Jakie działania zdrowotne podejmuje prasa kobieca?

Prasa kobieca często stara się edukować swoje czytelniczki w zakresie zdrowia. Jak to robi? Czy pacjent w ujęciu prasy jest uprzedmiotawiany? Czy promocja zdrowia w mediach jest zawsze słuszna? Czym jest autoedukacja zdrowotna?
/ 19.09.2013 09:47

Zdrowie w przestrzeni medialnej

Problematyka zdrowotna jest już powszechnie podejmowana w mediach publicznych, w tym w prasie kobiecej. Bez względu na to, czy przedstawiana jest pod postacią reklam komercyjnych, reportaży prasowych, autorskich felietonów, czy doniesień newsowych, filmów fabularnych, programów radiowych itp., odbiorcy zapoznają się z coraz większą ilością informacji medycznych i otrzymują coraz liczniejsze „lekcje prawdziwego życia”.

Nadawcom zależy na docieraniu do szerokich mas społeczeństwa z przekazami zdrowotnymi, m.in. dlatego, że jest to stosunkowo łatwy sposób na upowszechnienie określonych postaw prozdrowotnych, na zaznajomienie laików z wiedzą uznaną przez ekspertów za najbardziej wartościową oraz z użytecznymi poradami, jak tę wiedzę wykorzystywać w codziennym życiu.

Nadawcy dostrzegają nadto spore zainteresowanie tematami medycznymi ze strony swoich odbiorców, starają się więc odpowiadać na tego rodzaju zapotrzebowanie.

Z pewnością coraz większe znaczenie w umacnianiu się pozycji przekazów dotyczących zdrowia w mediach publicznych mają także systematycznie podejmowane na łamach czasopism i w innych mediach akcje edukacyjne. Najdłuższą tradycję w tym względzie ma oczywiście prasa kobieca. W Polsce była ona wykorzystywana do promowania problematyki zdrowotnej już w XIX w.

Zdrowie w prasie kobiecej – edukacja

Pojęcie edukacji zdrowotnej – jako że najczęściej odnoszone jest do działań o charakterze formalnym – rzadko używane jest w kontekście analiz medialnych przedstawień raka piersi. Jednak zasadniczo zmienia ono swoje znaczenie, gdy dodany zostanie do niego przedrostek „auto”. Dlatego właśnie pokrótce zdefiniuję je w kontekście rozważań dotyczących potencjalnie istniejącego wpływu czasopism kobiecych na zachowania i postawy czytelniczek odnośnie do ich przemyślanych wyborów zdrowotnych.

Niezależnie, czy sądzi się, że kobiety sięgają po czasopisma tylko dla rozrywki, czy też zakłada, że szukają w nich użytecznych informacji, które pozwolą im lepiej funkcjonować w domu, pracy, relacjach partnerskich itp., to nie można zaprzeczyć wynikom badań empirycznych, które dowodzą, że prasa kobieca jest dla kobiet źródłem wiedzy o życiu, a więc i o raku piersi, zarówno dla kobiet zdrowych, jak i tych już chorujących. To rozpoznanie jest podstawą do sformułowania tezy, że popularne czasopisma są wykorzystywane przez kobiety w procesach autoedukacji (edukacji nieformalnej, edukacji w codzienności). (…)

Procesy przekazywania odpowiedzialności jednostkom za ich własne zdrowie umacniały się wraz z kolejnymi odkryciami w medycynie, np. z rewizją istniejącej i tworzeniem nowej etiologii chorób. W związku z tym zmienił się paradygmat zdrowia publicznego: z kontrolowania chorób na zapobieganie im. (…). Nowe założenie edukacji zdrowotnej głosiło, że jeśli chorobom można przeciwdziałać, to zachowania, wybory i warunki życiowe ludzi są związane z ich powstawaniem i dlatego można nimi skutecznie kierować – aby minimalizować ryzyko zachorowania.

Celem działań edukacyjnych od tej pory stało się zachęcanie ludzi do oddawania się zdrowemu stylowi życia. W konsekwencji, jak zakładano, następować miała rekonfiguracja podmiotu: biernego, uległego pacjenta w odpowiedzialnego, racjonalnego, przedsiębiorczego, kontrolującego samego siebie konsumenta. (…)

Zobacz też: Świat kobiecej prasy – czego uczą kobiece czasopisma?

Dwa modele edukacji zdrowotnej

Mając na względzie zmiany, jakie zachodziły w rozumieniu stopnia podmiotowego sprawstwa w zakresie dbania o własne zdrowie, można mówić o dwóch modelach edukacji zdrowotnej: tradycyjnym (opartym na paradygmacie biomedycznym) i nowoczesnym (bazującym na paradygmacie socjoekologicznym).

Model tradycyjny, zdaniem Andrzeja Krawańskiego i Alicji Kaiser, ma dwa warianty. Pierwszy z nich polega po prostu na dodaniu do programu edukacji szkolnej treści z zakresu wiedzy medycznej, np. poszerzenie programu o przedmiot „biomedyczne podstawy rozwoju i wychowania”. Drugi natomiast oparty jest na przeświadczeniu, że podejmowana w trakcie edukacji szkolnej problematyka zdrowotna nie ogranicza się tylko do zagadnień o charakterze biomedycznym, ale obejmuje też kwestie społeczne, kulturowe, polityczne itd. Dlatego konieczne jest – oprócz wprowadzenia osobnego przedmiotu nauczania – włączenie do programu nauczania różnych przedmiotów zagadnień z zakresu socjalizacji zdrowotnej.

Z kolei model nowoczesny edukacji zdrowotnej łączy się z interaktywnością, tzn. orientacją na pełne zaangażowanie się ucznia w zdobywanie i stosowanie wiedzy dotyczącej zdrowia, w tym wiedzy o jego społeczno-polityczno-ekonomicznych uwarunkowaniach.

Przez promocję zdrowia natomiast rozumie się „[…] system działań społecznych, których celem jest doskonalenie zdrowia i jakości życia społeczeństw”. Elementami promocji zdrowia są: edukacja zdrowotna, zapobieganie chorobom i lokalna polityka zdrowotna, a do jej celów należą: podnoszenie społecznej i jednostkowej świadomości zdrowia, sprzyjanie podejmowaniu kontroli nad własnym zdrowiem oraz „[…] rozwój i wzmacnianie zasobów zdrowotnych tkwiących w jednostce i jej środowisku”. Ale głównym celem i jednocześnie pożądanym skutkiem działań podjętych w zakresie promocji zdrowia jest health literacy. (…)

Czy promocja zdrowia w mediach jest zawsze słuszna?

Do promocji zdrowia i edukacji zdrowotnej nie można jednak podchodzić bezkrytycznie, ponieważ są nasycone wieloma niedającymi się wyeliminować sprzecznościami. Mirosława Cylkowska-Nowak dowodzi, że działania z zakresu promocji zdrowia często obarczone są nawet nie tyle kontradykcjami, ile wręcz grzechami.

Wśród nich wymienia m.in.: nadmiernie uproszczone podejście do zdrowia (posługiwanie się antynomią: idealne zdrowie – śmiertelna choroba), utożsamianie zdrowia z towarem, a chorego z konsumentem, narzucanie medycznych definicji społecznemu doświadczeniu ludzi, stawianie nierealistycznych roszczeń dotyczących niezawodności wiedzy medycznej, oczekiwanie, by praktyka kliniczna była zawsze skuteczna, posługiwanie się wyabstrahowanymi z kontekstu danymi statystycznymi, krytykowanie ludzi, którzy nie zgłaszają się na badania kontrolne (a nawet ich karanie, np. przez zwiększanie składki ubezpieczenia zdrowotnego), koncentrowanie się tylko na zagadnieniach, które wchodzą w zakres zainteresowania medycyny (zwłaszcza na tzw. czynnikach ryzyka), a ignorowanie kwestii społecznych, kulturowych, duchowych, psychologicznych itp.). (…)

Odbiorca uprzedmiotowiony

Stawką w tej dyskursywnej walce o znaczenia jest kształt tożsamości odbiorców. Dlatego tak ważne jest, by uniknąć pułapek „»zmedykalizowanych« form promocji zdrowia i edukacji zdrowotnej”: „healthizmu” (obsesji na punkcie zdrowia), „lifestylizmu” (orientacji na zdrowy styl życia) i „przymusowej medycyny”.

Celem promocji zdrowia okazuje się wspomniane upodmiotowienie odbiorców w zakresie ich własnego zdrowia, zarówno w wymiarze psychologicznym, jak i społecznym. Oczekuje się dziś od nich, by brali sprawy zdrowia w swoje ręce, przejmowali kontrolę nad swoim życiem: czuli się gotowi i kompetentni do działania na rzecz własnego dobrostanu i angażowania się w aktywność pewnych zorganizowanych grup i/lub nieformalnych wspólnot dążących do poprawienia sytuacji zdrowotnej danej społeczności. Przede wszystkim zaś chodzi o umożliwienie ludziom uświadomienia sobie, że pewne ich zachowania są niezdrowe (np. palenie, przejadanie się) i dokonanie sugerowanej zmiany, a także o ułatwienie im organizowania się grupy samopomocowe i sieci społecznego wsparcia. (…)

Zobacz też: Czym jest neuroestetyka?

Czym jest autoedukacja zdrowotna?

Przechodząc do wyjaśnienia tego, co rozumiem przez pojęcie autoedukacji zdrowotnej, chcę nawiązać do stwierdzenia Zofii Słońskiej, że mass media wykorzystywane są w jednym z pięciu obszarów promocji zdrowia, tj. w kontekście wspierania rozwoju indywidualnych umiejętności. Posiadana wiedza i umiejętności zdrowotne zapewniają zdobycie większej kontroli nad własnym zdrowiem, a także sprzyjają uczestnictwu w działaniach prozdrowotnych, które łączone jest też z innym obszarem promocji zdrowia. Dalsze słowa Słońskiej można strawestować tak, by skonstruować definicję rozważanego zagadnienia: autoedukacja zdrowotna wiąże się ze zdobywaniem przez jednostki (i pewne grupy społeczne, np. zawodowe, pacjenckie) kompetencji w sferze samodzielnego działania na rzecz zdrowia własnego i innych ludzi.

Aktywność prowadząca do nabycia tych kompetencji może mieć charakter zarówno celowy (zaplanowany), jak i przypadkowy (spontaniczny). Podejmowana jest z reguły samodzielnie (na bazie uświadamianych sobie przez jednostkę potrzeb), ale bywa też inicjowana, czy raczej facylitowana przez twórców przekazów medialnych (dziennikarzy, redakcje pism) i decydentów wykorzystujących mass media do nagłaśniania swoich kampanii i programów. Wysiłki wspierające autoedukację zdrowotną na pewno obejmują trzy zakresy spośród pięciu wymienionych przez Słońską:

1)  upowszechnianie wiedzy o zdrowiu,

2)  rozszerzanie tej nieformalnej edukacji o „[…] sprawy związane z budowaniem wysokiej samooceny, organizacją społecznego wsparcia oraz umiejętnościami życiowymi”,

3)  informowanie o kursach, warsztatach i szkoleniach, które pozwolą uczestnikom zyskać świadomość własnych uwarunkowań zdrowotnych oraz rozumieć „[…] korzyści płynące z włączania się do działań na rzecz zdrowia”; przykładem tego mogą być warsztaty psychoonkologiczne, w których udział kilkakrotnie oferowała swoim czytelniczkom redakcja „Twojego Stylu” (Słońska 2009, s. 292).

W analizach pedagogicznych autoedukację (edukację nieformalną) wraz z edukacją pozaformalną często traktuje się jako uzupełnienie czy dopełnienie oddziaływań o charakterze formalnym, szkolnym. W związku z tym definiuje się ją w kategoriach (samo)kształcenia, samorealizacji lub wręcz całożyciowego uczenia się.

Pojęcie to traktuję w sposób bardziej niejednoznaczny, zarówno pozytywny, jak i negatywny. Przez pierwszy rozumiem samodzielnie organizowany i kierowany proces własnego rozwoju, zmiany, uczenia się, a także spontaniczne i nieintencjonalne przyswajanie informacji i nabywanie umiejętności, które mogą okazać się przydatne w codziennym życiu. Natomiast przez aspekt negatywny rozumiem procesy uruchamiane i/lub stymulowane przez antyedukacyjne w swych intencjach instytucje i osoby oraz zjawiska i działania dyktowane nieedukacyjnymi pobudkami (np. merkantylnymi), a także zgodę na skomodyfikowanie, tzn. angażowanie się w proces samokształcenia facylitowany przez mające w tym własny interes korporacje, a więc, mówiąc krótko, jako dobrowolne zniewolenie i wymuszoną emancypację. Być może w odniesieniu do innych rodzajów samokształcenia i samowychowania ta ambiwalencja nie wydaje się zbyt nachalna, ale w kontekście relacji nawiązywanych przez czytelniczki z prasą kobiecą zachęcającą je do zdobywania wiedzy i przejmowania kontroli nad swoim zdrowiem – już tak.

Czym jest biomedykalizacja?

Ujęty w ten sposób problem autoedukacji zdrowotnej można określić mianem biomedykalizacji. Biomedykalizacja (w tym jedna z jej kluczowych agend: bioobywatelstwo czy biouspołecznienie) w dyskursie publicznym, zwłaszcza w oficjalnych wystąpieniach i kampaniach społecznych, często przedstawiana jest jako pożądany cel i efekt rozwoju cywilizacyjnego, a więc także działań społeczno-edukacyjnych.

Zgodnie z deklaracjami chodzi o to, by pojedyncze (zagubione, bezradne, coraz bardziej wyizolowane) jednostki stały się podmiotami swojego własnego życia, by pacjenci stali się klientami (w rozumieniu Rogersa), by jednostki (w tym osoby dotychczas wykluczone, żyjące w warunkach deprywacji, ucisku) zajęły pozycję autonomicznych konsumentów, podejmujących racjonalne decyzje i z tego tytułu szanowanych.

Nic więc dziwnego, że biomedykalizacja (a raczej bio-upełnomocnienie) utożsamiana jest z emancypacją. Osobom zdrowym i pacjentkom chorującym na raka piersi w prasie kobiecej nieustannie powtarza się, by stały się paniami swojego losu, by wzięły zdrowie w swoje ręce – wyjaśnia im się, że mają do tego podstawy i po temu powody: to jest ich ciało i ich życie, a lekarz – choć widzi i wie więcej – obcuje z ich organizmem tylko przez bardzo krótką chwilę, a poza tym nie potrafi się z nim komunikować tak jak one. Ale aby relacja z lekarzem była satysfakcjonująca (tzn. owocna), aby zalecone leczenie było właściwe (skuteczne i bez przykrych efektów ubocznych), pacjentka powinna zdobyć – tylko i aż – podstawową wiedzę medyczną na temat zdrowia (a właściwie choroby, na którą zapadła), a raczej stać się biomedyczną ekspertką, tzn. osobą, która wierzy w skuteczność biomedycyny i sądzi, że sama może podejmować kompetentne decyzje dotyczące własnego leczenia . Wspomóc ją ma w tym opanowanie nowego języka, tj. elementów żargonu medycznego, oraz zdobycie umiejętności przystosowywania się do nowej – m.in. szpitalnej – rzeczywistości. Oznacza to, że pacjentka nie tyle powinna podnosić swoje biologiczne kompetencje, ile musi to robić dla swojego własnego dobra. (…)

Zobacz też: Jak w prasie kobiecej traktowany jest temat zdrowia?

Fragment pochodzi z książki "Prasa jako medium edukacyjne" autorstwa E. Zierkiewicz (Impuls, 2013). Publikacja za zgodą wydawcy. Przypisy dostępne w redakcji.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)