POLECAMY

Dobra pamięć, zła pamięć

Wstrząsające lub groźne zdarzenia są udziałem większości ludzi i to niekiedy wielokrotnie w ciągu jednego życia. Tak po prostu jest. I to, że ktoś wielokrotnie był ofiarą zagrożeń lub ciosów nie musi oznaczać, że pozostanie na zawsze ofiarą.
Wstrząsające lub groźne zdarzenia są udziałem większości ludzi i to niekiedy wielokrotnie w ciągu jednego życia. Tak po prostu jest. I to, że ktoś wielokrotnie był ofiarą zagrożeń lub ciosów nie musi oznaczać, że pozostanie na zawsze ofiarą.

Weźmy kobietę, która we wczesnym dzieciństwie spędziła na Syberii długi czas w sierocińcu, tragicznie straciła rodzeństwo i prawie całą rodzinę, a potem ze skrajnie wyniszczoną, chorą na gruźlicę matką, jakoś dotarła do Polski, by przez całą młodość pokonywać elementarne trudności bytowe. Nawet na tamte powojenne czasy jej doświadczenia mogły się wydawać smutniejsze, bardziej samotne i biedniejsze niż u innych. I ta kobieta, dziś już ponad 60-letnia, specjalnie nie choruje, nigdy nie zażyła tabletki nasennej czy uspokajającej, ma rodzinę, którą bardzo kocha, jest dumna ze swoich dzieci, a co najważniejsze - uważa, że zawsze miała bardzo szczęśliwe życie. Amnezja? Psychopatologia?Dobra pamięć, zła pamięć

Cóż, na jej miejscu wielu nigdy nie podniosło by głowy. Zapadliby się w depresję, użalanie się nad sobą, może w jakąś nerwicę lękową, a przynajmniej w wielkie cierpienie z powodu złych wspomnień.

Co ona robi ze swymi wspomnieniami? Wybiera. Od dziecka wybiera pamiętanie dobrego, niepamiętanie złego. Nie mówi, że złego nie było. Gdy opowiada o swoim dzieciństwie, płacze przy tym, ale potem ociera oczy i nie zostaje ze złymi wspomnieniami.

Gdy kiedyś na życzenie terapeuty miała narysować swoją "mapę życia" i w niej swój autoportret - przedstawiła siebie jako centralną osobę z uśmiechniętą twarzą, z nogami, rękami i ciałem, w którym niczego nie brakowało. "Mapa" była bogato wypełniona, dookoła byli bliscy ludzie, dalej inni, mniej bliscy, pośrodku zaciszny dom, zaraz obok miejsca, w których pracuje, a w tle szkoły, które ukończyła. Było słońce, obłoki, kwiaty, ptaki. A z nieba patrzyli na nią tamci, których kiedyś zabrała jej wojna.

A przecież ta jej "mapa" mogła by wyglądać zupełnie inaczej. Ludzie, których spotkały nawet mniej tragiczne ciosy, często nic poza swoim nieszczęściem już w życiu nie widzą. Sprawia to ich "zła pamięć"...

Porównajmy pamięć do szuflady z uzbieranymi gdzieś przypadkiem szpargałami. Albo do pawlacza, gdzie wrzucamy po kolei wszystko, co dziś nie jest nam potrzebne, choć kiedyś może i było. Są ludzie, którzy bardzo się do takich niepotrzebnych rzeczy przywiązują. Tak bardzo, że nie potrafią się ich pozbyć. Trzymają je, choć zabierają miejsce, czasem hodują mole lub inne szkodniki, zbierają brud i ograbiają ze świeżego powietrza. Gdy od nadmiaru niepotrzebnych rzeczy robi się ciasno i jakość obecnego życia na tym traci, to jest to, moim zdaniem, rodzaj nerwicy. Dojrzałe kierowanie swoim życiem polega na tym, że się przede wszystkim dba o jakość swego życia tu i teraz. Nie żyje się w rozkroku - jedną nogą w tym co kiedyś było, a drugą w tym, co kiedyś może być. Stare skarpetki czy krawaty, roczniki gazet sprzed lat, zaproszenia na cudze wesela, obtłuczone dzbanuszki - to nie są "pamiątki". To są neurotyczne kotwice nie pozwalające odpłynąć dalej; trzymają one ludzi u brzegów jałowej ziemi, na której nic nie urośnie i nic pięknego ani użytecznego nie można zbudować. Takie bywają złe wspomnienia które nic nam dzisiaj nie dają, a odbierają wiele. Niektórzy trzymają je uparcie w swym umyśle jak zakurzone, niezdrowe szpargały na pawlaczu.

SUPEROFIARY

Superofiary stają się ofiarami podwójnie. Raz, bo spotkały je smutne i ciężkie przeżycia, a dwa, bo same podtrzymują stan cierpienia długo po ustąpieniu przykrych zdarzeń. Pamiętanie - czy raczej rozpamiętywanie - smutków jest wyuczonym, nawykowym stanem umysłu. Ten schemat zamiast pomagać, szkodzi. Najpierw powstał w prawidłowym odruchu obronnym i oparł się na logicznym wniosku: "Muszę dobrze zapamiętać ten ból, żeby z niego nauczyć się w przyszłości unikać takich sytuacji, by nie cierpieć." Tymczasem z powodu podtrzymywania i obracania w pamięci tamtego zdarzenia, osoba nadal cierpi mimo, że sytuacja, która wywołała ból, dawno się zmieniła. Często ta pamięć bólu podtrzymuje ów ból na długie lata, niekiedy na zawsze.

W Roosevelt Hospital w Nowym Jorku przebadano kiedyś testem MMPI (dot. typów osobowości) pacjentów leczonych z powodu różnych zaburzeń psychicznych spowodowanych jakąś przeżytą traumą. Okazało się, że łączy te wszystkie osoby pewna cecha, a mianowicie nadmiernie wysokie, nierealistyczne oczekiwania. Na usługach tych wyjątkowych oczekiwań znajduje się pamięć tych osób, które nie mogły (nie umiały? nie chciały?) odpuścić dawnych urazów, ciosów, cierpień lub bolesnych doświadczeń i niosą je ze sobą przez całe życie. Superofiary nie przestają cierpieć, mimo że źródło cierpienia dawno zniknęło. W terapii takie osoby ujawniają uczucia gniewu, bezradności, rozpaczy, braku zrozumienia przez innych. Niekiedy są to osoby z pozoru ciche, ulegle, spokojne i poddające się. W głębi duszy szaleje w nich jednak burza żalów, pretensji, niezgody, wściekłości, uporu i zawziętości. Tak jakby żyły w ciągłym oburzeniu i niezgodzie na swój los. Jakby bez przerwy wołały: "Dlaczego ja?", "Dlaczego mnie to spotkało?", "Dlaczego takie rzeczy w ogóle się zdarzają?"

Inni ludzie, którzy lepiej nauczyli się realizmu i akceptacji, w chwilach wielkiego cierpienia również zadają sobie te pytania. Na ogół jednak zaraz sobie odpowiadają: "A dlaczego nie?"

Źródła syndromu superofiary, a innymi słowy, źródła tej długotrwałej złej pamięci, tkwią przeważnie w bardzo wczesnych doświadczeniach. Dziecięce umysły są bardzo podatne na wpływy, łatwo w nie wdrukować zapis określonych schematów przeżywania, reagowania i postępowania. Raz wdrukowany schemat może trwać przez całe życie.

Zła pamięć rozplenia się w umyśle zwykle wtedy, gdy traumie towarzyszy osamotnienie, niezrozumienie, brak wsparcia. Jeżeli komuś skrzywdzonemu przez ludzi lub los ktoś od razu nie pomoże wypłakać swego bólu, wypowiedzieć swego zawodu lub żalu, wyrazić gniewu, wściekłości i buntu, to osoba taka zostanie z tymi uczuciami sama. Pewnie je schowa w sobie. Może na jakiś czas nawet zdoła je stłumić lub wyprzeć. Ale one jednak będą przepełniać jej duszę, będą czaić się i ustawicznie domagać się uobecnienia we wszystkich kolejnych przeżyciach. Tym sposobem tamta dawna pamięć wdzierać się będzie w późniejsze doświadczenia, zabarwiając je kolorytem dawnego cierpienia. Wszystko, co się będzie z tą osobą działo, będzie miało barwę złej pamięci. Zapewne z tego powodu będzie ona rezygnować z wielu wyborów, może utraci w ogóle wiarę w jakikolwiek sens życia, może przyjąć negatywne nastawienie do wszystkiego, co się w jej życiu dzieje.

Zła pamięć wywołuje bolesne uczucia. One zaś rzutują na jakość życia. Często prowadzą do stanów depresyjnych. Ale wynikają z tego nie tylko skutki negatywne. Są też pozytywne - czyli korzyści. Choć może to brzmieć paradoksalnie lub ironicznie, to jednak ze złej pamięci można mieć niemałe pożytki. Jednym jest pozyskiwanie uwagi. Cierpiący człowiek, ktoś, kogo kiedyś spotkało coś złego, na ogół wzbudza zaciekawienie, współczucie, czasem litość. A to jest przecież forma uwagi. Drugi pożytek to własna tożsamość. Nie trzeba dociekać, kim się jest, wystarczy, że "jest się" w związku ze swoją tragedią. Ludzie mogą od razu skojarzyć: "A, to ta, którą niesprawiedliwie posądzono" lub "To ten, kogo w szkole zbił jakiś łobuz" czy "To ta, na której oczach zginęli bliscy". Lub cokolwiek innego, co mogło wryć się w pamięć i pozostać jako główne jądro tożsamości. Nie jest się nikim innym, tylko "owym tym" kogo kiedyś spotkało jakieś zło. A więc staje się trochę tak, że można się specjalnie nie starać, aby stać się kimś innym. Po prostu jest się wyłącznie tamtą ofiarą, wciąż na nowo, stale, zawsze. Trzecią korzyścią jest bezpieczeństwo. W życiu nic nie musi się już dziać, wciąż na nowo dzieje się tamto, zapamiętane, które już było - a więc wiadomo, jakie jest. Wiadomo, co może być najgorszego. Już mamy to za sobą. Ale żeby niczego więcej się nie bać, zamiast "za sobą", mamy to swoje bolesne przeżycie i w sobie, i przed sobą, jakby miało się ono dopiero wydarzyć. Ponieważ jest znane, jest bezpieczne. A że boli? Ten ból też już znamy, więc też wiemy, że można z nim żyć. Wszak żyjemy...

Pamiętanie złych rzeczy wcale nie cechuje ludzi lepszych, ani bardziej moralnych, ani mądrzejszych. Może się jednak tak wydawać. Niektórzy wierzą, że przejście nad bólem do porządku dziennego przyniesie im ujmę. Że powracając do normalnego życia okażą jakąś płytkość czy płochość. Dlatego czasem chcemy coś złego pamiętać z przekonania, że doda to nam powagi i dojrzałości. Albo że w dawnych traumach tkwi jakiś imperatyw. "Po to dane mi było to przeżyć, żeby już nigdy nie móc się cieszyć". Może dlatego, że uważamy coś za metafizyczną karę? Że nieszczęście było jakimś znakiem, który mamy sami sobie wypalić na swej pamięci jak wieczne piętno, jak stygmat, dodający świętości lub znaczenia. Któż to wie? Ludzie wierzą w różne rzeczy. Wmawiają sobie różne najdziwniejsze hipotezy. Im bardziej skryte są te głębokie przekonania lub wierzenia, tym trudniej przełamać przyjęte schematy zachowań. Czasem jednak udaje się odkryć tę podświadomą warstwę kierujących nami poglądów. Dopiero wtedy można je próbować zweryfikować.

NADZIEJA

Ze złej pamięci można się wyleczyć. Jak w większości szkodliwych nawyków, które może pomóc zmienić na przykład psychoterapia, i tu również jest kilka etapów. Najpierw trzeba zobaczyć CO złego tak uporczywie pamiętam, że odbiera mi to zdolność do pójścia naprzód. Potem trzeba podjąć decyzję, żeby przypomnieć sobie dla odmiany dobre rzeczy. Będzie to wymagało ogromnego wysiłku, ale jest możliwe. Można je opisać, czasem trzeba zacząć wypytywać bliskich jak to było. W sumie, trzeba na nowo ułożyć obraz swego życia, w którym zostaną użyte również jasne, ciepłe barwy oraz miękkie, dobre przeżycia. Złe już przecież znamy na pamięć. Sama ta praca zajmie dużo czasu. Ale będzie to czas, w którym zrobi się mniej miejsca na wspominanie złych przeżyć. I tą drogą, stopniowo, z pomocą innych ludzi, trzeba wypełnić swą uwagę, myśli, codzienne rozmowy, rytuały i zajęcia takimi sprawami, które zepchną na dalszy plan tamte złe wspomnienia.

Bo cóż to są wspomnienia? To nic innego, jak myśli, które wywołują uczucia, te zaś zmieniają się w nastroje, samopoczucie, stan duchowy i fizyczny. Dobre wspomnienia sprawiają, że czujemy się szczęśliwi. Złe wspomnienia sprawiają, że życie wydaje się złe. Paradoks polega na tym, że siła dawnych wspomnień, zwłaszcza natrętnie obecnych w dniu dzisiejszym, nadaje ton temu, co dzieje się obecnie. Nawet najspokojniejsze życie, dostatek, czyjaś miłość mogą nie być dostrzeżone pod gruzami jakiejś klęski sprzed lat. Co gorsza, często te gruzy tak zagradzają drogę do nas innym ludziom, że faktycznie niczego poza tymi gruzami już w naszym życiu nie może być. Jest to najsmutniejsze, bo niezasłużone, nieszczęście większości superofiar. Nie dość, że się kiedyś nacierpieli, to jeszcze dziś sami siebie nadal pogrążają w odnawianym raz po raz cierpieniu.

Porzucenie złych wspomnień nie musi oznaczać amputacji żadnej części siebie. Chodzi o zrównoważenie proporcji. To co było, zostawmy za sobą. Kierować można tylko tym, co się dzieje tu i teraz. Można nawet nie chcieć czegoś "zapomnieć", ale trzeba przestać o tym "myśleć". Czasem niech się przypomni, czasem można znów nad czymś lub za czymś zapłakać, ale - c z a s e m, a nie ustawicznie. Aby złą pamięć uleczyć, trzeba nauczyć się dobrej pamięci, a przede wszystkim trzeba nauczyć się myśleć i przeżywać to, co dzieje się teraz, a nie kiedyś. Umysł nie znosi próżni. Albo będą tam nawykowo stare, złe wspomnienia, albo wspomnienia dobre, lub jeszcze lepiej, po prostu bieżące, aktualne, teraźniejsze sprawy. Dla wspomnień zarezerwujmy rocznice. Ich zaleta polega na tym, że przypadają raz na rok. 364 dni mamy wtedy na prawdziwe życie (a w latach przestępnych nawet 365).

Ewa Woydyłło

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/10 lat temu
bardzo ciekawy artykuł ,ale wynika z niego, że to nie człowiek sam, ale jego podświadomość nim kieruje
/10 lat temu
moj sposob na pozytywne nastawienie do zycia: kazdego dnia wieczorem zapisac wszystkie mile chwile, ktore ci sie przytrafily! zawsze sie cos znajdzie!