POLECAMY

Jak naprawdę wygląda kobieca rywalizacja? Rozmowa z psychoanalityczką Wiolą Rębecką

Kobiety przez setki lat nie zajmowały się konkurowaniem, bo miały odgórnie nałożone inne "anielskie obowiązki". A duch rywalizacji potrzebuje rogów. Dziś, kiedy sprawy mają się już inaczej, nadal nie dajemy sobie przyzwolenia na otwartą rywalizacyjną grę, a jeśli nawet je sobie damy, naznaczone jest ono poczuciem winy.
Agata Bernaciak / tydzień temu
Jak naprawdę wygląda kobieca rywalizacja? Rozmowa z psychoanalityczką Wiolą Rębecką fot. Edipresse

Czy kobiety rywalizują ze sobą w jakiś specyficzny sposób? Czy coś tę rywalizację charakteryzuje, odróżnia od tej męskiej?

Wywiad z psychoanalityczką Wiolą Rębecką w Urodzie Życia 9/2018 - rozmowa Karoliny Morelowskiej-Siluk

Karolina Morelowska-Siluk: Kiedy umówiłyśmy się na rozmowę, w ramach przygotowania zrobiłam taki mały eksperyment – zamieściłam na swoim Facebooku pytanie: „Z jakich powodów kobiety ze sobą rywalizują?”.  Rozpętała się wielka, trwająca cały dzień dyskusja. Zaangażowały się w nią obie płcie i rozmowa bardzo szybko podryfowała w stronę… feminizmu! To zapewne coś oznacza, czyżby nam, kobietom, z rywalizacją było nie do twarzy?

Wiola Rębecka: No właśnie. Więc chcę powiedzieć na wstępie jasno, że rywalizacja jest bardzo naturalnym uczuciem i jest bliska każdemu z nas! Rywalizujemy, bo to pomaga nam przetrwać, popycha nas do działania. Czasem słyszymy, jak ktoś mówi: „Ja to z nikim nie rywalizuję”.

To nie może być prawda. Ten ktoś może tego nie dostrzegać, nie rozumieć, nie nazywać, może się tego wstydzić czy bać. Ale każdy z nas ma w sobie ten rys, bo to czysta biologia. Owszem, mechanizm rywalizacji może być zniekształcony.

To znaczy, jeśli mamy głęboką deprywację potrzeb, czyli one długotrwale są niezaspokajane, wówczas nasze tendencje rywalizacyjne mogą być znacznie większe lub odwrotnie – możemy starać się z nich rezygnować, ukrywać je. Ale to nie oznacza, że wrodzona potrzeba rywalizacji oraz uczucie zazdrości – bo te dwa elementy występują zawsze łącznie
– z nas wyparowały.

Idol kilku pokoleń. Muzyk niebuntujący się. Ojciec, dziadek i wierny od 34 lat mąż. Kazik Staszewski

KMS: Czy to znaczy, że każdy z nas czegoś komuś zazdrości?!

WR: Tak, i nie ma w tym nic złego. Przeciwnie – zazdrość jest dobrym, zdrowym uczuciem. To energia, która popycha nas do przodu. Co innego, gdy nasza zazdrość przekształca się w zawiść. Ta zżera, niszczy od środka, jest destrukcyjna. Nie napędza do działania, ale do knucia, spiskowania.
Kiedy mówimy o rywalizacji, bardzo ważnym elementem jest kultura danego społeczeństwa. I myślę, że tu leży sedno sprawy. Teoretycznie kultura szeroko pojmowanego Zachodu dziś daje już rywalizacyjne przyzwolenie obu płciom. W kulturze muzułmańskiej, czy tej ortodoksyjnej żydowskiej, nie jest akceptowana rywalizacja wśród kobiet w ogóle. Czyli, kobietom, choć jak każdy człowiek mają tę potrzebę we krwi, nie wolno jej ujawniać. A nasze społeczeństwo jest, mam wrażenie, pośrodku tej osi.
To znaczy: z jednej strony wiele dzieje się w kwestiach równouprawnienia, ale nadal silnie pokutują zakorzenione – kulturowo i religijnie – dawne wzorce. Otóż w rywalizację wpisana jest agresja, czyli w tym kontekście energia, która napędza nas do konkurowania.

KMS: A agresja kobiecie nie przystoi...

WR: A jeśli nie przystoi nam coś, czego naturalnie potrzebujemy, to uczucia poszukają sobie innej drogi. Realizowanie rywalizacji będzie miało inną dynamikę, zacznie objawiać się w mniej oficjalny sposób. Kobiety przez dekady, a nawet setki lat, nie zajmowały się rywalizacją, bo miały odgórnie nałożone inne „anielskie obowiązki”. A duch rywalizacji potrzebuje rogów. Jednak dziś, kiedy sprawy mają się już szczęśliwie trochę inaczej, nadal nie dajemy sobie przyzwolenia na taką otwartą rywalizacyjną grę, a jeśli nawet – podążając za zmianami – je sobie damy, zbyt często naznaczone jest ono poczuciem winy. Męska rywalizacja jest otwarta, „czysta”. Mężczyzna rywalizował od zarania dziejów. Jemu zawsze wypadało, mało –  to był i nadal jest jeden z wyznaczników jego męskości. U kobiety – przeciwnie – zakładano, że rywalizacja odbiera jej kobiecość. Bo ta jest zwiewna, eteryczna, uległa. Charakteryzuje ją błogość i kojący uśmiech na twarzy, a nie agresywny zadzior w oczach. Więc kombinujemy, wkładamy białe rękawiczki, aby realizować swoje ludzkie predyspozycje.

KMS: Kiedy rozmawiałyśmy w redakcji o kobiecej rywalizacji, doszłyśmy do wniosku, że ona może występuje rzadziej niż ta męska, ale bywa zdecydowanie bardziej ostra, mocna, czasem w niefajny sposób wyrafinowana.

WR: Nie zgadzam się z tym absolutnie! Mam wrażenie, że wpadłyście panie właśnie w pułapkę, którą my, kobiety, same na siebie zastawiamy. To znaczy tkwimy w  tym chorym, narzuconym schemacie, że nie mamy prawa być agresywne, zapiekłe w swoim zachowaniu. A niby dlaczego?! Może my tę agresję wyrazimy inaczej – mężczyźni dadzą sobie po pysku, a my wbijemy szpilę raniącym słowem – ale nadal i jedno, i drugie jest agresją i wszyscy mamy do niej takie samo prawo. Tymczasem, chcę podkreślić, obowiązujący schemat niezmiennie jest taki: facet może być agresywny, bo „taka jego uroda”, kobieta nie powinna być agresywna, bo wtedy odbiera sobie urodę. Kiedy czytam te wszystkie wypowiedzi, że feminizm odbiera kobiecie jej kobiecość, łapię się za głowę. Co to są za bzdury? Co to są za przekonania? Z  której ery one pochodzą? Feminizm daje kobiecie głos, oddaje jej należne prawa, ale nie zabrania jej nosić obcasów, malować ust czy być czułą wobec dziecka. To się, do cholery, nie wyklucza! Więc nie, kobieca rywalizacja nie jest bardziej ostra, czy wręcz perfidna, jak twierdzą niektórzy. Jest – niestety – ciągle zakamuflowana i  obciążona, naznaczona, wyrzutami sumienia. A to nam z pewnością nie służy, nie pomaga.

KMS: Powiedziała pani, że kobieta – z racji zewnętrznych okoliczności, nałożonych ograniczeń – rywalizując, przyjmuje inną strategię niż rywalizujący mężczyzna.

WR: Mężczyzna jest dosłowny, ściga się wprost. Używa do tego otwartego, mocnego, czasem wulgarnego języka. Kobiety kluczą, kombinują, ta rywalizacja nie jest drogą z punktu A do punktu B, jest labiryntem. Słyszymy czasem, jak ktoś mówi: „Niby zawsze taka miła, a jak się okazuje, sączyła jad” albo: „Taka grzeczna, układna, nic nie wskazywało na to, że spiskowała, i straciłam przez nią stanowisko”. To jest właśnie efekt skrępowanych potrzeb, które nie mają normalnego, naturalnego ujścia. Mało którą z nas stać na to, aby jasno i wyraźnie zazdrościć, jasno i wyraźnie stawać do walki. Bardzo często wracam do mojego ukochanego serialu „Seks w wielkim mieście”, mam w nim ulubioną postać – to Samantha, która jest prowodyrką społecznych zmian. Jest oczywiście odrobinę przerysowana, ale myślę, że czasem warto byłoby wziąć z niej przykład. Ją stać na otwartą, czystą rywalizację. Nie płacze potem po nocach, zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze zrobiła, czy aby komuś nie sprawiła przykrości.

Polecamy także:
Zniknęła z mediów i z tylnego siedzenia kontroluje show-biznes. Co teraz robi Aleksandra Kwaśniewska?
Mocna sesja zdjęciowa polskiej fotografki. Daje do myślenia?

Dalszą część rozmowy Karoliny Morelowskiej-Siluk z Wiolą Rębecką przeczytasz w najnowszym numerze Urody Życia! W sprzedaży już od 10 sierpnia 2018.

Całe życie w boju. Walczyła o swoją muzykę, o miłość, o dziecko. O co teraz walczy Anna Rusowicz?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)