 3,3 miliona lat szkieletem trzyletniej dziewczynki z gatunku Australopithecus afarensis (przodek Homo sapiens). Te znalezione w Etiopii najstarsze i znajdujące się w doskonałym stanie kości dziecka okrzyknięto największą sensacją antropologiczną XXI wieku, a dziewczynkę nazwano pieszczotliwie Selam, co oznacza "pokój" w kilku językach etiopskich. Selam rzuciła nieco światła na możliwości językowe wczesnych australopiteków – były one podobne do szympansich, czyli raczej niewielkie. Przyczyną tego stanu rzeczy była nieodpowiednia budowa kanału głosowego, nie wspominając już o możliwościach intelektualnych (mózg australopiteka był ponadtrzykrotnie mniejszy od naszego).

Śpiewający neandertalczyk
Niezwykle skromną listę zachowanych do naszych czasów prehistorycznych kości gnykowych zamyka znalezisko z Izraela liczące około 60 tysięcy lat. Interesujący nas fragment szkieletu należący do osobnika z gatunku Homo neanderthalensis przebadano na wszystkie strony, po czym badacze orzekli, że neandertalczyk umiał mówić, a jego kość gnykowa jest identyczna z naszą. Ale to nie wszystko. Profesor Steven Mithen z brytyjskiego University of Reading stwierdził nawet, że nasi krewniacy nie tylko porozumiewali się za pomocą tonów o różnej wysokości, ale też... śpiewali. Wnioski te wyciągnął z porównania danych dotyczących szkieletów neandertalskich z podobnymi danymi na temat małp i ludzi.
Nie przekonało to amerykańskiego badacza profesora Jeffreya Laitmana z Mount Sinai School of Medicine, który uważa, że krtań neandertalczyków leżała zbyt wysoko, aby pozwolić na artykulację ludzkich głosek.
– Budową przypominała to, co obserwujemy u współczesnych małp – twierdzi profesor Laitman. A właśnie położenie krtani wydaje się jednym z kluczowych przystosowań do wytworzenia mowy. Faktem jest, że około 1,5 miliona lat temu krtań u praprzodków Homo sapiens znacząco się obniżyła. Zdaniem Laitmana mogło się to wiązać z potrzebą zmiany sposobu oddychania podczas sprintu, w jakim specjalizowali się nasi praojcowie w trakcie polowań. Ale to nie wystarczyło do narodzin mowy. Niezbędne okazały się jeszcze inne przystosowania, takie jak owalny zarys rzędów zębów, brak dużych przerw między zębami, oddzielenie kości gnykowej od chrząstki krtani, duża ruchliwość języka i sklepienie podniebienia. U neandertalczyków nie występowały niektóre z tych cech anatomicznych i dlatego uważa się, że mieli oni mniejsze od naszych możliwości artykulacji dźwięków.
Na niekorzyść naszych wymarłych krewniaków przemawiają też badania ich czaszek, a konkretnie stan unaczynienia kory widoczny na odcisku mózgu wewnątrz czaszki. Obszary Broca i Wernickego, w których u nas mieszczą się ośrodki mowy, u neandertalczyków wykazują spory niedorozwój w porównaniu z naszymi mózgami. Cóż, nasi krewniacy mogli sobie pochrząkiwać i pohukiwać, ale wygląda na to, że mówić raczej nie potrafili.

Ucho prawdę powie
Jednak neandertalczyk to boczna linia homo, a zarazem ślepy zaułek ewolucji. Rzućmy zatem okiem na jednego z naszych bezpośrednich przodków Homo heidelbergensis, którego naukowcy niedawno zaczęli podejrzewać o pierwsze próby wydawania artykułowanych dźwięków. To oznaczałoby, że (przed)ludzka mowa istnieje od ponad 400 tysięcy lat!


Potwierdzeniem tej tezy mają być wykopane dwa lata temu w hiszpańskiej jaskini Atapuerca czaszki kilku osobników tego gatunku ze świetnie zachowanymi kośćmi ucha środkowego. Ich budowa wskazuje na to, że nasi praprzodkowie byli wrażliwi na podobną skalę dźwięków jak my. Odbierali częstotliwości między trzema kHz a pięcioma kHz, czyli zbliżone do naszego zakresu słyszalności – między dwoma kHz a czterema kHz (wskazuje na to kształt młoteczka, strzemiączka i kowadełka, które przenoszą drgania błony bębenkowej do ucha wewnętrznego). W tym przedziale mieszczą się artykułowane dźwięki, którymi się porozumiewamy (szympansy wprawdzie rozróżniają częstotliwości między jednym kHz a ośmioma kHz, ale najlepiej słyszą dźwięki z krańców tej skali). Naukowcy wyciągnęli z tego prosty wniosek, że skoro dawni homo słyszeli takie dźwięki, to zapewne sami je również wydawali. To prowadzi do konkluzji, że początki kształtowania się mowy mogą sięgać aż pół miliona lat wstecz.
Czy to możliwe? Tak, choć nieprzekonujące. Nic bowiem nie wskazuje na to, żeby umiejętność mówienia znacząco pchnęła do przodu rozwój intelektualny przodków Homo sapiens.

Gen mowy
Pierwszy prawdziwy przełom nastąpił wraz z pojawieniem się naszego gatunku, a więc około 200 tysięcy lat temu. Naukowcy z Instytutu Maksa Plancka w Lipsku wyśledzili, że właśnie wtedy nastąpiły dwie pozornie drobne zmiany aminokwasów w genie FOXP2. Zmutowany gen wypchnął wszystkie inne wersje tego genu i objął całą ludzką populację. Kiedy genetycy porównali nową wersję tego genu z FOXP2 szympansa, stało się jasne, że to właśnie ta mutacja najprawdopodobniej odegrała kluczową rolę w powstaniu mowy – przejęła nadzór nad rozwojem obszarów mózgu odpowiedzialnych za zdolności językowe. Dzięki niej ludzki ośrodek mowy jest w stanie objąć sens zawiłości językowych i sterować artykulacją, a więc kontrolować ruchy warg i języka.
Dowiódł tego przypadek pewnej brytyjskiej rodziny, której członkowie cierpieli na zaburzenia artykulacji i mieli problemy z rozumieniem zasad gramatycznych. Okazało się, że wszystkie te problemy to efekt niezwykle drobnej zmiany w budowie genu FOXP2. Dwie inne, równie "błahe" zmiany, zaważyły na losach gatunku ludzkiego.
Być może już 200 tysięcy lat temu pierwsi przedstawiciele naszego gatunku podjęli nieśmiałe próby rozmawiania ze sobą, jednak nie od razu zmieniony gen pokazał, na co go stać.
"Wczesny Homo sapiens bardziej oddalił się od szympansa w swojej anatomii niż w osiągnięciach kulturowych" – pisze Jared Diamond w książce "Trzeci szympans".
Możliwość zaplanowania działań, przekazania wiedzy o przeszłości i wyciągnięcia z tego wniosków musiały w istotny sposób odcisnąć piętno na życiu naszych praojców. Tymczasem nic takiego się nie stało. Ziemia nie zadrżała, niebiosa się nie rozwarły, a wcześni ludzie wciąż korzystali z tych samych narzędzi i schronień co dawniej. Do czasu.

Wielki Skok
Zwrot nastąpił przed 40 tysiącami lat. Antropolodzy nazwali go Wielkim Skokiem, bo właśnie wtedy z "przereklamowanej małpy naczelnej" nagle staliśmy się panami świata: powstały przepiękne malowidła naskalne, lepsze schronienia, broń do zabijania dużych zwierząt na odległość, precyzyjne narzędzia służące do oprawiania zwierzyny, łapania ryb i szycia ubrań. Człowiek, nie zwlekając, zaczął zajmować niedostępne wcześniej zimne rejony globu. Zaczął też – zgodnie z niepisanym nakazem – czynić sobie ziemię poddaną, co 30 tysięcy lat później doprowadziło do powstania rolnictwa. Z łowców-zbieraczy powoli staliśmy się osadnikami, założyliśmy miasta, zbudowaliśmy wieżę Eiffla i Międzynarodową Stację Kosmiczną. Coś się musiało wydarzyć 40 tysięcy lat temu. Tylko co?
"Brakującym składnikiem mogła być jakaś modyfikacja przedludzkiego kanału głosowego, która dała nam subtelniejszą kontrolę i pozwoliła na formowanie znacznie większego bogactwa dźwięków. Takie subtelne modyfikacje mięśni mogą nie być wykrywalne w kopalnych szczątkach" – pisze Diamond.
A więc prawdopodobnie jeszcze jedna drobna mutacja genu zmieniła historię całego naszego gatunku. Być może dzięki temu pohukiwanie mogło zamienić się wreszcie w pierwsze słowa. W efekcie w ciągu ostatnich 40 tysięcy lat wykonaliśmy znacznie większy skok kulturowy niż przez poprzednie 4 miliony lat.
Słowo dało nam wolność.

Aleksandra Kowalczyk/ Przekrój Nauki

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)