HTZ czy fitohormonalna terapia zastępcza

Kryzysowa sytuacja jaką jest menopauza, to naturalny okres w życiu kobiety. Tak jak w przyrodzie zachodzą zmiany zgodnie z rytmem wegetacyjnym roślin, tak samo kobieta przechodzi przez kolejne etapy swojego życia.
/ 04.04.2008 15:20
Kryzysowa sytuacja jaką jest menopauza, to naturalny okres w życiu kobiety. Tak jak w przyrodzie zachodzą zmiany zgodnie z rytmem wegetacyjnym roślin, tak samo kobieta przechodzi przez kolejne etapy swojego życia.

Menopauza nie jest więc chorobą, lecz zjawiskiem fizjologicznym, zgodnym z naturalnym cyklem życia. Po prostu trzeba zaakceptować ten fakt, ale niekoniecznie dokuczliwe objawy wywołane niedoborem estrogenów, jak uderzenia gorąca czy kłopoty ze snem. HTZ czy fitohormonalna terapia zastępczaUzupełnienie niedoboru estrogenów w organizmie likwiduje je. Fitoestrogeny są estrogenami pochodzenia roślinnego. Natura sama znalazła rozwiązanie.

Nie od dziś wiadomo, że Azjatkom żyje się... piękniej. Nieskazitelnej cery i szczupłej sylwetki zazdrości im niejedna Amerykanka czy Europejka. Na podstawie doniesień pochodzących z wielu źródeł okazuje się, że mieszkanki Chin i Japonii lżej też znoszą tak trudny dla każdej kobiety okres – menopauzę, podczas której czynność hormonalna jajników ustaje, czego wyrazem jest ostatnia miesiączka. Na tych terenach dolegliwości menopauzalne w postaci uderzeń gorąca występują tylko u 15% zbadanych kobiet. W tym samym badaniu na podobne objawy skarżyło się aż 85% mieszkanek Ameryki Północnej [1]. To poważna różnica. Co więc może być tego przyczyną? Niewątpliwie jakiś ogólny czynnik populacyjny. W grę mogą wchodzić predyspozycje rasowe, ale na początek dobrze będzie zająć się tym problemem... od kuchni.

Jesteś tym, co jesz
Tradycyjna polska kuchnia nie należy do najzdrowszych. Do tego wiele zależy od indywidualnych upodobań kulinarnych. Na szczęście coraz częściej bacznie przyglądamy się temu, co zamierzamy położyć na swoim talerzu. Faktycznie, zmieniany swoje nawyki żywieniowe. Modyfikujemy dietę, kierując się tym, czego dowiemy się z mediów. Wprowadzamy na przykład do jadłospisu oleje i ryby bogate w kwasy omega-3, bo dowiadujemy się, że są one niezbędne dla sprawnego funkcjonowania naszego organizmu i bardzo zdrowe. Zjadamy też więcej świeżych owoców i warzyw. Z czasem już mniej na to zważamy, bo staramy się dotrzymać kroku kolejnej modzie na odżywianie, która ma zapewnić zdrowie, młody wygląd i długowieczność... I nie ma w tym nic złego. To dobrze, że dostrzegamy związek tego, czym karmimy swoje ciało z tym, jak wyglądamy i jak się czujemy. Jednakże nie ma u nas tradycyjnych, prozdrowotnych wzorców zachowań żywieniowych, które mimowolnie akceptujemy. Potrzeba więcej czasu i konsekwencji, by utrwalić nowe zasady.

Wyssane z mlekiem... sojowym
Wracając do Azji, już po pobieżnej analizie diety krajów wschodnich można zauważyć, że produkty sojowe są ważnym składnikiem codziennego jadłospisu. Popularne w tej diecie tofu, to w naszym kraju produkt, który wzbudza zainteresowanie co najwyżej wegetarian, bo wielu z nas trudno jest dostrzec wyjątkowe walory kulinarne tego dość specyficznego białka o nieokreślonym kolorze, niemal zupełnie pozbawionego smaku.

Dane epidemiologiczne dowodzą, że na terenach, gdzie spożywa się dużo pokarmów zawierających soję dolegliwości okresu menopauzy występują ponad 5-krotnie rzadziej niż u kobiet zamieszkujących Amerykę Północną [1]. Mniej też jest przypadków złamań szyjki kości udowej oraz raka piersi.

Za tym, że to dieta może mieć związek ze zdrowiem kobiety przemawia też fakt, iż Azjatki emigrujące do Stanów Zjednoczonych i tam zaczynające stosować dietę zachodnią mają jednakowe ryzyko zachorowania na raka sutka jak Amerykanki [2].

Obiad w miligramach
Weźmy więc pod lupę zawartość talerzy. Soja i jej przetwory zawierają dużą ilość aktywnych biologicznie związków – izoflawonoidów ( fitohormonów). W dobowej diecie Japonek znajduje się ich 200 mg, a w krajach całej Azji średnio 25-45 mg. By podkreślić rozbieżności dietetyczne, to Europejki zjadają ich zaledwie 5 mg w ciągu dnia. To aż 40-krotnie razy mniej niż mieszkanki wysp! To poważna różnica, która musi mieć swoje odzwierciedlenie na poziomie procesów komórkowych. Izoflawonoidy posiadają bowiem aktywność biologiczną podobną do estrogenów, żeńskich hormonów płciowych, i dlatego nazywane są fitoestrogenami. Mają wielokierunkowe, pozytywne działanie na organizm kobiety. Podczas menopauzy dochodzi do nagłego, poważnego deficytu estrogenów – hormonów odpowiadających za blisko 400 przemian metabolicznych. Zmianie ulega funkcjonowanie wielu narządów subiektywnie odczuwane pod postacią uderzeń gorąca, potów nocnych, kołatania serca, drażliwości, przygnębienia, bezsenności, stanów depresyjnych, zaburzeń koncentracji i pamięci.

Zmiennik potrzebny od zaraz
Jak zatem można ulżyć w cierpieniu kobiecie oraz zapobiec tym procesom, które bez ochronnego działania estrogenów zaczną się toczyć w jej ciele, czyli: osteoporozie, chorobom sercowo-naczyniowym, cukrzycy, chorobom nowotworowym, wiotczeniu skóry. Rozwiązanie wydaje się proste – dostarczając z zewnątrz ten składnik, którego zabrakło. Stosowanie hormonalnej terapii zastępczej (HTZ) liczy już sobie ponad wiele lat. Z początku lekarze ginekolodzy bardzo chętnie przepisywali preparaty hormonalne wierząc, że szybko doprowadzą one organizm kobiety do równowagi sprzed okresu menopauzy. HTZ polega na przyjmowaniu estrogenów i gestagenów (progesteron) w terapeutycznych dawkach.
Nie można zakwestionować stwierdzenia, że HTZ przyniosła kobietom wiele dobrego. U stosujących ją poprawia się stan zdrowia, odczuwany jako subiektywna poprawa jakości życia, lepszy jest stan skóry i układu moczowo-płciowego. Hormonalna terapia zastępcza jest też formą profilaktyki osteoporozy oraz choroby Alzheimera. Ale ważnym (o ile nie najważniejszym dla samej zainteresowanej, bo natychmiast odczuwalnym) skutkiem HTZ jest zniwelowanie objawów uczucia uderzeń gorąca i potów nocnych oraz zmienności nastrojów.

HTZ czy fitohormonalna terapia zastępczaNie wszystko złoto...
Idealnie byłoby, gdyby na samych zaletach HTZ można byłoby poprzestać. Jednakże doniesienia o ubocznych skutkach HTZ ostudziły trochę zachwyty nad HTZ. Angielskie badanie Million Women Study, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie Lancet, wykryło powiązanie terapii zastępczej ze wzrostem zachorowania na raka piersi. Ryzyko zapadnięcia na tę chorobę wskutek terapii preparatami estrogenowymi podniosło się niemal dwukrotnie, wzrastając systematycznie w miarę leczenia. W przypadku stosowania preparatów estrogenowo-progesteronowych było nawet większe. Kolejne badania uzupełniły listę dolegliwości o bolesność piersi, nudności, zmiany nastrojów, przyrost masy ciała w wyniku gromadzenia płynów, kamicę żółciową, nadciśnienie oraz ryzyko wystąpienia żylnej choroby zatorowo-zakrzepowej. Oprócz tego, wskutek oświadczenia Północnoamerykańskiego Towarzystwa Menopauzy z lutego ubiegłego roku dowiedziano się, że HTZ nie jest metodą prewencyjną chorób serca.

Powrót do tradycji
Informacje o ujemnych skutkach stosowanej już od wielu lat terapii zastępczej estrogenami spowodowały, że wiele kobiet zrezygnowało z przyjmowania hormonów. Inne, które już były gotowe ją sobie zaordynować, zaczęły się wahać. Ale problem pozostał – objawy wypadowe menopauzy są tak dokuczliwe, że zaczęto rozglądać się za alternatywnym rozwiązaniem. Estrogeny roślinne – czyli fitoestrogeny stanowią właśnie tę potencjalną alternatywę dla kobiet, które nie chcą lub obawiają się przyjmowania HTZ, lub też z zasady wolą przyjmować preparaty roślinne.

Nie HTZ, a FTZ
Preparaty fitohormonalne szybko zyskały mocną pozycję w poprawie jakości życia kobiety w okresie menopauzy, ze względu na fakt, iż cechuje je duży profil bezpieczeństwa i przez wiele kobiet mogą być stosowane bez nadzoru lekarza. Ich skuteczność potwierdzona została badaniami klinicznymi i wywiadami z pacjentkami. Fitohormonalna terapia zastępcza (FTZ) pomaga zahamować uderzenia gorąca oraz poty nocne, obniża stany depresyjne i łagodzi huśtawkę nastrojów. Co ważne – zapewnia ochronę kościom i sercu i normalizuje gospodarkę lipidową.

Nieustannie kontrolowane
Przeprowadzono niedawno, bo w 2006 r., badanie, by ocenić wpływ działania izoflawonoidów sojowych na łagodzenie objawów menopauzy, pH pochwy, wyniki badań cytologicznych oraz wpływ na endometrium (błonę śluzową macicy) u kobiet po menopauzie [2]. Wynika z niego, że fitoestrogeny nie powodują pogrubienia błony śluzowej macicy oraz proliferacji endometrium (co jest złym skutkiem działania estrogenów). W tym samym badaniu nie stwierdzono również efektów ubocznych pod postacią krwawienia z dróg rodnych, co odnotowano podczas klasycznej kuracji estrogenowej.
Ważnym wnioskiem z badania jest, że fitoestrogeny w podobnym zakresie jak terapia hormonalna estrogenowa wpływają na łagodzenie objawów menopauzy, a przy tym są bezpieczne w stosowaniu, dobrze tolerowane przez organizm i nie wpływają negatywnie na błonę śluzową szyjki macicy oraz wydzielinę z pochwy. Objawy uboczne podczas stosowania doustnych preparatów fitroestrogenów praktycznie nie występują i w zalecanych dawkach są dobrze tolerowane.

Dieta to nie wszystko
Zatem Azjatkom żyje się piękniej, ale realnie patrząc trudno byłoby nam naśladować je w kultywowanych od pokoleń nawykach żywieniowych. Przyjęcie zbilansowanej, odpowiedniej dla wieku kobiety dawki izoflawonoidów jest możliwe, gdy zdecydujemy się sięgnąć po jeden z dostępnych na rynku preparatów zawierających ekstrakty fitoestrogenów. (np. Climagyn). Fitohormony zostały w nich dobrane w odpowiednich ilościach, przewyższających te, które można byłoby przyjąć z pożywieniem - z myślą o kobiecie w okresie okołomenopauzalnym i jej potrzebach.


Źródło:
1. Helena Rotsztejn. „Fitoestrogeny jako czynnik poprawiający komfort życia kobiety w okresie menopauzy”.
2. Cristina Kaari et al. „Randomized clinical trial comparing conjugated equine estrogens and isoflavones in postmenopausal woman: a pilot study.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)